Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 14,697
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Motto (dedykacja własna dla Anetty, Bogusi, Tratiny, Faziego, Pablo, Pedra i Tomtura): "Cieszy mnie, że staliście się papierkiem lakmusowym do kolejnego otestowania stopnia wytrzymałości forumowicza GŚ na zastawione na niego warunki pogodowe. Owszem, było na bibach słońce, ale żeby przez cztery dni na nas próbowano spalić skórę, tego jeszcze nie było. Dziękuję Wam, że Wy w charakterze próbki do otestowania udowodniliście, że członek GŚ wytrzymie i takie warunki, kiedy słońce świeci jak przez szkło powiększające. A tak na marginesie. Nie musicie brać aż tak poważnie mój pogląd, że czerwony kolor, to zdrowy kolor i następnym razem raczej się nasmarować kremem ochronnym." innocent

Po n-tych bibach to już czwarta biba w Wielkiej Fatrze (WF). Na taką destynację, to powiedziałbym, że sporo. Jednak WF zasługuje na to. Widokowy główny grzbiet, dziewicze lasy, długie doliny i atmosfera schronisk. To wszystko z dala od zatłoczonych szlaków. Nie mówię, że nie było turystów, zwłaszcza ze soboty na niedzielę, ale żeby w dwu miejscach noclegowych mieć schrony tylko dla siebie, to i mnie zaskoczyło. To daleko odbiega od więcej komercyjnie nastawionej Małej Fatry. Dla górskich samotników WF to ideał, zwłaszcza dla amatorów biwakowania w parku narodowym. Sporo legalnych miejsc do prowadzenia tego typu czynności noclegowych.
Dane techniczne:
DOBA : 3. 5. - 6. 5. 2018
PRZESTRZEŃ: Liptowska odnoga i główna grań WF
OBIEKT (do spania): Utulnia Limba, Chata pod Boryszowem, Hotel Kralowa Studnia.
ODLEGŁOŚĆ (bez wychadzek na Boryszow i Kralową Skałę): 1. Podsucha - Hotel Smrekowica - Północne Siodło Rakytowa - Utulnia Limba 13 km; 2. Utulnia Limba - Rakytow - Ploska - Chata pod Boryszowem 10 km; 3. Chata pod Boryszowem - trawers Ploskiej - Otriedok - Kryżna - Hotel Kralowa Studnia 13 km; 4. Hotel Kralowa Studnia - Mała Krzyżna - Turecka - Stare Hory 11 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 1215/579 m, 898/792 m, 657/703 m, 250/1035 m
CZAS (według mapy): 5:45 godz., 4:15 godz., 4:30 godz., 3:15 godz.
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Bogusia, Fazik, Pablo, Pedro, Stasiu, Tomtur, Tratina,
- gościli - Juro
- otarli się o nas - pani Słońce w pełnej swej sile.

Dzień pierwszy, czwartek

Tradycyjne zbieranie się do kupy i obranie właściwego kierunku. Tym razem kierunek Rużomberok. Właściwie trochę dalej w kierunku na Donowaly. Autka parkujemy w osadzie Podsucha (570 m) na parkingu Koliby Bodega. Mamy zezwolenie od personelu, jednak w zamian obiecujemy stawić się na niedzielny obiad.
   
Jak przed każdą poważną ekspedycją trzeba najpierw omówić pewne sprawy. Wybrać strategię, dobrać do tego właściwą taktykę i rozdać każdemu jego zadanie. Jest nas dopiero sześciu i czekamy też na Pedra, który w WF wkracza od samotnych gór alpejskich.
   
Anetta z Tomturem kontrolują kolor swych ramion przed wyjściem. Jeszcze nie wiedzą, że za cztery dni ten kolor radykalnie się zmieni. Miejsce startowe z Podsuchej wybieramy jako złotą średnią drogę. Można było pójść do Limby na krechę Ciepłą Doliną lub coś na maksa, przez Wlkoliniec lub sam Rużomberok. Jednak my jeszcze stąpamy mocno nogami po ziemi i dlatego obieramy średni wariant. Jest już 11:30 i my dopiero teraz wyruszamy na trasę.
   
Obrany wariant ma też i swój mały minus. Trzeba więcej jak 8 km dymać asfaltem. Dla naszych bibowiczów osmaganych wielokrotnym chodzeniem w Tatrach do Chochołowskiej, to żaden problem. Jednak na jednakowej trasie trzeba podejść tutaj o 400 m wyżej. No i chodzenie asfaltem, to nie dla takiej przyjemności przyjechaliśmy w WF.
   
Po niespełna 2 godzinach dochodzimy do łąki pod Smrekowicą. Tutaj właściwie docieramy już na grań WF i to odnogę liptowską. Wykorzystujemy też zajezdnię w postaci Hotelu Smrekowica (1315 m). Napój turystyczny zawsze w takich warunkach smakuje.
   
Picie napoju turystycznego w tym miejscu ma i swój symbol w relacjach GŚ. Coś podobnego jak focenie tyłków na Piekielniku w Małej Fatrze. Tutaj nam ratował życie napój turystyczny na bibie w roku 2010.
   
Asfalt się kończy i od teraz już tylko regularny chodnik turystyczny.
       
Mamy też nabraną sporą wysokość i do celu dzisiejszej wędrówki nie będzie już tego typu niespodzianek, żeby z wyplęzionym jęzorem drałować w pionie. A WF ma z tego punktu widzenia co oferować. Na drugim zdjęciu widać małe siodełko pod górą Skalna Alpa (1463 m). Tam mamy już zagwarantowane widoki na kopczyki, nie tylko WF.
   
W tych okolicach dominantą jest Rakytow. Nasz jutrzejszy pierwszy cel. To, że wystaje nad pozostałe kopczyki oznacza, że i gramolenie na jego szczyt będzie w innej dymenzji. Ale o tym aż w jutrzejszym opisie. W prawo od Rakytowa widzimy jeszcze Czarny Kamień i jeszcze dalek kawałek głównej grani z Ostriedkiem. Ukojenie oczu i możemy dalej wędrować. Aż do Północnego Siodła Rakytowa czeka nas istny tomturowy szlak.
        )
Tratina nam pokazuje, jak raźno i szybko, nawet z dużym plecorem, można ten odcinek pokonywać. Mniejsze kopczyki przed Rakytowem nie stawiają żadnej przeszkody, ponieważ szlak wiedzie po ich stokach. Rzecz jasna, że górscy twardziele, którzy muszą odwiedzić każdą kotę, mogą sobie takie kopczyki odwiedzić. Na jednym takim stoku Tomtur przypomniał jedno kultowe miejsce. No i wznikły kolejne porównywające zdjęcia.
       
W roku 2010 ten konar dźwigał tyłek Gosia3eka i w tym roku tyłki Bogusi i Anetty. Od teraz wszystkie nasze forumowiczki będą musiały po wieczne czasy usiąść na tej gałęzi (no, dopóki nam ją kto nie złamie) i uwiecznić ten moment. Powoli docieramy do końca naszej dzisiejszej wycieczki. Siodło pod Rakytowem jest naszym ostatnim miejscem na odpoczynek i uwiecznieniem tego momentu.
   
Pierwszy raz pozujemy też wszyscy przed fotoaparatem. Uśmiechy na twarzach zdradzają, że jest dobrze. Plan realizujemy na 100%, pogoda dopisuje i nie ma na co narzekać.
   
Tam gdzieś niżej już czeka na nas Limba. Na zdjęciu widzimy masyw Wielkiej Chochuli, to już Tatry Niskie. Na prawo widać górę Zwolen, dominantę Donowal. 30 minut z siodła i po 4 godzinach drałowania jesteśmy na miejscu dzisiejszego celu.
   
Limba, to urocza utulnia. Nic dla fajnuśnych turystów przyzwyczajonych do full wypasu i zaopatrzenia. Tutaj wszystko jest stawianie na minimum, jedynie romantyka tego miejsca jest nastawiona na maksymum. Nas siedmiu, Juro, jako nasz nowy kolega i chaciarz Vojto tworzy jedyną obsadę do kulis tego miejsca. Późno popołudniowy deszczyk nas wygania do wnętrza chałupy. Jednak i to ma swój klimat.
       
Gwoździem wieczornego programu jest ognisko, pieczenie kiełbasek i kosztowanie ich w zawiniętym liściu niedźwiedziego czosnku. Do tego muzyka. Ta jest znów domeną Tratiny.
   
Z miejscową gitarą i własnym śpiewnikiem postarała się o właściwą atmosferę do późnej nocy.
   
Od wieczornej kawki życzymy czytelnikowi dobrej nocy.

Cdn.Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
08-05-2018 02:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 5,422
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #2
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Ech... Po bibach zawsze czekam na podsumowanie Stasia, za każdym razem jest to prawie fizyczny powrót w góry, szczególnie kiedy tam byłeś Smile
Dzięki, czekam na CD.



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
08-05-2018 10:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Anetta

****


Postów: 163
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Mmmmm, relacja na dzień dobry ... budzą się wspomnienia ... budzę się i ja Smile oj chciałoby się tam wrócić ... nawet piekące słońce, by mi nie przeszkadzało ... Stasiu dziękuję: wspomnieniami miło tam wrócić, było cudnie, nie tylko dzięki górom, ale zwłaszcza dzięki forumowej ekipie ... za przebyte wspólnie kilometry, za towarzystwo, za klimat - dziękuję ... ja tez czekam na ciąg dalszy ...

ps. skóra mi złazi z lewej reki Sad


09-05-2018 09:06 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 14,697
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #4
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Dzień drugi, piątek

Poranna higiena Tomtura rozpoczyna kolejny dzień biby.
   
Do porannej higieny należy też odwiedzenie miejscowej latryny. Wszscy tam muszą i dlatego piękno okolicy też się liczy, żeby za potrzebą z radością się chodziło. Latryny w takich miejscach można zasegregować na te z rozległym widokiem.
       
Nie odpuściłem sobie dodać podobne zdjęcie z widokiem z latryny od Kamiennej Chaty pod Chopokiem. Na Limbie cała okolica jest tylko dla nas. Śniadanko w plenerze ze wschodzącym słońcem, to jest naj co może spotkać górołaza w górach. Jakoś nam się nie chce opuścić to miejce i podejrzewam, że każdy gdzieś w głębokiej myśli miał życzenie zostać tu jeszcze jeden dzień.
   
Jednak trzeba iść dalej. Czekają nas kolejne przeżycia. No i otrzymujemy informację, że w okolicy operuje już pewien osobnik, zwany potocznie Fazikiem. Ten ma do nas dołączyć na trasie.
   
Vojta się z nami żegna. Nas od początku czeka drałowanie pod górkę. Mamy przed sobą wyzwanie do odwiedzenia Rakytowa. Najpierw powracamy do siodła pod Rakytowem, żeby kontynuować dreptanie po grzbiecie.
   
Tutaj pierwszy raz chodnik poważnie stawia się na tylne. Ma też oznaczenie "Stoh WF". Jednak od strony, od której podchodzimy, jest dla naszych płuc łaskawszy. Nie jest tak targający, jak od strony południowej. I to mnie cieszy na duchu.
   
W dole widzimy nasze opuszczone siodło i kawałek przejdzionej wczorajszej trasy - Tanecznica i Skalna Alpa. W prawo Smrekowica i zupełnie w tyle widać nawet Chocza. Faktycznie, podejście na Rakytow (1567 m) jest z tej strony przereklamowane. Nawet sobie nie uświadomiłem stromego podejścia i już widzę wierzchołkowy krzyż. Widoki jak na dłoni.
   
Tomtur w roli akredytowanego przewodnika pokazuje co nam trzeba dzisiaj jeszcze przejść, co nam będzie trzeba jutro przejść i co nie przejdziemy, ale warto by. Na takim wierzchołku wszyscy robią sobie prywatną obrazkową dokumentację. Ja też mam jeszcze jedną do przekazania, żeby następne pokolenia widziały jakie fajne buzie wtedy mieliśmy.
   
Przechodzimy do kolejnej fazy odwiedzin Rakytowa. Trzeba też jakoś z honorem zejść. Jak już wspominałem, że obraliśmy wariant, gdzie to większe nachylenie schodzimy i nie musimy się troszczyć o wypluwanie płuc i serca na pełnych obrotach.
   
Tym razem pomogły nam i warunki klimatyczne. Było (co rzadko bywa) sucho i chodnik nie przybrał postać błotnistej ślizgawki. Rakytow za naszymi plecami, co oznacza, że przed nami zaczynają się szeregować kolejne kopczyki - Czarny Kamień, Ploska, Boryszow. Nie mniej rozłożyste, ale w stylu podchodzenia mniej drastyczne.
   
Czarny Kamień (1480 m) omijany ze względu rezerwatu ścisłego. Ploska (1532 m), ta gigantyczna miednica obrócona dnem do góry, od strony Czarnego K. nie zagraża naszemu sercu i płucom. Raczej trzeba więcej dreptać w dal niż do góry.
   
W końcu Boryszow (1509 m) jest przeznaczony na wieczorne wygibasy tych bibowiczów, którzy nie mogą wytrzymać na chacie w pozycji siedzącej w ilości większej niż chwila. Mijamy Czarny K., pijemy wyśmienitą wodę ze źródełka i podchodzimy pod Siodło Ploskiej. Kiedy część ekipy już się podłączyła na szlak prowadzący na wierzchołek, ktoś zauważył (chyba Anetta), że od drugiej strony siodła podchodzi 3/4 Fazika.
   
Takiego naczasowania spotkania nikt się nie spodziewał i trzeba go było uczcić pod przystawioną do tego celu wiatą. Ekipa rozrasta się o kolejnego członka. Pora podejść na Ploską. Na niebie zaczynają się pojawiać chmurki, które wieszczą, że dzisiaj to nie będzie tylko mały sielankowy deszczyk i członkowie ekipy by raczej takie widowisko oglądali przez okno chaty.
   
Kto chce zadokumentować bliskie widoki od Ploskiej, to musi je zrobić paradoksalnie na jej zboczu. Później z wierzchołka widać tylko dalekie góry. Tak rozłożystego na wszystkie strony wierzchołka, jakim jest Ploska, nie znam.
   
Końcówka naszej dzisiejszej wyprawy. Wystarczy zejść z Ploskiej i wnet się nam na drodze stawia Boryszow. Na szczęście chata jest u podnóża góry i nie trzeba w końcówce zbytnio jarać pod górkę.
   
Po 5,5 godzinie (co tak długo tych 10 km) jesteśmy na miejscu. Chata pod Boryszowem ma swoją atmosferę i dlatego nie mogło jej brakować w naszych planach bibowych. To było przyczyną, że dzisiejsza trasa była stworzona jak dla geriatyków. Są jednak chwile, które złamią wszystkie przedsięwzięcia górołaza. Jest to odpoczynek przed chatą z dopełnieniem płynu wypoconego na trasie.
   
Uważny czytelnik zauważy, że oprócz zadowolonych buzi bibowiczów w tyle jest jeszcze widoczny Rakytów. Ta bezbrzeżna sielanka trwała około 1,5 godziny. Potem władzę przejęły inne czynniki pogodowe. Rakytow się schował.
   
Nadchodząca burza spowodowała opróżnienie ławeczki i zmusiła bibowiczów do ucieczki. Jednak bibowicze GŚ to nie żadne temperówki. Ucieczka do chaty by była rozsądnym rozwiązaniem. Jednak bibowicze chcieli to górskie widowisko widzieć na całość i nacieśnili się inną ławeczkę z wiatą.
   
Do teraz nie wiem, czy ta zawziętość bibowiczów miała jaki wpływ na burzę. Ta, kiedy jej przednia ściana dotarła na zbocze Ploskiej, jakby się odbiła w bok i powędrowała gdzieś na Lysec. Okolice Boryszowa były zmoczone tylko paru kroplami. Był to chociaż fajny temat do omawiania przy napoju turystycznym. Jeszcze jedna sprawa nam leżała na sercu. Słońce coraz więcej zbliżało się ku horyzontowi. Trzeba było wypełnić ostatnie zadanie tego dnia - odwiedzenie Boryszowa. Wszyscy nie mogli pójść. Ktoś musiał ochraniać tyły i ewentualnie nosić się z pomocą. Zostałem ja, ponieważ mam w tym już pewną wprawę i Fazik, który w razie czego niech niesie pomoc, niż by jemu była potrzebna. Tomtur, jako akredytowany przewodnik, musiał iść, żeby pozostała wiara nie zabłądziła. No i poszli.
   
Robię zdjęcia ciekawego zjawiska (grupa Boryszow ma chyba lepsze zdjęcia, ponieważ były robione z wyższego miejsca). Burza nas nie dosięgła, ale posłała nam swojego posła - mgłę. Lubochnianska Dolina jest najdłuższą na Słowacji. Ma 25 km. Rozpoczyna się we wsi Lubochna przy Wagu i prowdzi aż do kotłów na Ploskiej. Tym rozcina główny grzbiet WF na dwa - turczanską i liptowską część. I właśnie tą doliną wytworzona przez opady mgła pnęła się ku górze. Kiedy dotarła pod kotły Ploskiej, musiała próbować przebrnąć się najniższym miejscem. Tym było właśnie rozdroże pod chatą. Wieczorem dochodzi grupa Boryszow pełna wrażeń. Posiedzenie w chacie jest romantyczne, jednak nie przy świecach, ale przy lampach naftowych. Jesteśmy praktycznie sami. Jest tylko jeden turysta, który później będzie współnocleżnikiem naszych dwu wygnańców.
   
Paweł od fotografowania odchodzącej burzy życzy dobranoc.

Cdn. uhm



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
09-05-2018 03:51 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 5,422
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #5
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Burza pod Boriśovem była piękna, na Boriśov nie wchodziłem, nie chciałem się forsować nadmiernie na pierwszym wyjściu w góry po bardzo długim okresie czasu, przyjdzie jeszcze czas.
                       



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
09-05-2018 05:49 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 2,642
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #6
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Stasiu, czytam właśnie książkę o górach napisaną przed ponad stu lat, spod pióra Stanisława Witkiewicza. I ciężko mi to czytanie idzie. Żeby to on miał choć nutkę tej poezji w słowie, co jego późniejszego pokolenia, hawierzowski imiennikok

Okolice tej chaty są bardzo ładne, góry takie jak namalowane z tymi rzadko rozsianymi świerkami. Spokój, bez natłoku, i burzę w takiej scenerii miło pooglądać.

Ha, nawet buty na szlakowskazie nadal stojąBig Grin
   

A te 3/4 Fazika to oznacza, że tyle go było widać, czy tyle go po sanatorium zostało?uhm



Hej ho, zwariowana przygodo!

Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-05-2018 07:36 PM przez szewczyczek.

09-05-2018 07:32 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 14,697
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Druga odpowiedź jest poprawna. Buty wyglądały na zamienione.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
09-05-2018 07:49 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 6,072
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Online
Post: #8
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

No tak zawsze mówiłem że dla mnie chata po boriszowa jest magiczna ,wchodziliśmy już na nią od każdej strony:Big Grin
Mgły były też magiczne                        



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
09-05-2018 08:10 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 2,642
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #9
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Eee, te same butySmile



Hej ho, zwariowana przygodo!
09-05-2018 08:42 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 9,347
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #10
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Na fotkach z tęczą dobrze widać grad co nam popadywał.

ps.
świetnie się czyta ok
..żeby nie napisać, jak zwykle Wink



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
09-05-2018 10:32 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Łukasz

*****


Postów: 6,360
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #11
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

A tam... zazdroszczę Wam.



"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
10-05-2018 08:31 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 5,422
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #12
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Łukasz napisał(a):
A tam... zazdroszczę Wam.


Dziękujemy Wink



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
10-05-2018 08:36 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 14,697
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Dzień trzeci, sobota

Kolejny poranek, który jest tylko dla nas. W chałupie było pusto. Tylko nie wiem, czy współnocleżnik pokoju wygnańców już o 4:30 wystartował w góry, ponieważ miał plan dzisiaj daleko wędrować, albo nie mógł z naszymi wytrzymać. Dla dalszego rozwoju sprawy to nie ma i tak znaczenia. My powoli możemy się przygotowywać do kolejnego pełnienia naszych marzeń. Główna grań jest dla nas przyszykowana.
   
Robimy grupowe zdjęcie i nie wiemy co oczekiwać od dzisiejszego dnia. Po wczorajszej burzy ranek jest pogodny, lekka mgiełka, ale trochę chłodnawo. Widać to po Tomturowi, który na zdjęciu wygląda jak "zmokła kura". Na razie nic nie świadczy o tym, że dzisiejszy dzień będzie nazwanym "dniem palenia skóry".
   
Ostatnie spojrzenie na chatę i można ruszyć. Wczoraj odwiedziliśmy wierzchołek Ploskej i dlatego możemy sobie poluzować i trasę skrócić ładnym trawersikiem. Jeszcze przed dwoma tygodniami musiałem go wyminąć, ponieważ na nim zalegały resztki śniegu. Wtedy przejście tego odcinka dla jednej ofiarnej grupy wydłużyło się z 45 minut na 2 godziny. Dzisiaj po śniegu nie było pamiątki i dlatego czekał nas kolejny tomturowy odcinek.
   
Ono też przejście spod Boryszowa po Kralową Studnię jest krajobrazowo przepiękne, ale dla twardzieli połykających setki metrów przewyższenia, to nuda, za płasko. Tutaj między najniższym punktem i najwyższym jest tylko 300 m. Las, i to rzadki jest tylko na Chyżkach i w podejściu na Suchy. Malutkie podejście na Chyżki i faktycznie żegnamy się z kolejną dominantą tego regionu - Ploską.
   
Czasu mamy sporo i dlatego często zarządzamy postój w nabraniu sił.
   
Tutaj bibowicze wywalają się na Koniarkach z widokiem na Suchy. Faktycznie jedyne trochę "większe" podejście na dzisiejszej trasie. Znów sobie przypominam, że przed dwoma tygodniami jeszcze na jego zboczu zapadałem się po kolana w śniegu. Jeszcze kolejny ciekawy moment z tego miejsca. Zobaczyliśmy pierwsze stadko wypasających się owiec.
   
Wszędzie jeszcze pastuszki były puste, ale szałasik pod Chyżkami już tętniał życiem. Ponoć jedna jaskółka (tutaj owieczka) wiosny nie robi. Zostawiamy owce swemu losowi i rozpoczynamy górowanie Suchego (1550 m).
   
Uprzednio pisałem, że las jest rzadki. Teraz widzę, że nas w ogóle nie chronił od słońca. Fazik, po wydreptaniu na Suchy, życzył sobie zdjęcie z kobiecą połową naszego zespołu. Tratina pobiegła przodem i tak zostały mu Bogusia i Anetta.
   
Podczas analizy tego zdjęcia zauważam, że dekolt Bogusi już tutaj miał kolor zbliżający się do gotowanego raka. Bardzo mnie to zdziwiło, kiedy słońce według moich spostrzeżeń było schowane za lekkim oparem i niebo nie było czyście azurowe. Od Suchego nam już nic nie stało na przeszkodzie, żeby osiągnąć najwyższy punkt WF - Ostriedok (1596 m).
   
Ten wierzchołek (raczej dwa) zbytnio nie wystaje nad ostatnimi w okolicy.
   
Jednak, kiedy próbowałem uchwycić tą niestabilną masę, jaką jest ekipa GŚ w górach, i zadokumentować, że wyżej w WF się już nie da, czmychnęli mi na kolejny odcinek.
    (foto 638)
Na wierzchołku został tylko Juro, który zapowiedział sobie sjestę. Nie wiem co było przyczyną tak szybkiego opuszczenia Ostriedka. Mogła to być ciekawość co to tam wyrasta na Krzyżnej lub zapach palącej się skóry i chęć jak najszybciej dostać się z zasięgu tej lampy ultrafioletowej. Nie pozostało mi nic innego, jak gonić uciekających.
   
Przyznaję, że mi się nie udało. Tylko jeden uczestnik dał się wyminąć.
   
Reszta już beztrosko wywalała się na Kryżnej (1574 m). Ten kopczyk ze swoim radarem wojskowym jest faktycznie ostatnim wielkim kopcem WF od strony południowej. Jego stoki stromo spadają do doliny. Jego walory podejściowe mogli poznać uczestnicy poprzedniej biby w WF. Tym czasem nasi spokojnie odpoczywają i ładują kolejne UV fale do swojego ciał.
   
Od tego momentu podwyższa się też wskaźnik ilości turystów na km szlaku. Wiadomo sobota i nie możemy do nieskończoności chodzić po górskim bezludziu. Za dużo byśmy chcieli. Jeszcze nie jest słońce w zenicie i my już zmykamy w stronę hotelu, gdzie nas czeka zbawczy cień. Tak szybko zmykamy, że nawet o źródełko Kralowej Studni tylko chwilowo zahaczamy. Godzina 14:00 i jesteśmy u wrót dzisiejszego celu - Hotel Kralowa Studnia. Zakwaterowanie tylko w turystycznym sektorze, ale prysznicem spłukującym trzy dniowy kurz i pot z bibowiczów nikt nie pogardzi, ponieważ ponoć brud schodzi z ciała dopiero po 5 dniach a my tak długo nie zamierzamy w WF być.
   
No i propozycje miejscowej kuchni są nie do odrzucenia. Na zdjęciu widzimy tylko napoje turystyczne, ale wierzcie mi ja wypróbowałem gulasz kociołkowy i karkówkę z grila. Smakowało. Nie tylko samymi romantycznymi chwilami jest człowiek żyw w górach. Umyci, napojeni i nakarmieni relaksujemy przed hotelem. Jednak to jeszcze nie koniec naszych aktywności. Tym razem i ja staję się uczestnikiem ekspedycji na Kralową Skałę. Wycieczka iście skałkowa. Nawet Fazik musiał użyć system trzech punktów.
   
Skała jest niedaleko od studni. W drodze na wierzchołek trzeba faktycznie pomacać trochę skały, ale po uśmiechniętych buziach naszych współtowarzyszek jest poznać, że to bułka z masłem.
   
5 minut i jest po wspinaniu. My tego więcej i tak nie potrzebujemy.
   
Jakoś lepszego zdjęcia całej grupy nie udało mi się zrobić i dlatego daję to, co mam. Jest jeszcze jedno zdjęcie z tego miejsca godne dla utrwalenie dzisiejszego niebywałego dnia. Zdjęcie odpoczywającej Anetty.
   
W jednym z poprzednich zdjęć pokazałem Bogusię z jej dekoltem koloru raka gotowanego. Teraz widzimy nos, lica i uszy Anetty w kolorze podobnym (tylko inny odcień) jak jej włosy. No, bibowicze nam się dzisiaj ładnie wykolorowali. Inny kolor bibowiczów przed startem pod Boryszowem niż w celu na Kralowej miało swoje zakończenie. Wieczorem Tomtur był ustanowiony do roli ręcznikowego. Chodził do łazienki, maczał ręczniki w zimnej wodzie i przykładał je na wskazane miejsca poszkodowanych. Sam też okładał swoje rude uda. Przyłożenie takiego ręcznika na ciało wywołało u poszkodowanego reakcję w postaci syku jakby uchodzącej pary. Mnie to przypominało, jak kiedyś prasowano spodnie przez mokrą szmatę, to przyłożenie żelazka wydawało ten sam dźwięk.
   
Bogusia w trakcie wymiany obkładu. Jej myśli są całkiem czytelne. Tylko ten Fazik... jakiś tajemniczo zapatrzony. Czy on wie coś, czego my nie wiemy?
   
Uczestnicy wyjścia na Kralową Skałę życzą dobranoc.

Cdn. Smile



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
10-05-2018 09:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 9,347
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #14
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

Mam z tej skałki jedno zdjęcie takie
   



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
10-05-2018 10:27 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 5,422
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #15
RE: GŚ na spalonej bibie - Wielka Fatra 2018

No o czym myślał Fazik, cholerka no nie pamiętam, jedno co pamiętam z tego wieczora to ogień na stopie i myśl o 1100 metrach w pionie jakie nas czekało nazajutrz schodząc do cholernej cywilizacji i że znów trzeba się rozstać...



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
11-05-2018 08:33 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: