08-05-2018, 01:03 PM
Motto (dedykacja własna dla Anetty, Bogusi, Tratiny, Faziego, Pablo, Pedra i Tomtura): "Cieszy mnie, że staliście się papierkiem lakmusowym do kolejnego otestowania stopnia wytrzymałości forumowicza GŚ na zastawione na niego warunki pogodowe. Owszem, było na bibach słońce, ale żeby przez cztery dni na nas próbowano spalić skórę, tego jeszcze nie było. Dziękuję Wam, że Wy w charakterze próbki do otestowania udowodniliście, że członek GŚ wytrzymie i takie warunki, kiedy słońce świeci jak przez szkło powiększające. A tak na marginesie. Nie musicie brać aż tak poważnie mój pogląd, że czerwony kolor, to zdrowy kolor i następnym razem raczej się nasmarować kremem ochronnym." 
Po n-tych bibach to już czwarta biba w Wielkiej Fatrze (WF). Na taką destynację, to powiedziałbym, że sporo. Jednak WF zasługuje na to. Widokowy główny grzbiet, dziewicze lasy, długie doliny i atmosfera schronisk. To wszystko z dala od zatłoczonych szlaków. Nie mówię, że nie było turystów, zwłaszcza ze soboty na niedzielę, ale żeby w dwu miejscach noclegowych mieć schrony tylko dla siebie, to i mnie zaskoczyło. To daleko odbiega od więcej komercyjnie nastawionej Małej Fatry. Dla górskich samotników WF to ideał, zwłaszcza dla amatorów biwakowania w parku narodowym. Sporo legalnych miejsc do prowadzenia tego typu czynności noclegowych.
Dane techniczne:
DOBA : 3. 5. - 6. 5. 2018
PRZESTRZEŃ: Liptowska odnoga i główna grań WF
OBIEKT (do spania): Utulnia Limba, Chata pod Boryszowem, Hotel Kralowa Studnia.
ODLEGŁOŚĆ (bez wychadzek na Boryszow i Kralową Skałę): 1. Podsucha - Hotel Smrekowica - Północne Siodło Rakytowa - Utulnia Limba 13 km; 2. Utulnia Limba - Rakytow - Ploska - Chata pod Boryszowem 10 km; 3. Chata pod Boryszowem - trawers Ploskiej - Otriedok - Kryżna - Hotel Kralowa Studnia 13 km; 4. Hotel Kralowa Studnia - Mała Krzyżna - Turecka - Stare Hory 11 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 1215/579 m, 898/792 m, 657/703 m, 250/1035 m
CZAS (według mapy): 5:45 godz., 4:15 godz., 4:30 godz., 3:15 godz.
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Bogusia, Fazik, Pablo, Pedro, Stasiu, Tomtur, Tratina,
- gościli - Juro
- otarli się o nas - pani Słońce w pełnej swej sile.
Dzień pierwszy, czwartek
Tradycyjne zbieranie się do kupy i obranie właściwego kierunku. Tym razem kierunek Rużomberok. Właściwie trochę dalej w kierunku na Donowaly. Autka parkujemy w osadzie Podsucha (570 m) na parkingu Koliby Bodega. Mamy zezwolenie od personelu, jednak w zamian obiecujemy stawić się na niedzielny obiad.
[attachment=81113]
Jak przed każdą poważną ekspedycją trzeba najpierw omówić pewne sprawy. Wybrać strategię, dobrać do tego właściwą taktykę i rozdać każdemu jego zadanie. Jest nas dopiero sześciu i czekamy też na Pedra, który w WF wkracza od samotnych gór alpejskich.
[attachment=81114]
Anetta z Tomturem kontrolują kolor swych ramion przed wyjściem. Jeszcze nie wiedzą, że za cztery dni ten kolor radykalnie się zmieni. Miejsce startowe z Podsuchej wybieramy jako złotą średnią drogę. Można było pójść do Limby na krechę Ciepłą Doliną lub coś na maksa, przez Wlkoliniec lub sam Rużomberok. Jednak my jeszcze stąpamy mocno nogami po ziemi i dlatego obieramy średni wariant. Jest już 11:30 i my dopiero teraz wyruszamy na trasę.
[attachment=81115]
Obrany wariant ma też i swój mały minus. Trzeba więcej jak 8 km dymać asfaltem. Dla naszych bibowiczów osmaganych wielokrotnym chodzeniem w Tatrach do Chochołowskiej, to żaden problem. Jednak na jednakowej trasie trzeba podejść tutaj o 400 m wyżej. No i chodzenie asfaltem, to nie dla takiej przyjemności przyjechaliśmy w WF.
[attachment=81116]
Po niespełna 2 godzinach dochodzimy do łąki pod Smrekowicą. Tutaj właściwie docieramy już na grań WF i to odnogę liptowską. Wykorzystujemy też zajezdnię w postaci Hotelu Smrekowica (1315 m). Napój turystyczny zawsze w takich warunkach smakuje.
[attachment=81117]
Picie napoju turystycznego w tym miejscu ma i swój symbol w relacjach GŚ. Coś podobnego jak focenie tyłków na Piekielniku w Małej Fatrze. Tutaj nam ratował życie napój turystyczny na bibie w roku 2010.
[attachment=81118]
Asfalt się kończy i od teraz już tylko regularny chodnik turystyczny.
[attachment=81119][attachment=81120]
Mamy też nabraną sporą wysokość i do celu dzisiejszej wędrówki nie będzie już tego typu niespodzianek, żeby z wyplęzionym jęzorem drałować w pionie. A WF ma z tego punktu widzenia co oferować. Na drugim zdjęciu widać małe siodełko pod górą Skalna Alpa (1463 m). Tam mamy już zagwarantowane widoki na kopczyki, nie tylko WF.
[attachment=81121]
W tych okolicach dominantą jest Rakytow. Nasz jutrzejszy pierwszy cel. To, że wystaje nad pozostałe kopczyki oznacza, że i gramolenie na jego szczyt będzie w innej dymenzji. Ale o tym aż w jutrzejszym opisie. W prawo od Rakytowa widzimy jeszcze Czarny Kamień i jeszcze dalek kawałek głównej grani z Ostriedkiem. Ukojenie oczu i możemy dalej wędrować. Aż do Północnego Siodła Rakytowa czeka nas istny tomturowy szlak.
[attachment=81122][attachment=81123])
Tratina nam pokazuje, jak raźno i szybko, nawet z dużym plecorem, można ten odcinek pokonywać. Mniejsze kopczyki przed Rakytowem nie stawiają żadnej przeszkody, ponieważ szlak wiedzie po ich stokach. Rzecz jasna, że górscy twardziele, którzy muszą odwiedzić każdą kotę, mogą sobie takie kopczyki odwiedzić. Na jednym takim stoku Tomtur przypomniał jedno kultowe miejsce. No i wznikły kolejne porównywające zdjęcia.
[attachment=81124][attachment=81125]
W roku 2010 ten konar dźwigał tyłek Gosia3eka i w tym roku tyłki Bogusi i Anetty. Od teraz wszystkie nasze forumowiczki będą musiały po wieczne czasy usiąść na tej gałęzi (no, dopóki nam ją kto nie złamie) i uwiecznić ten moment. Powoli docieramy do końca naszej dzisiejszej wycieczki. Siodło pod Rakytowem jest naszym ostatnim miejscem na odpoczynek i uwiecznieniem tego momentu.
[attachment=81126]
Pierwszy raz pozujemy też wszyscy przed fotoaparatem. Uśmiechy na twarzach zdradzają, że jest dobrze. Plan realizujemy na 100%, pogoda dopisuje i nie ma na co narzekać.
[attachment=81127]
Tam gdzieś niżej już czeka na nas Limba. Na zdjęciu widzimy masyw Wielkiej Chochuli, to już Tatry Niskie. Na prawo widać górę Zwolen, dominantę Donowal. 30 minut z siodła i po 4 godzinach drałowania jesteśmy na miejscu dzisiejszego celu.
[attachment=81128]
Limba, to urocza utulnia. Nic dla fajnuśnych turystów przyzwyczajonych do full wypasu i zaopatrzenia. Tutaj wszystko jest stawianie na minimum, jedynie romantyka tego miejsca jest nastawiona na maksymum. Nas siedmiu, Juro, jako nasz nowy kolega i chaciarz Vojto tworzy jedyną obsadę do kulis tego miejsca. Późno popołudniowy deszczyk nas wygania do wnętrza chałupy. Jednak i to ma swój klimat.
[attachment=81129][attachment=81130]
Gwoździem wieczornego programu jest ognisko, pieczenie kiełbasek i kosztowanie ich w zawiniętym liściu niedźwiedziego czosnku. Do tego muzyka. Ta jest znów domeną Tratiny.
[attachment=81131]
Z miejscową gitarą i własnym śpiewnikiem postarała się o właściwą atmosferę do późnej nocy.
[attachment=81132]
Od wieczornej kawki życzymy czytelnikowi dobrej nocy.
Cdn.

Po n-tych bibach to już czwarta biba w Wielkiej Fatrze (WF). Na taką destynację, to powiedziałbym, że sporo. Jednak WF zasługuje na to. Widokowy główny grzbiet, dziewicze lasy, długie doliny i atmosfera schronisk. To wszystko z dala od zatłoczonych szlaków. Nie mówię, że nie było turystów, zwłaszcza ze soboty na niedzielę, ale żeby w dwu miejscach noclegowych mieć schrony tylko dla siebie, to i mnie zaskoczyło. To daleko odbiega od więcej komercyjnie nastawionej Małej Fatry. Dla górskich samotników WF to ideał, zwłaszcza dla amatorów biwakowania w parku narodowym. Sporo legalnych miejsc do prowadzenia tego typu czynności noclegowych.
Dane techniczne:
DOBA : 3. 5. - 6. 5. 2018
PRZESTRZEŃ: Liptowska odnoga i główna grań WF
OBIEKT (do spania): Utulnia Limba, Chata pod Boryszowem, Hotel Kralowa Studnia.
ODLEGŁOŚĆ (bez wychadzek na Boryszow i Kralową Skałę): 1. Podsucha - Hotel Smrekowica - Północne Siodło Rakytowa - Utulnia Limba 13 km; 2. Utulnia Limba - Rakytow - Ploska - Chata pod Boryszowem 10 km; 3. Chata pod Boryszowem - trawers Ploskiej - Otriedok - Kryżna - Hotel Kralowa Studnia 13 km; 4. Hotel Kralowa Studnia - Mała Krzyżna - Turecka - Stare Hory 11 km
PODEJŚCIA/ZEJŚCIA: 1215/579 m, 898/792 m, 657/703 m, 250/1035 m
CZAS (według mapy): 5:45 godz., 4:15 godz., 4:30 godz., 3:15 godz.
OSOBY:
- forumowe - Anetta, Bogusia, Fazik, Pablo, Pedro, Stasiu, Tomtur, Tratina,
- gościli - Juro
- otarli się o nas - pani Słońce w pełnej swej sile.
Dzień pierwszy, czwartek
Tradycyjne zbieranie się do kupy i obranie właściwego kierunku. Tym razem kierunek Rużomberok. Właściwie trochę dalej w kierunku na Donowaly. Autka parkujemy w osadzie Podsucha (570 m) na parkingu Koliby Bodega. Mamy zezwolenie od personelu, jednak w zamian obiecujemy stawić się na niedzielny obiad.
[attachment=81113]
Jak przed każdą poważną ekspedycją trzeba najpierw omówić pewne sprawy. Wybrać strategię, dobrać do tego właściwą taktykę i rozdać każdemu jego zadanie. Jest nas dopiero sześciu i czekamy też na Pedra, który w WF wkracza od samotnych gór alpejskich.
[attachment=81114]
Anetta z Tomturem kontrolują kolor swych ramion przed wyjściem. Jeszcze nie wiedzą, że za cztery dni ten kolor radykalnie się zmieni. Miejsce startowe z Podsuchej wybieramy jako złotą średnią drogę. Można było pójść do Limby na krechę Ciepłą Doliną lub coś na maksa, przez Wlkoliniec lub sam Rużomberok. Jednak my jeszcze stąpamy mocno nogami po ziemi i dlatego obieramy średni wariant. Jest już 11:30 i my dopiero teraz wyruszamy na trasę.
[attachment=81115]
Obrany wariant ma też i swój mały minus. Trzeba więcej jak 8 km dymać asfaltem. Dla naszych bibowiczów osmaganych wielokrotnym chodzeniem w Tatrach do Chochołowskiej, to żaden problem. Jednak na jednakowej trasie trzeba podejść tutaj o 400 m wyżej. No i chodzenie asfaltem, to nie dla takiej przyjemności przyjechaliśmy w WF.
[attachment=81116]
Po niespełna 2 godzinach dochodzimy do łąki pod Smrekowicą. Tutaj właściwie docieramy już na grań WF i to odnogę liptowską. Wykorzystujemy też zajezdnię w postaci Hotelu Smrekowica (1315 m). Napój turystyczny zawsze w takich warunkach smakuje.
[attachment=81117]
Picie napoju turystycznego w tym miejscu ma i swój symbol w relacjach GŚ. Coś podobnego jak focenie tyłków na Piekielniku w Małej Fatrze. Tutaj nam ratował życie napój turystyczny na bibie w roku 2010.
[attachment=81118]
Asfalt się kończy i od teraz już tylko regularny chodnik turystyczny.
[attachment=81119][attachment=81120]
Mamy też nabraną sporą wysokość i do celu dzisiejszej wędrówki nie będzie już tego typu niespodzianek, żeby z wyplęzionym jęzorem drałować w pionie. A WF ma z tego punktu widzenia co oferować. Na drugim zdjęciu widać małe siodełko pod górą Skalna Alpa (1463 m). Tam mamy już zagwarantowane widoki na kopczyki, nie tylko WF.
[attachment=81121]
W tych okolicach dominantą jest Rakytow. Nasz jutrzejszy pierwszy cel. To, że wystaje nad pozostałe kopczyki oznacza, że i gramolenie na jego szczyt będzie w innej dymenzji. Ale o tym aż w jutrzejszym opisie. W prawo od Rakytowa widzimy jeszcze Czarny Kamień i jeszcze dalek kawałek głównej grani z Ostriedkiem. Ukojenie oczu i możemy dalej wędrować. Aż do Północnego Siodła Rakytowa czeka nas istny tomturowy szlak.
[attachment=81122][attachment=81123])
Tratina nam pokazuje, jak raźno i szybko, nawet z dużym plecorem, można ten odcinek pokonywać. Mniejsze kopczyki przed Rakytowem nie stawiają żadnej przeszkody, ponieważ szlak wiedzie po ich stokach. Rzecz jasna, że górscy twardziele, którzy muszą odwiedzić każdą kotę, mogą sobie takie kopczyki odwiedzić. Na jednym takim stoku Tomtur przypomniał jedno kultowe miejsce. No i wznikły kolejne porównywające zdjęcia.
[attachment=81124][attachment=81125]
W roku 2010 ten konar dźwigał tyłek Gosia3eka i w tym roku tyłki Bogusi i Anetty. Od teraz wszystkie nasze forumowiczki będą musiały po wieczne czasy usiąść na tej gałęzi (no, dopóki nam ją kto nie złamie) i uwiecznić ten moment. Powoli docieramy do końca naszej dzisiejszej wycieczki. Siodło pod Rakytowem jest naszym ostatnim miejscem na odpoczynek i uwiecznieniem tego momentu.
[attachment=81126]
Pierwszy raz pozujemy też wszyscy przed fotoaparatem. Uśmiechy na twarzach zdradzają, że jest dobrze. Plan realizujemy na 100%, pogoda dopisuje i nie ma na co narzekać.
[attachment=81127]
Tam gdzieś niżej już czeka na nas Limba. Na zdjęciu widzimy masyw Wielkiej Chochuli, to już Tatry Niskie. Na prawo widać górę Zwolen, dominantę Donowal. 30 minut z siodła i po 4 godzinach drałowania jesteśmy na miejscu dzisiejszego celu.
[attachment=81128]
Limba, to urocza utulnia. Nic dla fajnuśnych turystów przyzwyczajonych do full wypasu i zaopatrzenia. Tutaj wszystko jest stawianie na minimum, jedynie romantyka tego miejsca jest nastawiona na maksymum. Nas siedmiu, Juro, jako nasz nowy kolega i chaciarz Vojto tworzy jedyną obsadę do kulis tego miejsca. Późno popołudniowy deszczyk nas wygania do wnętrza chałupy. Jednak i to ma swój klimat.
[attachment=81129][attachment=81130]
Gwoździem wieczornego programu jest ognisko, pieczenie kiełbasek i kosztowanie ich w zawiniętym liściu niedźwiedziego czosnku. Do tego muzyka. Ta jest znów domeną Tratiny.
[attachment=81131]
Z miejscową gitarą i własnym śpiewnikiem postarała się o właściwą atmosferę do późnej nocy.
[attachment=81132]
Od wieczornej kawki życzymy czytelnikowi dobrej nocy.
Cdn.





