Kolejna wyprawa rozpoczęła się w Rabce Zdrój a kończyła w Limanowej, Trwała trzy dni i miała długość 50 km. Skład: żona, córka i ja
1 Dzień.
Rabka Zdrój - Bacówka na Maciejowej - Stare Wierchy - Turbacz
Długość - 14.5 km Czas - 5.5 godz.
Wycieczka rozpoczyna się w niedzielę o 9.00 na "dworcu" w Cieszynie.
Autobusem kierujemy się w stronę Rabki Zdrój, skąd zaczniemy pieszą wędrówkę.
Po prawie 4 godzinach spędzonych na siedząco, nadeszła pora rozprostować nogi
Na początek slalom asfaltową drogą między domami i szpitalnymi budynkami, którymi poruszały się spore ilości ludzi, na szczęście asfalt szybko się kończy i wchodzimy na polną drogę,wiodącą przez piękne polany pełne kopek z sianem i pięknymi widokami.
Łagodnie i spokojnie droga doprowadziła nas do pierwszego punktu kontrolnego, czyli Bacówki na Maciejowej. Piękne łąki wkoło Bacówki, połączone z pięknymi widokami na Tatry i szybkim dojściem z Rabki, czynią to miejsce bardzo chętnie odwiedzanym przez duże ilości turystów. Żeby zakupić odznakę turystyczną,trzeba było swoje wystać w kolejce do okienka następnie czekało nas znalezienie jakiegoś miejsca, żeby coś zjeść i odpocząć przed dalszą drogą, mało brakowało a jedli byś my przy "toj tojach"
Po miło spędzonych chwilach, ruszyliśmy w dalszą drogę, która w dalszym ciągu przebiegała bez większego wysiłku i problemów. Po około godzinie byliśmy już na Starych Wierchach,kolejne miejsce w którym mogliśmy zrobić chwilę przerwy na kawę i kupno odznaki Cały czas towarzyszył nam jakże zacny widok Tatr, w których znajdziemy się już niebawem
Kawałek dalej wchodzimy do GPN (którego odznaki nigdzie nie można kupić ) Po około 30 minutach pojawia się znak, że ostatnia prosta tego dnia jest przed nami Jeszcze tylko "parę" schodów i szczyt będzie pod naszymi stopami
(Wyjście na szczyt jest podobne do wyjścia na Baranią Górę) Szczyt Turbacza jest oznaczony wysokim na parę metrów słupem betonowym, na którym wypisane są współrzędne. Kawałek dalej kończy się nasz pierwszy dzień podróży, dotarliśmy do Schroniska na Turbaczu, olbrzymia kamienna budowla robi na nas wrażenie Widoki, szczególnie ten w stronę Tatr sprawia że chce się tak siedzieć i patrzeć bez końca, ale i ten w stronę Beskidu Wyspowego też jest obłędny Schronisko jest przyjazne turystom, jest kuchnia z której można korzystać kiedy się chce Jest małe pole namiotowe, na którym mieliśmy przyjemność nocować (na zdjeciu ostatni namiot nasz )
Dobranoc
2 Dzień
Turbacz - Przełęcz Borek - Kudłoń - Przełęcz Przysłop (Rzeki) - Jasień - Baza namiotowa (SKPG Katowice)
Długość - 20 km Czas - 7.5 godz
Drugi dzień rozpoczął się dosyć wcześnie,bo około 4 rano jakoś spać się nie dało, ale nic straconego, zrobiłem kawę i czekałem na wschód słońca nad Beskidem Wyspowym, który pięknie się prezentował promienie słoneczne powoli zmierzały w stronę Tatrzańskich szczytów, żeby obudzić je łagodnie ze snu ...
Trochę żałowałem że nie mogłem obejrzeć finału mistrzostw Europy, ale jak się okazało,to szału nie było
Oprucz naszej trójki, jeszcze dwie osoby skusiły się tego poranka na wschód słońca, tak że tłumów jak na Babiej nie było zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę, której dzisiaj czekało nas najwięcej i najdłużej...
Droga łagodnie prowadziła nas przez las, wychodząc na piękną polane rozciągającą się we wszystkie strony. Ścieżka wiła się między trawami przez długi czas, mineliśmy Przełęcz Borek i Polane Przysłopek, kilka szałasów wyrastajacych ze zbocza trawiastej łąki. Na Kudłoniu przerwa regwneracyjna i oczywiście świeżo parzona kawa Przez chwile obleciał nas strach, bo nad naszymi głowami zawisły czarne chmury i zerwał się silny wiatr ,na szczęście poszły w inną strone.
Dalsza wędrówka przebiegała bez większych zmian, przez cudne łąki i polne drogi aż do asfaltówki schodzącej do miejscowości Rzeki, gdzie zjedliśmy pyszne i zzzimne lody
Z pod sklepu ruszamy dalej żółtym szlakiem, zaraz za drogą nasz wzrok przykuwają dwa kucyki przy których zatrzymujemy się na chwilę. Droga ciągnie się lekko pod górę by kawałek dalej skręcić w kolejną polną drogę, niestety nie było już tak lekko jak do tej pory, zrobiło się bardziej stromo i potrzebne były częstsze przerwy, bo brakowało sił, najbardziej cieszyliśmy się z faktu że córka bez większego marudzenia dawała radę Tego dnia wyczekiwaliśmy momentu, kiedy zobaczymy znak, że baza namiotowa jest już za "rogiem" i doczekaliśmy się
Miejsce które zobaczyliśmy jest obłędne, a w szczególności prysznic z lodowatą wodą, piękna sprawa
Postanowiliśmy nie rozbijać namiotu, tylko przespać się w jednym z tych olbrzymów które tam stały. Ludzie którzy akurat tam byli, bardzo życzliwi i sympatyczni powiedzieli nam gdzie co się znajduje. No i Michał (szef tego przybytku ) bardzo fajny gość, który własnymi siłami ogarnia wszystko w obozowisku, pozdrawiamy serdecznie Michała
CDN.
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-07-2016 10:28 AM przez grabarz.
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-07-2016 10:28 AM przez grabarz.
3 Dzień
baza namiotowa Polana Wały - Mogielica - Słopnice
Długość - 16 km Czas - 4.5 godz
Pobudka o 5.00 rano, postanowiliśmy wyruszyć jak najwcześniej,ponieważ w ten dzień miało padać koło południa, a my chcieliśmy uniknąć deszczu. Po śniadaniu i przygotowaniu do drogi, wyruszyliśmy koło 6.20. Droga od samego poczatku dawala nam nieźle w kość, było parno i gorąco, a droga stroma i kamienista. Pierwszy raz podczas tej wycieczki córka marudziła, ale nie ma się co dziwić droga była tragiczna! Przemoczeni od potu w końcu dotarliśmy na szczyt, gdzie czekała na nas wieża, ogromna wieża ze stromymi schodami przez co ani córka, ani żona nie weszły na samą górę, ale nakręciłem filmik z pięknymi widokami które rozciągały się we wszystkie strony
Trudno było rozstać sięz takimi widokami, ale trzeba było ruszać dalej.
Ścieżka z Mogielicy jest wąska i dosyć stroma w pewnym momencie przecina ją strumyk w którym urządzamy sobie małe spa Z lasu wychodzi sie na piękną polane ze starymi jabłonkami później prosta przez las i wychodzimy na nasz ukochany asfalt, spotkałem "tubylca" który za drobne wsparcie w postaci piwa ,zaprowadził nas do tamtejszego sklepu, gdzie oczywiście uzupełniamy zimne płyny Niestety dalsza droga to tylko parę kilometrów asfaltu i czekanie na busa, który miał nas dowieźć do Limanowej. A z Limanowej kolejny bus w stronę Siekierczyny, gdzie mieszka babcia
Około 30 min. po naszym przyjeździe do babci zaczął lać deszcz.
I taka to była wycieczka
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-07-2016 12:46 PM przez grabarz.
Ale się Wam udało z tą pogodą... Wręcz wymarzona na letnią beskidzką wycieczkę z namiotem.
I Wasza Córa dzielna, rozumiem, że połknęła już na dobre bakcyla gór? Swoją drogą to zazdroszczę jej takich wakacji
Wieża na Gorcu jest łatwiej osiągalna niż ta na Mogielicy. Widzę, że w bazie było pustawo, mieliście cały namiot dla siebie?
Z miejscem w bazie, to się nam udało, nawet czekaliśmy pół godzinki, aż się wyprowadzą poprzednicy. A dzień wcześniej było jakieś 50 osób i biba na całego! Po prostu fart A wieże są dwie czy trzy? 1 na gorcu,2 na Mogielicy, a wydawało mi się, że w oddali jest jeszcze jedna? Dopiero później sobie przypomniałem, że mamy lornetkę w plecaku
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
Przy Waszym drugim noclegu?
Były jakieś grzyby po drodze?
Budka to kuchnia na obozowisku, namioty na górze a kuchnia w dole.
Na gotowanie nie było zbyt wiele czasu, gotowaliśmy tylko wodę
O grzyby lepiej nie pytaj, nie wiedziałam co robić, oglądać widoki czy grzyby,
Koźlaki czerwone jak malowane, prawdziwki, ceglastopore i zajączki.
Grzybowy zawrót głowy
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
Sprawdziłem wieże i jest trzecia w okolicy, na Jaworzu
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
...O grzyby lepiej nie pytaj, nie wiedziałam co robić, oglądać widoki czy grzyby,
Koźlaki czerwone jak malowane, prawdziwki, ceglastopore i zajączki.
Grzybowy zawrót głowy
ajajaj, to trzeba nam się w jakieś krzaki wybrać.
U mnie sprawa jasna z tym na co patrzeć. Jak są grzyby to pal licho widoki
Nie mam teraz zdjęcia z mojej pierwszej wizyty w Tatrach, gdzie to ze znajomym zapalonym grzybiarzem szliśmy na pierwszej tatrzańskiej wycieczce dnem Kościeliskiej wgapieni w krzaki po boku, zamiast w górę.
Tak mi w sumie zostało do tej pory
A wieże są dwie czy trzy? 1 na gorcu,2 na Mogielicy, a wydawało mi się, że w oddali jest jeszcze jedna? Dopiero później sobie przypomniałem, że mamy lornetkę w plecaku
To zależy skąd i w którą stronę patrzyłeś. Z Mogielicy patrząc w stronę Gorca widać wieżę na Magurkach. Wieże są również na Lubaniu i Koźlarzu. Ta na górze Jaworz jest zdaje się starsza, natomiast na nowszych są zainstalowane kamery (można sobie pooglądać widoki na stronie gminy Ochotnica > http://www.ochotnica.pl/pl/514/0/kamery-online.html).
[quote=kunlun]
...O grzyby lepiej nie pytaj, nie wiedziałam co robić, oglądać widoki czy grzyby,
Koźlaki czerwone jak malowane, prawdziwki, ceglastopore i zajączki.
Grzybowy zawrót głowy
ajajaj, to trzeba nam się w jakieś krzaki wybrać.
U mnie sprawa jasna z tym na co patrzeć. Jak są grzyby to pal licho widoki
Nie mam teraz zdjęcia z mojej pierwszej wizyty w Tatrach, gdzie to ze znajomym zapalonym grzybiarzem szliśmy na pierwszej tatrzańskiej wycieczce dnem Kościeliskiej wgapieni w krzaki po boku, zamiast w górę.
Tak mi w sumie zostało do tej pory
/quote]
My też mamy zajawke na grzyby a głównie ja, ale mąż mnie przywołuje do porządku i wtedy wiem gdzie patrzeć