15-07-2016, 10:09 AM
Powitać wszystkich 
Kolejna wyprawa rozpoczęła się w Rabce Zdrój a kończyła w Limanowej, Trwała trzy dni i miała długość 50 km. Skład: żona, córka i ja
1 Dzień.
Rabka Zdrój - Bacówka na Maciejowej - Stare Wierchy - Turbacz
Długość - 14.5 km Czas - 5.5 godz.
Wycieczka rozpoczyna się w niedzielę o 9.00 na "dworcu" w Cieszynie.
Autobusem kierujemy się w stronę Rabki Zdrój, skąd zaczniemy pieszą wędrówkę.
Po prawie 4 godzinach spędzonych na siedząco, nadeszła pora rozprostować nogi
Na początek slalom asfaltową drogą między domami i szpitalnymi budynkami, którymi poruszały się spore ilości ludzi, na szczęście asfalt szybko się kończy i wchodzimy na polną drogę,wiodącą przez piękne polany pełne kopek z sianem i pięknymi widokami.
[attachment=74317][attachment=74318][attachment=74320]
Łagodnie i spokojnie droga doprowadziła nas do pierwszego punktu kontrolnego, czyli Bacówki na Maciejowej. Piękne łąki wkoło Bacówki, połączone z pięknymi widokami na Tatry i szybkim dojściem z Rabki, czynią to miejsce bardzo chętnie odwiedzanym przez duże ilości turystów. Żeby zakupić odznakę turystyczną,trzeba było swoje wystać w kolejce do okienka
następnie czekało nas znalezienie jakiegoś miejsca, żeby coś zjeść i odpocząć przed dalszą drogą, mało brakowało a jedli byś my przy "toj tojach" 
[attachment=74321] [attachment=74322] [attachment=74323][attachment=74324]
Po miło spędzonych chwilach, ruszyliśmy w dalszą drogę, która w dalszym ciągu przebiegała bez większego wysiłku i problemów. Po około godzinie byliśmy już na Starych Wierchach,kolejne miejsce w którym mogliśmy zrobić chwilę przerwy na kawę i kupno odznaki
Cały czas towarzyszył nam jakże zacny widok Tatr, w których znajdziemy się już niebawem 
[attachment=74325][attachment=74326][attachment=74327] [attachment=74329]
Kawałek dalej wchodzimy do GPN (którego odznaki nigdzie nie można kupić
) Po około 30 minutach pojawia się znak, że ostatnia prosta tego dnia jest przed nami
Jeszcze tylko "parę" schodów i szczyt będzie pod naszymi stopami 
(Wyjście na szczyt jest podobne do wyjścia na Baranią Górę) Szczyt Turbacza jest oznaczony wysokim na parę metrów słupem betonowym, na którym wypisane są współrzędne. Kawałek dalej kończy się nasz pierwszy dzień podróży, dotarliśmy do Schroniska na Turbaczu, olbrzymia kamienna budowla robi na nas wrażenie
Widoki, szczególnie ten w stronę Tatr sprawia że chce się tak siedzieć i patrzeć bez końca, ale i ten w stronę Beskidu Wyspowego też jest obłędny
Schronisko jest przyjazne turystom, jest kuchnia z której można korzystać kiedy się chce
Jest małe pole namiotowe, na którym mieliśmy przyjemność nocować
(na zdjeciu ostatni namiot nasz
)
[attachment=74330][attachment=74331] [attachment=74332] [attachment=74333][attachment=74334][attachment=74335] Dobranoc
2 Dzień
Turbacz - Przełęcz Borek - Kudłoń - Przełęcz Przysłop (Rzeki) - Jasień - Baza namiotowa (SKPG Katowice)
Długość - 20 km Czas - 7.5 godz
Drugi dzień rozpoczął się dosyć wcześnie,bo około 4 rano
jakoś spać się nie dało, ale nic straconego, zrobiłem kawę i czekałem na wschód słońca nad Beskidem Wyspowym, który pięknie się prezentował
promienie słoneczne powoli zmierzały w stronę Tatrzańskich szczytów, żeby obudzić je łagodnie ze snu ...
Trochę żałowałem że nie mogłem obejrzeć finału mistrzostw Europy, ale jak się okazało,to szału nie było
Oprucz naszej trójki, jeszcze dwie osoby skusiły się tego poranka na wschód słońca, tak że tłumów jak na Babiej nie było
zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę, której dzisiaj czekało nas najwięcej i najdłużej...
[attachment=74336][attachment=74337] [attachment=74338][attachment=74339][attachment=74340][attachment=74341]
Droga łagodnie prowadziła nas przez las, wychodząc na piękną polane rozciągającą się we wszystkie strony. Ścieżka wiła się między trawami przez długi czas, mineliśmy Przełęcz Borek i Polane Przysłopek, kilka szałasów wyrastajacych ze zbocza trawiastej łąki. Na Kudłoniu przerwa regwneracyjna i oczywiście świeżo parzona kawa
Przez chwile obleciał nas strach, bo nad naszymi głowami zawisły czarne chmury i zerwał się silny wiatr ,na szczęście poszły w inną strone.
Dalsza wędrówka przebiegała bez większych zmian, przez cudne łąki i polne drogi aż do asfaltówki schodzącej do miejscowości Rzeki, gdzie zjedliśmy pyszne i zzzimne lody
[attachment=74344][attachment=74343][attachment=74342][attachment=74345][attachment=74346][attachment=74347][attachment=74348][attachment=74349]
Z pod sklepu ruszamy dalej żółtym szlakiem, zaraz za drogą nasz wzrok przykuwają dwa kucyki przy których zatrzymujemy się na chwilę. Droga ciągnie się lekko pod górę by kawałek dalej skręcić w kolejną polną drogę, niestety nie było już tak lekko jak do tej pory, zrobiło się bardziej stromo i potrzebne były częstsze przerwy, bo brakowało sił, najbardziej cieszyliśmy się z faktu że córka bez większego marudzenia dawała radę
Tego dnia wyczekiwaliśmy momentu, kiedy zobaczymy znak, że baza namiotowa jest już za "rogiem" i doczekaliśmy się 
Miejsce które zobaczyliśmy jest obłędne, a w szczególności prysznic z lodowatą wodą, piękna sprawa
Postanowiliśmy nie rozbijać namiotu, tylko przespać się w jednym z tych olbrzymów które tam stały. Ludzie którzy akurat tam byli, bardzo życzliwi i sympatyczni powiedzieli nam gdzie co się znajduje. No i Michał (szef tego przybytku ) bardzo fajny gość, który własnymi siłami ogarnia wszystko w obozowisku, pozdrawiamy serdecznie Michała
CDN.

Kolejna wyprawa rozpoczęła się w Rabce Zdrój a kończyła w Limanowej, Trwała trzy dni i miała długość 50 km. Skład: żona, córka i ja

1 Dzień.
Rabka Zdrój - Bacówka na Maciejowej - Stare Wierchy - Turbacz
Długość - 14.5 km Czas - 5.5 godz.
Wycieczka rozpoczyna się w niedzielę o 9.00 na "dworcu" w Cieszynie.
Autobusem kierujemy się w stronę Rabki Zdrój, skąd zaczniemy pieszą wędrówkę.
Po prawie 4 godzinach spędzonych na siedząco, nadeszła pora rozprostować nogi

Na początek slalom asfaltową drogą między domami i szpitalnymi budynkami, którymi poruszały się spore ilości ludzi, na szczęście asfalt szybko się kończy i wchodzimy na polną drogę,wiodącą przez piękne polany pełne kopek z sianem i pięknymi widokami.
[attachment=74317][attachment=74318][attachment=74320]
Łagodnie i spokojnie droga doprowadziła nas do pierwszego punktu kontrolnego, czyli Bacówki na Maciejowej. Piękne łąki wkoło Bacówki, połączone z pięknymi widokami na Tatry i szybkim dojściem z Rabki, czynią to miejsce bardzo chętnie odwiedzanym przez duże ilości turystów. Żeby zakupić odznakę turystyczną,trzeba było swoje wystać w kolejce do okienka
następnie czekało nas znalezienie jakiegoś miejsca, żeby coś zjeść i odpocząć przed dalszą drogą, mało brakowało a jedli byś my przy "toj tojach" 
[attachment=74321] [attachment=74322] [attachment=74323][attachment=74324]
Po miło spędzonych chwilach, ruszyliśmy w dalszą drogę, która w dalszym ciągu przebiegała bez większego wysiłku i problemów. Po około godzinie byliśmy już na Starych Wierchach,kolejne miejsce w którym mogliśmy zrobić chwilę przerwy na kawę i kupno odznaki
Cały czas towarzyszył nam jakże zacny widok Tatr, w których znajdziemy się już niebawem 
[attachment=74325][attachment=74326][attachment=74327] [attachment=74329]
Kawałek dalej wchodzimy do GPN (którego odznaki nigdzie nie można kupić
) Po około 30 minutach pojawia się znak, że ostatnia prosta tego dnia jest przed nami
Jeszcze tylko "parę" schodów i szczyt będzie pod naszymi stopami 
(Wyjście na szczyt jest podobne do wyjścia na Baranią Górę) Szczyt Turbacza jest oznaczony wysokim na parę metrów słupem betonowym, na którym wypisane są współrzędne. Kawałek dalej kończy się nasz pierwszy dzień podróży, dotarliśmy do Schroniska na Turbaczu, olbrzymia kamienna budowla robi na nas wrażenie
Widoki, szczególnie ten w stronę Tatr sprawia że chce się tak siedzieć i patrzeć bez końca, ale i ten w stronę Beskidu Wyspowego też jest obłędny
Schronisko jest przyjazne turystom, jest kuchnia z której można korzystać kiedy się chce
Jest małe pole namiotowe, na którym mieliśmy przyjemność nocować
(na zdjeciu ostatni namiot nasz
)[attachment=74330][attachment=74331] [attachment=74332] [attachment=74333][attachment=74334][attachment=74335] Dobranoc

2 Dzień
Turbacz - Przełęcz Borek - Kudłoń - Przełęcz Przysłop (Rzeki) - Jasień - Baza namiotowa (SKPG Katowice)
Długość - 20 km Czas - 7.5 godz
Drugi dzień rozpoczął się dosyć wcześnie,bo około 4 rano
jakoś spać się nie dało, ale nic straconego, zrobiłem kawę i czekałem na wschód słońca nad Beskidem Wyspowym, który pięknie się prezentował
promienie słoneczne powoli zmierzały w stronę Tatrzańskich szczytów, żeby obudzić je łagodnie ze snu ... Trochę żałowałem że nie mogłem obejrzeć finału mistrzostw Europy, ale jak się okazało,to szału nie było
Oprucz naszej trójki, jeszcze dwie osoby skusiły się tego poranka na wschód słońca, tak że tłumów jak na Babiej nie było
zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę, której dzisiaj czekało nas najwięcej i najdłużej...[attachment=74336][attachment=74337] [attachment=74338][attachment=74339][attachment=74340][attachment=74341]
Droga łagodnie prowadziła nas przez las, wychodząc na piękną polane rozciągającą się we wszystkie strony. Ścieżka wiła się między trawami przez długi czas, mineliśmy Przełęcz Borek i Polane Przysłopek, kilka szałasów wyrastajacych ze zbocza trawiastej łąki. Na Kudłoniu przerwa regwneracyjna i oczywiście świeżo parzona kawa
Przez chwile obleciał nas strach, bo nad naszymi głowami zawisły czarne chmury i zerwał się silny wiatr ,na szczęście poszły w inną strone. Dalsza wędrówka przebiegała bez większych zmian, przez cudne łąki i polne drogi aż do asfaltówki schodzącej do miejscowości Rzeki, gdzie zjedliśmy pyszne i zzzimne lody

[attachment=74344][attachment=74343][attachment=74342][attachment=74345][attachment=74346][attachment=74347][attachment=74348][attachment=74349]
Z pod sklepu ruszamy dalej żółtym szlakiem, zaraz za drogą nasz wzrok przykuwają dwa kucyki przy których zatrzymujemy się na chwilę. Droga ciągnie się lekko pod górę by kawałek dalej skręcić w kolejną polną drogę, niestety nie było już tak lekko jak do tej pory, zrobiło się bardziej stromo i potrzebne były częstsze przerwy, bo brakowało sił, najbardziej cieszyliśmy się z faktu że córka bez większego marudzenia dawała radę
Tego dnia wyczekiwaliśmy momentu, kiedy zobaczymy znak, że baza namiotowa jest już za "rogiem" i doczekaliśmy się 
Miejsce które zobaczyliśmy jest obłędne, a w szczególności prysznic z lodowatą wodą, piękna sprawa

Postanowiliśmy nie rozbijać namiotu, tylko przespać się w jednym z tych olbrzymów które tam stały. Ludzie którzy akurat tam byli, bardzo życzliwi i sympatyczni powiedzieli nam gdzie co się znajduje. No i Michał (szef tego przybytku ) bardzo fajny gość, który własnymi siłami ogarnia wszystko w obozowisku, pozdrawiamy serdecznie Michała
CDN.

