Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (2): « Pierwsza [1] 2 Następna > Ostatnia »
Trochę historii nikogo nie zabije
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  Trochę historii nikogo nie zabije

Longarone i Vajont
Sporo już się najeździłem w Dolomity i do uszu mi doszło coś o zaporze Vajont i miejscowości Langarone. Jednak dopiero za namową kolegi i jego żony postanowiliśmy odwiedzić to miejsce w roku 2014, kiedy byłem na urlopie. Faktycznie Langarone jest już na obrzeżach Dolomitów i Południowych Alp Karnickich, ale to nie było na przeszkodązie. To, co odwiedziliśmy przeczyło nasze oczekiwania.

Zapora Vajont - swego czasu (1961 r) miała najwyższą tamę na świecie - 261,6 m i pojemność 150 mil m sześciennych. Dla porównania jezioro Czorsztyńskie ma tamę wysoką 56 m i pojemność 230 mil m sześciennych. Zapora była dokończona w roku 1961. Dnia 9.10.1963 wieczorem doszło do gigantycznego usunięcia zbocza Monte Toc. 270 mil m sześciennych skał i gruzu (niemal 2x tyle co było wody w zaporze) o szerokości 2 km i wysokości 250 m zjechało do jeziora. Pierwsza fala o wysokości 200 m zmyła parę miejscowości na przeciwległym zboczu, druga fala zmyła parę parę wiosek przeciwko toku rzeczki Vajont. Jednak co było najtragiczniejsze. Potężna fala 30 - 50 mil m sześciennych wody przelała się o 70 m przez tamę i runęła do doliny. Woda całkowicie zniszczyła miasteczko Longarone i dalsze mniejsze miejscowości. Zginęło 1910 ludzi. Paradoksem jest to, że tama wytrzymała i do dnia dzisijszego jest smutnym monumentem doliny Vajont. Za nią piętrzy się usypisko o wysokości 400 m.

O katastrofie jest też dokładnie opisane (nawet są filmy) na stronach Internetowych i polecam tam zaglądnąć. Ja bym chciał przybliżyć paru zdjęciami teraźniejszość tego miejsca. Odwiedziliśmy odnowione miasteczko Longarone, skąd dobrze widać tamę byłej zapory i potem odwiedziliśmy miejsce wypadku. Praktycznie objechaliśmy całą zaporę.

        - Longarone kiedyś i dzisiaj
    - nowy kościół w Longarone, w nim spora ekspozycja o Longarone przed i po katastrofie, na mój gust kościół zbyt betonowy, jakby wybudowali bunkier
    - bez komentarza
    - widok od Longarone na wąwóz z tamą Vajont, tam stąd waliła się woda
    - wyśmiany autor relacji po zakupieniu wyśmienitych serów na targowisku w Longarone
        - model zapory przed i po katastrofie
    - tylna część zapory, która jest z części zasypana
    - przednia część zapory, zaraz za nią ten zielony kopczyk to usypisko porastające drzewami, w prawo u góry widać kawałek urwiska Mt. Toc
    - stoję na wierzchołku usypiska, w dole pod parkingiem jest tama (mało widoczna), na prawo u góry wioska Casso, gdzie pierwotnie byli zakwaterowani robotnicy budujący tamę, tam też w czasie katastrofy dotarła pierwsza fala, kiedy zjechał przeciwległy stok     o szerokości 2 km
    - widok z usypiska na tylną część zapory, widać co z niej pozostało, powierzchnia była około 80 m wyżej, uważny czytelnik zauważy po lewej stronie, gdzie woda sięgała
    - jesteśmy po drugiej stronie (całkiem na końcu zapory), w środku widać usypisko, gdzie stałem na przedeszłym zdjęciu, na lewo Mt. Toc i na prawo widać wioskę Erto, którą fala minęła
    - przepiękny kanion rzeczki Vajont, która napajała zaporę
    - usypisko i wygląd urwiska od wioski Erto
    - usypisko przyjęło różne kształty

Co na koniec? Tym, którzy będą tam kiedyć przejeżdżać, polecam odwiedzić to miejsce. Ja byłem pod dużym wrażeniem. Jaki się człowiek cuje mały i słaby, kiedy patrzy na ten monument przyrodniczej katastrofy, gdzie na pewno sporo tutaj zawinił człowiek. Szkoda, że nie rozumiem obcego języka, warto sobie zapłacić przewodnika, który nas poprowadzi wewnątrz tamy i sporo o katastrofie poinformuje.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-01-2015 09:53 PM przez Stasiu.

23-01-2015 09:52 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
szewczyczek

*****


Postów: 3,635
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status: Offline
Post: #2
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Nie zabiło mnie trochę historii:-)
Świetne miejsce, kanion wygląda na bardzo ciasny i głęboki, a po zdjęciu tamy widać, że musi to być ogromna konstrukcja.



Hej ho, zwariowana przygodo!
23-01-2015 11:08 PM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #3
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

szewczyczek napisał(a):
Nie zabiło mnie trochę historii:-)
Świetne miejsce, kanion wygląda na bardzo ciasny i głęboki, a po zdjęciu tamy widać, że musi to być ogromna konstrukcja.

Faktycznie, kiedy się stoi na grzbiecie, to widok w dół robi wrażenie. Jest to ponad 250 m.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 23-01-2015 11:31 PM przez Stasiu.

23-01-2015 11:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
conti

*****


Postów: 2,412
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2014
Status: Offline
Post: #4
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Natura rządzi się swoimi prawami. Ten przypadek, osunięcie się skał, pokazuje nam, że my jako ludzie powinniśmy jak najmniej ingerować w przyrodę.
Jak zwykle świetny opis i wspaniałe zdjęcia zaserwowałeś nam Stasiu.


24-01-2015 01:26 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
mazeno
nosi mnie


Postów: 57
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Dec 2014
Status: Offline
Post: #5
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

w centrum pamiru jest takie jezioro, nazywa sie sarez kul.
powstalo w 1911r. w wyniku osuniecia sie ok. 3-5mld (miliardow) ton ziemi - osuwisko bylo szerokie na kilka kilometrow i zatkalo wylot mocno wcietej doliny, ktora plynie rzeka murgob (bartang). w jeziorze obecnie jest 16 kilometrow szesciennych wody - to tyle, co mniej wiecej 70 zbiornikow czorsztynskich, oraz tyle, co 1/5 jeziora genewskiego (sic!).
jak przeliczyc to na m^3 wychodzi ich 16 000 000 000 (16 mld m^3).
powierzchnia jeziora to ok. 80km^2.
glebokosc jeziora dochodzi do 500m, dlugosc to niemal 70km.
tama zostala nazwana od nazwy jednej ze zniszczonych wiosek: uzoi.
i to od ponad wieku jest najwieksza tama na swiecie (vajont swego czasu bylo najwieksza sztuczna; obecnie najwieksza sztuczna to tama trzech przelomow na jangcy - tu akurat wody jest wiecej niz w sarez kul, bo 40 mld m^3, z tym ze tam zbiornik liczony jest na wielkiej odleglosci - rozciagniety na kilkaset kilometrow wzdluz rzeki jangcy, a sarez ma tylko 70km. nota bene ciekawostka jest fakt, ze ta ilosc wody na jangcy minimalnie zmienila ruch ziemi - przesunela os obrotu o bodajze 2cm).

a teren pod tama uzoi wyglada tak (nad samo jezioro sarez nie dotarlem, tama jest w dolinie chowajacej sie po prawej stronie kadru, ten prog w srodku to dolna jej czesc, samochodem nie da sie go przekroczyc):


problem polega na tym, ze od paru lat tama... przecieka od dolu. kwestia czasu jest kiedy runie. woda sie uspokoi i rozleje po plaskim dopiero gdzies w okolicach termezu na pograniczu afgansko-tadzycko-uzbeckim - zobaczcie sobie na mapie, jak to daleko...

16m^3 wody, po drodze same wciete doliny, a w nich wioski, miasta i co najmniej kilkaset tysiecy ludzi.

***


podobna sytuacja miala miejsce niedawno w pakistanie (4 stycznia 2010) w dolinie hunzy w karakorum, w okolicach miejscowosci attabad. jest to najwezsze miejsce w calej dolinie hunzy - przed katastrofa wygladalo tak:


w stosunku do sarez kul jeziorko attabad jest mikre - w najwyzszym stanie mialo jakies 400 mln m^#, wiec raptem niecale dwa razy tyle co zbiornik czorsztynski. ale dosc skutecznie zniszczylo kkh na kilka lat (kkh odbudowuja chinczycy - juz jest niemal ukonczona. nota bene nie jest to juz ta sama kkh, co jeszcze te pare lat temu - teraz to piekna betonowo-asfaltowa nowoczesna droga).

***


a ponizej porownanie wszystkich zbiornikow na zdjeciach satelitarnych mniej wiecej w tej samej skali:
tama trzech przelomow i zbiornik na jangcy:
http://goo.gl/maps/RSfK8
w tej samej skali tamy i zbiornika vajont w ogole nie widac:
http://goo.gl/maps/guhbz
jezioro attabad w pakistanie:
http://goo.gl/maps/tClUK
a tak wyglada sarez kul:
http://goo.gl/maps/4YO3t



pzdr -
mazeno

Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2015 01:44 AM przez mazeno.

24-01-2015 01:40 AM
Odwiedź stronę użytkownika Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,092
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #6
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Tak tragedia oglądałem kiedyś film,ale górsko to ładna okolica na spacerkiuhm
Mazeno opisz na łamach forum jakąś z twoich wypraw,myślę że masz co opisywać



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
24-01-2015 07:47 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #7
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Zaczyna być ciekawie.ok Jeszcze na stare lata dowiemy się rzeczy, które na lekcjac historii się nie uczymy. Smile Mazeno do mnie nawiązał i mam nadzieję, że i inni mają swoje "historyczne" górskie, na własne oczy widziane przygody. Wcale to nie muszą być katastroficzne.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
24-01-2015 10:36 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #8
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Kleiner Lagazuoi - wojna min
Dolomity, przepiękne góry, mają też swoją ciemną stronę. W maju 1915 roku, w czasie Wielkiej Wojny (WWI), Włochy i Austro-Węgry między sobą otworzyły nowy front, nazwany południowozachodni. Składał się z trzech części ? Tyrolski, Karyntiański i Soczański. Częścią tyrolskiego był front w Dolomitach i na dodatek od góry Sasso di Stria aż po przełęcz Kreuzbergsattel to był najtrudniejszy odcinek. Postanowiłem trochę przybliżyć czytelnikowi parę własnych fotografii i cytaty z książki ?Fronta v Dolomitech 1915-1917 - od Milana Čepelky. Mój temat będzie dotyczył walk na Kleiner Lagazuoi.

Kleiner Lagazuoi (2762 m) (KL) jedna z więcej znanych gór dla zwiedzających Dolomity. Z Cortiny trzeba przejechać 15 km w stronę nie mniej znanej przełęczy Falzarego (2105 m).
    - na zdjęciu widok od strony Croda Negra i Averau. Przełęcz Falzarego trzymali włoscy Alpinosi, resztę - KL, przełęcz Valparola i Sasso di Stria trzymali austriaccy Myśliwcy. Włosi zaciekle walczyli o opanowanie przełęczy Valparola. Przełamaniem frontu w tym miejscu już by nic nie stało na przeszkodzie zejście do doliny Badia i strategicznej doliny Pusteria prowadzącej w głąb Austrii.
    - mało który turysta, patrząc na dwa duże usypiska KL, wie, że to nie jest dzieło przyrody, ale pozostałości dziwnej, minowej, wojny w Dolomitach. Usypisko nr. 1 jest pozostałością wybuchu dwu austriackich min w miejscu 1a. Ta druga, większa, z dnia 22.5.1917 oderwała skałę o objętości 130 tys. metrów sześciennych. Miała szerokość 136 i wysokość 200 metrów. Ilość ładunku wybuchowego 24 t. Wynikiem wybuchu doszło do całkowitej dewastacji włoskich stanowisk na Cengia Martini (środkowa niebieska linia przerywana). Austriacy czynili wiele wysiłku, żeby Włosi nie poznali, kiedy dojdzie do wybuchu. Udało im się. Zginęło wtedy dużo włoskich żołnierzy.
    - skalna półka Cengia Martini
Usypisko nr. 2 jest pozostałością wybuchu włoskiej miny z dnia 20.6.1917. Ilość ładunku wybuchowego 33 t. Ładunek wybuchł w miejscu 2a. Włosi chcieli opanować wierchnie stanowiska austriackie i w tym celu wybudowali 1100 m długi tunel. Wybuchem miny miały być naruszenie stanowisk bojowch Austriaków na wierzchołku i z wznikłego krateru (na Punta Berino) Włosi mieli w chaosie powybuchowym wyskoczyć i w biegu opanować stanowiska przeciwnika. Jednak Austriacy pochwycili informacje o zamiarach Włochów i dobrze na przeciwnika się przygotowali. Wynikiem tej bitwy było, że Włochom nie udały się ich plany. Do dzisiejszego dnia służy turystom 1100 m włoski tunel ze swoją niby ferratą Galleria Lagazuoi.
   
    - krater powybuchowy i wejście do tunelu z góry.
Warto go odwiedzić. Sporo jest tam odnowionych stanowisk i kwater żołnierskich w wykutych w skale cawernach.
    - jedno z kwater skalnych.
    - stanowiska bojowe austriaków na wierzchołku KL. W tyle ładnie prezentująca się Tofana I - Rozes ze swoją ścianą, gdzie do na lewo położonego siodła prowadzi ferrata Lipella. W tyle Tofana II i III - Mezzo i Dentro. Rzecz jasna na Tofanach też przebiegały akcje bojowe podczas WWI. Opiszę kiedy indziej.
        - pod skałą widać pozostałości austriackich okopów strzegących przejścia z Falzarego na Valparola. Na skale zaznaczone miejsce mostka, który rozpoczyna miniferratę Kaiserjager Steig.
    - mostek w przybliżeniu
    - stara austriacka twierdza na przełęczy Valparola. Na dachu twierdzy widać miejsce trafienia 26 cm pocisku z działa. Dzisiaj w twierdzy muzeum wojskowe. W tyle góra Piz Dles Conturines. Znana paru forumowiczom.
Sporo jest jeszcze do opisania wojennych wydarzeń z tego miejsca. Jednak nie chcę zanudzać. Dla chętnych jest sporo literatury. Ku mej przykrości jest ona zasadniczo w języku niemieckim lub włoskim, co nie są języki mego szczepu.



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
26-06-2015 06:30 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
tomtur

*****


Postów: 7,092
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

A tu podpalasz zapalnik     Big Grin



"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
26-06-2015 07:29 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,175
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #10
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Też się dorzucę
    różnica kilku lat? i nic ze stołu nie zginęło giggle,
    górnicy w sztolniach (emigranci z Europy wschodniej Wink ),
    wspomniany mostek z bliska,
    Przełęcz Falzarego z góry.



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
30-06-2015 04:14 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #11
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Zadrutowana Szumawa
W zimowy czas postanowiłem w długie wieczory coś napisać o niedawnej historii Szumawy. O takiej, kiedy na stokach z czeskiej strony turysta nie miał szans podreptać te kopce i tylko pogranicznicy pilnowali, żeby ze socjalistycznej republiki nie uciekali w kapitalistyczny zachód niespokojni ludzie. Było to pełnych 40 lat. Chciałbym czytliwie przybliżyć ten etap historii, zwłaszcza, że czytelnikiem jest człowiek lubiący góry. Jednak więcej będzie opisywana strona historyczno-wojskowa niż górska i dlatego niektórzy mogą być zawiedzeni. Można też przeprowadzić porównanie z polskimi Bieszczadami. Warunki klimatyczne i przypadkowo powiedzmy warunki "ochrony granic" są w obu pasmach górskich podobne. Będę próbował przetłumaczyć parę epizodów, które są rozmieszczone na stronach internetowych przez samych byłych pograniczników z dodatkiem swoich własnych spostrzeżeń z dwu dwutygodniowych pobytów w tych stronach. O Szumawie już trochę pisałem Tutaj:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=7070
Nie chcę się powtarzać i dlatego od razu przystępię do tematu. Najpierw parę wstępnych wyjaśnień.

Jak się to zaczęło?

Po zakończeniu IIWŚ obszar Szumawy, jak inne obszary graniczne w ČSR, był najpierw "na dziko" i później planowanie wysiedlony. Niemiecką ludność mieli zastąpić nowoosiedleńcy z innych obszarów Czechosłowacji. Toto miało raczej skutek ujemny. Nowi osadnicy nie mieli powiązania z tym obszarem i dochodziło raczej do dewastacji już tak naruszonego środowiska. Jednak osiągnąć całkowite osiedlenie nie udało się. Pierwsze trzy lata po wojnie (maj 1945 - luty 1948) ochrona granic przebiegała podobnie, jak przed wojną z jednym dodatkiem. Do Finanční stráže (filance, coś jako ozbrojeni celnicy) dołącza oddział graniczny SNB (coś w rodzaju granicznej policji). Jedni pilnowali przemytu towaru, drudzy nielegalnego przejścia granicy. Obywatele zamieszkujący obszar nadgraniczny i osiedla nie byli wtedy jakoś ograniczani we swej czynności. Po Rewolucji Lutowej w 1948, kiedy do władzy doszli komuniści, nasiliło się nielegalne przejście granic osób i całych rodzin, narażonych perzekucją nowej, komunistycznej władzy. Ta przyjęła środki opatrzności, które miały zapobiec nielegalnym przejściom. Spore znaczenie miało wytworzenie całkowicie nowej (według wzoru sowietskiego) organizacji do ochrony granic - Pohraniční stráž (PS) z wojskowym rozporządzeniem (coś w stylu polskiego WOP). Był wytworzony obszar graniczny o trzech pasmach (zakazane, graniczne i przygraniczne). Zakazane pasmo przylegało do granicy o szerokości 2 - 5 km (w zależności od profilu terenu). Obywatelstwo było całkowicie wysiedlone i wstęp był tylko na zezwolenie w celach gospodarczych i pod nadzorem członka PS. Pas przygraniczny przylegał do zakazanego pasma i miał szerokość około 10 km. Tutaj ludność mogła już mieszkać, ale na zezwolenie i z narzuconymi ograniczeniami. Ostatnie pasmo - przygraniczne - nie miało specjalnych ustaleń. Służyło tylko do działań operacyjnych samotnej PS. Samotnym tematem do opisania jest wytworzenie poligonów wojskowych, które oprócz celów wojskowych miały drugorzędnie przyczynić się do dalszego ograniczania praw tutejszych obywateli - wioska Prášily i poligon Dobra Woda, gdzie największą strzelnicą były tereny rozstrzelanej wioski Stodulky pod Krzemelną.

https://mapy.cz/turisticka?x=13.4424531&...0&z=13&l=0

Na mapie widzimy, jak to wygląda dzisiaj wokół Prašil. Poligon faktycznie wypełniał cały wycinek. Na zachód od góry Křemelná (biała plama) to tereny byłej wioski (jedna z największych na Suzmawie), która była celem ćwiczenia wojsk artyleryjskich.

        - tak to aktualnie wygląda (zdjęcia robione z niebieskiego szlaku)

    - fragment mapy operacyjnej PS, gdzie jest zaznaczony przebieg drutów SIS (symbole wyjaśnię później), tutaj chciałem tylko pokazać, jak wiocha Prášily była okleszczona
(foto SIS Prášil, mapa Prašil) Jednak to najgorsze miało dopiero nastąpić.

CDN.....



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-01-2018 02:59 PM przez Stasiu.

07-01-2018 02:54 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
hemlighet
Hemli
*****


Postów: 2,570
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status: Offline
Post: #12
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Takie piękne tereny, a tak mroczną skrywają historię... Czekam z niecierpliwością na c.d. Smile



http://hemli-w-gorach.blogspot.com/
07-01-2018 06:47 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #13
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Cd... Zadrutowana Szumawa

Trochę danych o strukturze organizacyjnej PS

Żeby był czytelnik trochę zorientowany, pozwolę sobie parę informacji o strukurze PS:
1. Kompania (po czesku rota, w mapach zaznaczona naprz. jako "1rPS") - najmniejsza jednostka organizacyjna, która strzegła granicę państwa. W latach 1948 -1989 dochodziło do różnych reorganizacji. Ostatnia reorganizacja w roku 1979 ustaliła liczebność w trzech rodzajach kompanii o 91, 82 lub 68 żołnierzach. Każda kompania pilnowała w przybliżeniu 10 km odcinek graniczny. 5 km w jedną stronę i 5 km w drugą stronę od budynku kompanii. Jej zadaniem było faktyczna fizyczna ochrona granicy i wychwytywanie osobników nielegalnie przekraczających granicę. Kompanie były umieszczone za, na lub przed "drutami" SIS
    - mapa operacyjna 13 kompanii Nová Pec, na drutach
- czarna krecha - druty SIS
- brązowa krecha - pasmo oraniska
- żółta krecha - droga dla samochodu terenowego UAZ
- dwie poprzeczne krechy - zabezpieczone przejścia
- czerwony trójkąt z kreską -wieża obserwacyjna
- czerwona przerywana kreska - granice pojedynczych kompanii
    - budynek byłej kompanii Nová Pec, druty SIS prowadziły obok drogi
    - mapa operacyjna 7 i 8 kompanii, Kvilda przed drutami i Knížecí Pláně za drutami
    - mapa 7 kompanii
    - koniec Kvildy, koniec świata
    - odwrotny widok, tutaj już normalny śmiertelnik nie wszedł, widać potoczek Ciepłej Wełtawy, do granicy jest jeszcze 5 km
    - tablica pokazująca poszczególne pasma od Kvidy po granicę
    - zarastająca przesieka po SIS, w połowie drogi z Kvildy do granicy
    - droga do źródła Ciepłej Wełtawy, już za drutami i to już było zakazane pasmo, wtedy tutaj był gęsty las, dzisiaj zżarty przez kornika
    - widok na Bawarię i niewidoczne w dali Alpy, ten widok był 40 lat zapowiedziany turystom

2. Batalion (po czesku prapor) - nadrzędna jednostka kompanii. Batalionu podlegały 5 - 7 kompanii i inne jednostki potrzebne do funkcjonowania batalionu. Na terenie Szumawy to były bataliony Żelazna Ruda, Volary, Lipno i też można zaliczyć Nyrsko. Zadaniem batalionu było organizowanie ochrony granic na swym odcinku, zabezpieczenia sapersko tecznicznego, łączności, czynności wywiadowczych i szkoleniewych. Liczebność batalionu z kompaniami wynosiła około 1000 żołnierzy.
3. Brygada (po czeku brigáda, w mapie.....) - nadrzędna jednostka batalionu. Brygadzie podlegały zazwyczaj 3 bataliony i dalsze jednostki potrzebne do funkcjonowania brygady. Na terenie Szumawy operowyły brygada Suszyce (Sušice) i część brygady Domażlice (batalion Nyrsko z kompaniami Święta Katarzyna i Pod Ostrym). Zadaniem brygady było zabezpieczenie komendy, dozór w sprawach politycznych i wychowawczych, materialne, techniczne i zdrowotne zabezpieczenie podrzędnych jednostek.
4. Naczelne Dowództwo (po czesku Velitelství PS) - organ, który dowodził wszystkimi jednostkami PS na styku jak z krajami kapitalistycznymi, tak i socjalistycznymi.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2018 11:20 PM przez Stasiu.

08-01-2018 10:38 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #14
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

EZOH

EZOH - elektrické zařízení k ochraně hranic (urządzenie elektryczne do obrony granic). Od początku 50 lat ubiegłego stulecia sytuacja na granicy wymagała sporej zmiany. Już nie wystarczało strzeżenie granicy formą zwiadowczą, ale rozpoczęto na całej linii granicy z budową elektrycznego płotu, który był pod napięciem 2000 - 6000 V. Coś podobnego jak w obozach koncentracyjnych w czasie IIWŚ. W czasie tj. do końca 1965, kiedy postanowiono EZOH zlikwidować, doznał różnych zmian. Był dwu-trzyścianowy, między którymi był kontrolny pas oranicy, w eksponowanych miejscach zaminowany, postawione wieże obserwacyjne SPAK, sporządzenie tzw. piketów i podobnie. Już samotne napięcie skutecznie odstraszało potencjonalnych naruszycieli granicy. Jednak były przypadki próby pokonania tego zatarasu. Taka próba powodowała zwarcie i alarm w kompanii, który uaktywniał cały ruch w celu dopadnięcia sprawcy. Jest też w rejestrach PS pełno zapisów o śmierci na wskutek porażenia prądem. Rzecz jasna, że zdarzały się przypadki porażenia prądem samotnych pograniczników. EZOH z przyczyn ekonomicznych nie był włączony cały czas. Włączano go według rozkazu dowódcy kompanii respektywe batalionu lub brygady na podstawie sytuacji operatywnej, pogodowej (zła widoczność) lub pory dnia czy roku. W tej sprawie wyczytałem jedną informację z roku 1959: "Zużycie energii elektrycznej na działalność EZOH w całej PS było za rok około 500.000 kWh, co jest około 18% całkowitej zużytej energii elektrycznej w PS. Według planowanego zużycia energii elektrycznej w 1959 roku był przydział około 1400 godzin włączenia na rok/kompanię. Realia były jednak inne. Faktycznie kompania włączała EZOH na 3000 godzin i dlatego plan na energię elektryczną na rok 1960 musiał się z tym liczyć". Z danych można wyliczyć, że EZOH był włączany na około 1/3 część roku (rok ma 8760 godzin).
        - schemat EZOH
    - wykaszanie trawy
    - dobowe zdjęcie EZOH niedaleko Cetviny (mimo Szumawę)

SIS

SIS - signální stěna (ściana sygnalizacyjna) zastąpiła od połowy lat 60 ubiegłego stulecia EZOH, który ze względów humanistycznych już nie był odpowiedni pomocy w pilnowaniu granic. W przeciągu lat aż do 1989 roku była SIS modyfikowana od U-60 przez U-70 aż do U-80 w myśl, jak się stopniowo rozwijała technologia produkcji półprzewodników. Ściana (płot) była wytworzona z drutu kolczastego osadzonego na drewnianych słupach w kształcie litery "T" o wysokości 2 m. Tutaj napięcie było już tylko 12 V tzn. bezpieczne. Drut był na przemian umocowany na słupach specjalną plastikową uchytką (foto), która miała nosność 15 kg. Cała SIS to był taki gigantyczny wyłącznik, który pracował na podstawie zmiany elektrycznych właściwości w obwodzie. Pojedyncze kampanie miały podłączone odcinki 5 km w prawo i 5 km w lewo od budynku. (foto) W budynku kampanii było pomieszczenie sygnalizacyjne, gdzie znajdowały się urządzenia elektroniczne i sygnalizacyjne podłączone na SIS. Płot był podzielony jeszcze na 100 m sekcje i każda miała swoją lampkę sygnalizacyjną w pomieszczeniu sygnalizacyjnym. Wystarczyło zwarcie lub nawet małe obniżenie prądu i na pulpicie operatora rozświecała się lampka sygnalizacyjna. Operator odrazu wiedział, na którym 100 m odcinku doszło do naruszenia. Od tego momentu był aktywowany cały plan alarmowy w celu zbadania przyczyn naruszenia SIS i w przypadku umyślnego uszkodzenia SIS możliwego złapania naruszyciela. Trzeba jeszcze dodać, że SIS była umieszczona dalej od granicy niż EZOH. Zależało to od pola manewru pograniczników, żeby skutecznie przegrodzić kierunek ucieczki naruszyciela po przekonaniu zapory SIS. Było to od 500 m do 2 km.
        - schemat SIS
    - dobowe zdjęcie SIS obok Ciemnego Potoku pod Oblikiem
    - skrzynka sygnalizacyjna operatora SIS, tutaj widziano, które pole SIS zostało naruszone
    - plastikowa uchytka przytrzymująca druty na słupie

Inne saperskie środki do ochrony granicy

Można tutaj przytoczyć jeszcze inne środki ochrony jak wieże strażnicze (foto), pas kontrolny oraniska lub w zimie stopy narciarskie, miny, rakiety świetlne, zapory przeciwczołgowe i w późniejszych latach urządzenia infra red. Dalsze urządzenia do osobistego użytku - telefony i krótkofalówki.

Trzeba dodać, że wszystkie te urządzenia i w tym ściany sygnalizacyjne były tylko pomocniczymi środkami ochrony granicznej. Podstawową ochronę tworzyły patrole zwiadowcze i wywiadowcze, które nieprzerwanie monitorowały teren nadgraniczny. To wszystko działo się na całej długości takiego pasma górskiego jakim jest 190 km długa Szumawa, gdzie zwłaszcza zimą panowały surowe warunki z opadami śniegu do 3 m.
    - SIS w zimie, widać, jak trzeba było odgarniać śnieg

Cdn....



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2018 11:18 PM przez Stasiu.

08-01-2018 11:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Stasiu

*****


Postów: 16,512
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #15
RE: Trochę historii nikogo nie zabije

Cd... Zadrutowanej Szumawy

Służę socjalistycznej ojczyźnie!
(przetłumaczone z artykułu ze stron Internetowych - http://opona.lahvista.cz/slouzim.html Hemli może sama przeczytać)

Jak właściwie wyglądała służba na jednym konkretnym odcinku granicy na Szumawie w latach 80-tych XX wieku?

Przenieśmy się teraz o parę lat z powrotem, do okresu, kiedy olbrzymi masyw Szumawy wypinający się na zachodzie Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej (CSRS) tworzył dla większości obywateli tego państwa coś tajemniczego, coś, za czym kończył się świat.

Wybierzemy sobie dla wyjaśniena jedną załogę - kompanię w pobliżu Volar (w Volarach był umieszczny 2. batalion 7. brygady Sušice, wygląda na to, że autor opisuje już mną wspominaną 13. kompanię PS Nová Pec (inaczej też Klápa), Volary znajdują się we wschodniej części Szumawy, mają około 3.800 obywateli i są największym górskim miastem Szumawy, z własnego doświadczenia wiem, że obywatele górskich wiosek i osad w tej części Szumawy bardzo są związani z tym miastem).

Mamy 80-te lata i kompania jest umieszczona (patrz wyżej na mapę operacyjną 13. kompanii) niedaleko Plesznego Jeziora, gdzie się przeprowadziła z byłej strażnicy Straży Finansowej i gajówki, parę set metrów od byłego przejścia do Bawarii. Razem z kompanią musiano przemieścić sapersko techniczne zabezpieczenie o 2 km w głąb państwa.

    - dzisiejszy wygląd budynku 13. kompanii, SIS prowadził po drugiej stronie drogi

Moja notatka - domyślam się, że pierwotne stanowisko PS było gdzieś w miejscu zwanym Říjiště (Rujowisko), byłem tam w tych miejscach i myślę, że nawet skracałem sobie drogę przez przesiekę byłego EZOH; trochę jednak jestem zdezorientowany, ponieważ autor mówi o Bawarii, ale droga prowadzi na granicę z Austrią (to jest Górna Austria) a Bawaria (Niemcy) jest około 5 km dalej na zachód.

    - góra Plechý od Trójstyku, kiedyś to był ciemny las, który zżarł kornik; dobrze jest widoczny przebieg granicy i zróżnicowanego podejścia do obnowy lasu; Czesi zostawili las tak jak jest, Austriacy kikuty pni wytnęli, z mego punktu myślenia dobrze, że są dwa podejścia, kolejna generacja pozna kto miał większą rację w obnowie lasu; na zdjęciu w dali widzimy jezioro zaporowe Lipno i z prawej grzbiet Smrčiny, gdzie od miejsca zrobienia zdjęcia aż po Smrčine znajdował się graniczny odcinek operacyjny 13. kompanii.
    - już na zejściu granicznym szlakiem z góry Plechý do siodła; widzimy Smrečine w całej swej okazałości z nartostradą po austriackiej stronie;
    - w siodle znajduje się wspominane przez autora droga i przejście do "Bawarii".
    - tym razem widok od Smrečiny na Plechý (ten na lewo największy goły kopiec), na lewo od niego Trójstyczny i tam kończył się stąd odcinek aktywności operacyjnej 13 . kompanii.

Moja notatka - sami pogranicznicy (aż na parę wyjątków - później opiszę) nie chodzili często aż nad samą granicę i faktycznie za całe dwa lata służby znali tylko swój odcinek zalesionej Szumawy.

Kompania jest umieszczona w środku odcinka o długości około 13 km i jest osadzona niecałymi 100 mężczyznami. Są rozdzieleni na parę grup, grupa strażnicza, grupa techniczna i grupa logistyczna. Sapersko techniczne zabezpieczenie (patrz schematy SIS wyżej) jest komponowane ze dwu ścian (płotów) o wysokości cca. 1 m, zabraniających w podejściu zwierzyny do średniej, tak zwanej ścianie sygnalizacyjnej, którą tworzyły pale o kształcie litery T, wysokości 2 m i obsługiwanej urządzeniem U-80, rozdzielonej w przybliżeniu na 100 m odcinki. Te odcinki tworzą dwójkę drutów kolczastych pod napięciem 12 V naciągniętych zmiennie nad sobą i tworzących osobisty olbrzymi przełącznik. Na drewnianych, karbolem napuszczonych, słupach są druty przymocowane specjalnymi plastikowymi uchwytami (patrz wyżej). Te były konstruowane tak, żeby naruszyciel, który próbuje przejść przez ścianę jak przez płot, je złamał (nosność była 15 kg), doszło do zwarcia i tym wywołania alarmu. Również próba przemostkowania pewnego odcinka za pomocą drutu z ?krokodylkami? na końcach i następnie przecięciem kolczastych drutów by było przy dobrym "nastrojeniu" systemu bardzo trudne, wręcz niemożliwe. Cały system jest nastawiony na konkretną długość drutu kolczastego-przewodnika i taka próba jest sygnalizowana. Co więcej, przecięcie drutu kolczastego powodowało jego wyrzucenie. W miejscach, gdzie były do zatarasu wsadzone wrota dla przejazdu na przykład techniki leśnej, były słupy opatrzone kontaktami pułapkami, które zabraniały przejść po konstrukcji bramy. W razie pojawienia się terenu piaszczystego, w niektórych miejscach umieszczano w ziemi betonowe zagrody uniemożliwiające podgrzebanie.

Toto delikatne wystrojenie i konstrukcja powodowały też istotne problemy. Kiedy spadł śnieg, były ekstremalne mrozy lub wznikały inne powody, system sygnalizował alarm. Dobrze wyszkolona obsługa mogła chociaż rozpoznać fałszywy alarm, ale patrol alarmowy i tak musiał wyruszyć. Z tego powodu ściana sygnalizacyjna musiała być na szerokość łopaty odgrzebana z obu stron, żeby topniejący śnieg nie powodował zwarcia. Odcinek o długości 13 km - niech czytelnik spróbuje to sobie wyobrazić! Wyjście poszczególnych segmentów były ściągnięte na najbliższy maszt, który sygnał wiódł do pomieszczenia stałej obsługi w budynku kampanii. Obsługa miała też za zadanie obsługiwać środki łączności.

Cdn...Jak przebiegała służba



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-01-2018 07:26 PM przez Stasiu.

10-01-2018 07:19 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: