|
Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Motto (dedykacja własna dla Tomtura): "Tomaszu, to była wyprawa o jedną platformę wyżej, niż dotychczas pozostałe wyprawy. Czas na dreptanie był wykorzystany optymalnie, do góry się chodziło tylko po drabinkach a w innych miejscach przemieszczało się wyłącznie tomturowym szlakiem. Czy nie było idealnie dla Ciebie? Nawet wieczorne pogawędki wzbogaciły każdego."
Słowacki Raj (Raj) - nie jedna noga polskiego turysty przedreptała ten całkiem inny górski świat. Można go podzielić na dwie części. Północną i południową. Rzecz jasna najwięcej jest znana północna część ze swoimi roklinami, które przechodzi się po zainstalowanych drabinkach, różnym stopniu nachylenia i długości, mostkach i metalowych stopniach. Ja, kiedy planowałem tą wyprawę, miałem zamiar przejść wszystkie "drabinkowe rokliny" oprócz tej jedynej na południu - Zejmarskiej. W końcu wyszło nam, że nie było nam dane kurnikołażenia jeszcze w Wielkim Kyselu i Klasztorskiej. To zostawiliśmy na inne czasy i to z odwiedzeniem też południowej części. Jednak uważam, że przeszliśmy maksymum i spróbuję Wam to opisać w niżej podanej relacji. Życzę Wam miłego czytania.
Jak zawsze, trochę danych technicznych:
DOBA : 10.10. - 13.10.2014
TRASY: Słowacki Raj (Slovenský Raj) - (1) Podlesok - Piła - roklina Piecky - wierch Suchej Belej - Pod Ptasim Grzbietem - Klasztorisko - Kysel - Mały Kysel - wierch Suchej Belej - Pod Ptasim Grzbietem - Podlesok; (2) Podlesok - roklina Sucha Bela - wierch Suchej Belej - Pod Ptasim Grzbietem - Klasztorisko - zejście do Kysel ujście - Dolina Tomaszowska - Dolina (roklina) Sokoła - Glac (Mała Polana) - Mała Polana - Ogurczak - Piła; (3) Piła - Sokół - roklina Wielki Sokół i Kamienne Wrota - Glacka Droga - wierch Suchej Belej - Pod Ptasim Grzbietem - Klasztorisko - Podlesok; (4) Podlesok - Gardziel Hornadu - Przełom Hornadu - Pod Tomaszowskim Widokiem - Tomaszowski Widok - Letanowski Młyn - Ihrik - Gardziel Hornadu - Podlesok.
OBIEKT (do spania): chatka w ATC Podlesok (10 Euro z pościelą + 0,5 Euro za powietrze).
ODLEGŁOŚĆ (krokomierzem): (1) 24 km i 680 m przewyższenia, (2) 24 km i 820 m przewyższenia, (3) 21 km i 415 m przewyższenia, (4) 20 km i 430 m przewyższenia
CZAS: 7:45 godz., 7:55 godz., 6:45 godz. i 5:45 godz. (wg mapy)
OSOBY:
- forumowicze (4 dni) - Stasiu, tomtur, tratina
- forumowicze (3 dni) - Malwina, mieciur
- forumowicze (2 dni) - gosia3ek, Mallaidh
- gościnnie: ---
- otarli się o nas: skały w roklinach i o Tomtura 6 kocurów
10.10.2014, część pierwsza - rokliny Piecki i Kysel
Tradycyjnie do miejsca skupienia podwozi mnie Tomtur ze swoim samochodem. Nietradycyjnie było to, że z nami jechała Tratina i wyjechaliśmy z domów bardzo wcześnie. Ja, ostatni, wsiadam do autka o 2 w nocy. Plan przewidywał od pierwszego momentu drałowanie po roklinach i dlatego nie można było się wyspawać w domu przed wyprawą. O 7:00 dojeżdżamy do celu - ATC Podlesok u podnóża Raju. Na szczęście recepcja funkcjonuje całą dobę i dlatego możemy i tak wcześnie zgłosić swoje przybycie.
Chatka na razie nie jest jeszcze dla nas przygotowana, ale autko już możemy w kampingu zostawić. Przepakujemy plecaki i po krótkiej naradzie wyruszamy od razu na wycieczkę. Na pierwszy plan mamy roklinę Piecki. Watażka nas przestrzegał o wcześniejszym logistycznym zabezpieczeniu przeprawy do osady Hrabuszyce-Piła. Faktycznie, jakiś autobusik jeździ raz dziennie i to tylko w okresie lipca i sierpnia. My logistykę dotarcia zabezpieczyliśmy na ludowo. Poszliśmy tych parę kilometrów na piechotę. Dojazd tomturowym samochodem nie można było brać pod uwagę, ze względu na wcześniejsze ostrzeżenie strajkiem kierowcy. Watażka nie zna Tomtura. To jest bardzo odpowiedni kierowca i jeździ tylko czysty. Na szlaku zawsze suszy a woda w potokach nie zawiera słodu. Sił na początku jest sporo i dlatego w miarę szybko odkrajamy pierwsze kilometry. Na szczęście szlak prowadzi też i mimo drogę, około potoka Wielka Biała Woda i w jednam miejscu tworzy cieśninę.
Takie małe przygotowanko do późniejszych wyzwań. W osadzie Piła ciekawe domki i też ciekawa cena za wejście. Płaci się 1,5 Euro za wstęp do parku narodowego. Samochody kosztują dodatkowe 2 Eura. Przechodzimy osadę i według drogowskazów wchodzimy do rokliny. Po chwili roklina się zwęża a nam trzeba przechodzić szutrowym dnem potoka Pilanka.
Musimy się przyzwyczajać do jednego z atrybutów, które nas będą oprowadzać całe 4 dni. Przechodzenie potoków z jednej na drugą stronę. Przechodziliśmy chyba z milion razy. My na szczęście jesteśmy tutaj w okresie suchszym i potoki są większe od ciurczków, ale kiedy indziej trzeba chyba przechodzić w gumowcach.
Dla mnie wymijanie potoka zaczyna mijać z efektem. Moje stare buty nie są przeszkodą dla wody. Po jakimś czasie mam mokre skarpetki. Mam za swoje. Chciało mi się po roklinach, to teraz cierp. Po pół godzinie szurania potokiem, zaczyna się zabawa na całego. Następuje dalszy z atrybutów Raju. Kurołażenie. Pokonywanie wodospadów za pomocą drabinek.
Dochodzimy do 12 m wysokiego Wielkiego Wodospadu. Największą radość ma Tratina. Ta już nie mogła się doczekać tych atrakcji. Drabinka ma ponoć 25 m (co widać i na zdjęciu), trochę więcej odstaje od ściany, co dodaje jej na przestrzenności, i dlatego może niektórym śmiałkom przytrafić niepewności w siebie.
Za wodospadem roklina nam się zwęża jeszcze więcej i tworzy tzw. Kaskady.
Jest to cały zestaw drewnianych drabinek i mostków ustawionych nad potokiem. Chodzenie po takich elemntach to całkiem co innego niż wspinanie się po metalowej drabince obok wodospadu. Drewno jest cały czas mokre i współczynnik tarcia jest blisko zeru. Buty się na czymś takim ledwo trzymią. Wystarczy moment nieuwagi i człowiek wywala się w potoku. Wymachanie się w potoku to jeszcze nie taka tragedia, ale taki upadek grozi też poważnym poturbowaniem.
W niektórych miejscach można się uchwycić łańcucha. Jednak są i miejsca gdzie trzeba polegać tylko na swoim narządzie równowagi. Chyba na wstępie do każdej takiej doliny by miało być ostrzeżenie "Pijanym wstęp nie jest wskazany". Po pół godzinie ekwilibristyki od Wielkiego, pojawia się następny wodospad - Tarasowy (10 m).
Zaczyna nam się podobać ten stan rzeczy. Nie trzeba, jak w innych górach, drałować pod górkę ociężale, ale za jednam zamachem ocknąć się o parę metrów wyżej.
Nawet widać jaka frajda to była dla Tratiny. Za wodospadem następuje znów zestaw drabinek i mostków. Czasem się budowniczy nie patyczkowali z budowaniem.
Parę zasieków motorową piłą i turyści mogą się zmagać przechodzeniem rwącego potoku po wywalonych drzewach. Jeszcze parę mostków i woda zaczyna się wytracać.
To znak, że jesteśmy na końcu rokliny Piecki. Ścieżka kończy się na płaskiej leśnej drodze. Jest to następny atrybut Raja. Po wyjsćiu z roklin dochodzimy na wielką planinę, po której przesuwamy się wyłącznie tomturowym szlakiem. Jest 10:30 i my mamy odwiedzenie pierwszej rokliny za sobą. Odpoczywamy tylko chwilę w miejscu zwanym - Sucha Bela, wierzch. Większy postój planujemy w zajezdni na Klasztorisku. Z drugiej strony dochodzi tutaj szlak od rokliny Sucha Bela. Tędy będziemy przechodzić przez następne dni jeszcze 3 razy. Żółty szlak do rozstajnika Pod Ptasim grzbietem i potem w prawo czerwonym na Klasztorisko, to nudna drepciarna i nie ma co opisywać. W paru miejscach widać trochę Tatry, ale rewelacji zbytnio nie ma. Na Klasztorisku kończymy pierwsze kółeczko naszej ósemki i będziemy rozpoczynać drugie kółeczko w postaci odwiedzin Kysela. Jednak nim to rozpoczniemy, odwiedzamy odnawiane ruiny klasztoru Kartuzów.
Trochę historii nikogo nie zabije i dlatego robimy sobie małą ekskursję. Po dawce historii czas na ulubioną czynność każdego prawowitego górołaza. Odwiedziny zajezdni i dopełnienie energii.
Cierpliwości, zaraz dokończę....
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2014 08:14 PM przez Stasiu.
|
|
| 19-10-2014 08:13 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Nasze twarze są wyśmiane. Pogoda trochę się poprawiła. Nareszcie słońce pokazuje swoją przyjazną twarz. Do południa było schowane za mgłą. Południe oznajmia nam, że czas na następne odkrycia. Do rokliny Kysel, raczej do rozstaju Małego, Wielkiego i Wyżnego Kysela, trzeba trochę zawrócić i niebieskim w dół. W jednym miejscu jest ładny widok na roklinę.
Tutaj wtrącę trochę historii. Kiedyś przez krótki czas Kysel był chodzony od ujścia potoka Kysel do potoka Białego. Wtedy to była roklina ze samymi superlatywami - najładniejsza (dzisiaj Sucha Bela), najdziksza (dzisiaj Dolina Sokoła) i najpotężniejsza. Jednak w lipcu 1976 wybuchł pożar nad tym ujściem i powoli przedostał się na stok góry Pirc widocznego na zdjęciu. Spaliło się wtedy 30 ha lasu. Z powodu spadających skał i ogorzałych drzew chodnik w dolnej części zamknięto, drabinki były demontowane i po jakimś czasie wytworzono alternatywę. Z tego powodu Kysel jest dzisiaj nieprawem opomijany. Alternatywa jest oznakowana żółtym kolorem. Najpierw schodzimy do dna rokliny i jej lewym brzegiem powoli posuwamy się w dół.
Klasycznie roklina się zwęża aż wytworzy gardziel i znów trzeba korzystać z drewnianych mostków i metalowych stopni.
Tutaj jest więcej turystów i zaczynają mi się plątać przed aparatem. Tratina i Tomtur pomykają, jak woda pod nami a ja nie potrafię tak szybko pstrykać aparatem i jeszcze na domiar dotrzymywać im kroku. Na szczęście na mnie poczekali, bo inaczej na zdjęciach by byli inni wędrownicy. Dochodzimy do punktu zwrotnego żółtej pętli w Kyselu.
Mostek nad Gigantycznym Wodospadem (Obrovský vodopád). Jest drugim najwyższym w Raju i ma 60 m. Kiedyś się tu wychodziło od spodu. I jeszcze jedna uwaga co do pożaru. Gigantyczny Wodospad był ciężkim orzeszkiem do zgryzienia. Długo się go obchodziło z boku. Parę miesięcy przed tragicznym pożarem był i on osadzony drabinkami (jeszcze resztki widać patrząc z mostka w dół). Turyści długo nie cieszyli się jednak z tego wyjścia. Przechodzimy na prawą stronę Kysela i podchodzimy do góry. Znów drabinki, mostki i podobne udogodnienia dla turystów.
Obstrykuję wszystkie te urządzenia. Jednak nie jestem w siłach wszystkiego tego pokazać. Czasy w mapie są dokładne. I z pstrykaniem po 45 minutach dochodzimy do zbiegu trzech dolin (trochę niżej niż przed zejściem) Kysela. Wyżni jest niedostępny. Pozostają Wielki i Mały. Intuitycznie każdy by wybierał Wielki, ale my z czasowych powodów wybraliśmy Mały. Później w domu wyczytałem, że zrobiliśmy dobrze. Ponoć jest ładniejszy. No to wyruszamy. Główne atrakcje są zaraz na początku. Roklina nas od razu wsysa do swych wnętrzności. Najpierw trzykaskadowy Mały Wodospad (7 m).
Drabinka i mostek musi być. Za nim roklina się zwęża i ściany nawet dochodzą do przewisu. Przechodzenie po śliskich drewnianych mostkach jest trudniejsze niż w Pieckach. Tutaj z góry pada woda i tym są mostki pernamentnie skraplane. Jakie jest ciężkie życie turysty.
Widać, że Tratina ma z tego ubaw. Roklina łamie się ostro w lewo i ze zachwytem patrzymy na cudo natury. To z tego powodu jest doradzane przejść się Małym K.
Mechowy Wodospad o wysokości 8 m. Pionowo spadająca woda akurat na głowę. Ściana porośnięta mchem. Jest mi smutno, że na fotografii nie udało mi się ująć tego całego piękna. Może lepiej na filmiku:
https://www.youtube.com/watch?v=Kwy8w8y7Rj0
w czasie 4:10 aż 4:45
Tomtur trafnie przypomniał, że tutaj Paulina by mogła spełnić swoje zaległości prysznicowe w lodowatej wodzie. Za tym egzotycznym wodospadem nas potrapiło jeszcze parę drabinek
i niemal płaską doliną z końcowym lekkim podejściem znów wychodzimy na planinę Sucha Bala, wierzch. To samo miejsce, ale 4 godziny później. Mogę zaznaczyć, że stąd jest oferowana pomoc w postaci zjechania wypożyczonym rowerem. Kosztuje to 5 Euro i po paru szusach asfaltem ockniemy się w Podlesku. My, głupole, wybraliśmy nasz żółty Pod Ptasi Grzbiet po własnych. Ten szlak jeszcze jest obstojny, ale potem czerwonym, tym razem w lewo do Podlesoka, musiał nas pośmigać po kolanach. No, co byśmy chcieli? Te wydreptane metry trzeba jakoś zejść. Ostatnie martyrium i o 15:30 jesteśmy w bazie. Przed zakwaterowaniem podchodzimy najpierw do wodopuju. W nagrodę dodajemy jeszcze goryczkę. Wieczorem czekamy na dalszych bibowiczów. Dojeżdżają Malwina i Mieciur. Od razu jest żywiej, ponieważ nasza trójka pomału już gasła. Na domiar dowiadujemy się, że w sobotę do naszej piątki dołączy ponadplanowo jeszcze dwójka - Gosia3ek i Mallaidh.
Tratina, Tomtur i Stasiu pozdrawiają z Suchej Belej, wierch. Dobranoc.
Koniec dnia pierwszego. Cdn...
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-10-2014 08:24 PM przez Stasiu.
|
|
| 19-10-2014 08:20 PM |
|
 |
hemlighet
Hemli
    
Postów: 2,570
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2011
Status:
Offline
|
|
| 19-10-2014 09:16 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
11.10.2014, część druga - rokliny Sucha Bela i Sokoła
Rano zaczynamy od nowa. Grupa wędrowna rozrosła się do pięciu osób. Trzeba nam się śpieszyć. Jest sobota i każdy wie, że czeka nas odwiedzenie najpopularniejszej i najdzikszej rokliny w Raju. Nie trzeba niczego wymyślać z dojazdem i od razu z buta od kampingu wchodzimy do rokliny.
W nocy jasno świecił księżyc, ale teraz wszystko przykryła mgła. Dajemy nura między skały. Początek jest podobny, jak u innych roklin. Potok o tej samej nazwie co roklina płynie po kamieniach i to wszystko regulują skały ustawione blisko siebie.
Na początek drewnianne mostki i powywalane drzewa. Jedyna zmiana to większe nasilenie turystami. Dla mnie dokumentarysty to jest trochę problem, ponieważ przed aparatem mi się plączą niechciane przeze mnie osoby.
Nawet jakiś Mordokaj z kijem nam zastąpił drogę i bezwstydnie żądał flaszki za przejście rokliną. Postraszyliśmy go Gosia3ekem, że dzisiaj ma odwiedzić Raj i on uciekł. Chyba czyta nasze relacje na forum i wie, że z takimi forumowiczkami raczej nie zadzierać. Coś o tym mogą powiedzieć Mieciur i Mallaidh. Potem już nic nam nie stanęło na drodze w poznawaniu następnych wodospadów. Po 40 minutach wyrasta nam pierwszy i zarazem największy w roklinie - Misowe Wodospady.
Dwustopniowy wodospad o łącznej wysokości 30 m. Nazwa mówi za swoje. Woda spływa do kamiennych misek, które przeciekają i napełniają następne. Drabinki nie są nachylone tak, że trzeba używać rąk. Tutaj wychodzi się czysto po kurzemu. Poręczówka z łańcucha nam doda trochę więcej odwagi.
Za dolnymi wodospadami przechodzimy od razu do miejsca zawnego Roklina Misowych Wodospadów.
Robi się wąsko i eksponowanie. Pionowy komin jest wymyty na szerokość akurat przeciekającej wody. Musi tu być ładnie na wiosnę. Wtedy chyba wodospady pokazują swoją największą piękność i siłę zarazem. Przepiękne przepaściste widoki rysują się, kiedy robię zdjęcie z mostka i drabinki położonej wyżej.
Gdzie się popatrzysz same drewniane mostkii i metalowe stopnie. Jesteśmy w miejscu zwanym Roklina. Wąski korytarz ma nas doprowadzić do następnej atrakcji.
Ma to być Okienkowy Wodospad. Znów dwuczęściowy wodospad, tym razem tylko 15 m. Zakończony jest skalnym oknem, przez które trzeba się przepchać.
Przed drabinką stał nasz dobry znajomy Mordokaj. Tym razem witał nas w dobrym nastroju. Może to była tylko taka podszewka i w duchu sobie myślał, że ja i Tomtur nie zmieścimy się w oknie na górze i będziemy musieć zatrąbić na odwrót albo jeszcze gorzej, że się zaklinujemy i będzie ubaw.
Ze zdjęcia widać, że Tomtur łatwo przeszedł i spokojnie pozostali uczestnicy mogli dalej uczestniczyć w kurołażeniu. Roklina jest utkana samymi wodospadami. Jeszcze nie ocknęliśmy się z uroku Okienkowego i już przed nami wyrasta Korytowy Wodospad.
Wysokość wodospadów stopniowo maleje. Ten ma niespełna 10 m i znów jest pomianowany według swojej głównej charakterystyki. Jest dwuczęściowy i woda między pierwszym i drugim stopniem spływa skalnym korytem. Łatwo się tego wszystkiego nie opisuje. Nasze subjektywne uczucia są wciąż te same. Tylko wodospady się zmieniają.
Mijamy jeszcze Boczny Wodospad, który jak by nie należał do zestawu rokliny. Dno potoka powoli wypłaszcza się. Przechodzimy po mostkach w miejscu zwanym Kaskady.
Jest to taki łabędzi śpiew rokliny Sucha Bela. Wszystko raz się kończy. Przeszliśmy roklinę, która miała najwięcej drabinek, mostków i stopni. Nie powiem, że najładniejsza, ponieważ wszystkie są ładne i każda ma swój indywidualny klimat. Raczej bym powiedział urokliwa.
Cd. zaraz nastąpi
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-10-2014 06:15 PM przez Stasiu.
|
|
| 22-10-2014 05:36 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Koniec rokliny jednoznacznie pokazuje budka źródła potoku Sucha Bela.
Tratina uwierzyła, że jak się z tego źródła napije to nie uschnie. Ja dla pewności wychłeptałem niemal cały kubeł. Nie mamy jeszcze 11:00 i stoimy w znanym miejscu Sucha Bela, wierch i czeka nas przesunięcie się znaną godzinową trasą na Klasztorisko. Tam mamy zaplanowany większy postój. Też, zamiast wody, cieknie tutaj napój turystyczny. Przerwę wykorzystujemy do przygotowania się na następną roklinę ? Dolina Sokoła ze swoim top wodospadem Zawojowym. Żeby wyjść wodospadem, to trzeba najpierw zejść. Schodzimy do Doliny Tomaszowskiej.
Tomtur wygląda jak by to były jego włosności. Zejście jest krótkie, ale strome. Za parę minut tracimy 250 m. Jesteśmy u wylotu Kysela. Nam trzeba pójść trochę dalej. Doliną Tomaszowską kiedyś spławiano drewno, o czym świadczą wyżej położone Klauzy. Dzisiaj wygląda dziko i są tu ślady działania większej wody. Wchodzimy do Doliny Sokoła, gdzie jest jeszcze dziczej.
Nawet się dziwimy, że w takim harmidrze może znajdować się największy wodospad Raju. No tak, jesteśmy w parku narodowym i na dodatek w rezerwacie ścisłym. Tutaj ręka człowieka do niczego się nie wtrąca. Dolina była ostatnią w Raju, która była zbadana. Teraźniejsze przejście zbudowano w latach 1979-81. Jak na szachownicy, kiedy przed królową stoi pionek, tak tutaj przed wielkim Zawojowym stoi malutki Skalny.
Należy do najmnieszych. Ma tylko 3,5 m. Nawet drabinka jest umocowana z boku, żeby nie naruszała jego kruchości. Co jest jeszcze tutaj innego? Dotychczas wodospady nagle wyrastały z płaskiego dna rokliny. U Sokoła jest inaczej. Do Zawojowego trzeba podejść pod górkę i na domiar jest ukryty w lesie.
Taka potęga musi wydawać jakąś energię. Jeszcze nim go zobaczyłem już odczuwałem jego bliskość. Zawojowy Wodospad jest ze swoją wysokością 75 m drugim najwyższym na Słowacji. Może kto wie jaki jest najwyższy? Zawojowy jest pięciokaskadowy. Wiem, że podziwialiśmy go z dwóch mostków, ale nie policzyłem ile obmacywaliśmy drabinek i dreptali po żelaznych stopniach.
Nie wiem jakim sposobem opisać to dzieło natury, które było dosyć późno udostępnione dla normalnego górołaza. Kiedyś się go obchodziło.
Ja byłem tym wszystkim zafascynowany i było to chyba dla mnie największe przeżycie z tych czterech dni w Raju. No i dalsze spostrzeżenie. Drabinki są zamocowane jakby z boku, żeby nie naruszyć całości wodospadu.
W innych roklinach często przechodzi się nad wodą. Tutaj się to dzieje tylko na mostkach. Ten drugi jest tam gdzieś wyżej z widokiem od góry. Trzeba się nam sporo namęczyć, nim do niego dotrzemy. Ale jest to taka ta męka szczęśliwa.
Na zdjęciu widać, że drugi mostek ucina górną, mniej pionową część wodospadu od tej bardziej pionowej i którą akurat przeszliśmy. Parę stalowych stopni i mamy wodospad za sobą.
Czuję się jak dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę. Ogarnia mnie smutek. Myślałem, że to już koniec na dzisiaj, ale po chwili napotykamy jeszcze mały zadatek w postaci Wyżnego Wodospadu.
Ze swoimi 7 m wygląda raczej na krasnoludka od tego pod nim. Jednak i tutaj trzeba potrenować w kurołażeniu. Nikt nam niczego nie odpuszcza.
Przechodzimy przez Wyżny i tym samym opuszczamy na dzisiaj świat drabinek i wodospadów. Ładnie było. Między popadanymi liśćmi Sokoli potok jest na razie ciurczkiem.
Nic nie świadczy o tym, że po paru metrach woda będzie spadać do największej dziury w Raju. Pół godziny nam wystarczy na to, że dostajemy się znów na górską planinę. Dostajemy informację, że Gosia3ek i Mallalaidh na nas, po przejściu Piecek, gdzieś czekają. Po chwili ich odnajdujemy. Wygodnie wywalają się na łące. Radosne przywitanie braterstwa, których się w boju długo nie widziało. Jesteśmy komplet i pozostaje nam zakończyć dzisiejszą wyprawę. Pierwotny plan przewidywał ponownie przedreptać około Ptasiego Grzbietu do Podleska, jednak Mallaidh nas namówił na inną trasę. Czerwonym szlakiem przez Małą Polanę, Ogurczak do Hrabuszyc-Piła. Ciekawa alternatywa. Idziemy.
Na Małej Polanie możemy nareszcie podziwiać jakieś widoki. W Raju nie ma takich miejsc sporo, wciąż się drepcze w ciemnych roklinach albo lasem. Z wdzięcznością napajamy się wczesnojesiennym słońcem. Długo to jednak nie trwało. Znów wchodzimy do lasu, kiedy trawersujemy górę Pals. Trochę się nam odkrywają widoki w dół na jutrzejszą roklinę Wielki Sokół. Faktycznie wygląda długa i potężna. Za Ogurczakiem zbaczymy w stronę Piły.
Nic już się w trasie nie zmienia. Ćwiczymy nasze kolana. O 17:00 jesteśmy u celu. Pomyślne zakończenie dzisijszej wyprawy odsiadujemy w prywatnej zajezdni.
Przyznam, i Tomtur też to potwierdzi, że mieli świetną kiełbasę z grila. Dałem sobie repete. No i nie zapominam o goryczce. Ta też musiała być. Z Piły do Podleska jedziemy już samochodem. Wieczorem w chatce jest oczym wspominać. O ludziskach długo nie widzianych, o wyprawach dawno przebytych i o planach na jutrzejszy dzień. Zdjęć z tych rozmów nie będzie.
Piątka forumowa życzy dobranoc z drugiego mostka nad Zawojowym Wodospadem.
Cdn.... kiedyś
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 22-10-2014 06:15 PM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Drabinę w Pieckach i ja dobrze zapamiętałem. Długie schodzenie wąwozem po wielkiej zlewie na górze z największą drabiną na końcu.
Masz rację Stasiu - chodzenie szlakami Słowackiego Raju przypomina kurołażenie:-)
Czy napotkaliście na szlakach jakieś jesienne grzybki?
|
|
| 22-10-2014 07:05 PM |
|
 |
tomtur
    
Postów: 7,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Jednego mam podobno jadalny raz
"Bo właśnie tam wiem po co żyję."
|
|
| 22-10-2014 07:21 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Mam też jedne. Były w Małym Kisielu i nawet już marynowane:
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 22-10-2014 07:39 PM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Haha, rzeczywiście w tym roku wszędzie marnie z grzybami
|
|
| 22-10-2014 08:03 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
12.10.2014, część trzecia - roklina Wielki Sokół
Wczoraj wieczorem czarnego Piotrusia wyciągnęła Malwina i ta miała być następnego dnia czysta jak woda w potoku Wielka Biała Woda. Trzeba było przewieźć całą ekipę do Hrabuszyc-Piły. Tam lądujemy o 9:00. Znów opłata po 1,5 Euro. Wyczytałem, że w cenie biletu jest też ubezpieczenie. Chociaż coś. Zwłaszcza, kiedy się później okazało jaką ślizgawkę przygotował nam Wielki Sokół w Roklinie Rothowej. Z Piły drałujemy doliną do ujścia Sokoła już po swoich. Samochodem dalej nie można.
Jak uprzednio pisałem, wszystkie rokliny w Raju mają swoje naj. Roklina Wielki Sokół jest najdłuższa i najpotężniejsza. Na jej przejście trzeba 2:30 godziny. Była ponoć najprędzej zbadaną. Początek przypomina mi Dolinę Blatnicką w Wielkiej Fatrze.
Obok drogi znajduje się Tajch - rezerwuar wodny. Mogę tylko dla ciekawości zaznaczyć, że zaraz za nim w prawo odbija roklina Mały Sokół. Jeszcze za moich młodych czasów tędy prowadził szlak. Teraz przejście rokliną jest nielegalne. Jest to następny szlak (podobnie było z Tatrami Bielskimi), który miałem możliwość przejść za młodu a teraz, kiedy jestem mądrzejszy, ta możliwość już przepadła. No, pozostaje nam ten Wielki. Skały mają tu około 300 m wysokości i jest na razie całkiem szeroko. Nic nam nie napowiada, że te skały dalej, aniż się obniżą, przybliżą się ku sobie i ta wysokość się jeszcze więcej umocni.
Jest jeszcze następne naj. W nieskończoność przekraczamy potok na prawą, to znów na lewą stronę. Wykorzystujemy do tego drewnianne mostki, powalone drzewa, kamienie lub inne wertepy.
Nareszczie dno doliny się podnosi i daje się wyczuć, że za niedługo rozpocznie się znów zabawa w kurołażenie. Wchodzimy w miejsce zwane Kamienne Wrota. Najpierw nas witają Małe Kaskady i Mały Wodospad.
W Wielkim Sokole nie jest takie nasilenie wodospadów, jak gdzie indziej. Jednak to nie znaczy, że roklina jest mniej atrakcyjna. Potok Sokół w roklinie zawiera sporo wody nawet wtedy, kiedy ostatnie potoki w innych roklinach są ciurczkami. Mały ma około 8 m wysokości. Drabinka była nachylona pod ciekawym kątem. Można było przejść po kurzemu na dwóch z możliwością podtrzymywania się łańcucha albo wychodzić po czterech, ponieważ łańcuch był wolny i nie dawał zbytniej pewności. Tomtur ten styl nazwał "na kocura" trzymając się terminologii stylu chodzenia różnych zwierząt po drabince do kurnika.
Zaraz za Małym są Wielkie Kaskady i Wielki Wodospad. Ma on tylko 7,5 m. Paradoksalnie Wielki jest mniejszy od Małego. Chyba nazwy nie były dane na podstawie wysokości, ale subiektywnego poczucia "wodnatości" obu wodospadów.
Za Kamiennymi Wrotami roklina się trochę poszerza. Jednak panuje tu harmider pospadanych drzew. Po jakieś wichurze drzewa nagromadziły się na dnie i teraz trzeba z nimi się trochę pomęczyć.
Nie wiem co bę będzie jeszcze po dwu takich wichurach. Jednak to jest chyba tak specjalnie pozostawione. Wiadomo park narodowy. Mnie się jednak wydaje, że lepiej by to wyglądało, kiedy by te drzewa posprzątano. Na to się jednak nie zanosi, ponieważ niektóre kłody są dodstosowane do brodzenia.
Po chwili robi się ciasno. Jesteśmy w Roklinie Rothowej. Najwęższe miejsce Wielkiego Sokoła. Tutaj popadene drzewa robią jeszcze większe wrażenie. Jak słupy stoją na drodze.
Zasadniczy problem był w tym, że miejscami trzeba przejść po pniu a te są pernamentnie moczone w wodzie. Przesuwanie się do przodu przypomina chodzenie po namydłonych schodach. Wywalić się można w każdej chwili.
Tak, jak się zaczęło, tak się też kończy. I nawet długie rokliny mają swój koniec. Potok gdzieś znika i my znów poziomo kroczymy do rozstajnika.
Wielki Sokół łączy się z Glacką Drogą. Jest 11:45 i stoimy praktycznie w środku Raju. W prawo jest już mniej znana południowa część. Na pewno kiedyś ją przedrepczemy. Jednak dzisiaj nas czeka drałowanie w odwrotną stronę. Sporo będzie trzeba się namęczyć tomturowym szlakiem, nim dojdziemy do Klasztoriska.
Widać, że Glacka Droga jest szeroka. Można było iść ławą. Tędy wiodła za starych czasów droga handlowa z Gemeru na Śpisz. Teraz my tu wędrowaliśmy nudnym, bukowym lasem. Czasami wynurzaliśmy się z niego na jakieś polany.
Podobało mi się w miejscu Glac - była leśniczówka. Pozostała po niej tylko studnia. I potem znów nudnawo szliśmy i szliśmy, aż po dwu godzinach doszliśmy do oczekiwanej zajezdni na Klasztorisku. Moczymy nasze usta w typicznym napoju turystycznym. W trakcie odpoczynku przebiega też narada o dalszych zamiarach. Minione dwa dni Klasztorisko dzieliło dzień na pół i robiło się drugą roklinę. Tym razem w planach był jeszcze Wielki Kysel. Jednak w tajnym głosowaniu ten wariant nie przeszedł. Większość (z trzech) zagłosowała za wariantem zejścia wspólnie z pozostałą czwórką wprost do Podleska. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że była już 14:35 a nas by czekało jeszcze minimalnie 3:45 godziny. Wymiękliśmy. Trzeba coś zostawić do przyszłości. Nawet, żeby nie było żal Wielkiemu Kyselowi, odpuściliśmy sobie z ostatniego dnia jeszcze jedną roklinę - Klasztorską.
Pożegnamliśmy się z Klasztoriskiem na ten rok i zielonym szlakiem zeszliśmy do Podleska. Tam odbyło się następne pożegnanie. Ekipa się rozlatuje. W Raju pozostaje trójka a pozostała czwórka musi już z ciężkim sercem powrócić do swych domów. Nie tylko górami się żyje. Na mnie i Tratinę dopadł potem smutek ze zbliżającego się końca biby. Tomtur, żeby nas pocieszył, ugotował nam kolację.
Nie pomogło. Wieczorem w chatce było raczej jak na scypie i dlatego wcześnie położyliśmy się spać. Drugim powodem było wczesne wstawanie.
Z Klasztoriska pozdrawia cała ekipa bibowa. Dobranoc.
Cdn... jeszcze jeden
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-10-2014 04:40 PM przez Stasiu.
|
|
| 25-10-2014 04:39 PM |
|
 |
makarwesta
Brak aktywacji konta
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Na szklaku na Sławkowski Szczyt widać Słowacki Raj. Byłem tam w pierwszy dzień lata i marzy mi się wyprawa do Raju. Jak czytam Wasze posty to mam coraz większą ochotę.
|
|
| 27-10-2014 11:55 AM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
To czytaj, jedź do Raju i później też napisz relację
|
|
| 27-10-2014 05:22 PM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Słowacy to jednak mają tych gór od groma i co pasmo to inne.
A Słowacki Raj, z tego co po zdjęciach widuję i w relacjach, to już taki mix Dier z Beskidami . Takie wrażenie.
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 28-10-2014 08:08 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
13.10.2014, część czwarta - Przełom Hornadu i Tomaszowski Widok
Rano wczesna pobudka. Jeszcze jest ciemno, kiedy robimy sobie śniadanko i pakujemy menele. Dzisiaj już opuszczamy Raj, ale na pożegnanie mamy jeszcze w planie pooglądać Hornad (H). Całkiem coś innego niż poprzednie 3 dni. Tym razem nie będziemy dreptać po wodzie, ale unosić się nad nią. Wyruszamy za świtu, przed 7:00. No, czujemy raczej ten świt. Nie tylko w Krakowie jest mgła, Hemli. Tutaj też nas oblega. Do gardzieli H mamy 15 minut.
Nawet krople mgły mi siadły na objektywie fotoaparatu. Rozpoczynamy przejściem mostka. Na drogowskazie wyczytujemy, że nas czeka oglądanie H 2:35 godziny pod Tomaszowski Widok. Sporo, jak na jedną rzekę. Wchodzimy do gardzieli i zaraz odczuwamy, że nie będzie łatwo.
W roklinach było mokro, ale czysto. Tutaj będzie cały czas też mokro, ale błotniście. Akuratne na chodzenie z zabłoconymi butami po metalowych stopniach. Te wnet nas witają.
Najpierw takie niwinne, jak by nam chciały pomóc przejść po śliskiej ścianie. Trzeba uważać, ponieważ jedno potknięcie i z turysty robi się marynarz poza burtą. Następne stopnie to już poważniejsza sprawa.
Schody pod Zieloną Górą. Zaraz pierwsze wirtualne unoszenie się nad H wypróbuje nasze nerwy. Człowiek chciał by się przylepić na ścianę, ale niekiedy trzeba się wychylić, ponieważ skała przechodzi w lekki przewis. Zestaw stopni pod Zieloną jest trzyczęściowy.
Ten wygląda już spokojnie. Zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dla odmiany przechodzimy na prawy brzeg.
Znajdujemy się na okraju Doliny Wilczej. Wilków nie było, ale znajdowaliśmy się w rezerwacie ścisłym, gdzie ręka człowieka nie urzęduje. Przyroda tutaj sama sobie radzi. Po wichurze w 1995 pozostało mnóstwo wywróconych drzew. My na szczęście przechodzimy okrajem tego miejsca. Lawirowanie nad H ma swoje nazwy. Czekają nas stopnie Nad Wiecznym Deszczem i próba styczności naszych butów na drzewie w postaci Toboganu.
Tratina dla pewności raczej szła bokiem. Ja wypróbowałem, jak się po czymś takim idzie. Nie wywaliłem się. Nasza psychika jest nieustannie atakowana nowymi podnietami.
Stopnie są niekiedy sporo nad rzeką i nie myślę, że głębokość wody by wychwyciła moje podwójne salto wprzód. Na pewno bym zarył do dna. Nie chcę zapeszać. Faktycznie nie jest tak groźnie, to tylko takie myśli mi krążą po głowie.
W miejscu, gdzie znów przechodzimy na lewy brzeg, odbija w prawo Klasztorska Roklina. To jest ta, którą razem z Wielkim Kyselem zostawiamy na przyszłość. Przejście mostkiem zamienia się w huśtawkę i nie jest to nic dla tych co tego rodzaju zabawy nie lubią. Za mostkiem znów te nudne metalowe stopnie. Tym razem pod Ihrikiem.
Co ma następować po metalowych stopniach? Kto odpowiedział, że mostek, ten odgadł.
Powodem przejścia na prawy brzeg jest lepszy widok nurt H, który się w tych miejscach na lewym brzegu wgryza się do skały.
Przejście po stopniach nad tym miejscem nie miało by takiego widowiskowego efektu. Parę drobnych drabinek i znów przejście na drugą stronę. To już piąty most. Teraz przechodzimy z powodów więcej przyziemnych. Dochodzimy do miejsca zwanego Letanowski Młyn. Młyn się spalił w XIX stuleciu i już go nigdy nie obnowiono.
Ale nas przyciągał bar. Ten był jednak, ku naszemu smutku, o tak wczesnej porze zamknięty. Nie będziemy czekać. Nasz czas jest drogi. Ruszamy dalej. Ku naszemu zdziwieniu przekraczamy H po kamiennym moście.
Wyczytałem, że to jest odnowiony most Kartuzów z końca XV stolecia. Tędy wiodła droga na Klasztorisko. Nawet kawałek dreptaliśmy tą drogą. Ciekawe uczucie, kiedy człowiek pomyśli, że przed pięciu wiekami tędy dreptali do góry mnisi.
Droga odbija w prawo, ale my wiernie dotrzymujemy towarzystwa H. Nie możemy sobie odpuścić klasyki. Ta przychodzi od razu po opuszczeniu drogi Kartuzów. Stopnie Pod Młynem.
Standartowe lawirowanie nad wodami H. Za nimi inne i potem jeszcze inne o nazwie Nad Tisiną.
W tym miejscu H jest ściskany skałami z obu stron. Skały występują pionowo z brzegów. Robi nam się klasyczny kanion. Najlepiej to widać z kolejnego mostka.
Cd zaraz nastąpi
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-10-2014 09:01 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Potokami i po górach w Słowackim Raju ? jesienna biba GŚ 2014
Czytelnik ma chyba już zawrót głowy z tego przemostkowania i przstopniowania. Mogę zaznaczyć, że to już koniec. Po 3 godzinach kończymy oględziny H w miejscu Pod Tomaszowskim Widokiem. H jeszcze dalej płynie między górami, dochodzi do niego nam znany z przejścia Doliny Sokoła potok Biały i opuszcza skały blisko osady Czingow. Nasz kolejny plan to wyjście na Tomaszowski Widok.
Tomtur wygląda, jakby obliczał ile to ma do swojej włosności, do swojego widoku. Na drogowskazie jest napisane pół godziny i 150 m drałowania pod górkę. Dotychczas było poziomo. Na czasie dodać trochę pionu. Kosztowało nas to więcej potu i wydychanego tlenu. Raptem chodnik się kończy i stoimy nad urwiskiem.
Dalej mogą kontynuować swoją drogę tylko Ci, co potrafią latać lub sobie to myślą. Zarządzamy większy postój. Trzeba nam obstrykać to miejsce i naćwiczyć różne pozy do zdjęć. Dla górskich łazików jedna informacja - jedyne miejsce w Raju do skałołażenia.
Pierwotnie chcieliśmy wrócić do Podleska tą samą drogą. Jednak na drogowskazie wyczytujemy, że bliżej jest górą żółtym szlakiem. Musimy wybierać, albo po żelastwie, błotnistych chodnikach i czasowo dłużej, albo krócej, relatywnie suchym chodnikiem, ale po górskiej huśtawce. Zadecydowało zaoszczędzenie 1 godziny i możliwość poznania nowego szlaku. Na tych metalowych stopniach w drodze powrotnej byśmy już chyba zardzewieli. Z Tomaszowskiego Widoku schodzimy lasem, żeby wyjść na skraj polany.
Ładny widok na Dolinę Hornadu nam zasłania lekka mgiełka. Aniż się spostrzeżemy, zeszliśmy do doliny Letanowskiego Młyna. Widzimy tutaj ciekawe zjawisko optyczne. Nasz mózg jest przyzwyczajony do tego, że strumyk płynie zazwyczaj z gór do kotliny. Tutaj jest na odwrót. Trsteny potok płynie z kotliny w góry. To dzięki H, który przełamał sobie drogę między górami i lewobrzeżne potoki wyglądają jak by ciekły pod górę. To, że szlak dalej prowadzi pod górkę nie jest następne złudzenie optyczne, to jest fakt. To, co zeszliśmy, trzeba nam teraz znów wyjść. Co to dla nas jest 150 m. Najpierw Czarcia sihoť i następnie Ihrik.
Z niego ładny widok na Letanowski Młyn. Ihrik to najcieplejsze miejsce w całym Raju. Wiedział to nawet człowiek z młodszej epoki kamienia łupanego (3000 - 2500 lat p.n.e.). W pobliżu znajduje się Gackowa Dziura, gdzie znalazły się resztki po jego gospodarowaniu.
Czas od czasu widzimy samtny H w dole. Nawet pokazał się nam most, który był w pobliżu Klasztorskiej Rokliny.
Dalej czeka nas jeszcze Zielona Góra, pod którą tam w dole rozpoczynała się nasza anabaza chodzenia po metalowych stopniach. Na Zielonej Górze kiedyś stał kamienny gród. Po nim nic nie pozostało, tylko tablica informacyjna. Dla nas informacją było też to, że do gardzieli H nam pozostało 15 minut.
Było to też praktycznie ostatnich 15 minut z czterodniowego dreptania po Raju. Przejście z gardzieli H do Podleska to już tylko przechadzka.
Od Tomaszowskiego Widoku żegnają się z Wami Tratina, Stasiu i Tomtur.
Zakończenie: Dla mnie bardzo udana wyprawa. Sporo tego pozanliśmy i coś zostawiliśmy na przyszłość. Może to dodrepczemy w następnym roku razem z Niskimi Tatrami. Raj mogę polecić wszystkim fajnszmekrom górskim, którym nie brzydzą się płaszczyzny okorzenionej roklinami z drabinkami i podobnymi urządzeniami. Dzięki wszystkim uczestnikom za miłe chwile spędzone razem i sobie za nowo doładowane życiowe baterie w takim gronie.
I to już KONIEC
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 28-10-2014 09:16 PM |
|
 |
|
|