Próbuję rozprostować palce lewej ręki
Ooooo ! Coś strzyka !
Teraz prawa dłoń... kciuk boli okrutnie... O dolnych odnóżach boję się wprost myśleć.... A za dwa tygodnie w Alpy...
Starość mnie dopadła.... Trzeba wdrożyć program leczenia.
Ponieważ deszczowy lipiec ma się ku końcowi i kolejne dni zapowiadają z całkiem przyjemną aurą-telefonuję do moich przyjaciół-Marty i Tomka. Plan jest szybko ustalony-jedziemy w Tatry. Taka podróż w znajome miejsca. Sentymentalno -rekondycyjna (jak dla mnie) podróż.
W sierpniowy wieczór zachodzimy do miejsca naszego pierwszego noclegu- utulni na Łysej Polanie .Jeszcze małe preludium w postaci Tuziemskiego- oczywiście rumu (sklepik obok) i lulu.
Skoro świtanie temu w drogę. Do Jaworzyny-pół godziny z buta. Później grzecznie szlakiem-ale do czasu.
Maska hipokryzji w pewnym momencie opada i oto jesteśmy na ścieżynie do Czarnej Jaworowej.
Staw
, następnie ścieżka potokiem
, kosówka -dalej gdzieś tam trawersem pod ścianą Małej Śnieżnej Turni i oto jesteśmy pod progiem. Niby nietrudnym, ale na wszelki wypadek wyciągamy sznurek i czynimy z niego użytek.
Nawiasem pisząc zejście tą trasą przy mokrej skale, z ciężkimi plecakami i bez asekuracji -może być zajęciem trochę niebezpiecznym . Ale może mi się tylko zdaje.
Tak czy siak jest to dojście dogodne orientacyjnie. Powyżej progu śniadamy w pięknych okolicznościach przyrody
.
Wokół już typowy mroczny krajobraz tatrzańskich ścian i zerw-łagodzony jednak obecnością niewiasty.
Dalej kolejne piętra dolinne-trawy ,trawy później żwirek
i w ten sposób stajemy u wylotu żlebu opadającego z Czarnego Przechodu.
Nim w górę-rzeknę dogodnie(Jak turysta się stara, to kamyczków nie strąca)
.
Pogoda cały czas wytrzymuje-zatem urządzamy sobie wycieczki na nieodległy i łatwo dostępny Kołowy Szczyt.
Spełnieni wierzchołkowo-staczamy się przez koleje piętra Doliny Jastrzębiej w dół. Nic godnego poza ogólnym podziwianiem się nie zdarzyło( nie licząc , że w pewnym momencie dramatycznie szybko musiałem się znaleźć za wantą). Zatrzymujemy się nad ostatnim progiem-tym z wodospadem
. Dalej już się nie da staczać , można co najwyżej zlecieć.
Ale jest fajna ścieżyna w prawo-trawersem w ścianie opadającej z Czarnego Grzbietu
. Trochę znajomego żelastwa... ale, ale... czyżby się przymierzali do ferraty. Kawałki stalowego druta-niechlujnie mocowanego. Jakieś koła i kółka przy końcach-zupełnie jak by ktoś skroił z linii energetycznej niedawno...Jeszcze ostatni akord w postaci zejścia z progu Dzikiej z widokiem na malownicze wodospady
i możemy się rozkoszować luksusami "Chaty pri Zelenym Plesie"
. Niestety wraz ze zmianą właścicieli i personelu(niezapomnianej Dany już nie ma ) -jakość obsługi uległa drastycznemu pogorszeniu. Facet z okienka który wygląda jak Indianin i twierdzi że zna wszystkie języki-tak naprawdę nie zna żadnego włączając słowacki . Lądujemy w końcu w chatce z traktorkiem(generator), który wygaszają po 22 wieczorem... na szczęście...
c.d.n
Ps.Tytuł relacji zaczepnięty z utworu "Let's Get It Up" -mojej ulubionej przyśpiewki (hymnu ? ) w trakcie tras górskich.
Poniżej piosenka wykonywana z towarzyszeniem zespołu AC/DC http://www.youtube.com/watch?v=iICbL0MdNl8
Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-10-2011 07:50 PM przez dr.Etker.
Przy okazji przebywałam w tym samym okresie w chacie przy zielonym kieżmarskim i pamiętam Waszą grupkę .
Co do obsługi schroniska moje odczucia są bardzo zbliżone do Twoich - ogólnie mało sympatycznie, poza tym ukierunkowanie na sprzedaż pakietów śniadaniowych, obiadokolacji (gdy mają śniadanie, obiadokolacje generalnie bardzo niechętnie obsługują turystów którzy nie wykupili pakietu, o cokolwiek by nie poprosili ).
Przy okazji przebywałam w tym samym okresie w chacie przy zielonym kieżmarskim i pamiętam Waszą grupkę .
Co do obsługi schroniska moje odczucia są bardzo zbliżone do Twoich - ogólnie mało sympatycznie, poza tym ukierunkowanie na sprzedaż pakietów śniadaniowych, obiadokolacji (gdy mają śniadanie, obiadokolacje generalnie bardzo niechętnie obsługują turystów którzy nie wykupili pakietu, o cokolwiek by nie poprosili ).
a)Dzięki .
b)Aż tak jesteśmy charakterystyczni ! Mam nadzieję że byliśmy grzeczni !
c) Taaaaak.... to był dzień w którym obsługa przechodziła samą siebie-usiłując dogodzić grupie francuskich emerytów..... zupełnie jak by zależał od tego dalszy los .... "Hotelu Zelene Pleso"....
Kolejny dzień ma być z założenia bazowy. Czyli wypoczywamy. Zanim zaczniemy biesiadę -trzeba byłoby jednak gdzieś się przewietrzyć-choćby po to by docenić pogodę, która jest b.łaskawa.
Tak więc przed godziną ósmą przed południem przemierzamy turystyczny klasyk rejonu-czyli drogę na Jagnięcy Szczyt. Początkowo nic nie zapowiada późniejszych dramatycznych wydarzeń z udziałem miejscowej fauny... Wycieczka jak wycieczka-. słonko grzeje i tak sobie dochodzimy na Kołowy Przechód, a tam piękne widoki..
Jak już tam jesteśmy to byłoby grzechem nie pójść na następne widokowe miejsce czyli szczyt. Tak też czynimy. Mimo sprzyjającej aury frekwencja na szlaku umiarkowana-pozwala to na dłuższy posiad na wierzchołku bez większego ścisku.
Większe atrakcje czekają nas dopiero podczas zejścia. Wpierw forpoczta w postaci dwóch kóz spotkanych w rejonie grani. Taksują nas wzrokiem. Oceniają..
Poniżej Kołowego Przechodu następna zachodzi nam drogę i nie chce przepuścić. Niby zlizuje jakąś wilgotną plamę na ścieżynie (nawet przypuszczałem że komuś się rozlał alkohol w trasie)
.Ale cały czas nas obserwuje... Zbliża się...
wręcz skrada...
jest groźnie...
Po oczach widać , że nie ma uczciwych zamiarów...
Ooooo ...korzystając z zaabsorbowaniu naszej uwagi na godzinie czwartej pojawiają się dwie kolejne -i one podkradają się znienacka...
Czujemy się jak na safari... tylko to my jesteśmy zwierzyną...
Czym prędzej dajemy stąd dyla... Byle do schroniska.... jesteśmy odprowadzani kpiącymi spojrzeniami kóz. Mają jednoznaczną wymowę:
-Następnym razem nie przepuścimy tej stonce...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2011 02:12 PM przez dr.Etker.
Ale bliskie spotkanie z kozicą i tak wszystko przyćmiewa.
Przyznaj się, dawaliście jej coś do schrupania, na wabika czy ona tak sama od siebie bez stresu podeszła?
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
Ale bliskie spotkanie z kozicą i tak wszystko przyćmiewa.
Przyznaj się, dawaliście jej coś do schrupania, na wabika czy ona tak sama od siebie bez stresu podeszła?
a) .... A wiesz Piotrze-jestem podobnego zdania...Może zatem jeszcze jedno zdjęcie-by nikt nie pisał -że szkodujemy na pięknych widokach tatrzańskich...
b)...najwyraźniej sami byliśmy do schrupania...
Kolejny dzień pogodowo jest powtórką poprzednich
. Czyli z rana słońce. Tak zachęceni wyruszamy targając cały dobytek w stronę Chaty Teryho. Oczywiście najkrótszą drogą -czyli przez Baranią Przełęcz.
Znajomą trasą z ułatwieniami w postaci licznych łańcuchów wychodzimy ponad próg Doliny Dzikiej. Wraz z wysokością otwierają się coraz to szersze i nowe widoki. To na Zielony Staw Kieżmarski w dole...
...Baranią Przełęcz...
czy na Czarny Szczyt z Przełęczą Stolarczyka..
Trochę wyprzedzając resztę towarzystwa docieram do podnóża usypistego żlebu opadającego z Baraniej Przełęczy.
W nim mniej więcej tak do połowy resztki pozimowego śniegu. Po prawej ostroga skalna którą wiedzie alternatywna ścieżka na przełęcz zaopatrzona w ułatwienia(łańcuchy, drabinka).
Przez chwilę zastanawiam się nad wyborem dalszej trasy ostatecznie wybierając żleb.
Nie jest to dobry wybór z uwagi na znaczną kruszyznę skalną zalegającą w nim... o czym przekonuję się niebawem. Idąc prawą stroną (pomiędzy resztkami śniegu a krawędzią skalną) usypistym dnem dochodzę do 2/3 wysokości żlebu.
Tak-to był zdecydowanie zły pomysł . Widząc powyżej fragment ścieżki z rozpiętym łańcuchem decyduję się na zmianę wariantu podejścia.
W kilka chwil docieram do ułatwień-gdzie jakość skały jest o niebo lepsza. Po krótkim czasie staję w siodle przełęczy. Mając na uwadze swe ostatnie doświadczenia wykonuję telefon do przyjaciół by wybrali jako trasę -jednak ostrogę .I tak też czynią.
Gdy tylko docierają-wybieramy się dalej na pobliski i łatwo dostępny szczyt Baranich Rogów.By po chwili cieszyć się widokami z wierzchołka-niestety w przeważnej mierze na stronę Doliny Pięciu Stawów Spiskich (otoczenie Dzikiej Doliny w chmurach)
. W rejonie wierzchołka napotykamy pierwsze tego dnia grupy turystów. Powrót na przełęcz tą samą trasą- po czym już tylko w dół w stronę Terinki gdzie mamy zaplanowany nocleg.
c.d.n
Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-11-2011 06:40 PM przez dr.Etker.
Już kilka dni temu przeczytałam relacyjkę.
Andrzeju, mogę tylko pozazdrościć "Let's Get It Up" bo jest wiele szczytów na które chciałoby się wdrapać, nie tylko w Polsce