|
Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
|
| Autor |
Wiadomość |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Motto (dedykacja dla Szewczyka): "Szewcze, w kopczykach nigdy nie jest tak, jak się wydaje. Piękno Taterek przyciągają jak magnes. Człowiek musi iść i dostaje często kopa, że aż zjedzie po tyłku. Piękno Dolomitków odpycha jak magnes. Człowiek, powiedziane ustami Tomtura: "Tam na to mam wyjść?", ma obawy i potem podczas macania kamienia czuje się jak u siebie w domu aż tyłek trzeba wychylić od skały"
Tak mi się w tym roku przytrafiło, że od GŚ otrzymałem jednego klienta - zwany potocznie Tomturem - który miał wypróbować na własnej skórze czym jest łażenie po kopcach - potocznie zwanych Dolomitkami. To, że nam pogoda w tym roku bardzo sprzyjała, zaskoczyła i mnie, który w tym rejonie powoli czuje się jak u siebie na podwórku, zna tutejszy klimat i za parę lat będzie mógł już zaliczać się do żywego inwentarza albo dziedictwa kulturowego tego regionu. Z racji ilości pojedynczych wypraw, oznaczyłem nasze wyczyny jako "Dziesięciobój gorski" podobny do znanego wszystkim dziesięcioboju lekkoatletycznego. Nasza baza wypadowa znajdowała w campingu Palafavera na wysokości 1500 m (fajne dla aklimatyzacji), między dwoma fantastycznymi trzytysięcznikami - Civetta i Monte Pelmo.
1. dzień: Via ferrata de Ra Gusella i Via ferrata Averau - bieg na 100 m
Rano wstajemy dosyć późno. Mamy jednak czas. Dzisiaj nas czeka wycieczka miodzio. Zapoznanie się z tutejszymi kopczykami, pierwsze obmacywanie skały i nauczenia się ubierania sprzętu do ferratowania. Nie jestem żadnym profesjonalnym przewodnikiem, ale pewne zasady trochę znam. Tomtura rodzice nauczyli chodzić i teraz posłali go do przedszkola Ferraciarzy. Wyżej wymienione ferraty, zwłaszcza tę pierwszą, ja bym nie nazywał ferratami. Są to właściwie chodniki górskie z zamocowanymi poręczówkami w pewnych miejscach. Ale gdzieś trzeba zacząć. Z bazy wyjeżdżamy na przełęcz Giau (2236 m). Dla autka to pestka - 900 m wysokości trzeba pokonać na odcinku 13 km i z 29 zakrętami.
- druga połowa odcinka (dla przypomnienia Tomturowi)
Na przełęczy jesteśmy o 8:00. Jest jeszcze spokojnie. Turystyka na razie śpi.
- widok na Marmoladę
Od razu widzimy nasz pierwszy cel - Ra Gusela (2595 m)
Objuczeni sprzętem ruszamy żwawo. Sił jest na razie sporo a wysokość gorska jeszcze nas w pełni nie dopadła. Chodnik prowadzi w prawo naszego kopczyka. Widoki nas jednak zmuszają do częstego zatrzymywania i pstrykania fotoaparatami. W jednym miejscu Tomtur nawet próbował wywrócić jeden ogromny kamień, bo zasłaniał widoki.
- na drugim planie Tofana de Rozes, nasz jeden z dalszych celów)
Nim się porządnie upociliśmy, doszliśmy nad jedną półkę skalną, gdzie trzeba było wypróbować nasze ubranka do ferrat. Jednak faktyczny stopień trudności tutaj nie przekraczał najmniejszy stopień A.
Mój klient dobrze się starał i bez żadnych trudności pokonał tą przeszkodę. Po wyjściu na skalne plató, zadecydowaliśmy zejść trochę z trasy i wyjść na Guselę, gdzie mieliśmy mieć pierwszoplanowy widok na przełęcz Giau i dalsze kopczyki. Jeszcze przed osiągnięciem tego celu, mogliśmy sobie popatrzeć na pierwsze schronisko na Nuvolau (2575 m), które z tego miejsca było na wyciągnięcie ręki.
Nie upłynęły jeszcze dwie godziny, kiedy stanęliśmy na Guseli. Piękny okrągły widok, zwłaszcza na Giau, którą niedawno opuściliśmy z Civettą i Pelmem w tle.
Po powinnym obstrykaniu się idziemy dalej na wspominany Nuvolau. Przcież już czas na prawdziwą włoską kawę. Po drodze czekała nas jedna poręczówka, gdzie się nam nie chciało nawet zabezpieczać.
W takim miejscu kawa smakuje i gdyby nam kto do niej piołunku nasypał.
Jednak od teraz towarzyszył nam jeden znany w tego typu miejscach mankament. Ktoś rozgrzebał ludzkie mrowisko i ludziki wylęgły się na wszystkie strony. Do tego dopomogło bliskość kolejki linowej przy dalszym, niżej położonym schronisku (Rif. Averau 2416 m).
Postaraliśmy się jak najprędzej przejść to miejsce i nie być przy tym przysłowiowym ?słoniem w porcelanie?. Bez utraty własnego i cudzego zdrowia, prześlizgujemy się wokół schroniska i wnet wyruszamy na dalszą zaplanowaną miniferratę. Czekał nas jeden wariant ścianki albo wąskiego kominku z poręczówką. Na koniec jeszcze mały piarg. My wybieramy raczej ściankę, bo kominek po pierwsze jest upchany ludzikami a po drugie nasze proporcje cielesne by chyba upchały kominek na stałe.
- ścianka
- poręczówka
- piarg
I jesteśmy na dalszym kopczyku (Averau 2647 m) skąd widzimy nasze doteraźniejsze cele.
Na szczycie krótki popas. W międyczasie obserwujemy też scenę, kiedy samiczka wróbla karmi swojego potomka. Bobas, wielkościowo równy jak mama, zamiast sam zbierać ziarenka, które rozsypywaliśmy, to tylko otwierał dziubek a mama musiała sama mu je tam wkładać. Byłem tym zaskoczony, bo zawsze myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko u gatunku ludzkiego. Po tej lekcji wychowania nastał czas myśleć o powrocie. Tym razem miniferratkę robimy w odwrotnym kierunku. Piarg, poręczówka, ścianka i wmig jesteśmy przy schronisku z ludzkim mrowiem. Dalsza droga, to typowa ścieżyna wiodąca u stóp przejdzionych kopczyków do punktu wyjściowego. Po 7 godzinach lajtowego dreptania jesteśmy z powrotem na przełęczy
Cdn. W następnym odcinku: Tunel skalny w masywie Kleiner Lagazuoi
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 30-08-2011 05:35 PM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Dziękuję Stasiu za dedykację
Musisz mi jednak wyjaśnić drugą jej część, z racji tego, że nigdy tego pasma nie widziałem, a jej charakterystyczne "poziome cięcia skał" wydają mi się bardzo atrakcyjne!
Dlaczego więc piękno Dolomitów odpycha jak magnes?
|
|
| 30-08-2011 07:48 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 30-08-2011 10:22 PM |
|
 |
Łukasz
    
Postów: 6,463
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Bardzo gustowne rękawiczki ma Twój uczeń. Ja to kolejnym razem zabiorę bramkarskie.
"I będziesz źle spał dopóki nie zapłacisz podatku"
|
|
| 31-08-2011 06:26 AM |
|
 |
Tenshi
    
Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Dolomity wywierają na człowieka magnetyczny wpływ
|
|
| 31-08-2011 06:43 AM |
|
 |
PiotrekDz
...
    
Postów: 3,577
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2010
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Stasiu, widoki na zdjęciach takie, że eh...piękne
(choć na 6 od góry chyba jakiś agent Ci wszedł w kadr )
Teroz w kazdym domu tranzystory grajom
Lejom wode lejom, ludzi ogłupiajom
|
|
| 01-09-2011 07:24 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Stasiu, widoki na zdjęciach takie, że eh...piękne
(choć na 6 od góry chyba jakiś agent Ci wszedł w kadr )
Wiesz Piotrek, pełno się takich tam smyka po kopcach i ciężko zrobić foto aniż ktoś swój łeb wsadzi w kadr.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 01-09-2011 07:56 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
2. dzień: Tunel skalny masywem Kleiner Lagazuoi - skok w dal
Pogoda nam pokrzyżowała plany i musimy wybierać mokry wariant. Jedyny dzień, kiedy nam na szlaku towarzyszył deszcz. W takim przypadku mam w Dolomitach w rezerwie jedną turkę - przejście skalnym tunelem o długości 1100 m z posmakowaniem trochę historii z czasów I wojny światowej. Z bazy wyjeżdżamy w celu zaparkowania autka na przełęczy Falzarego (2105 m).
Jest wskazane, żeby tunelem raczej schodziło się w dół, niż podchodziło się do góry i z tego powodu nam trzeba w pionie pokonać 700 m. Do tego nam mogą służyć własne nogi albo kolejka linowa. Nam (coś o tym pisał Mallaidh o Beskidach), jak jest wszystkim wiadomo, pozostaje drałować po własnych pod górkę. Jesteśmy w dobrym nastroju. Krople deszczu spływają po kurtkach a krople potu po całym ciele.
I to dopiero jesteśmy na przełęczy Travenanzes, w połowie naszego wyjścia. Z tąd schronisko wygląda jeszcze nieosiągalne. Dalsze metry nam już jednak umilają odwiedzania kawałka historii. Przechodzimy koło byłych pozycji bojowych wojsk austriackich.
- tutaj w tle nawet Tofana di Rozes wygląda groźnie
Niektóre kawerny wnękają nam uczucie, jakby żołnierze swoje pozycje opuścili przed niedawnem.
Nareszcie schronisko. Czas na ciepłą herbatę, bo przy postoju zimny wiaterek nam lezie za pazuchę. Obsadę schroniska można podzielić na dwie sorty. Większa część, z wyśmianymi gębami, to Ci, którzy kolejką wyjechali do góry i teraz pałaszują jakieś dobroci z oferty kuchni. Mniejsza część, wyglądający jak zmokłe kury, to Ci, którzy wyszli piechotą przez tunel albo się dopiero do niego szykują. Po małym odświeżeniu czas na główny punkt programu - zejście skalnym tunelem. Najpierw trzeba kawałek zejść pod schronisko, pokonać odnowione okopy i raptem jesteśmy przy wejściu do tunelu.
Tutaj to już dawne pozycje włoskich żołnierzy. Tunel jest zabezpieczony poręczówką, nawet w przewodniku pisze się o ferracie, ale z punktu mojego widzenia nie trzeba mieć zabezpieczenia. Trzeba mieć tylko kask, bo główka to nie kokos a tunel jest niski i trzeba mieć też czołówkę, bo jest doradzane schodzić na trzeźwo i wiadomo, że wtedy oczy nie świecą. Jednak nic dla klaustrofobów. Dajemy nura do sztolni.
Mokro jest wszędzie. Chociaż to dodaje do atmosfery tego miejsca. Myślę jednak, że Falco by nam wybił z głowy odwiedzania takich miejsc. On coś takiego ma codzinnie w celu utrzymania rodziny a ja z Tomturem z własnej woli i darmowo szwędamy się po podziemnych korytarzach i obijamy głowy. Jednak historia nas i tutaj dopada.
Kto zna niemiecki, może i tutaj posłuchać:
http://www.youtube.com/watch?v=W7GXa-7PMWY
Czas od czasu wychodzi chodnik na powierzchnię albo jest w skale wykute okno. Wtedy jest czas na zrobienie urokliwego zdjęcia
albo zacisza
Nie jest szansa opisać wszystkiego i całej atmosfery. Tutaj, jak wszystko w Dolomitach, trzeba odwiedzić to miejsce osobiście. Jeszcze jeden mały tunel
i kończymy naszą podziemną wędrówkę. Na powierzchni wszyscy cieszą się z naszego powrotu. Nawet przestał padać deszcz. Niebawem dołączamy do chodnika, którym przed paru godzinami drałowaliśmy pod górkę. Zejście do przełęczy Falzarego, to już bagatelka.
Cdn. Następnym razem - via ferrata Hans-Seyffert-Weg zachodnim grzbietem Marmolady.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 01-09-2011 08:17 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Jak kiedyś zejdę tym tunelem to będę wiedział czy lepiej jest wchodzić czy schodzić, bo stopnie dość wysokie i uciążliwe
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 01-09-2011 09:24 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Pawle, już myślałem, że w obu kierunkach. Górna połowa tunelu się rozwidla i tuż przed górnym wyjściem się znowu spaja. Trzeba przejść obie odnogi.
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 01-09-2011 09:29 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Trochę się "kręciliśmy" w tych tunelach, ale schodziliśmy z drugiej strony schroniska Sentiero Kaiser Jaeger Link do relacji z tego dnia i nam wtedy ale to na koniec dnia pokropiło
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 01-09-2011 09:42 PM |
|
 |
szewczyczek
    
Postów: 4,477
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2011
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Eksponaty w tunelu imponujące. Urzekła mnie ta flaszeczka wina na półce
Z oczu czytelnika wygląda na to, że na prawdę warto się do tunelu wybrać.
Mam nadzieję, że nie ma tam zbyt dużych ciasnot?
Mam na myśli Mylną...
|
|
| 01-09-2011 09:48 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
...
Mam nadzieję, że nie ma tam zbyt dużych ciasnot?
Mam na myśli Mylną...
nie ma, to sztolnia wykuta ludzką ręką, dla ludzi, by mogli... no strzelać do innych ludzi. Upraszczając na jednej górce Włosi a na drugiej Austriacy.
To ciekawe miejsce Dolomity, chyba jedyne gdzie w czasie wojny prowadzono działania na takich wysokościach, podkopywano się, wysadzano w powietrze, choć ponoć najwięcej żołnierzy to zginęło w lawinach. Na wielu ferratach można znaleźć ciekawostki z I WŚ żelastwo jakieś , zniszczone schrony itp.
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 01-09-2011 09:57 PM |
|
 |
Pablo
pablo
    
Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
|
|
| 01-09-2011 10:24 PM |
|
 |
Tenshi
    
Postów: 1,397
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2009
Status:
Offline
|
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Ile czasu zajmuje samo przejście tunelem skalnym?
|
|
| 02-09-2011 06:32 AM |
|
 |
|
|