Najwyższy już czas podzielić się moją radością z pobytu w Tatrach na zasłużonym urlopie.
Najsamwpierw chciałem się pochwalić fotkami, wszystkimi fotkami z tego wyjazdu więc proszę, nieco przewrotnie
Relacja już się zaczęła pisać jak widać więc... cierpliwości
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Nie wiem Doktorku, ale ja w tym roku myślałem, że jesteś pernamętnie na urlopie. Wiem, ż Ci zawsze zazdrościłem pogody. A może Twoje wyprawy to jakieś delegacje służbowe
Nie wiem Doktorku, ale ja w tym roku myślałem, że jesteś pernamętnie na urlopie. Wiem, ż Ci zawsze zazdrościłem pogody. A może Twoje wyprawy to jakieś delegacje służbowe
Stasiu-takie wrażenie powstaje dlatego, że daleko mieszkam od gór i tylko czasem na jaki weekend udaje mi się je nawiedzić.... (staram się jak mogę) , o taplaniu się w w wodzie nie wspomnę-bo to z kolei bliżej.
Ale tak naprawdę przydał by mi się odpoczynek i solidna kuracja górskim powietrzem...
Fazik, świetne zdjęcie Wiele rozpoznawalnych miejsc, choć nie ukrywam, pierwsze co rzuca się w oczy, to muchomorek i wagonik na Kasprowy Pisz szybciutko relację...
Trochę mi się pomieszało bo to miał być post nr. 8 ale cóż
Poniedziałek:
Wyjazd planuję na 7:30 z Katowic jednak nie wytrzymuję w zderzeniu z prognozami pogody i zmieniam czas wyjazdu na 3:55. W Zakopcu jestem o 7:30, wreszcie jestem
Gęba śmieje mi się jakbym wygrał w totka , jajecznica w FIS-ie, chleb do plecaka (reszta już jest) i kierunek Kuźnice.
Mając na względzie mój absolutny brak przygotowania kondycyjnego rozważam wjazd kolejką z czego rezygnuję widząc kolejkę do kolejki... a w sumie nic i nikt mnie nie goni, tylko ja i góry
Wybieram Jaworzynkę, wydaje się ze więcej luda idzie Boczaniem, mylne stwierdzenie ale po informacjach ze schronisk spodziewam sie tłumów i tak jest.
Po drodze dościgam wycieczkę ze szkoły informatycznej która robi częstsze odpoczynki niż Ja tym samym jestem w Murowańcu przed nimi
Jakie mają miny kiedy wchodząc do jadalni Ja sączę lane złoto Tym bardziej są zaskoczeni gdy dowiadują się że to mój pierwszy urlop po 18 miesiącach od zmiany pracy
Wracam do wcześniej zamkniętych drzwi Betlejemki, chwila rozmowy z Chatarem choć według mnie z uwagi na nazwę lokalu powinien się nazywać "Wielebny" i dowiaduję się że Smok jest tu jeszcze ale nie chcę na niego czekać zbyt długo, pogoda lekko zachmurzona ale stabilna zachęca do spaceru, wybieram kierunek Kościelec.
Schodzę na dół chaty i... w drzwiach staje Sylwester-Smok po przejściu drogi na Kościelcu, chyba to była Sprężyna co niewiele mi mówi, chwila rozmowy, Sylwek w dół, Ja w górę
Spacerek na pojezierze za Kościelcem całkiem przyjemny, im dalej jestem tym wyżej stają chmury odsłaniając powoli szczyt Kościelca.
Wejście na Karb od strony stawków spokojne ale jak spoglądam na stronę Czarnego stawu wiem że raczej tamtędy ani nie będę schodził i raczej nigdy nie wejdę, masakra, stromo jak diabli i czysty piarg, jazda w dół zimą wchodzi w grę ale nie latem, nie dla mnie.
Wejście na podejście do szczytu z uwagi na legendarne opowieści o Kościelcu budzi we mnie emocje ale z każdym krokiem w górę coraz bardziej oswajam się z bestią, chmury odsłaniają wierzchołek i okoliczne szczyty, banan na mojej gębie może stwarzać wrażenie że jestem ostro naćpany i to się zgadza, to co widzę wokół i to podczas pierwszego dnia mojego wypoczynku przechodzi moje wszelkie oczekiwania, jest dobrze...
Szczytowanie przychodzi nad wyraz niespodziewanie choć dla mnie wreszcie, jestem na szczycie Kościelca i jestem z tego dumny
Siedzę długo, schodzę po 18 ale okazuje się że jeszcze parka sprinterów chłopak i dziewczyna są na podejściu, ostrzegam o czasie i schodzę w dół, widoki boskie, tego nie mam w ciężarówce, po takie widoki trzeba się wspiąć
Dochodzę do Betlejemki z przejściem bufetu w Murowańcu szczęśliwy że tu jestem i że tyle dałem radę zrobić pierwszego dnia, czas zaplanować jutro czyli Wtorek ...
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Dzień w którym miałem rozpocząć swój pierwszy po opuszczeniu tramwajowej pracy czyli od marca 2008 roku nijak nie mógł wejść w życie, a to dobre kursy, finansowo o niebo lepsze niż normalnie płacą za trasę, a to jak już się one skończyły telefon od Dyrektora że jest potrzeba jeżdżenia dla sekretariatu za dodatkową kasę również wzięła górę podczas już płynącego urlopu ale z zapewnieniem że jeszcze tydzień wolnego dostanę
Termin znam, telefon do Murowańca i...:
"Kolego szanowny, na wrzesień to w czerwcu trzeba rezerwować"
OK, telefon do M'Oka i... to samo!!!! 150% obłożenia stanu
Myślę sobie nie jest dobrze, dzwonię więc do Pabla i Sylwka, dostaję info że jak rano dojdę do godziny 10 to spanie w Murze będzie ale Sylwek jest na miejscu, odzywa się popołudniu i... NIC informuje mnie że w Murowańcu niczego nie załatwił ale żeby zadzwonić do Betlejemki więc dzwonię, głos w słuchawce miło mnie zaskakuje i zaklepuję spanie na całe 5 nocy jestem szczęśliwy moja małżonka mniej... ona nie jedzie.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Fazik, ten napis to na koszulce jest (szczytowa fotka), czy na zdjęciu? Bo mam wątpliwości...
Nie lubię wstręciucha, widzę nawet miejsce, z którego zawsze się cofam... brrr... Więc graty za udane wejście
I pisz dalej, dobrze się czyta
Wstaję około 7, czasu mam mnóstwo, nie trzeba podchodzić z Kuźnic ani tam wracać, cel na dziś przełęcz Zawrat, tam mam zdecydować czy w prawo czy w lewo, zabieram termos, kanapki, mleko w tubie i 3 litry picia z glukozą i witaminami, nie chcę żeby mnie siły opadły jak to już bywało (Sylwek wie )
Wychodzę przed schronisko, ludzi sporo, większość schodzi do Murowańca, ja nie muszę, kierunek Czarny staw gąsienicowy, pogoda wspaniała, lekko pochmurno, nie za gorąco i w zasadzie bezwietrznie, marzenie
Czarny pojawił się nad wyraz szybko, to dobrze
Skręcam w lewo, obchodzę staw, pierwszy raz latem, wcześniej bywałem tu zimą, dziwnie się idzie dookoła a nie na przełaj po lodzie
Kościelec się do mnie uśmiecha, odwzajemniam mu uśmiech
Podejście na przełęcz dość proste, zabezpieczone łańcuchami, bez szaleństw z ekspozycją aczkolwiek nieco strome.
Jestem na przełęczy, widoki mmmm Pycha
Odpoczynek i chwila zadumy, dokąd iść, nie jestem przekonany co do moich sił więc skręcam w prawo czyli na Świnicę, plan dojście na Kasprowy.
Po drodze żadnych sensacji, podejścia łańcuchowe, ludzie w klapkach (!!) z torebkami i... szkoda słów...
Tłok na łańcuchach oznacza podejście na szczyt Świnicy, jestem tu wreszcie 2301 mnpm. Bosko...
Pobyt na Świnicy to czas oddechu i chwila na przemyślenia ale jak obok siedzi chyba ze 30 osób to na zadumę nie bardzo jest czas, odpoczywam, sesja zdjęciowa i w dalszą drogę czas ruszać
Schodzę powoli na przełęcz świnicką, tu tłok który widać z dołu, nie staję tu, przechodzę dalej gdzie cicho i bezludnie, i odpoczywa chwilkę kontemplując widoki.
Na Liliowym widząc tłum na Beskidku decyduję zejść tędy ale nie spieszę się wcale więc zalegam na trawie, nic mnie nie goni, nigdzie mi się nie spieszy...
Do tymczasowego domu docieram oczywiście po odwiedzinach w bufecie Murowańca, zasłużyłem na Schabowego z napojem turystycznym, zwięczenie dnia i czas pod prysznic i spać, jutro kolejny dzień, w planach lekko, nogi dają o sobie znać czyli czas je rozchodzić spokojnie bo nie dadzą dalej rady
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Dziś zaplanowałem lekkie spacerowanie po okolicy ale jak lekko spacerować gdy się jest w dolinie
Plan Kasprowy i kierunek Kondracka Kopa, lekko...
Na podejściu na Kasprowy kilka razy "walczę" ze schodzącymi z góry wycieczkami młodych ludzi, powinni iść gęsiego ale tak obok siebie im jest raźniej, Ja tymczasem usiłuję nikogo nie zniszczyć ale po jakimś czasie przestaję zwracać uwagę na nadchodzące tłumy i w tym miejscu moja masa ciała daje mi niewątpliwą przewagę lepiej mnie ominąć niż się ze mną zderzyć
Na kasprowym sprawdzam czy piwo za 3 zeta smakuje tak samo jak to za 10!! Smak ten sam, zawiodłem się
Zapoznaję się z najnowszą technologią wywozu mas ludzkich w góry czyli kolejką po czym kieruję się w stronę Kondrackiej Kopy ale determinacji starcza mi tylko do Pośredniego Goryczkowego Wierchu, dalej mi się zwyczajnie nie chce, wracam.
Popołudniem do schronu wpada ekipa Poznańska, Dwie pary, m.in Maurycy z... Przepraszam ale nie zapisałem sobie waszych imion a skleroza w moim wieku to normalka ale liczę że się ujawnicie
Ja z dwójką gości poznanych w poniedziałek (skleroza...) opracowuję żołądkową gorzką wniesioną z dołu, gramy w "Machaczka" i w "Robale" fajne gierki kościane, przegrany leci po flaszkę , gdzie pójdzie czy do Murowańca czy do sklepu na "dole" to nie istotne, obyśmy czekając nie wywietrzeli (ja nie wchodzę w losowanie )...
Po kilku chwilach i drugiej pustej idziemy do bufetu w Murowańcu, tam siedzi Maurycy ze swoją załogą, dołączamy się, wracamy o 22.
Koniec dnia, Ja mam jutro planowy dzień lenia czyli nie robić nic, ekipy zmierzają do M'Oka.
Idziemy spać.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Czwatrek, nie robię absolutnie nic, jestem sam w Betlejemce, zamiatam pokój, myję kuchnie co daje mi zniżkę na kolejne noclegi i nadal nie robię nic...
Na fotkach wnętrze Betlejemki, pokój na piętrze.
C.D.N... znaczy Piątek nadchodzi...
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...