|
Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
| Autor |
Wiadomość |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Oj, obrodziła zima tego roku w mroziki, słoneczka przy tym nie poskąpiwszy. U was nawet i śnieg się do tego wszystkiego znalazł. Wysiłek, przyjemność, relaks i dobra zabawa. Wszystkiego po trochu. I tak to powinno wyglądać.
Ja jestem - za!
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 26-01-2010 06:53 AM |
|
 |
paaulo
snow addict
    
Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Nareszcie śnieg!
Zazdroszczę wędrówki.
|
|
| 26-01-2010 08:25 AM |
|
 |
Agnieszka
    
Postów: 793
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Na zimowy wyjazd w Tatry wyczekiwałam z wielką niecierpliwością. Moim wielkim marzeniem było zobaczenie gór zimą i teraz miało się ono spełnić. Nie myślałam o czymś wielkim, wystarczyło przejście się jakąś dolinką.
Do Zakopanego pojechałam wraz wujkiem i kuzynką. Również ze względu na kuzynkę musiałam starannie obmyślić trasy, ponieważ jest ona chora i z pokonaniem niektórych szlaków mogłaby sobie nie dać rady. Poza tym ja też nie miałam doświadczenia z zimowymi Tatrami, więc nawet przez myśl mi nie przeszło pchać się gdzieś wysoko. W każdym razie Kasia bardzo mnie zaskoczyła, bo zasuwała po górach bez najmniejszego zająknięcia.
Na miejscu byliśmy w sobotę 16 stycznia. Zakopane przywitało nas słonecznym, lecz bardzo mroźnym porankiem. Niezniechęceni po nieprzespanej nocy po przywitaniu z gospodarzami i szybkim zakwaterowaniu ruszyliśmy na miasto. Nie chciałam już pierwszego dnia ciągnąć Kasi i wujka na szlak i szczerze mówiąc sama nie miałam na to ochoty po podróży.
Połaziliśmy po moim ulubionym parku skąd mieliśmy piękny widok na Tatry, potem zahaczyliśmy o skocznię, na końcu wylądowaliśmy na Krupówkach udając się na dobry obiad i pyszne ciacho.
Było wcześnie i nie widzieliśmy sensu wracać o tej porze (12) do domu. Pod Gubałówką wpadł mi do głowy szalony pomysł i zrobiłam coś, czego będąc tu sama lub z mamą nigdy bym nie zrobiła - wjechałam na Gubałówkę kolejką - cóż to było za przeżycie! Potem jednak patrząc na radość na twarzy kuzynki nie żałowałam tego wjazdu.
Widoczność z góry mieliśmy przepiękną. Słoneczko świeciło, więc przyjemnie było błąkać się po zboczach Gubałówki. Niestety czas szybko mijał a i zmęczenie po nocnej podróży dawało o sobie znać coraz bardziej. Ponieważ bilet obowiązywał w dwie strony zjechaliśmy na dół i wróciliśmy do pokoju przez jak zwykle zatłoczone Krupówki.
I tak minął pierwszy dzień w Zakopanem. Może nie był zbytnio "zaopatrzony" w górskie atrakcje, ale spędzony w miłej rodzinnej atmosferze.
W niedzielę obudziliśmy się ok. 7. Spało się nam bardzo smacznie, więc byliśmy pełni sił i gotowi do wyjścia na szlak. Wyjrzałam przez okno - góry już były widoczne a i słoneczko powoli wstawało.
Po zjedzeniu śniadania i zapakowaniu plecaka ruszyliśmy w drogę. Na ten drugi dzień zaplanowałam wypad do Doliny Kościeliskiej - prosta droga i na pewno spodoba się wujkowi i Kasi. Na dworcu dość szybko złapaliśmy busa, ale bardzo długo czekaliśmy na jego odjazd.
W Kościeliskiej było puściuteńko. Po kupieniu biletu ruszyliśmy doliną. Wiało strasznie. Dziękowałam sobie w duchu, że w domu założyłam dwa swetry - bez nich chyba bym zamarzła. Szliśmy sobie spokojnie cały czas uważając na to gdzie stawiamy nogi, bo szlak miejscami był bardzo śliski. Śniegu nie było za wiele, jedynie w wyższych partiach można było dostrzec grubszą warstwę białego puchu, część Turni wyglądała zupełnie jak latem.
W schronisku byliśmy ok. 11. Na całym szlaku nie spotkaliśmy żywego ducha mimo to w schronisku nie było wolnych miejsc, aby usiąść i się zagrzać. Rade nie rade usiedliśmy na dworze. Może to i dobrze, przynajmniej mieliśmy ładne widoki na nieco zachmurzone Tatry. Nie wiało już tak mocno, więc było całkiem przyjemnie. Wypiliśmy dźwiganą przeze mnie w termosie herbatę, zjedliśmy drugie śniadanie, pstryknęliśmy kilka zdjęć i ok. 12 30 zaczęliśmy wracać do Kir już zatłoczoną doliną. Mieliśmy dużo czasu, więc co jakiś czas przystanęliśmy podziwiając piękne widoki i robiąc zdjęcia.
Na odjazd busa czekaliśmy jeszcze dłużej niż rano, kiedy jechaliśmy do doliny. W domu spędziliśmy bardzo miłe popołudnie i spokojny wieczór przed telewizorem odpoczywając przed jutrzejszą wędrówką.
Na kolejny dzień zaplanowałam wypad nad Morskie Oko, - co, jak co ale tamto miejsce, mimo tłoku, który panował tam praktycznie cały czas było miejscem wartym pokazania. Ponieważ drogę do Palenicy znam jak własną kieszeń - mówię tutaj o tych cudownych zakrętach - odradzałam wujkowi dojazd tam samochodem, nie daj boże gdzieś nim zarzuci i nieszczęście gotowe. On jednak się uparł, był święcie przekonany, że wszystko, czyli dojazd i parking wyjdzie nam taniej niż dojazd busem. Miał rację tym bardziej, że parking kosztował jedyne 15 zł.
Droga do Morskiego Oka była równie pusta jak wczorajsza przez Kościeliską. Zawsze pamiętałam tu tłumy, ale widocznie ludzie wolą letnie wędrówki a część na pewno obawia się lawin.
Pogoda była piękna. Świeciło słońce, było ciepło jednak gór nie było widać. Dopiero, kiedy doszliśmy do miejsca skąd widać Świstówkę góry zaczęły wyłaniać się zza mgły.
Przez długi czas będę miała w głowie obraz zamarzniętego Morskiego Oka. Jak wynikało z podsłuchanej przeze mnie rozmowy pracowników TPN - u prawdopodobnie było zamarznięte do dna. Ludzie słyszący to natychmiast zaczęli korzystać z tej informacji - ślizgając się, skacząc jednym słowem bawiąc się. Ja nie chciałam ryzykować tym bardziej, że nie przepadam za ślizgawicą. Ciesząc oko widokami zjedliśmy drugie śniadanie. Po zrobieniu zdjęć zaczęliśmy kierować się z powrotem.
Byłam zadowolona, lecz nie czułam się najlepiej. Byłam zakatarzona i ból gardła coraz bardziej się nasilał. Zanim dojechaliśmy do domu czułam się fatalnie, wiedziałam, że jeśli będzie tak jutro nigdzie się nie ruszę. Zrobiło mi się lepiej po wypiciu gorącej herbaty, lecz czułam, że już dawno nie byłam tak chora.
Następnego dnia nie było gorzej, ale też nic się nie poprawiło. A gdzie były Tatry? Ano schowane z mgłą, do tego padał gęsty śnieg. Mimo złego samopoczucia w góry ciągnęło, lecz nie chciałam się jeszcze bardziej rozłożyć i kolejnego tygodnia ferii spędzić w łóżku. Ponieważ następnego dnia mieliśmy wracać do domu postanowiliśmy ten ostatni dzień poświęcić na małe zakupy. Ja kupiłam tylko oscypki dla mamy i babci, ale wujek z Kasią ze względu na to, iż byli tu po raz pierwszy zaopatrzyli się w kilka pamiątek. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na pogawędkę do gospodarzy. Później zapłaciłam za pobyt a w środę rano czas było się żegnać.
W drodze powrotnej zajechaliśmy do Oświęcimia. Przyznam szczerze, że inaczej sobie te obozy wyobrażałam. Większość bloków była pozamykana, niektóre były jawnie "zrobione" pod turystykę i właściwie tylko jeden blok zachowany był w oryginale.
Po powrocie do domu mama nie mogła się mną nacieszyć. Potem jeszcze cały tydzień chorowałam, ale mimo to nabrałam dużo energii i myślę, że do lata jakoś bez Tatr wytrzymam.
Ogólnie zimowy pobyt w Tatrach zapamiętam na bardzo długo. Może i nie łaziliśmy jak prawdziwe, górałazy, ale był to czas spędzony z najbliższą rodziną, której pokazałam moje ukochane Tatry. Kto wie, może jeszcze kiedyś tam pojedziemy i wybierzemy się w prawdziwą wędrówkę?
Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-01-2010 08:37 PM przez Agnieszka.
|
|
| 31-01-2010 08:21 PM |
|
 |
Agnieszka
    
Postów: 793
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 31-01-2010 08:27 PM |
|
 |
Sylwester
    
Postów: 5,035
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Wiesz co Agnieszko ... rozweseliłaś mnie swoim opowiadaniem*, podobało mi się, dzięki
*czyt. płynącymi z tekstu pozytywnymi emocjami
|
|
| 31-01-2010 08:44 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Moim wielkim marzeniem było zobaczenie gór zimą i teraz miało się ono spełnić.
No i fajnie, że Twoje marzenie wreszcie spełniło się.
Ogólnie zimowy pobyt w Tatrach zapamiętam na bardzo długo. Może i nie łaziliśmy jak prawdziwe, górałazy, ale był to czas spędzony z najbliższą rodziną, której pokazałam moje ukochane Tatry.
Jestem pewien, że Twoja Rodzina jest bardzo zadowolona z Twojego przewodnictwa. Takie wspólne wyjazdy rodzinne pozwalają czasami odkryć w Bliskich to, czego wcześniej nie zauważaliśmy. 
Udany czas w Górach.
|
|
| 31-01-2010 08:48 PM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 31-01-2010 08:56 PM |
|
 |
magda.s.77
Brak aktywacji konta
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 01-02-2010 07:11 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Jak tak czytam Twoje opowiadania Agniecha, to zaczyna się w Tobie rodzić niezły organizator górskich wypadów.
Tylko tak trzymać dalej
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 01-02-2010 11:26 PM |
|
 |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Agnieszko, swietny spsoób na wykorzystanie ferii, może trasy nie były zbyt wymagające, ale przynajmniej byłaś w Tatrach i coś zobaczyłaś. Życze dalszych tak udanych wyjazdów
|
|
| 02-02-2010 07:20 AM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Aga!
A co to znaczy: łazić, jak prawdziwe górołazy! 
Wcale nie trzeba wspinać się na najwyższe wierzchołki, żeby poczuć się jak zdobywca. Doliny są również elementarną częścią górskiego krajobrazu i na równi ważnym, jak i same szczyty. Tą pierwszą, zimową wizytę, możesz śmiało potraktować jak preludium przed następnymi próbami oswojenia sobie zaśnieżonych szczytów. Skoro wywarła ona na Tobie tak duże wrażenie, to z całą pewnością wrócisz do zimowych wędrówek po Tatrach. Należy Ci się również wielka pochwała i uznanie za znakomitą organizację całego pobytu. Pomyślałaś dosłownie o wszystkim, w co powinien obfitować tego rodzaju, turystyczno rekreacyjny pobyt. Świetnie napisana relacja. Z wielką przyjemnością ją przeczytałem.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 02-02-2010 04:19 PM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 02-02-2010 05:36 PM |
|
 |
paaulo
snow addict
    
Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Przyjemnie się czytało o Tatrach widzianych z Twoim okiem. Tak trzymaj.
|
|
| 02-02-2010 06:09 PM |
|
 |
|
|