(...)
Narzekania tyle. Reszta poezja, bo połoniny jak były piękne tak są i pewnie jeszcze długo będą. A przy zejściu zaliczyłem chyba nawet dobry uczynek - podając rękę dziewczynie która utknęła na środku jednego z kilku zalodzonych odcinków w lesie
(...)
Panie Administratorze, to chyba już druga uratowana dziewczyna w przeciągu roku i znów brak fotografii Oj nieładnie zostawiać wszystkie ładne widoki tylko dla siebie. Trzeba przypuścić, że nie były dotrzymane podstawowe zasady. Najpierw dokumentujemy sytuację i potem dopiero ratujemy z opałów. Trzeba oświadczyć: "Fotografa przy tym nie było"
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-01-2010 10:12 PM przez Stasiu.
Grupa wyjściowa-trzy osoby,docelowa-cztery łącznie z Sylwkiem,który przemierzał z nami szlaki w niedzielę.
Pogoda rewelacyjna
Humory w jeszcze lepszym stanie
Na ten wyjazd czekałam od dawna,byle wyrwać się z miasta,byle uciec jak najdalej.Dlatego moment wyjazdu wywołuje u mnie ogromne zadowolenie.Droga mija nam szybko i bez jakichkolwiek problemów. Właściciel parkingu,na którym zostawiamy auto trochę dziwi się,kiedy oznajmiamy mu jak daleko idziemy,tym bardziej że wychodzimy grubo po 10.
Przy wejściu na szlak w mojej głowie od razu zaczyna się kotłowanie myśli z głosem,który jak zwykle mówi mi:
" i na co Ci to wszystko? Całe życie tak będziesz chodzić pod górkę"? "Na to wygląda odpowiadam sobie w myślach jak zawsze";)
Trasę wyjściową zaczynamy od Jagniątkowa,wchodzimy niebieskim szlakiem w stronę czarnej przełęczy.Idzie się wyśmienicie,droga jest wydeptana-widać byli przed nami amatorzy zimowych wędrówek. Niedługo na drodze spotykamy czterech chłopaków,którzy z ogromnymi ilościami sprzętu wspinaczkowego raźnie podążają w górę prawdopodobnie gdzieś na wspin oraz parkę,która idąc na lekko wyprzedza nas.My tymczasem powoli dochodzimy do rozdroża pod Śmielcem.Tam robimy mały popas,herbatka,śniadanko,sms do Smoka z informacją skąd wyszliśmy i ruszamy dalej.Przy czym im wyżej idziemy, tym śniegu jest coraz więcej a i powoli daje nam się we znaki mroźna pogoda.W pewnym momencie spostrzegamy,że parka która nas mijała robi odwrót okazuje się,że pokonały ich ogromne ilości śniegu,w którym zapadali się po uda.Nam to na szczęście nie zagraża,ponieważ uzbroiliśmy się w rakiety.Mały postój na zakładanie,ja mam jakieś dziwne problemy z założeniem swoich,na co koledzy reagują co chwilę wybuchami śmiechu-jednak w końcu litują się dżentelmenii mam ustrojstwo na nogach.Ostatnie dwieście metrów do czarnej przełęczy daje nam mocno w kość.Pomimo rakiet i tak lekko gdzieniegdzie zapadamy się-to wszystko przez napój turystyczny jesteśmy za ciężcy-kwitujemy
Od czarnej przełęczy dalej ruszmy czerwonym szlakiem do przełęczy Karkonoskiej i Odrodzenia.Tu na grzbiecie zaczynają panować ogromny mróz i wiatr.Zastanawiamy się ile może być na minusie-zakładamy,że dobre kilkanaście kresek poniżej zera.Odczuwalna temperatura według nas to jakieś -20 stopni.I tak nie psuje nam to humorów,jest pięknie, robimy fotki i powoli podążamy dalej.Po drodze,która na tym odcinku nie jest już wymagająca zatrzymujemy się na uzupełnienie płynów w Szpindlerowym Młynie Tam zabawiamy jednak tylko chwilkę,nie ma co się roztrząsać nad jednym trunkiem za długo,tym bardziej że Odrodzenie jest praktycznie za winklem tego budynku-więc ruszamy dalej.
W schronie czeka na nas już Smok,który od jakiegoś czasu okupuje schroniskowy barWykonujemy czynności zapoznawczo-meldunkowo-obiadowe i w końcu przechodzimy do czynności regenerujących nasze organizmy Atmosfera rozluźnia się,atrakcją tego wieczoru jest gra w piłkarzyki.Prym wiedzie Smok-co chwilę ogrywa konkurentów, którzy żądni odegrania się wyzywają Go ciągle na pojedynek. Ja pełnię rolę zaopatrzeniowca i dopinguję swoich.Smok zostaje w naszej ekipie niekwestionowanym zwycięzcą w grzeTak mija nam kilka dobrych godzin. W końcu zmęczeni idziemy spać.
W niedzielę na szlak wychodzimy późno bo ok.11.Mamy jednak dużo czasu i jeszcze lepszą pogodę niż dnia poprzedniego.Jest dużo cieplej i słoneczniej.Wędrówkę zaczynamy od zielonego szlaku,jednak po chwili robi się ona poza szlakowa.Tu zaczyna się mały problem,przed nami ogromne ilości śniegu,niekiedy sięgające do ok.1,5 metra.O ile my mamy rakiety,o tyle Smok nie jest w nie dziś uzbrojony.Tu przyznaję się bez bicia,że ja ponoszę winę za całą sytuację.Nie dałam Smokowi wcześniej info,jaką trasą będziemy schodzić,więc nie brał rakiet.Pomimo tego rusza z nami.I jestem pełna podziwu jak dobrze daje sobie radę.Za punkt dojściowy obieramy sobie Bażynowe Skały.Widoki są wspaniałe, pogoda jak na zamówienie,jest cudownie.Tylko ja co chwilę wyrzucam sobie,za ten brak rakiet u Smoka.On jednak niezmordowanie brnie do przodu a moje zrzędzenie kwituje jednym "nie marudź":hihi: to się nazywa samozaparcie Droga do skałek zajmuje nam trochę czasu,robimy parę dłuższych postojów na odsapnięcie i fotki.W okolicach Bażynowych skałek ustalamy,że na dziś odpuszczamy sobie odwiedziny w chatce AKT i postanawiamy schodzić od razu do samochodu.Na skuśkę docieramy do szlaku,który sprowadza nas do cywilizacji.Zatrzymujemy się na obiad,po czym zmęczeni ale zadowoleni wracamy do domu.
Podsumowując bardzo udany wyjazd,w świetnym towarzystwie
[attachment=28955]
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2010 11:09 PM przez Anna.
Anno czemu 1 zdjęcie takie malutkie??
Piłkarzyki... ciekawa opcja na spędzanie wieczoru
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
Fajna impreza. Jednak podejrzewam, że to brodzenie w śniegu na drugi dzień było zemstą na Smokowi, że w miniony wieczór dał Wam kitu przy barze Nigdzie nia ma śniegu, a Wy sobie wybierzecie trasę z 1,5 m warstwą. Ciekawe
Anna napisał(a):
Przy wejściu na szlak w mojej głowie od razu zaczyna się kotłowanie myśli z głosem,który jak zwykle mówi mi:
" i na co Ci to wszystko? Całe życie tak będziesz chodzić pod górkę"? "Na to wygląda odpowiadam sobie w myślach jak zawsze";)
Aniu, wiesz kiedy będzie Wtedy, kiedy na widok kopczyka wpadniesz w euforię i nie będziesz mogła się doczekać na walkę z równią pochyłą
Piłkarzyki... Ja nie panimaju, ja inostrannyj
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2010 10:03 PM przez Stasiu.
a co masz Edzia do piłkarzyków, to całkiem dobra zabawa ... a te kilka fotek to uzupełnienie tego co napisała Ania:
- zdobywczyni
- zdobywczyni o poranku, znaczy po wstaniu, znaczy dzień po dniu "D"
- tuż przed zejściem w bardziej głęboki śnieg ...
dwóch gości, znaczy pierwsza śnieżna para
- to co obok piłkarzyków /dla Stasia gierojców /również trochę zajęło mój czas
- w trakcie tego o co pytał Stasiu
- taka sobie druga śnieżno-trekingowa parka w bieli
zdjęć z imprezy i pijaństwa nie będzie
dzięki Aniu za relację
ps. z pozdrowieniami dla tych co na deskach itp
Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-01-2010 11:35 PM przez Sylwester.
ależ nic nie mam do piłkarzyków
nawet jestem za nimi, wyzwalają dużo emocji
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska
Fajna impreza. Jednak podejrzewam, że to brodzenie w śniegu na drugi dzień było zemstą na Smokowi, że w miniony wieczór dał Wam kitu przy barze Nigdzie nia ma śniegu, a Wy sobie wybierzecie trasę z 1,5 m warstwą. Ciekawe
Anna napisał(a):
Przy wejściu na szlak w mojej głowie od razu zaczyna się kotłowanie myśli z głosem,który jak zwykle mówi mi:
" i na co Ci to wszystko? Całe życie tak będziesz chodzić pod górkę"? "Na to wygląda odpowiadam sobie w myślach jak zawsze";)
Aniu, wiesz kiedy będzie Wtedy, kiedy na widok kopczyka wpadniesz w euforię i nie będziesz mogła się doczekać na walkę z równią pochyłą
Piłkarzyki... Ja nie panimaju, ja inostrannyj
Stasiu,
co do ilości śniegu to w miejscach poza szlakowych, a w takich szliśmy w niedzielę-śniegu jest bardzo dużo
co do brodzenie w nim-to takie było zamierzenie-pochodzić wśród zasp, wręcz wytaplać się w nim.
Jeśli chodzi o euforię, to zawsze w nią wpadam widząc kopczyki- i to miałam na myśli pisząc ten tekst o kotłowaniu się myśli-może trochę pokrętnie wyszło
Piłkarzyki Stasiu, to taka gra imitująca grę w piłkę nożną. Gra się na stole, które imituje boisko do gry
"Jeżeli kobieta chce się realizować, wszystko jedno w jakiej dziedzinie, wcześniej czy później stanie przed wyborem między swoimi dążeniami a związkiem uczuciowym. Bo jeśli nawet partnerzy patrzą w tą samą stronę najczęściej widzą coś innego." E. Matuszewska