|
Komediowo, dramatycznie i lirycznie
|
| Autor |
Wiadomość |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Czwarta trzydzieści. Powolutku otwieram powieki i próbuję sobie uświadomić, co za dzień dzisiaj mamy i czy aby do pracy nie trzeba wstawać. Chyba jednak nie! Dzisiaj wypada wolne. Zerkam przez otwarte okno na niebo i nie mam wątpliwości. Góry znów są dzisiaj mi pisane. Ostatnio mam wiele szczęścia z pogodą. Zostawiam smacznie jeszcze śpiącą żoneczkę w łóżku i czmycham na poranną toaletę. Po drodze robię pobudkę Michałowi i już razem snujemy się w przygotowaniach do wyjazdu. Kiedy nasza czworonożna pupilka zobaczyła spakowane plecaki, nie dała już sobie wyperswadować, żeby została w domu i pilnowała "pani". Zajęła honorowe miejsce w samochodzie i ze szczęściem malującym się na pysku ruszyła z nami. Jak królowie zajeżdżamy naszą dwudziestoletnią lukstorpedą na pusty jeszcze parking i Wisła Nowa Osada jest do naszej dyspozycji. Początek nie ciekawy. Trzeba asfalcikiem dojść do miejsca skąd rozpoczyna się szlak. Jedyną atrakcję stanowi nowo wybudowana skocznia narciarska, którą tym razem podziwiamy od dołu. Nigdy w życiu nie wylazłbym na tą "szubienicę". Docieramy na miejsce i tu mała konsternacja. Czyżby już skleroza tak bardzo mi dokuczała? Jestem pewny, że to tu. Tylko jakoś oznakowania wyparowały. Kichać oznakowania, grunt, że ścieżka do góry prowadzi. Jestem pewny tego, że dojdziemy do wyznaczonego na dzisiaj celu. Początek, jak zawsze. Niekończące się podejście. Dobrze, że niezbyt strome, to wszystkich potów z nas nie wycisnęło. Jedynie "Puma" na nic nie narzekała. Rekompensatą są coraz piękniejsze widoki, choć tą sielską atmosferę psują połacie pozbawionych drzewostanu terenów. Częsta to już praktyka w Beskidzie Śląskim, i moje oczy coraz gorzej te widoki znoszą. Tuż przed osiągnięciem pierwszego dzisiaj szczytu odnajduje się szlak. Wniosek z tego taki, że nie został on całkowicie zlikwidowany, a jedynie przeniesiono jego początek. Od tego momentu nasza droga pokrywa się już z oznaczeniem szlakowym. Tuż przed samym szczytem gwałtownie skręcamy w prawo trawersując zbocze, tym samym omijając sam wierzchołek "Czupla", który do zbyt atrakcyjnych nie należy. W podobnej scenerii mijają nam kolejne dwie godziny marszu.
Przed nami ostre podejście na Przełęcz Salmopolską. Dobrych kilka kropel potu wsiąka w kamienie. Pierwszy dzisiaj postój i posiłek. Michał już mi nie dawał spokoju, tak mu w brzuchu burczało. Najchętniej cały zapas jedzenia wtrąbiłby już na samym początku. Gdzie mu się to wszystko mieści? Nie wiem. Fajnie się siedzi, jednak trzeba ruszać dalej. Podejście pod Malinów, to całkiem znośna droga w zalesionym terenie. Na wypłaszczeniu, roślinność się przerzedza i naszym oczętom ukazuje się porcja okolicznego krajobrazu. Nie wiedzieć nawet kiedy, przyklepujemy słupek szczytowy.
Stąd zaczynamy pierwsze w dniu dzisiejszym krótkie zejście. Mniej więcej w jego połowie, skręcamy w prawo i znikamy ze szlakowych radarów. Przejście stu metrów wystarcza, aby dojść do jednej z największych, oficjalnych, podpowierzchniowych atrakcji beskidzkich. Do odwiedzenia tego miejsca zainspirowała mnie jedna z relacji, która ukazała się na naszym forum i prywatna korespondencja z jej autorem. To jedna z dwóch największych jaskiń w tym rejonie, które zostały dokładnie spenetrowane i opisane. Szczelina w ziemi jest dość duża, ale żeby tam zejść, trzeba dosięgnąć pierwszego stopnia drabinki, która prowadzi w otchłań jaskini, a do której bezpośredniego dostępu broni lita skała. Braki obycia w takich sytuacjach i moja niegramotność, nie pozwoliły wykonać mi tego zadania. Po kilku próbach dezerteruję w obawie, że więcej z tego może wyniknąć kłopotów, niż pożytku. Michał wcale nie był od mnie w tej materii lepszy, choć jest o ponad dwadzieścia lat młodszy i jest nieźle wygimnastykowany. Nie mieliśmy też niczego do przebrania, co pozwoliłoby nam na większą swobodę manewrową. Komicznie to wyglądało, kiedy dwóch dorosłych facetów kręciło się w kółko obok jednego otworu i nie mogło sobie z nim poradzić. Szkoda wielka, bo naprawdę miałem ochotę przezwyciężyć strach i chociaż zajrzeć w głąb pierwszego korytarza. No cóż, może innym razem. Jeżeli chcemy zdążyć przed zmrokiem na parking, to trzeba ruszać dalej.
Tutaj już idzie gładko. Malinowska Skała, która jest kolejnym naszym "łupem", to jedno z niewielu miejsc w Beskidzie Śląskim, gdzie można stanąć na skraju wypiętrzenia skalnego i poczuć pustkę pod nogami. W miniaturze oczywiście. Trochę tłumnie się tam zrobiło, więc nie gościmy długo.
Do następnego szczytu, którym jest Zielony Kopiec, mamy tylko pół godziny drogi.
Stąd rozpościerają się jedne z najpiękniejszych panoram widokowych w całej okolicy. Mglisty horyzont utrudnia nam trochę wypatrzenie Babiej Góry, ale wprawne oko daje radę. Teraz przed nami najmniej lubiany moment, czyli kilkugodzinne zejście w miarę płaskim terenem.
I właściwie na tym można by było zakończyć tą relację, gdyby nie jeden mrożący krew w żyłach epizod. Mogło się skończyć śmiercią jednego z uczestników wycieczki. Schodząc żółtym szlakiem, który stanowi dość szeroką ścieżkę górską, w pewnym momencie stanęliśmy jak wryci, zaskoczeni całą sytuacją. Nie wiedzieć skąd, ani jak, zupełnie niepostrzeżenie, między nogami naszego psiaka wiła się dorodna żmija. Szacunkowo gad mógł mieć około 70 cm długości, więc był naprawdę dorodny. Niczego nieświadoma "Puma" stała sobie razem z nami w miejscu i radośnie merdała ogonem. Na całe szczęście nie poruszyła się gwałtownie, jakby wiedziała, że to może ją kosztować życie. No i co najważniejsze, w ogóle jej nie zauważyła, co by skutkowało przytknięciem nosa do "koleżanki" w geście przywitania się z nią. Nawet nie chcę myśleć, jaki byłby tego finał. A tak, żmija spokojnie oddaliła się w pobliskie zarośla, nasza psina przeżyła, a my z Michałem głęboko odetchnęliśmy. Kiedy idziemy sami i napotykamy te sympatyczne skądinąd gady, z wielkim zainteresowaniem prowadzimy ich obserwację, wiedząc, że gdy nie są w stanie zagrożenia, nie atakują. Poza tym, wysokie cholewki butów skutecznie chronią przed ukąszeniem. Dalej już bez żadnych przygód zmordowani, ale i szczęśliwi, że mogliśmy kolejny dzień spędzić w górach, wracamy do domu.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-09-2009 06:58 PM przez lapikus.
|
|
| 12-09-2009 06:50 PM |
|
 |
Sokół
Brak aktywacji konta
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
No, Marku, Smrekowiec faktycznie ostatnio wygląda jak po ataku nuklearnym... A ja pamiętam, dwanaście lat temu, gesty las na szczycie.... i taką wąską ścieżynę od Jawierznego... Jaskinia w Malinowie to jedna wielka ściema, tak reklamowana, a to zwykła dziura w ziemi!
A pamiętasz zarośnięty gesto lasami Zielony Kopiec? .... te czasy nigdy już chyba nie wrócą....
|
|
| 12-09-2009 07:03 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
No, Marku, Smrekowiec faktycznie ostatnio wygląda jak po ataku nuklearnym... A ja pamiętam, dwanaście lat temu, gesty las na szczycie.... i taką wąską ścieżynę od Jawierznego... Jaskinia w Malinowie to jedna wielka ściema, tak reklamowana, a to zwykła dziura w ziemi!
A pamiętasz zarośnięty gesto lasami Zielony Kopiec? .... te czasy nigdy już chyba nie wrócą.... 
Tomku! Ja głęboko wierzę, że wrócą. Tylko gatunki drzew nareszcie w tych lasach będą inne, bardziej odporne na wiatry i szkodniki. Ja już tego nie dożyję, ale nasze dzieci pewnie będą mogły chodzić po górach w takich samych okolicznościach krajobrazu, jak ja dwadzieścia albo i więcej lat temu. Teraz są to rzeczywiście bardzo smutne widoki, tym bardziej dla kogoś, kto doskonale pamięta, jak to wyglądało onegdaj. Sytuacja zmienia się z miesiąca na miesiąc. Tym żółtym szlakiem zejściowym, o którym mowa w relacji, wychodziliśmy z Karoliną kilka tygodni temu i jeszcze drzewostan na poboczach był kompletny. Teraz po prawej stronie na odcinku kilkuset metrów wycięto wszystko w pień. Było mi bardzo przykro i smutno zarazem. Ech.....
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 12-09-2009 07:39 PM |
|
 |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
|
|
| 12-09-2009 07:51 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
No a co do jaskini, to przed następną próbą proponuje zaśięgnąc porady u naszych forumowych wspinaczy 
Miałem już propozycję oprowadzenia, co prawda po innej jaskini, jeszcze większej i to przez kogoś, kto ma na ten temat ogromną wiedzę i doświadczenia, ale jak na razie moje opory związane z podziemnym wędrowaniem w zamkniętych, ciasnych i ciemnych korytarzach są przeze mnie nie do przezwyciężenia. Postanowiłem nad tym pracować, być może, kiedy się bardziej oswoję z tym zagadnieniem, małymi kroczkami w końcu się przełamię. Na razie muszę spasować.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 12-09-2009 08:06 PM |
|
 |
Stasiu
    
Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Jak ja lubię te nasze Beskidki. Już się za nimi stęskniłem. Długo też nie gadałem z górskimi ludźmi. Szkoda tylko, że ten kornik robi spustoszenie wszędzie. Tam gdzie był przed dwiema laty gęsty las jest teraz goło.
Lapikusie, gratulacyjki z Twojej górskiej wędrówki. Trochę potrenuj gzieś w kurniku na drabince , może przyszłym razem zaliczysz wescie do jaskini
Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
|
|
| 12-09-2009 08:21 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Trochę potrenuj gzieś w kurniku na drabince  , może przyszłym razem zaliczysz wescie do jaskini
Stasiu, sama drabinka, to jest mały pikuś. Problem w tym, że nie wiedziałem jak na nią wleźć. Prawdopodobnie trzeba zejść do głębokiego parteru brzusznego i wypuścić nogi w dół, żeby sobie swobodnie dyndały. Wtedy, po omacku, można namierzyć pierwszy stopień i dalej już pójdzie. Nie mieliśmy nic do przebrania, więc nawet nie próbowaliśmy.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 12-09-2009 08:31 PM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Komicznie to wyglądało, kiedy dwóch dorosłych facetów kręciło się w kółko obok jednego otworu i nie mogło sobie z nim poradzić.
Marku! Z całej Twojej relacji ten fragment wywarł na mnie największe wrażenie. 
A tak poza tym, to bardzo mało znam Beskid Śląski. Praktycznie byłem w nim przelotnie jeden dzień, spędzając wakacje w sąsiednim Beskidzie Żywieckim. Czas chyba tam zawitać.
|
|
| 12-09-2009 10:01 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Komicznie to wyglądało, kiedy dwóch dorosłych facetów kręciło się w kółko obok jednego otworu i nie mogło sobie z nim poradzić.
Marku! Z całej Twojej relacji ten fragment wywarł na mnie największe wrażenie. 
Trochę dwuznaczne, ale też takie było moje założenie - pofiglować też trochę trzeba.
A tak poza tym, to bardzo mało znam Beskid Śląski. Praktycznie byłem w nim przelotnie jeden dzień, spędzając wakacje w sąsiednim Beskidzie Żywieckim. Czas chyba tam zawitać. 
Zawsze wszystkich bardzo chętnie zapraszam, choć zdaję sobie sprawę, że przy tatrzańskich atrakcjach malutkie Beskidki blado wyglądają. Pięknych widoków ci u nas jednak pod dostatkiem, choć bez dreszczyku emocji. Na odpoczynek i relaks w sam raz.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 12-09-2009 10:50 PM |
|
 |
Kiwi
   
Postów: 169
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
Lapikusie bardzo przyjemna wycieczka, no może z wyjątkiem spotkania ze żmijką (brrr zdecydowanie nie przepadam za nimi). Miło czytało się Twoją realację 
Co do braku przekonania do kontaktu z "żelastwem" to fakt że lepiej nie robić czegoś do czego nie jest się przekonanym. Sama na początku miałam z tym małe problemy ale powoli się oswoiłam i teraz nawet lubię te trudniejsze odcinki na szlaku. Myślę że z Tobą też tak będzie
Wszystko to, co nadaje smak i sens życiu jest bliżej niż myślimy ...
|
|
| 12-09-2009 11:07 PM |
|
 |
Kiwi
   
Postów: 169
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
"...choć zdaję sobie sprawę, że przy tatrzańskich atrakcjach malutkie Beskidki blado wyglądają. Pięknych widoków ci u nas jednak pod dostatkiem, choć bez dreszczyku emocji. Na odpoczynek i relaks w sam raz.
Dla mnie każde góry są piekne, na swój sposób dostarczają różnych emocji i wrażeń. Bez względu na to czy jestem w Tatrach, czy np Bieszczadach, czuję się szczęśliwa - tak jakbym działała na świeżych bateriach
Wszystko to, co nadaje smak i sens życiu jest bliżej niż myślimy ...
|
|
| 12-09-2009 11:17 PM |
|
 |
lapikus
    
Postów: 2,441
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jun 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
"...choć zdaję sobie sprawę, że przy tatrzańskich atrakcjach malutkie Beskidki blado wyglądają. Pięknych widoków ci u nas jednak pod dostatkiem, choć bez dreszczyku emocji. Na odpoczynek i relaks w sam raz.
Dla mnie każde góry są piekne, na swój sposób dostarczają różnych emocji i wrażeń. Bez względu na to czy jestem w Tatrach, czy np Bieszczadach, czuję się szczęśliwa - tak jakbym działała na świeżych bateriach 
Myślę, że bez wyjątku wszyscy pasjonaci górskich wycieczek odczuwają podobne uzależnienia. Chyba, że ktoś ma klapki na oczach, a góry traktuje w sposób komercyjny i nie dla samej przyjemności chodzi, a po to, żeby być trendy i bywać, a nie być. Różnica subtelna, ale jednoznaczna.
Życie już dawno nauczyło mnie wielkiego szacunku, pokory i cierpliwości do gór!!!
|
|
| 12-09-2009 11:31 PM |
|
 |
Kasandra
  
Postów: 98
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2009
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
"...choć zdaję sobie sprawę, że przy tatrzańskich atrakcjach malutkie Beskidki blado wyglądają. Pięknych widoków ci u nas jednak pod dostatkiem, choć bez dreszczyku emocji. Na odpoczynek i relaks w sam raz.
Dla mnie każde góry są piekne, na swój sposób dostarczają różnych emocji i wrażeń. Bez względu na to czy jestem w Tatrach, czy np Bieszczadach, czuję się szczęśliwa - tak jakbym działała na świeżych bateriach 
Zgadzam się Każde są piękne, inne i powtarzalne. A ja mimo,że szczególną sympatią darzę Tatry, to jednak dla odmiany lubię też jechać w Beskidy, czy Bieszczady. Najważniejsze,żeby być na szlaku
I gratuluję Ci lapikusie* tego rodzinnego wędrowania, dobrze,że ten incydent ze żmiją tak, a nie inaczej się zakończył
Idę w góry-Gdzie mam wszystko, nic mi nie potrzeba, gdzie mogę poczuć kawałeczek nieba, gdzie brak zmartwień i nie męczy trwoga, gdzie złamana w środku poszukuję Boga....-Idę w góry!!!!!!
|
|
| 13-09-2009 12:17 AM |
|
 |
Dosia
   
Postów: 353
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: May 2008
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
|
|
| 14-09-2009 11:59 AM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Komediowo, dramatycznie i lirycznie
opowieść z dreszczykiem :
rodzinnego wędrowanie już Ci lapikusie nieraz gratulowałam...
ale wcale nie uważam, że beskidy są w czymś od Tatr gorsze... wręcz przeciwnie - jakoś częściej jestem w niskich górkach niż w tych wyższych
|
|
| 14-09-2009 12:06 PM |
|
 |
|
|