ANNA, zimowe Karkonosze mają swój urok. Odrodzenie zapamiętałem jako nieogrzewane brrr.
To prawda Paaulo, ogrzewanie w Odrodzeniu pozostawia troszkę do życzenia, ale będąc zmęczonym, cieszyliśmy się z tego,że jest sucho i możemy odsapnąć po całodniowym chodzeniu
I najważniejszy był właśnie ten urok gór
mieciur,Gosia3ek,świetnie spędziliście Sylwestra,bardzo oryginalny sposób. Ja niestety musiałem pracować i to nie w górach,wręcz przeciwnie;pod ziemią
Stasiu,świetne fotki. Gratuluje Wam tego przejścia, Już kiedyś mówiłem Pedrowi,że trzeba tamtędy przejść zimą. Teraz po Waszej wyprawie jestem tego pewny
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
Od kilku dni wiemy że Mateusz wyjeżdza na zawody biathlonowe do Słowackiego Osrblie, ale dopiero w czwartek wiem na 100% że w weekend nie dostanę wyjazdu a i małżonka ma wolny weekend, rzut oka na stan konta (...) wskazówka w aucie ze znaczkiem dystrybutora w pozycji "FULL", jeszcze tylko sprawdzenie gdzie to Osrblie się znajduje i decyzja: jedziemy
Podczas przeglądania netu widzę że będę w bliskiej okolicy Tatr Niżnich z ich najwyższym szczytem Dumbierem ( 2043 m n.p.m ) więc cieszę się tym bardziej na wyjazd
Piątek, dotarcie do samochodu z domu (39 stopni i jakieś 29,5 metra ) zajmuje nam (...) kilka godzin, wreszcie o 14 wyruszamy, szczegółów trasy i korków po drodze wam oszczędzę, jednak jadąc po ciemku już na Słowacji czuję podświadomie wokół siebie nierówności przestrzeni.
O 20:00 docieramy na miejsce, w hotelu w którym zakwaterowana jest ekipa biathlonowa nocleg kosztuje 12 E od sztuki za noc, za drogo, szukamy tradycyjnego "ubytowania" ale w jednym z domów pani mówi że ma pokój ale jej nie zależy żeby go wynajmować na dwa dni...
Gdybym był psem obsikałbym jej nogawki...
Po kilku chwilach spotykamy bardzo sympatycznego pana jak się późnie okazało ktoś jak u nas Sołtys i on nam pomaga znaleść kwaterę która nie dość że jest 200 metrów od stadionu biathlonowego to kosztuje 6 E za szt/dobę. To mi gra zostajemy.
Sobota, wstaję o 8:00. Zgody kapitana na wyjście z portu nie mam...
Po śniadaniu około 11 idziemy na stadion biathlonowy na zawody ale moja głowa ciągle ogląda się w stronę zaśnieżonych szczytów widocznych w oddali...
W końcu jest "No dobra, jedź w te góry" Nie czekam ni chwili bo jeszcze kapitan się rozmyśli
Wreszcie jestem w górach
Dość późno niestety wchodzę w dolinkę z celem Chata im. gen. M.R.Stefanika pod Dumbierem, tam zobaczę co dalej, mam niestety mało czasu.
Po wyjściu z auta aparat robi kilka zdjęć i... ma mnie w... trudno, jest jeszcze telefon, musi wystarczyć, mróz oznajmia że wycieczka będzie "barwna" nie martwi mnie to, jestem wreszcie w "dobrych" górach, idę przed siebie i jestem szczęśliwy, śnieg pod butem zgrzypi radośnie, jest około 12-15 stopni na minusie, wiem że na grani będzie lepiej
Docieram do przełęczy na której jest chata, wokół krajobraz którego mi brakowało
Wchodzę do środka, jest godzina 15:25, okazuje się że miałem niezłe tempo zważając że często odpoczywałem trasa liczona na 1'45 zajęła mi 1'50 ale o tym dowiaduję się dopiero oglądając zdjęcia w domu
W chacie ciepło, odmarzam przy cherbacie, poliewce z soczewicy i żebym do końca się nie rozpuścił, podlewam małym "Gorgoniem" pychota
Mam nieodpartą chęć zostać w chacie na nocleg i rano zaatakować Dumbiera na którego z tąd czeka 315 metrów wysokości i 1'35 czasu, szkoda, tak blisko i trzeba odpuścić, ale trudno, wiem że tu wrócę
Kulminacji nie zdobyłem ale w górach wreszcie byłem i to w jakich
Kilka fotek:
Pozdrawiam.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...