Dzięki Majka za relację i wspólne wędrowanie.
Pogodę mieliśmy zaskakującą - rano w Zakopcu nieśmiałe przejaśnienia, na Słowacji tragedia, przy stacji wyciągu mleko totalne, no ale potem ... bajka. Dobrze, że nie poszliśmy w góry w sobotę.
Łomnicka Dolinka była świetnym miejscem na odpoczynek od wygiągowego gwaru. Dopiero tam czułem, że jestem w górach.
Fotki będą popołudniu.
edit:
Obiecane fotki.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-04-2008 01:48 PM przez paaulo.
Brawa dla Krakowianek, no i Pawła oczywiście, dla Lelko specjalne podziękowanie za jedyne w swoim rodzaju określenie cyt. "Pogoda była po prostu cudownie paskudna"
Ciśnienie Mi Paweł podniósł we Włoszech, sześć dni siedzenia w samochodzie, tylko rozległe spacery po miasteczku mi zostały a tu "ciach" MMS z Turowania, fajnie mieliście. Gratulacje.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Kończy się sezon ski-tourowy w Słowackiej części Tatr. To już ostatni
weekend. Chcieliśmy go zakończyć czymś specjalnym. Umówiliśmy się z
Agnieszką na niedziele. Spróbujemy podejść na Czerwoną Ławkę. W niedziele w
tamtym rejonie odbywały się zawody ski-tourowe. Skorzystaliśmy z tego,
ponieważ jedne z naszych kolegów w nich startował i podwiózł nas na
Herbeniok, nie musieliśmy iść na nogach z nartami na plecach dalej
śniegu już bardzo mało, ale jednak udało sie jakoś przejść do Schroniska
Zamkovskiego. Powyżej śniegu całkiem sporo. Agnieszka idzie na przedzie,
później Paweł. Ja tradycyjnie na końcu. Podejście pod Żółtą Ścianę (tamtędy
wiedzie szlak zimowy) i pierwsze problemy. Śnieg jest przepaścisty,
mokrawy. Przewracam sie przy skręcie na podchodzeniu. Coś strzela w
kolanie, boli. Ściągam narty. Paweł bierze je ode mnie. Sam nadal podchodzi
na fokach pomimo ze dźwiga jeszcze moje. Ja powoli na butach pnę się do
góry. Ból prawie przechodzi. Agnieszka czeka na nas w schronisku. Pijemy
ziołową herbatę, coś trzeba przekąsić. Najlepiej zupę czosnkową. Zapewnia
prawidłowe odstępy podczesz podchodzenia... Kolejny etap to wejście do
Doliny Lodowej a dalej podejście żlebem na Czerwoną Ławkę. Wygląda to nieco
abstrakcyjnie... Jakieś dwie godziny temu tym właśnie żlebem zjeżdżali
zawodnicy. Kto z Was był na tej Przełęczy, łatwo może sobie wyobrazić jaki
potrzeba mieć umiejętności aby zjechać do Lodowej Dolinki w jednym kawałku
Zaczynamy nasze podejście. Agnieszka i ja w rakach, Paweł na fokach.
Podchodzenie w takim terenie na fokach to bardzo duży wysiłek i spore
umiejętności. Bardzo łatwo o to, żeby narta sie osunęła na nawrocie a przy
tym nachyleniu zjazd w dół, niekoniecznie wtenczas na deskach, zapewniony.
Mniej więcej w połowie żlebu Paweł zmienia jednak foki na raki i już całą
trójką, z czekanami jak przystało, podchodzimy na Przełęcz. Na siodle wita
nas słońce w oczy. Spod przymrużonych powiek wyłania się masyw Gierlachu,
widok na Strzeleckie Pola poznaczone śladami nart, na Dolinę Staroleśną
gdzieś tam w dole. Siedzimy na siodle ciesząc sie widokami. Mieliśmy
jeszcze taki plan... Mały Lodowy wydaje sie być tak blisko. Ale jest już
późno. Dodatkowo przy próbie podejścia śnieg okazuje się mokry, osuwa się z
płyt. Ekspozycja południowa tym bardziej przekonuje nas, ze nie jest to cel
na ten dzień. Przygotowujemy narty do zjazdu. Agnieszka i Paweł zaczynają
sie osuwać z samej przełęczy. Ja nie ryzykuję. Schodzę na nogach nieco
niżej. Gdy teren robi sie szerszy i bardziej wypłaszczony, dopiero zakładam
narty. Właśnie tam, na Strzeleckich Polach, można poczuć czym są na prawdę
toury. Niczym nie naznaczone pola śnieżne, słońce skrzące się na śniegu, a
wokół szczyty i przestrzeń! I cisza Tatr. Czasami wiatr zagwiżdże w uszach
gdy sie nabierze prędkości, czasami obsypie śnieg pryskający spod nart
Coraz bardziej zbliżamy się do dna Doliny Staroleśnej. Jedni szybciej, inni
wolniej (czyli ja To koniec pięknej przygody, trochę smutno ale i radość
z wysiłku, ze zjazdu, z kolejnych doświadczeń. Już w cieniu Sławkowskiego
zjeżdżamy piękną tourową drogą na Siodełko. I dalej już niestety na nogach,
drogą asfaltową na parking w Starym Smokovcu. No cóż, chyba wiosna idzie. I
chyba zbyt szybko wchodzi w Tatry...
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Lepszego zakończenia sezonu na Słowacji, nie mogliśmy chyba sobie wymarzyć.
Po podejściu w palącym słońcu, rozmiękłym śniegu do Terinki, czekało na nas piękne podejście (w kojącym chłodzie) na Czerwoną Ławkę i wisienka na torcie w postaci zjazdów. Takich zjazdów jeszcze nie mieliśmy, było po prostu bosko. Uśmiechy o mało uszu na tył głowy nam nie przesunęły.
Gratuluję Wam tego wypadu .I mimo ,że czasem przekornie tak się droczę o tej wiośnie To naprawdę po fotach widać jak ładnie tam musiało być .I cieszy mnie to że Wam sprawiają wiele przyjemności takie zimowe wyprawy skitourowe czy inne .Każdy z Nas może mieć troszeczkę inne preferencje co do wędrówek po górach i chociaż ja przepadam za wiosenno letnio jesiennymi to rozumiem doskonale jaką Wam frajdę sprawiają te zimowe wyprawy górskie .Ciekawa relacja i wspaniałe foty .Dziękuję za podzielenie się wrażeniami z Nami
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Niezapomniane, nadzwyczajne chwile... Napewno należycie do grona wybrańców, ski-toury w Tatrach to prawdziwa jazda!
Bardzo ładne fotki, ale brak mi tu uczestników w akcji
Kiedy w tęczy na niebie rozpoznasz kolorów życia odbicie, to znaczy po prostu, że kochasz życie! (...)