-12-
SOBOTA
Załamanie pogody przy Murowańcu wichura po za tym strasznie sypie, a niżej leje deszcz.
Są to pierwsze oznaki huraganu Emma mającego z całą siłą uderzyć wieczorem.
Co zatem można robić w Tatrach przy takich warunkach - iść możliwie wysoko

aby z bliska zobaczyć co oznacza taka pogoda - planuje więc nocleg w najwyżej położnym po polskiej stronie schronisku w dolinie Pięciu Stawów
Wybrałem się tam najłatwiejszą możliwą drogą, schodzę do Kuźnic (po drodze zdążyłem już przemoknąć), jadę do Zakopanego i po objedzie podjeżdżam busem do Palenicy.
Ciągle ulewa, na drodze do MOKa tylko nieliczne ale należycie zmoczone osoby, większość uciekła już Tatrzańskiego Parku Narodowego. Są jednak tacy których to pogorszenie pogody ściągnęło w góry

, niektórych poznałem w schronisku w "Piątce"
Przy Wodogrzmotach Mickiewiczach skręcam na zielony szlak dalej podchodząc już samemu, chociaż nie do końca tak samemu

udaje mi się dogonić dwie osoby podążające w tym samym kierunku - jest to kolega z którym nocowałem tydzień wcześniej w Chochołowskiej wraz z koleżanką. Chwilę porozmawialiśmy umówiliśmy się w schronisku i zostawiłem oboje z tyłu. Chciałem jeszcze samemu pobyć z górami.
Powoli deszcz zaczął przechodzić w śnieg zasypujący szlak, wreszcie otaczało mnie białe szaleństwo którego tak mi brakowało przez zimę na nizinie. Pogoda była po prostu cudownie paskudna

Nie przeszkadzało mi nawet to, że jestem już przemoczony, mógł bym tak iść godzinami...
Za pagórka znajdującego się na szlaku nagle coś wyskoczyło!!!! i leci na mnie!!!! Patrzyłem sparaliżowany na KOZICE GÓRSKĄ i byłem pewien ze zaraz mnie staranuje, zdążyłem tylko zasłonić brzuch (rogi miała mniej więcej na tej wysokości)
Wylądowała na ziemi, starała się momentalnie wyhamować ale trochę przejechała w moją stronę ślizgając się na śniegu - zatrzymała się na wyciągnięcie ręki!!!! Zapanował zupełny bezruch z obu stron, patrzyliśmy na siebie, stała tak blisko że w każdej chwili mógłbym ją dotknąć. Po kilku sekundach zrobiłem powolny krok w tył ona odskoczyła w bok i uciekła.
Nigdy nie spodziewałem się iż zobaczę z tak bliska to zwierzę tak bardzo związane z górami...
Niebawem dotarłem do miejsca z którego odbija czarny szlak prowadzący do schroniska, tylko gdzie to jest?? zimą jeszcze nie wchodziłem, a droga była zupełnie nie przetarta do tego dochodziła ograniczona przez śnieg i wichurę widoczność.
Pokierowałem się wyciągiem wzdłuż którego w głębokim śniegu po dość stromym stoku zacząłem wchodzić, w tym czasie dogonili mnie znajomi. Wyciąg w pewnym momencie wchodzi pod skały, wiedząc to odbiliśmy w lewą stronę i dalej podeszliśmy żlebem do miejsca w którym ustawione są tyczki i dalej wzdłuż tyczek do schroniska.
Bez nich ciężko było by się tam dostać, u góry niemiłosiernie wiało na tyle mocno ze nie dało się utrzymać linii prostej. Dodatkowo śnieżyca zupełnie ograniczała widoczność, często nie widać było kolejnej tyczki.
W takich warunkach przemoczeni, przemarznięci dotarliśmy do ciepłego budynku.

Już w środku czekaliśmy na główne uderzenie wiatru, które przyszło wieczorem, na zewnątrz nie dało się ustać, za to w budynku panowała ciepła, wesoła lekko zakropiona atmosfera
Największy szok przeżyłem przy wieczornym prysznicu w schronisku
Teraz tam jest tam ciepła woda!!!! Po za tym zapomnijcie o ubikacji na małysza - wszystko jest przebudowane, nowiutkie
NIEDZIELA, ostatni dzień w górach, trzeba wracać

Jeszcze tylko śniadanie na jadalni z widokiem na zaspę śnieżną przysłaniającą okno z jednej strony i wichurą widzianą z drugiej.
Z schroniska schodziliśmy większą grupą, dalej mocna wiało ale tym razem byliśmy na to bardzo dobrze przygotowani. Przy zejściu nie byłem całkowicie pewien śniegu (w ciągu nocy spadło 35 cm śniegu, potworzyły się zaspy i zagrożenie lawinowe podniesiono do 3-ki), a schodziliśmy stromym stokiem w którym miejscami zapadaliśmy się po paś w śniegu.
Na szczęście zeszliśmy bezpiecznie
Tak zakończył się pierwszy tegoroczny wyjazd w góry
Obecnie myślę o następnym, pewnie w Tatry - mam nadzieję, że jeszcze w zimowych warunkach
Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia na szlaku...