|
Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
| Autor |
Wiadomość |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
No fotki bardzo ładne, są świetnym uzupełnieniem relacji.Tylko musicie wiedziec, że w rzeczywistości było tam jeszcze ładniej bo aparat nigdy nie odda tak wiernie tego co nasze oczy widziały
|
|
| 13-03-2008 09:34 AM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Ale mało śniegu w górach. Tylko Tatry trzymają fason.
Zdjęcia - pierwsza klasa, ani za ciemne, ani za jasne. Opis wycieczki również pierwsza klasa.
|
|
| 13-03-2008 09:42 AM |
|
 |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Maciek, coś Ty chciał śnieg w Pieninach ? Nie byliśmy wyżej jak 900 m.n.p.m. teraz to tylko powyżej 1000 coś śniegu można znaleść.Ale Tatry pięknie wyglądały całe ośnieżone, tam zima na całego, jeszcze pewnie przez jakieś dwa miesiące. Pozostaje mi tylko czekać do wiosny bo na Taterki już powoli zaczyna mnie skręcac...
|
|
| 13-03-2008 09:47 AM |
|
 |
maciek
Moderator
     
Postów: 3,493
Grupa: Moderatorzy Forum
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Maciek, coś Ty chciał śnieg w Pieninach ?
Myślałem, że na południu jest jeszcze zima. U nas w tym roku spadł śnieg tylko dwa razy i utrzymywał się kilka dni. Nawet na sankach nie byłem z dzieciakami.
|
|
| 13-03-2008 09:51 AM |
|
 |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
he he u nas troche lepiej, śnieg był ale tylko w grudniu i początkiem stycznia. A wyobraź sobie, że nawet na sankach udało mi sie pojeżdzić (w nowy rok) ale też w górach. A najgłupszą rzecz jaką zrobiłem to zjazd z Radziejowej na dupozjeździe (wiesz na "jabłuszku") i to po nocy w sylwestra z czołówką na głowie. Ale fajnie było
|
|
| 13-03-2008 09:55 AM |
|
 |
spoko
rock spires hunter
Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Niedostępny
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
co do Krzyśka relacji to niewiele mam (oprócz fotek oczywiście  ) do dodania ze swojej strony, tylko parę kwestii względem uzupełnienia.
widzę że dorobiłam się współwłaścicielstwa na bolida - mieciur, uważaj bo Cię poproszę żebyś mi to w dowodzie rejestracyjnym potwierdził 
i tak samo - "mieliśmy lornetkę" - Krzysiek ją tacha na plecach na wszystkie jednodniówki a że lornetka jest "dorodna" to też dorodnie waży - szacun za to, mnie by się nie chciało 
no i z mojej strony to chyba wszystko, bardzo fajna wycieczka, tylko teraz już będzie problem wymyślić gdzie jechać bo większość w promieniu 50 km od domku złażona..
dobrze że w Taterki tylko 100 km - czekam na wiosnę 
Gosiaczku a jak by tak na północny wschód od Nowego Sącza? .Tam też górki a poza tym wiele skałek i jaskiń.Relacji z tamtych stron jeszcze nie było....
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
|
|
| 13-03-2008 09:58 AM |
|
 |
spoko
rock spires hunter
Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status:
Niedostępny
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Zdjecia ładne .wogóle widoki z grzbietu Małych Pienin są urzekające Bo i w stronę Pienin właściwych i w kierunku Tatr A grzbiet mało zarośniety lasem pokryty murawą liczne jałowce.Podobają mi sie takie tereny. Ale najwiekszym przysmakiem dla oczu to właśnie zielone hale z kwitnacymi kwiatami rozwijającymi się świeżo zielonymi listkami na drzewach a ponad tym zielonym wodokiem białe skrzące się w śniegu wierzchołki wysokich szczytów.Czekam właśnie na taką porę na mój pierwszy tegoroczny wypad w Tatry ....
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
|
|
| 13-03-2008 10:14 AM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
he he u nas troche lepiej, śnieg był ale tylko w grudniu i początkiem stycznia. A wyobraź sobie, że nawet na sankach udało mi sie pojeżdzić (w nowy rok) ale też w górach. A najgłupszą rzecz jaką zrobiłem to zjazd z Radziejowej na dupozjeździe (wiesz na "jabłuszku") i to po nocy w sylwestra z czołówką na głowie. Ale fajnie było 
hehe czemu najgłupszą ??
ciekawie było przecież - coś nowego, coś fajnego - potem jest co wspominać
niestandardowe spędzanie Sylwka
|
|
| 13-03-2008 10:17 AM |
|
 |
mieciur
- - user - -
    
Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 13-03-2008 11:17 AM |
|
 |
gosia3ek
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
    
Postów: 3,824
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Oct 2007
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
czemu nie chciałam jechać?? jakbyś nie wiedział to były tylko 2 jabłuszka (nie liczę tego Maćkowego z dziurą) które zostały zajęte przez jakichś "DżENTELMENóW" więc choćbym chciała zjeżdżać to nie było na czym, tak rzeczywiście bardzo sie przejmuję tym żeby mnie ktoś zobaczył o 1 w nocy w sylwestra w środku Beskidu Sądeckiego, takie pielgrzymki tam chodziły że masakra. i żeby nie było - nie szłam sama tylko z kumpelą (dla której też zupełnym przypadkiem zabrakło jabłuszka)
a na sankach pierwsza zjeżdżałam więc nie mów że nie 
oki, tą rozmowę skonczymy w inny sposób bo się zaraz na nas Admin wydrze za offtopa
|
|
| 13-03-2008 06:50 PM |
|
 |
amos
   
Postów: 106
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
Tatry marcowe
Relacaja z mojego krótkiego i skromnego pobytu w Tatrach 26-27.03.2008
Zakopane, 26.03.2008r.
Miało mnie tu nie być.
Planowałem ten wyjazd od miesiąca. Załatwiłem wolne w pracy. Zyłem data 25.03.2008...
Tuż przed wyjazdem przyszło załamanie pogody a jednocześnie wszystkich moich planów....Spodziewałem się w górach pogody jak podczas całej tej ?zimy?, myślałem że może nawet krokusy się pojawia- żadnych ambicji na zimowa wyprawę, nie miałem ani sprzętu ani
doświadczenia.
Dnia 'zero' byłem jeszcze w pracy, o samego rana śledziłem prognozę pogody oraz komunikat Topr. Kiedy wróciłem do domu miałem nadal mętlik w głowie..albo jadę teraz albo nie jadę w ogóle, co zrobić?
Taaak, teraz kiedy siedzę w karczmie, popijam zimne piwo i słucham przygrywającej góralskiej kapeli odpoczywając po wędrowce, wiem jak wiele bym stracił...
Ale po kolei.
Pierwsze co zrobiłem kiedy wróciłem z pracy to włączenie kompa- sprawdzić prognozę, zobaczyć kamerki...nagle odzywa się Pedro Więc napisałem mu o swoim dylemacie, On przedstawił mi swój punkt widzenia, podał nawet dwie ewentualne trasy na panujące warunki.
I nie było by mnie tutaj gdyby nie On Z tego miejsca chciałem Ci Pedro podziękować jeszcze raz, sam w końcu pisałeś że podziękuję kiedy cały i zdrowy wrócę ze szlaku.
Zdecydowałem, jadę!!
Szybkie pakowanie (takie najgorsze- kiedy to czegoś się zapomina i bierze sporo niepotrzebnych rzeczy ) i w drogę- przede mną 220 km i już godzina 16. Jeszcze tankowanie i pyszna kawa z Orlenu i humor mam już wspaniały, czuje się naprawdę podniecony- czeka mnie moja pierwsza zimowa i na dodatek samotna wyprawa.
Do Wadowic jedzie mi się dobrze, niestety później łapie mnie śnieżyca i tempo samochodów spada do 60 km/h, widoczność bardzo kiepska- tak niemal do Suchej Beskidzkiej. Na szczęście późnej jest już ok i w koncu ok 21 docieram do zimowej stolicy Polski. Auto wędruje na parking a ja na nocleg w Domu Turysty.
Rano miałem kupić stuptuty bo nie miałem nawet tak podstawowego wyposażenia- dobrze ze chociaż porządną kurtkę i buty mam No i tu się przejechałem na Zakopanem, wstałem o 7 rano i jazda na miasto cos zjeść i zrobić zakupy...mogłem klamkę pocałować i nic więcej
Teraz się śmieje z tego ale wtedy chciałem jak najszybciej ruszyć a tu taka wpadka śniadanie zjadłem dopiero po 8 kiedy zwolniło się miejsce w Macu pełnym wagarujących dzieciaków. Inne knajpy czynne dopiero od 10 a tu trzeb cos zjesc, koniecznie kawy się napić i gdzieś poczekać nim sklepy otworzą.
W końcu się doczekałem, kupiłem ochraniacze i nawet rękawiczki z windstoperu żeby mi łapki nie marzły jak będę aparat trzymał Dobra, mapa w dłoń i.....i co do diabła?!
Zabrałem z domu dwie mapy- Pienin i Babiej Góry....nie wiedziałem śmiać się czy płakać, wybrałem jednak pierwsza opcje i szybko skoczyłem po mapę sygnatury
Posłuchałem rady Pedra i na pierwszy ogień poszła Dolina Malej Łaki i Mietusi Przysłop.
Ruszam, pogoda naprawdę piękna, mnóstwo śniegu ale szlak w miare przetarty i do tego NIKOGO na szlaku- porostu czułem się wspaniale, pomyślałem że moje wszystkie zmartwienia były śmieszne i że mogś spokojnie jutro jakąs ambitna trase wybrać, w końcu co się może stać!
Było tak ciepło że mogłem rozpiąć kurtke i polar, utonałem całkowicie w swoim świecie, myslach i błogostanie. Zadzwoniłem nwet do Snieshki i opiwiadam jak jest wspaniale, że jeszcze nie widziałem tak pieknych widoków itd.
Doszedłem do Małej Łąki- czas na 'popas', cos na ząb i kawę z termosu. Zatrzymałem się pod drzewem i zdjąłem plecak....
Teraz już wiem że góry rzeczywiście maja wiele oblicz, te nieprzyjemne i zaskakujące również.
Nie wiadomo skąd zerwał się bardzo silny i lodowaty wiatr, nadciągneły ciemne chmury i zerwała się prawdziwa zawierucha. Nagle zrobiło się bardzo zimno i naprawdę ciemno i mimo że szczelnie się pozasuwałem to śnieg nie wiem skąd ale miałem wszędzie. Widoczność spadła do może 5 metrów.
Zdążyłem jeszcze schowac aparat do plecaka,kucnąłem przy drzewie zeby osłonic się od wiatru ale zdawało mi się ze wieje ze wszystkich stron!! Zastawiłem się więc plecakiem i po prostu czekałem, kompletnie nie wiedziałem co zrobic..Zgrzałem się wczesniej i nagle taki lodowaty wiatr- trząsłem się z zimna. Myslałem czy może wracac skad przyszedłem ale bałem się iśc w tym wietrze, moich śladów i tak już nie bylo widac.
Przypomniałem sobie to co myslełem idac wcześniej beztrosko.
Być może to było ostrzeżenie, taka mała demonstracja potegi żywiołu...wiem teraz jak słaba i krucha jest jednostka. Jak śmieszne w takich sytacjach jest wcześniejsze przeświadczenie że przecież mnie to nie dotyczy, ja dam radę, jestem w stanie oprzeć się wszystkiemu.
Jeśli to było ostrzeżenie- zrozumiałem je. I żadne słowa nie opiszą tego. Zadne słowa nie potrafią nauczyć pokory i respektu.
Dla doświadczonych Ludzi Gór to pewnie nie było nic szczególnego- dla mnie, nowa, szczególna sytuacja.Cóż, zrobiłem coś czego pewnie nikt nie pochwali- wyjąłem buteleczke z żołądkowa i uraczyłem się sowicie...wiem, że niby alkohol powoduje złudne poczucie ciepła, że powoduje szybsze wyziębienie organizmu..Potem wyjalem nóż i jedzenie. Przekomicznie to musiało wygladać, bałwan który je bułki z oscypkiem i sniegiem...mnie to było obojętne. Potem jeszcze dwa kubki gorącej kawy i czekalada. Nie powiem, humor mi się zaczął poprawiać. I nagl zawierucha jak przyszła tak poszla i znow zrobiło się gorąco...a wszystko trwało może 15 minut. Heh, czyzbym wykonal jakis magiczny rytuał? 
Dla mnie niesamowite wrażenie o doznanie, dało mi do myslenia i sporo nauczyło.
Czas ruszać dalej, wyjąłem aparat, wytarłem ze sniegu i wody i przed siebie, czarnym szlakiem na Mietusi Przysłop. Oszczędzę Wam moich rozmyślań natury egzystencjonalnej
Tutaj szlak już słabo przetarty, tym bardziej ze przysypany po niedawnym opadzie, szedłem momentami po kolana w śniegu- kolejne nowe doznanie, jeszcze nie przedzierałem się w ten sposób nigdy. Taka droga jest mecząca ale m sprawiała dziwna i przyjemność. I nadal ten brak ludzi..nie pozanłem tych gór, zawsze kiedy podróżowałem latem i jesienie az roiło się od turystow. A tu taki spokój i całkowita cisza, czasem tylko wiatr zaszumial, ptaki o czymś sobie opowiadały a ja dalej brnąłem przed siebie.
Miętusi Przysłop zachwycił mnie piekna panorama i pogodą, usiadłem na chwile i podumałem sobie po czym dalej w kierunku Doliny Kościeliskiej a następnie powrót do Zakopanego, po drodze już żadnych 'rewelacji'
Wychodząc z Domu Turysty wstapiłem do tamtejszej księgarni. Ależ tam jest wybór..tylu książek, tomów poezji, albumów nie widziałem w jedym miejscu Nowe i stare, używane egzemplarze. Kupiłem ?na krawędzi zycia i gór? i poszedłem do karczmy na piwo spisać wspomnienia przy góralskiej muzyce.
I tu kolejna miła niespodzianka. Przysiadła się do mnie góralka, Pani w wieku ok 50 lat i zaczeła opowiadać o kapeli która grała, kto jaki jest,czym się zajmuje. Opowiedziała swoja historię, jak swojego czasu pracowała jako stewardessa ,w dowód czego pokazala mi swój breloczek Lotu. Opowiadała o Zakopanem i Krakowie, ciekawie się Jej słuchało. Pozniej wtórowała kapeli w spiewaniu i dała mi naprawdę ciekawe okazje do zdjęć.
Koncze kolejne piwko i czas się zbierać spać, jutro znow na szlak.
Bywajcie.
Gubałówka, 27.03.2008.
Druga trasa która polecił Pedro poprowadzila mnie na Rusinową Polanę. Dzień zaczął się jakoś bez emocji, dopiero mocna kawa jak zwykle rano obudziła mój mózg. Chyba rozpocząłem ten dzien lewą nogą, pogoda nie dopisała- nie było opadów ale chmury były nisko, góry gdzieś znikły...
I tak jade tym busem ale bez przekonania jakos. Na szczęscie po wyjsciu chłodne powietrze mnie orzezwiło, ruszam w kierunku Rusinowej- panuje zupełna cisza, ne ma wiatru, ptaki nawet milczą, nskie chmury chowaja przede mna szczyty, mam wrażenie jakbym szedł przez Jurę.
Na Rusinowej moge wkncu troche nacieszyc oczy. Odpoczynek, kilka zdjec i żmudna wspinaczka na Gęsią Szyję. Nasapałem się niezle, kiedy wkoncu wszedłem znalazłem się na granicy chmur. Byłem zmęczony więc nie poszedłem dalej tylko podjałem decyzje że wróce z powrotem ta sama trasa. Ale zanim to nastapi, chwila na zadume
usiadłem sobie na plecaku, otworzylem puszke napoju wprost z Zywca i rozkoszowałem się cisza na dachu Polski...naprawde, nigdy nie spotkałem się z takim spokojem. Praktycznie zadnych dzwiekow. Jeszcze tylko właczylem z telefonu kawałek depeche mode- ?enjoy the silence? i comy ?piosenka pisana nocą?...takie dwa utwory które mi tutaj pasowały. A góry słucahły...
Wtedy postanowiłem że czas wracac do domu.
Żarki, 28.03.2008
Siedząc dziś w fotelu i pisząc ten tekst nie moge się oprzec poczuciu pewnej satysfakcji. Pomimo że ta ?podróż? nie trwała długo i nie była spektakularna. Otwarła jednak pewien nowy rozdział w mojej podróżniczej historii. Rozdział który daje wstęp do dalszych, ambitniejszych i trudniejszych wypraw, w nowych warunkach i miejscach.
Pedro: ?...nie myśl że Alaska to nie dla Ciebie...trzeba wierzyć, że w każde miejsce możesz się dostać?
jest mnie dwóch, może trzech...
|
|
| 29-03-2008 08:43 AM |
|
 |
amos
   
Postów: 106
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
|
| 29-03-2008 08:53 AM |
|
 |
dr.Etker
    
Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
|
|
| 29-03-2008 09:24 AM |
|
 |
KaRoLiNa :)
:)
    
Postów: 561
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Amos-gratuluję. Milusio się czytało i fotki oglądało
Przypomniałem sobie to co myslełem idac wcześniej beztrosko.
Być może to było ostrzeżenie, taka mała demonstracja potegi żywiołu...wiem teraz jak słaba i krucha jest jednostka. Jak śmieszne w takich sytacjach jest wcześniejsze przeświadczenie że przecież mnie to nie dotyczy, ja dam radę, jestem w stanie oprzeć się wszystkiemu.
Jeśli to było ostrzeżenie- zrozumiałem je. I żadne słowa nie opiszą tego. Zadne słowa nie potrafią nauczyć pokory i respektu.
Mądre słowa...
|
|
| 29-03-2008 09:30 AM |
|
 |
amos
   
Postów: 106
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status:
Offline
|
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
jest mnie dwóch, może trzech...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-03-2008 09:37 AM przez amos.
|
|
| 29-03-2008 09:36 AM |
|
 |
|
|