Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (60): « Pierwsza < Poprzednia 5 6 7 8 [9] 10 11 12 13 Następna > Ostatnia »
Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami
Autor Wiadomość
KasiaA
KrakowiankA
*****


Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status: Offline
Post: #121
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Tak, byłam Smile I tez było tak fajnie Wink Choc niczego nie uklepywaliśmy sobą. I byliśmy na Wierchu pod Fajki ćwiczyć lotną.

Z zabawnych gaf które zawsze popełniam: Waldi dał nam wieczorem raki, kazał przymierzyć czy pasują i dopasować. Na moje buty pasowały, założyłam je bez problemu, jeszcze był luz czyli ok. Rano wyszliśmy, już za Czarnym stawem Gąsienicowym zakładamy raki, zapięłam paski a raki po dwóch krokach mi sie rozjechały... Wołam: Waldi, moje sie zepsuły! A Waldi pyta: Kazałem Ci wczoraj dopasować? No przecież pasowały...

Teraz już sama zakładam raki i sie trzymają Wink... Takie kursy jednak uczą... Toungue



"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
20-12-2007 10:26 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dzienciol313
okrzyknięty stukaczem
*****


Postów: 1,457
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #122
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Paaulo,co tu dużo pisać,gratuluje nowo nabytych doświadczeń,piękny wypadSmile
Kapitalne zdjęcia, mam nadzieje,ze jakieś znajdzie się w konkursieSmile
Pozdrawiam.



"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
20-12-2007 08:04 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
KasiaA
KrakowiankA
*****


Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status: Offline
Post: #123
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Niektórzy mówią, że w okresie Świąt i Nowego Roku w Tatrach nie można znaleźć spokoju. Cała masa ludzi, przejechanie samochodem przez Zakopane graniczy z cudem, dojazd w tatry to wyczyn nie lada sprawdzający na każdy możliwy sposób naszą cierpliwość.
Ale dla Tatry warto zaryzykować Wink
I są takie miejsca gdzie nie spotyka się nikogo.
Któregoś dnia podczas pobytu na Podhalu umówiłam się z Grześkiem i Krzyskiem. Zaproponowałam im Dolinę Jaworową. Kto w niej był choć raz, to wróci tam. Jedna z najbardziej jeszcze dzikich Dolin, z pięknym otoczeniem wokół: na wschodzie pasmo Szerokiej Jaworzyńskiej, od zachodu takie Doliny podwieszone jak Czarna Jaworowa i najbardziej niedostępna śnieżna Dolina z Kościołem Gotyckim czyli Małą Śnieżną Turnią... Poza tym masyw Jaworowych.. masyw Lodowego...
W tej dolinie nie ma schroniska, czyli w zimie jest zamknięta. Szlak nieprzetarty. Jest to jedna z dłuższych dolin tatrzańskich. Wiec pracy przy zakładaniu szlaku było całkiem sporo Wink Powyżej granicy lasu dała nam się we znaki kosówka: idziesz i nagle bach: po pas w śniegu a czujesz ze stopy machają w próżni. Gramolisz się i za chwile to samo. Pod ścianami małego Jaworowego wychodzimy zza jakiegoś ogromnego głazu i... namiot! Normalny, prawdziwy namiot! To wspinacze z Czech mieli tu swój namiot, wspinali się na Ścianach Małego Jaworowego, na lodach. Idziemy dalej, już stromo, trzeba uważać. Mijamy Żabi Staw Jaworowy i podchodzimy w stronę Lodowej Przełęczy. Niestety, jest zbyt późno aby wejść na Przełęcz. Zabawa z kosówką wybiła nas z tempa. Warunki idealne, Lodową widać jak na dłoni, nie ma trudności. Ale decydujemy ze wracamy. Teraz nadszedł czas dupozjazdów Wink Obserwujemy z Grzegorzem jak Krzysiek wyciąga pokrowiec na plecak i zmierza z nim na nastromiony stok na takie wybrzuszenie i zamierza zjeżdżać. Zaczynamy krzyczeć: podchodząc do góry pamiętamy, ze właśnie ten stok był podcięty około 10 metrami pionowych a nawet przewieszonych skałek. Zabawnie wyglądała później mina Krzyska który oglądał te skałki stojąc u ich podnóża. Stwierdził: Chyba bym sie zdziwił jakbym jednak tamtędy zjeżdżał... Zejście było już monotonne, dłużyło nam sie bardzo, ciągle sie zapadaliśmy... Całość zajęła nam około 11 godzin wycieczki.



"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
02-01-2008 11:27 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #124
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Kolejne doświadczena,przeżycia ,próba sił z przyrodą .Gratuluję Kasiu tej ucieczki od monotonii codziennego dnia ,gratuluję podjętego trudu i wysiłku przy pokonywaniu tak "sympatycznej kosówki".Coż więcej dodać ?.Powodzenia w kolejnych wyprawach.
PS. To pierwsza relacja tego 2008 roku. Dobrze się zaczyna .Worek z relacjami się rozwiązał SmilePozdrawiam



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
02-01-2008 12:28 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
jack66

****


Postów: 177
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #125
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

KasiuA gratuluję trudnej, ale fajnej wyprawy, życzę powodzeinia i kolejnych ciekawych wycieczek.


02-01-2008 02:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Niedzielan

**


Postów: 31
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #126
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Sylwestra miałem okazję spędzić w Bukowinie Tatrzańskiej, co było dla mnie nie lada frajdą. Jakoś tak się składa, że ośnieżone stoki, rozgwieżdżone niebo i dużo ludzi w około dodają uroku przy świętowaniu tej okazji. W nowy rok postanowiłem wybrać się na pierwszą zimową wyprawę w Tatry. Zdecydowałem się na coś łatwego, a przyjemnego, czyli spacer do Doliny Kościeliska.
Droga z Bukowiny do Kir wiedzie przez bardzo ładne okolice, pełne leśnych, ośnieżonych dróg, stromych górek i ostrych zakrętów. (Bukowina – Poronin – Zakopane – Kiry) Mój Cinqeucento na letnich oponach poradził sobie zaskakująco dobrze w takich warunkach, choć nie pozwalał na rozwijanie dużych prędkości. Smile
Do Kir dotarliśmy z bratem (był moim dzielnym towarzyszem podczas tej noworocznej wyprawy) nie bez kłopotów, bo zdążyliśmy po drodze przejechać przez całe Kościelisko. Smile Zajeżdżamy w końcu na parking TPNu. Płacę 10 zł za postój na „cały dzień” choć wiem, że samochód zostawię na góra trzy godziny. W sumie wygodna taryfa dla właścicieli parkingu, ale wmawiam sobie, że pieniądze pójdą na jakiś szczytny cel i spełniam dobry uczynek.
Dochodzi jedenasta. Na parkingu jest pusto, choć domyślam się, że w sezonie nie ma co marzyć o pozostawieniu tu auta. Mijamy bramę TPNu otwartą na oścież, zachęcającą do spaceru. Kasa biletowa jest zamknięta na kłódkę, Górale stoją przy znudzonych koniach i pustych saniach, jeden z nich głośno targuje się z jakimś turystą o cenę przejazdu. Duże zachmurzenie, śnieg lekko prószy, wiatr spokojny. Jakie piękne przedpołudnie!

Idziemy wzdłuż zielonego szlaku i dobrze przetartej drogi. Śnieg jest ubity, nie stawia oporu. Po prawej wesoło płynie sobie Kirowa Woda. Strumyk jest zamarznięty tylko w najwęższych partiach, chyba jeszcze nie było porządnego chłodu podczas tej zimy. Po drodze mijamy młodą roześmianą parę, która co chwilę przewraca się nawzajem na ziemię i robi sobie zdjęcia. Można i tak... Moja żona chyba jeszcze śpi. Smile
Po chwili wychodzimy na dużą polanę, bardzo przypominającą te jakie widziałem idąc pobliską Doliną Chochołowską. Płaski, prawie że równy teren, a po obu stronach las. Wpatruję się uporczywie w śnieg i pozostawione na nim liczne ślady. Jest ich sporo, także poza wydeptaną ścieżką – na skraju lasu, przy brzegu strumienia. Doskonale widać po nich, że ludzka ciekawość nie zna granic i nie znosi wyznaczonych szlaków. Człowiek chce wejść wszędzie, byle spojrzeć z bliska, byle dotknąć. Nie wiem co o tym myśleć, ale jakoś nie robi mi to specjalnej różnicy. Czuję się świetnie. Jedyne co mnie razi, to porzucone gdzie nie gdzie puszki po piwie. Głupota, tak jak ciekawość również nie zna granic.
Idziemy z bratem spacerową porą. Nigdzie się nam nie spieszy, bo powrót do domu zaplanowaliśmy na popołudnie. Po drodze natrafiamy na cudownie wyglądający zamarznięty strumień spływający po skałach. Jest to istny cud natury! Wygląda tak, jakby cała woda zamarzła w ciągu sekundy! Robię kilka zdjęć i idziemy dalej. Dochodzimy do Wyżniej Miętusia Kiry (swoją drogą wyczytałem właśnie na Wikipedii, że to słowo – Kira – oznacza w gwarze zakręt drogi lub rzeki), by zaraz znaleźć się przy rozstaju szlaków.

Nie zapoznałem się zbyt dobrze z opisem trasy w przewodniku, dlatego zatrzymujemy się na chwile, kiedy to nadrabiam braki. Szlaki rozchodzą się w przeciwne strony, krzyżuje się w tym miejscu kilka. Dokąd iść? Mój brat nie wygląda na kogoś, kto ma ochotę na dłuższą wycieczkę. Trudno. Idziemy w prawo (na zachód), zgodnie z szlakiem Ścieżki nad Reglami (znowu wstawka pouczająca Smile Regiel to „lesiste wzniesienie w obrębie pasma górskiego poniżej górnej granicy lasu (oczywiście) wznoszące się ponad kotliną i zapoczątkowujące dane pasmo” (pasmo górskie). Źródło wiedzy – znowu Wiki. )
Nie uszliśmy jednak zbyt daleko, jak znowu dotarliśmy na rozstaje dróg. Zielony szlak biegnący dalej prosto, później skręcający w prawo, prowadzi płaską doliną. Czarny natomiast rwie ostro w górę, prosto do lasu. Znowu jestem wystawiony na pokuszenie! Zielony prowadzi bowiem w głąb, a raczej w górę Doliny Kościeliska w szalenie ciekawe miejsca. Zapowiada się jednak jako długa i być może ciężka trasa. Nie wiem ile mogło by zająć nam jej przejście, ale wiem, że nie mamy doświadczenia w łażeniu po górach w zimie, a mój brat ochoty na jego zdobywanie. W czasie kontemplacji mija nas para starszych ludzi na nartach biegówkach. To może być ciekawy sport...

Idziemy więc w prawo, na krótszą trasę. Zaczyna się podejście, które zmienia miły spacerek w trudny spacer. Nie jesteśmy specjalnie wyspani ani świeży, dlatego szybko zaczynamy się męczyć i dyszeć. Mozolnie „wspinamy” się jednak co raz wyżej, trawersując zbocze Kościeliskich Kopek, a dokładniej Zadniej Kopki (1333 m n.p.m.). Ten kto wytyczał szlak był jednak wyrozumiałym człowiekiem, gdyż ścieżka nie zbliża się nawet do szczytu.
Przechodzimy Kominiarski Przysłop, a mnie dopada pierwszy głód. Biorę się więc za pałaszowanie Snickersa, które zakupiłem jeszcze na dworcu PKS w Zakopanym (jeden z niewielu otwartych sklepików tam był). Już przy próbie pierwszego ugryzienia okazuje się, że baton pamięta nie tylko zeszły rok, ale pewnie jeszcze kilka wcześniejszych. Jest twardy jak skała, a odgryzienie choćby kawałka czekolady grozi złamaniem zęba. Niosę więc go jeszcze pół godziny w ręce, aż w skutek stałego ogrzewania mięknie i staje się zdatny do spożycia.
O ile do tej pory natrafialiśmy jeszcze na innych turystów, teraz w lesie zrobiło się całkiem pusto. Jest cicho, nawet wiatru tu nie czuć. Śnieg chyba przestał sypać. Czuję się jakoś dziwnie, trochę mi koso, jakbym był intruzem na tym terenie. Patrzę na brata, który ma chyba podobne myśli. Pytam go nawet, czy zawracamy. On jednak wykazuje się hartem ducha i mówi, że idziemy dalej.
Dalej, czyli pod górę. Początkowo zakładałem, że dotrzemy na Niżnią Kominiarską Polanę, ale dosłownie kawałek przed nią skręcamy w prawo, wraz z żółtym szlakiem. W sumie dzieliło nas od niej parę minut drogi, więc teraz żałuję, że nie weszliśmy tam chociaż na chwilkę. No trudno.
W śniegu wciąż widzę ślady butów, całkiem świeże ślady. W końcu dostrzegam majaczące między drzewami sylwetki ludzi. Uff, czyli nie jesteśmy sami na tej noworocznej trasie. Przemy pod górę ciągle zaszyci w lesie, ale całkiem blisko dostrzegam przerzedzenie i wpadające promienie słoneczne (niestety mocno rozproszone, ale jaki to musi być widok przy ostrym, letnim słońcu! ), jesteśmy więc już blisko szczytu.
Poprzez wąską szczelinę między drzewami (dziura zupełnie, jak w żywopłocie wycięta) wychodzimy na polanę. Nie mogę odszukać jej nazwy w przewodniku, choć możliwe, że jest to Polana Lejówki. Nie ma też tutaj żadnej tabliczki informacyjnej. Są za to dwie opuszczone chatki, całe tony śniegu i wesoła rodzinka robiąca sobie zdjęcia. Patrzę dookoła urzeczony. Całkiem blisko majaczy skryta ni to mgłą, ni to chmurami Zadnia Kopka. Pogoda się trochę popsuła, czuć zimny, przenikliwy wiatr, śnieg sypie w oczy, słońca nawet już nie widać za chmurami. Nie jest tragicznie, choć z opalenizny będą nici. Smile
Przechodzimy przez Polanę słabo widoczną ścieżką, momentami brodząc w głębszym śniegu. Znowu wchodzimy do lasu. Wiatr ustaje, śnieg już nie sypie. Czary. Idziemy w miarę spokojnie, teraz już w dół, na dróżce nie ma lodu, śnieg jest w miarę ubity. Znowu niepewnie rozglądam się na boki, w gęstwinę leśną. Patrzę na ślady i mam wrażenie, że nie wszystkie pochodzą z od człowieka. Najbardziej niepokoją mnie duże, owalne, miaro wydeptane dziury...
Poruszaliśmy się w miarę dobrym tempem, dlatego po kilkunastu minutach dotarliśmy do miejsca, w którym rozchodziło się kilka szlaków. Niestety nie pamiętam ich oznaczeń, ani dokąd prowadziły, a na mojej mapie nie mogę teraz odszukać tego miejsca. Było to na pewno przed polaną Huty Lejowe, do której doszliśmy dopiero po dłuższej chwili.
Znowu przywitały nas tylko zwały śniegu i pusta bacówka. I wiatr, który towarzyszył nam już do końca trasy. W dół prowadziła dość szeroka ścieżka, prawie już droga – na śniegu było jeszcze widać ślady po oponach samochodowych. Szło się całkiem dobrze, choć momentami robiło się naprawdę ślisko. Było tak w miejscach, gdzie normalnie przez drogę przelewały się strumienie, a tak po cienką warstwą śniegu zalegał czysty lód. Na jednym takim oblodzonym zejściu zaliczyłem efektowną wywrotkę. Obeszło się bez żadnej kontuzji, ale przekonałem się, że podeszwy z Vibramu nie gwarantują bezpieczeństwa w każdych warunkach. W dodatku w czasie upadku trzymałem akurat w ręce drożdżówkę, z której niestety – w czasie mojego lotu – wypadł ser. Pozostało mi więc jedynie chrupanie suchego, parodniowego drożdżowego ciasta.
Dalej nasza wycieczka przebiegała już bez żadnych zakłóceń. Szliśmy sobie szybszym krokiem spacerowym, aż do końca szlaku, przy drodze 958. Stamtąd jest już do Kir tylko kilkanaście minut po przydrożnej breji. A później to już tylko zatłoczone Krupówki, trudne poszukiwania wolnej jadłodajni i smutny finał w Mc Donaldzie. Smile

Przejście całej trasy liczącej parę km zajęło nam ok. trzech godz. Trafiliśmy na całkiem dobre warunki pogodowe, ścieżka była pozbawiona jakichkolwiek trudności technicznych może poza lokalnym oblodzeniem. Jednym słowem, jak na noworoczny spacer była to wycieczka idealna. Smile

W powrotną drogę do Krakowa wyruszyliśmy ok. godziny 16. O warunkach panujących na drodze mogę powiedzieć tylko tyle – podróż zajęła nam pięć godzin.

To będzie dobry rok. Smile



"Być jak płynąca rzeka albo przynajmniej nie stać w miejscu."
02-01-2008 08:21 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Niedzielan

**


Postów: 31
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #127
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Mam nadzieję, że nie przerazi was długość mojego posta i nie zniechęcicie się do czytania! Toungue
Poprostu lubię pisać relacje z wycieczek. Wink
Zdjęcia zamieszczę w najbliższym czasie, choć nie są najlepsze - warunki były niestety niesprzyjające. Sad

W ogóle to witam wszystkich po mojej dłuuuugiej nieobecności. Postaram się częściej odzywać, choć uprzedzam, że zawsze byłem nieśmiały. Toungue



"Być jak płynąca rzeka albo przynajmniej nie stać w miejscu."
02-01-2008 08:25 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pedro
Administrator
*******


Postów: 5,509
Grupa: Administratorzy
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #128
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Niedzielan napisał(a):
Mam nadzieję, że nie przerazi was długość mojego posta i nie zniechęcicie się do czytania! Toungue
Poprostu lubię pisać relacje z wycieczek. Wink


Witaj Niedzielanie,
świetnie mi się czytało Twoją relację, więc bardzo fajnie że lubisz pisać (mam nadzieję że jeszcze wieloma podzielisz się z nami na GŚ). Wycieczka niby 3 godzinna, nie prowadząca w wysokie ani trudne rejony, a odpowiednio napisana jak widać potrafi wciągnąć i to bardzo.

Zapraszam do częstszego uczestnictwa, tego czynnego czyli pisania - pozdrawiam, Pedro.



Górskie Forum Internetowe - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl)

Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2008 08:54 PM przez Pedro.

02-01-2008 08:48 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
paaulo
snow addict
*****


Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #129
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

KasiA fajna wędrówka. Relacja tradycyjnie krótka, a szkoda. Fotki poproszę. Smile

Niedzielan, bardzo fajnie się czytało twoją relację. Zamarzniętym strumykiem narobiłeś smaka, od fotek się nie wymigasz.

Niedzielan napisał(a):
Już przy próbie pierwszego ugryzienia okazuje się, że baton pamięta nie tylko zeszły rok, ale pewnie jeszcze kilka wcześniejszych. Jest twardy jak skała, a odgryzienie choćby kawałka czekolady grozi złamaniem zęba.

To nie wiek, to zima panie, zima. Smile W takich warunkach najbezpieczniejsza jest czekolada - łamiesz na kostki i rozpuszczasz "w gębie".

Niedzielan napisał(a):
Na jednym takim oblodzonym zejściu zaliczyłem efektowną wywrotkę. Obeszło się bez żadnej kontuzji, ale przekonałem się, że podeszwy z Vibramu nie gwarantują bezpieczeństwa w każdych warunkach.

Vibram na lodzie musiałby mieć z 80 stopni C, żeby zapewnić przyczepność. Toungue


02-01-2008 10:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
paaulo
snow addict
*****


Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #130
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Niedziela 30.12.2007
Rany jaki sznurek do kolejki na Kasprowy. Postoją pewnie kilka godzin... Dobrze, że my idziemy pieszo.
Warunki śniegowe są świetne, ruszamy w górę Jaworzynką. Na Gąsienicowej obowiązkowy "posiłek regeneracyjny" - szarlotka. Na Czarnym Gąsienicowym nie ma już śladu po wodnej brei, staw jest ładnie zmrożony. Docieramy do lodów, na których ćwiczyliśmy na kursie dwa tygodnie wcześniej. Jest tylko jedna, subtelna różnica - z ciężkimi plecakami doszliśmy tu w 50 minut. Dwa tygodnie wcześniej szliśmy tu 4,5 godziny. Cóż... zima.
Zmarzły Staw wita nas pięknym zimowym widokiem. Zakładamy raki i bawimy się trochę na ślicznym cieku lodowym. Pogoda nadal idealna. Na Zawrat dotrzemy szybko, za szybko.
Podstępny Zadni Granat kusi mnie coraz bardziej. Zostawiam plecak powyżej Zmarzłego i ruszam w górę. Tomek wykorzystuje ten czas na odpoczynek, szczęściarz jest w Tatrach już trzeci dzień. W żlebie śnieg coraz twardszy, miejscami pod śniegiem jest tafla lodu. Na szczęście kamieni brak, jedynie w dolnej części było kilka, muszę pamiętać o nich przy zjeździe. Na śnieżnych polach powyżej żlebu grzeje już słoneczko. Widok ze szczytu powala. W sumie mógłbym tu zostać. Toungue
Czas zjeżdżać, muszę dogonić Tomka idącego już w kierunku Zawratu. Na polu śnieżnym miękki śnieg pomaga kontrolować prędkość zjazdu. W żlebie, na najtwardszych odcinkach, co kilka metrów muszę się obracać na brzuch - prędkość niebezpiecznie wzrasta.
Na Zawracie bajeczne widoki. Opalamy się, upajamy oczęta widokami. Powoli schodzimy, korzystamy z tego, że nie trzeba się spieszyć.
W schronisku tłum. Na szczęście znajdujemy wygodne miejsce na glebie.
Wieczorem pojawiają się chmury nie zwiastujące niczego dobrego.

Poniedziałek - sylwester - 31.12.2007
Pogoda się popsuła, ale nie jest źle. Ruszamy na Kozi Wierch. Docieramy do podnóża Koziego. W połowie żlebu widzimy podchodzących w górę ludzi. Podejmujemy decyzję - żlebem schodzimy, w górę idziemy ciekawszą jak nam się wydaje grzędą, po orograficznie prawej stronie żlebu.
Trafiamy na pojedyncze ślady. Fajnie, ktoś miał ten sam pomysł. Kilka trawersów, trochę kluczenia między skałami i stajemy na grani. Jesteśmy zadowoleni z wyboru drogi, była znacznie ciekawsza niż szeroki żleb.
Widoczność jest mocno ograniczona. Rozmawiamy chwilę ze skiturowcami. Szybki posiłek i schodzimy żlebem w dół. Pogoda coraz gorsza. Wracamy do schroniska.
W schronisku pojawia się coraz więcej osób. Powód jest jeden - mamy zamiar świetnie bawić się wieczorem.
Świętowanie zaczynamy już o 17tej wiśnióweczką na schodach, w świetnym towarzystwie. Resztę opisu pominę. Toungue W każdym bądź razie stoły na jadalni wytrzymały nasze tańce. Przed północą ubieramy się cieplej i ruszamy na staw. 10, 9 , 8, 7... szampan, życzenia, śpiewy, pod bezchmurnym tymczasowo niebem. Wracamy do schroniska, trzeba bawić się dalej!

Wtorek 01.01.2008
Pogoda jeszcze gorsza niż wczoraj.
Powoli pakujemy się. Dobrze, że przed nami 2 godziny marszu do Palenicy. Ruch to zdrowie, zwłaszcza po sylwestrze. Toungue Dolina Roztoki wygląda bajkowo w zimowych ciuchach. (Niestety) szybko docieramy do asfaltu. Tu droga dłuży się już niemiłosiernie.
W przeokrutnie zatłoczonym Zakopcu szczęśliwie udaje się nam znaleźć wolne miejsce w ukochanej Kolibeczce. Przy obiedzie - niespodzianka, jak wisienka na torcie. Obiad jemy w świetnym towarzystwie. W związku z tym, pobyt w Kolibeczce znacznie się nam wydłuża, ale nikt nie ma nic przeciwko temu. Smile
To się nazywa dobre zakończenie udanego wyjazdu!

Fotki:
1. w drodze na Gąsienicową
2. poniżej Zmarzłego
3. widok na Zawrat
4. zabawa na lodzie
5. kusiciel Zadni Granat
6. żleb kusiciela Granacika
7-10. widok ze szczytu




Załączone pliki Miniatury
                                       
03-01-2008 12:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
paaulo
snow addict
*****


Postów: 1,625
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2007
Status: Offline
Post: #131
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Fotek ciąg dalszy:
1. widok z pod Zawratu
2. plażowanie na Zawracie
3-4. deserek
5. sylwestrowa pogoda
6. na Kozim
7. północ przed schroniskiem
8. zasypany mostek w Dolinie Roztoki
9. utworzony przez naturę kreskówkowy bałwan




Załączone pliki Miniatury
                                   
03-01-2008 01:02 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
KasiaA
KrakowiankA
*****


Postów: 1,329
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2007
Status: Offline
Post: #132
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

paaulo, piękna wyprawa! A raczej ich seria. Szedłeś tym samym żlebem którym ja niespełna miesiąc temu sie drapałam na ten sam cel Wink
Być może nawet Cię widziałam w niedziele z daleka Smile ale już powyżej żlebu. Wychodziłam na Kościelec.
A Koziego zazdroszczę, tez miałam na niego ochotę, ale nie miałam siły... i tak chodziłam z okropnym przeziębieniem po Tatrach teraz.

Niedzielan, miło było z Tobą powędrować Smile Masz racje ze biegówki to niezła sprawa ale chyba toury jeszcze lepsze Wink A czy podczas swojej wędrówki zwróciłeś uwagę na jedyna naturalną skocznie narciarską w okolicy? Smile



"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
03-01-2008 08:18 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #133
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

paaulo -jak widać uzależnienie od śniegu pogłębia się coraz bardziejSmile.
Gratuluję Tatrzańskiego Sylwestra i 100 postu.

Niedzielan .Ciekawy teren na spacer .Ktoś z Forumowiczów mógłby coś szerzej o tym obszarze wokół Lejowej powiedzieć wyjaśnić .Ciekawe z tymi szlakami powyżej Polany Huty Lejowej.Czy to znakowane ? Na mojej mapie ich niema.Teren ten nie jest własnością parku Tatrzańskiego tylko wspólnoty 8 wsi z siedzibą w Witowie .Niewykluczone że wspólnota wytyczyła własne szlaki??



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
03-01-2008 09:44 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #134
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

No kurcze Big Grin ale dałeś... pięknie! gratuluję super przywitania Nowego Roku zdjęcia piękne, przez Ciebie Paweł zacząłem później pracę Toungue

A Niedzielana opis "połknąłem" już wczoraj też dobrze smakował Wink

dzięki panowie !



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
03-01-2008 09:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
marycha
~ netoperek ~
*****


Postów: 1,121
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #135
RE: Zimowo... czyli pomiędzy zaspami i lawinami

Kasia - jak zwykle czekalam na Twoje literki, sie doczekalam i fajnie, acz krotko sie wedrowalo z Toba (niestety tylko wirtualnie :-/ )

Niedzielan - fajnie napisane Smile podobasie Smile

Pauulo - qrcze, swietna wyprawa, widoki i zdjecia.. cud, miod i orzeszki! Big Grin No i Sylwester fantastyczny - w pieknym miejscu.

Pozdrawiam Smile



"Tam na dole zostało wszystko to, co Cię męczy,
Patrząc w góry w około świat wydaje się lepszy..."
03-01-2008 10:11 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: