Ja Cie robione telefonem komórkowym
Na moim 20 calowym monitorze wyskoczyła mi taka "plamka" :D Fajne choć maleńkie, dzięki, znów mnie szczęka boli...
Czy ja widzę stuptuty na twoich nogach?? Czas najwyższy
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-12-2007 04:09 PM przez Fazik.
Taki dostałem, tradycyjny taki z du.. to znaczy ma długi tył ale na biurku "piętrowym" się pod kątem mieści
Poprawka, monitor Samtron 95P Plus, ma 19 cali, sprawdziłem w necie, a mówili że ma 20
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
W Beskidach odwilż.
Śnieg jest bardzo mokry, nieprzyjemny. Pod śniegiem często kryją się kałuże wodno-błotne sięgające do pół łydki.
Jedyne pocieszenie, że z każdą odwilżą pokrywa śnieżna jest coraz bardziej stabilna.
W Tatrach tez jakby odwilż ale przez to baaardzo ślisko, zwłaszcza na szlakach
Na Kasprowym idealne warunki na narty, zwłaszcza w kotle Gąsienicowym. I jest jeszcze ta zaleta, ze trzeba sie tam samemu wyspindrać!
Początkowo szło mi całkiem nieźle. Ale ostatnie kilkanascie metrów przed Kasprowym, zamiast zdjać narty, to uparcie szłam do góry. I w końcu narta podjechała. Leżę i czuję że przy każdym ruchu zsuwam się. Aga daje mi dobra radę: ułóż narty w poprzek do stoku. Sama o tym wiem! Tylko jak sie ruszyć bez zjazdu? W końcu Ona mi pomaga i dalej już podchodzę z nartami w rękach. Jeśli chodzi o zjazd, to było ciepło.... Stałam na Kasprowym, patrzyłam w dół i powtarzałam sobie ze ja na tych nartach nie umie jeździć. Po czym zaczęłam zapewniać Agę ze ja w jednym kawałku to na pewno nie zjadę... Zaczęłam sie zsuwać i "jakoś" poszło.
Później wielka impreza w Murowańcu. Było ponad 100 osób, tańce prawie do rana. Bardzo sympatycznie. A w niedziele kierunek Kościelec. Szlaki mało przetarte. Na Karbie mocno wiało. Bardzo mocno. Zaczęliśmy podchodzić. Moze do 1/3 wysokości. Ale zrezygnowaliśmy. Ponownie byłam z "bardziej doświadczonymi" i dostałam kolejną lekcję co do chodzenia w zimie. Ale czy będę umiała to wykorzystać? Później jeszcze Mały Kościelec, gdzie wiatr nas przewracał za to jakie widoki! Niestety, bez zdjęć
Ale pozwolę sobie zamieścić kilka zdjeć kolegi z soboty, coby Wam pokazać grudniowe Tatry
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Aaaa ... narty
Sądziłem ,że będą łyżwy na zmarzniętych stawach czy oblodzonych szlakach.
Ale i tak gratuluję wypadu .Zdjęcia pięknie oddają urok zimowych Tatr.
Żeby ten biały puszek miał temperaturę dodatnią... Byłoby super
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
W ostatni weekend miałem okazję troszkę połazikować po górkach, więc teraz aby tradycji stało się zadość, przedstawię krótką notatkę z tego wyjazdu
Plan mojego wyjazdu obejmował wschód i zachód słońca w Pieninach ale z powodu pewnych komplikacji wylądowałem na dwa dni na Turbaczu czego w żadnym razie nie żałuje
Do schroniska podchodziłem z Kowańca, gdzie na miejscowym stoku panował dość duży ruch. Podczas wychodzenia na szczyt minąłem tylko dwoje ludzi co wskazywało na pustki w schronisku i rzeczywiście tak było, na jadalni zasiadało pięć osób.
Podczas obiadu zapatrzyłem się w okno, wydawało mi się, że gdzieś we mgle widzę kontury Tatr, było to tylko jednak złudzenie.
Mgła stawała się coraz gęstsza.
Postanowiłem dojść do szczytu i zrobić kilka fotek tej „pięknej” iglicy, jednak nie udało mi się tam wtedy dotrzeć, zawróciłem i skierowałem się w stronę Długiej Hali. Mgła ograniczała widoczność do max. 50m, robiło się ciemno, postanowiłem więc wrócić do schroniska.
Kolacji na jadalni towarzyszył głośny śmiech, a nawet śpiew Panów, którzy przyjechali na andrzejki do schroniska na skuterach.... czasem może nawet było to śmieszne.
Podczas kolacji poznałem dwóch Krakusów, którzy dotarli do schroniska, samotnie, tak jak ja. Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy wspólnie wyjść na szczyt.
Za niecałe 15 min od podjęcia decyzji spotykamy się na dole, włączamy czołówki i idziemy.
Szlak był nieprzetarty. Szybko dochodzimy do obranego celu, jest nam jednak mało, postanawiamy zrobić pętle. Dochodzimy do magistrali szlaku żółtego, zielonego i niebieskiego, przechodzimy kawałek i skręcając w lewo znajdujemy się na szlaku czerwonym. Odcinek ten biegnie przez wiatrołom, który obecnie jest zasypany dość głęboką warstwom śniegu, co powoduje, że nie trudno jest się zapaść co najmniej po pas. Okazuje się, że musimy się rozdzielić i iść szerokim pasem, aby nie zgubić szlaku. Tylko światło czołówek pozwala na określenie swojej pozycji względem reszty. Po 30 minutowym zapadaniu się w śniegu znajdujemy się znów na szczycie Turbacza, stajemy, wyłączamy czołówki i wsłuchujemy się w wiatr, który gra na koronach drzew.....
Zaczyna padać, zmrożony deszcz uderza w nasze twarze, wracamy.
Jeszcze przed snem poprawka z kolacji i parę łyków nalewki
Dowiadujemy się, że w niedziele w kaplicy ma być msza, decydujemy się na nią pójść.
Nazajutrz spotykamy się na jadalni, szybkie śniadanie i wychodzimy.
Msza odbywać się ma w Kaplicy Papieskiej, która znajduje się na żółtym szlaku w stronę Kowańca.
Miejsce to zrobiło na mnie wielkie wrażenie, zwłaszcza w środku, jest bardzo kolorowe i żywe. Z zewnątrz kaplica jest w kształcie krzyża Virtuti Militari .
Mszy przewodniczył zakonnik, Sercanin, człowiek w wieku ok. 65 lat, może nawet starszy, z długą siwą brodą. Dotarł on na miejsce pieszo z Nowego Targu. Jak sam przyznaje, jest osobą kochającą góry.
Msza miała wyjątkowy charakter, modliliśmy się za wszystkich turystów, za ludzi którzy kochają góry, a także o to by był śnieg na święta Ta postać sprawiła, że nie zapomnę szybko tego doświadczenia.
Po mszy wracaliśmy do schroniska. W drodze zaczęło się przejaśniać, wiatr przeganiał chmury, rodziła się nadzieja, że może uda się zobaczyć Tatry, jednak nadzieja ta szybko wygasa, udało się nam zobaczyć tylko ich niewyraźne kontury.
Zabraliśmy swoje bagaże z pokojów i wyszliśmy na niebieski szlak w stronę Koninek, gdzie czekał na nas samochód Wojtka.
Wraz ze zmniejszaniem się wysokości, śnieg stawał się coraz bardziej mokry i płytszy, a pogoda coraz ładniejsza....no cóż, może kolejnym razem uda mi się podziwiać pełną panoramę z Turbacza
Chciałem jeszcze, tutaj na Forum, podziękować i pozdrowić Janka i Wojtka, kompanów mojej podróży poznanych na Turbaczu.
Do następnego.
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
Na Turbaczu, w niedziele jak mieliśmy już schodzić tj. ok 14 zaczynał topnieć ale to wina nadchodzącego wtedy ciepłego frontu. W niektórych miejscach jednak był tak twardy, ze nawet z dużym plecakiem się nie zapadałem.
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
No nie, tak nie może być..., widzisz my sobie z Bogusią zawsze jakiś tam upominek damy, ale z okazji Mikołajek oprócz tego, Bogusia zakupiła sobie jakieś fatałaszki, a ja zamówiłem sobie nówkę pokrowiec na raki
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach