W Żlebie wbrew wcześniejszym obawom nie lawiniasto.
A po czym to poznałaś?
KasiaA napisał(a):
I tam już lawiniasto, możliwość wyjazdu z "deską" całkiem realna, trzeba ostrożnie dobierać drogę.
Też zapytam po czym to poznałaś?
Tak się pytam bo taka wiedza wymaga sporego doświadczenia. I ci których znam i którzy są w stanie to wyczuć spędzili w Tatrach wiele długich zim.
Poza tym Zadni Granat to jedna z łatwiejszych zimowych tras w Tarach
Wysokich. I warto wybierać to na początek. Tylko, że listopadowy i grudniowy śnieg jest jeszcze niepewny i nie ustabilizowany. Np. większość przewodników odpuszcza sobie te terminy na wycieczki.
KasiaA napisał(a):
A na uwieńczenie dnia piękny dupozjazd już o zmierzchu Żlebem Wściekłych Węży do Doliny Jaworzynki
Też zapytam po czym to poznałaś?
Tak się pytam bo taka wiedza wymaga sporego doświadczenia. I ci których znam i którzy są w stanie to wyczuć spędzili w Tatrach wiele długich zim.
No jak to po czym? Po kolorze śniegu!
Właśnie takie wyjścia zimowe uczą. Byłam ze znajomymi którzy "coś" tam wiedzą o Tatrach. Dla mnie to była lekcja na co zwracać uwagę, jak i którędy iść, jak oceniać stabilność pokrywy śniegowej. itd.
I są jeszcze kursy lawinowe gdzie możesz zdobyć podstawowe informacje biegając z pipsem i kopiąc mozolnie przekroje
I jeszcze kilka zdjęć.
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2007 07:24 AM przez KasiaA.
Byłam ze znajomymi którzy "coś" tam wiedzą o Tatrach. Dla mnie to była lekcja na co zwracać uwagę, jak i którędy iść, jak oceniać stabilność pokrywy śniegowej. itd
To OK. Warto się uczyć od kogoś.
Kurs też, ale nic nie zastąpi chodzenia z kimś doświadczonym.
Witam.
Powoli nadrabiam zaległości w czytaniu relacji, gratuluję udanych wypraw w Beskidy,Tatry i na Turbacz.
Teraz moja relacyjka z wycieczki.
Nasza firma zorganizowała Rajd na Halę Krupową, więc nie mogłem sobie odmówić uczestnictwa w tej imprezie, tym bardziej, że góry były pokryte śniegiem co zapowiadało moją pierwszą wyprawę zimową.
W piątek z kumplem Markiem- chłopak ma już doświadczenie w wędrówkach zimowych, wyjechaliśmy do Zawoii Centrum, gdzie miała rozpocząć się nasza wędrówka. Szlak, początkowo błotnisty wraz ze zdobywaniem wysokości stawał się coraz bardziej zaśnieżony. Pokrywa śniegu miała około 50 cm. Marek i ja przecieraliśmy szlak dla następnej 5 osobowej grupy, która wyruszyła 2 godz. za nami. Widoczność była kiepska, sypał mokry śnieg dwa razy zgubiliśmy szlak, ale w końcu po 4 h 40 min. dotarliśmy do Schroniska na Hali Krupowej. Teraz pozostało czekać na przybycie dwóch grup, jednej idącej za nami –jak się okazało szedł w niej nasz Szef,
i drugiej idącej ze Skawicy Suchej G.
Pierwsza dotarła grupa ze Skawiny SG- najkrótszy szlak, a dopiero już mocno po zmroku około godz, 18 grupa o którą najbardziej się martwiliśmy idąca za nami.
Teraz dopiero zaczęła się biesiada wraz z Gospodarzami Schroniska. Grzane piwko, góralska herbata, przekąski i oczywiście śpiewy przy akompaniamencie gitary- nawiasem mówiąc dziewczyna, która grała robiła to znakomicie. Opowieściom i śpiewom nie było końca, byliśmy w tym dniu jedyni w Schronisko i dlatego Gospodarze – bardzo mili i serdeczni ludzie, przymknęli oko na późną porę do której trwała nasza biesiada.
Poranek przywitał nas piękną pogodą, niebo tylko gdzieniegdzie pokrywały małe chmurki dodając piękna otaczającej nas przestrzeni. Poczułem wreszcie tą prawdziwą Beskidzką zimę, lekki mróz. śnieg pięknie bielące się drzewa i przyjemna zimowa cisza. Ja i Marek postanowiliśmy, że idziemy przez Policę i Kiczorkę do Zawoji Policzne, reszta ekipy wybrała krótki wariant zejścia do Skawicy Suchej G.
Zanim wyruszyliśmy w drogę do Schroniska dotarła bardzo duża grupa turystów.
Po „małej czarnej” podziękowaliśmy Gospodarzom i około godz.9.00 wyruszyliśmy w drogę. W nocy sypnęło śniegiem i znowu musieliśmy sobie przecierać szlak,- Marek ma niespożytą energię prawie cały czas szedł jako pierwszy, po godz. wędrówki zatrzymaliśmy się, aby napić się herbaty góralskiej, trochę dla rozgrzewki, trochę dla „kurażu”. Nagle usłyszeliśmy jakieś głosy, okazało się, że za nami maszeruje grupa, którą spotkaliśmy w schronisku. Byli to ludzie z Warszawy i tak jak my planowali przejście do Zawoii Policznej przez Mosorny Groń. Teraz dopiero poczuliśmy ulgę bo chłopaki przecierali szlak. Na Kiczorce prowadzący pomylił szlak i zaczęliśmy schodzić do w stronę Zawoii Centrum, dla nas było to bez znaczenia gdzie zejdziemy, Oni natomiast musieli zawrócić i iść do Zawoii Policznej ponieważ miał tam na Nich czekać Bus.
Znów maszerowaliśmy sami, dobrze że było już z górki i szło się lżej.
Piekna zimowa sceneria Jack.Widzę ,że dołączyłeś do grona zakręconych zimowo.Brawa dla Ciebie i Marka no i dla szefa który wpadł na pomysł organizacji rajdu .Nieczęsty to przypadek aby szef tak troszczył się o pracowników.
Świetnie się czytało i wędrowało w myślach Waszymi szlakami
Pozdrowionka
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-11-2007 12:52 PM przez spoko.
jack66 przed chwilą przeglądałem listę uczestników biby w Karkonoszach Ciebie tam brak może coś wymyślisz żeby się znaleźć na liście i na bibie oczywiście
Fajna wycieczka przypomniała sie mi nasza forumowa ,na Krupowej bylismy prawie sami bo ci co tam byli szybko do nas dołączyli nie mieli wyjścia takie z nas miłe towarzystwo.
Wywołany do odpowiedzi powiem tak, są dwa powody przez które nie ma mnie na liście, pierwszy to kasa, a drugi ważniejszy to brak dobrego przygotowania technicznego i jeszcze za słaba kondycja.
Tomtur czytałem o waszej wyprawie na Krupową i Babią, takie warunki jak mieliście na Babiej są jeszcze nie dla mnie.
Pozdrawiam.
Dzisiaj wędrowaliśmy z Tomkiem (tomturem) w Beskidzie Śląskim.
Rano Wisła przywitała nas chmurami. Przy wjeździe do Wisły przydrożny, elektroniczny termometr wyświetlał temperaturę -10, czyli całkiem zacną.
Przed zaporą cieszyliśmy oczy tęczą powstałą w zwiewanych z drzew kryształkach śniegu. Pogoda stopniowo poprawia się i co najważniejsze na parkingu pod OSP mamy już nad głowami błękitne niebo. Ruszamy o 9.30. Na przełaj najpierw między domami, a później przez las idziemy w kierunku żółtego szlaku na Gawlasi. Trafiamy na niego trochę powyżej Cieńkowa. U góry pogoda świetna, ale widzimy, że mieszkańcy dolin nie mają dzisiaj powodów do radości - słońca raczej nie zobaczą. Punkt dla nas.
Drogę w kierunku Baraniej umilają coraz ładniejsze widoki. Na brak śniegu zdecydowanie nie możemy narzekać, torowanie w głębokim śniegu mamy załatwione. Jesteśmy jedynymi osobami, które od dłuższego czasu wędrowały tym szlakiem. Do końca dnia nie spotykamy nikogo, za wyjątkiem mieszkańca jednego z wyżej położonych domów.
W okolicy Magurki Wiślanej mamy poważny problem - z jednej strony morze mgieł z wyłaniającymi się wierzchołkami Czantorii, Stożka, Lysej Hory, a z drugiej Babia, Pilsko - nie wiadomo w którą stronę patrzeć.
Ostanie (niekończące się) podejście na Baranią daje nam popalić. Tomek idący w rakietach zapada się do połowy łydki, a ja do połowy nie powiem czego. Na Baraniej stajemy o 16.20 - w sam raz aby podziwiać zachód słońca.
Trasa którą w lecie można bez problemu zrobić w max. 3h, nam zajmuje 7h, cóż takie są uroki zimy.
Ze szczytu przegania nas wiatr i temperatura. Szybki posiłek w lesie, czołówki na głowę i heja w dół. Szlak jest przetarty, droga powrotna szybko nam mija. Przy aucie jesteśmy ok. 18.45.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-11-2007 10:55 PM przez paaulo.