Doczekałem się, dziękuje szkoda że tak krótko prawda? ale z drugiej strony też bym tak chciał, chociaż jeden dzień, a tu przyjdzie jeszcze dwa miesiące poczekać (co najmniej). Gratuluje pozytywnych wibracji i dobrze spędzonego czasu
pozdr
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
dzienciol fajna wędrówka. Będzie trzeba odwiedzić te rejony. Co do fotek - nie używaj cyfrowego zoomu, strasznie niszczy zdjęcia. Sylwester dzięki za szybką relację, a całej ekipie dzięki wspólne wędrowanie.
Wczoraj wieczorem po powrocie do domu nieopatrznie zajrzałem do szafy. Patrzę, a tam rakiety gapią się na mnie w sposób, którego pewnie nauczył się od nich kot ze Shreka. No kurcze nie miałem serca im odmówić...
No i wyszło z tego: Wapienica - Błatnia - Klimczok - Szyndzielnia - Wapienica.
Śniegu jakoś mało, idę w górę, a tu prawie bez zmian. Jeszcze przed Błatnią warunki znacznie poprawiają się. Na przełęczy pod Przykrą ilość śniegu jest już odpowiednia do założenia rakiet, ale nie ma to sensu, bo za chwilę i tak będę w schronisku.
Z Błatniej ruszam w stronę Klimczoka. Na hali powyżej schroniska wichura taka, że Babia by się nie powstydziła. Śnieg wywiany aż do trawy. Momentami nic nie widać, gogle oczywiście leżą w ciepłej szufladzie.
Na Klimczoku zatrzymuję się tylko na moment, silny wiatr i padający śnieg skutecznie przekonują do odpoczynku w schronisku na Szyndzielni. Wychodzący ze schroniska ludzie witają mnie komentarzem "oo płetwonurek w górach". Z Szyndzielni schodzę już przy świetle czołówki. Silnie padający śnieg i wiatr sprawiają, że w niektórych miejscach tęsknię za gps'em Sylwestra.
(fot.3 - to nie był szczyt możliwości wiatru)
Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-11-2007 09:46 PM przez paaulo.
Dziękuje za pozytywne opinie Śniegu nie brakowało, sprawił mi straszną radochę.
Widzę,ze wszystkim się udały weekendowe wyprawy,ciesze się i życzę jak najszybciej kolejnych, również udanych
P.s. Ciekawe jak tam w Pieninach...gosia3ek czekamy na relacje
"Góry są wyzwaniem, prowokują istotę ludzką do wysiłku, do przezwyciężania samych siebie." J.P.II
Fajnie chłopaki się spisaliście .Relacje super ,zwłaszcza gdy się czyta w ciepłym mieszkanku Pełne uzależnienie od zimy jak to Paaulo umieścił w avatarku .Gratuluję mocnego zimowego wejścia na Forum.Zdjęcia świetne .A to z wiaterkiem (Paaulo ) znakomite.No i zacznie się ruch w wątku zdjęcie miesiąca Heh ... .Pozdrawiam zimowo
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Witam Wszystkich wędrujących zimą i nie tylko.
Cieszę się że już wyruszyliście na szlaki, takie piękne jak widać na Waszych zdjęciach...
I mam nadzieję ze mnie na nich też nie zabraknie
Tydzień temu jak niektórym było wiadomo, planowałam Mały Lodowy. Ale wycieczka zakończyła się na Strzeleckich Polach. I tak było pięknie...
W miniony weekend zawitałam do kamieniołomu Wdżar Snozka. Tam odbywa się memoriał Bartka Olszańskiego.
Celem był drytooling. No cóż... Było błoto, trawki przysypane śniegiem i prawie sucha skała... Dziaby póki co bardziej mi przeszkadzały niż pomagały. Ale zabawa była przednia.
Tym razem obiecuję zdjęcia jak tylko je dostanę.
Wczoraj nie mogło zabraknąć Tatr Wysokich. Jako cel obraliśmy Zadni Granat. droga wejścia to żleb nad Zmarzłym Stawem. Śnieg w Tatrach jest, potwierdzam. Biały i dużo. Ślad od Murowańca zakładaliśmy sami do Zmarzłego Stawu. Pogoda była super przed południem. W Żlebie wbrew wcześniejszym obawom nie lawiniasto. Powyżej Żleby wywiany śnieg, konieczne raki. I tam już lawiniasto, możliwość wyjazdu z "deską" całkiem realna, trzeba ostrożnie dobierać drogę. Około 12 byliśmy na szczycie. W zejściu problemy gdyz nastąpiło załamanie pogody. O którym zresztą wiedzieliśmy ale nie sposób się przygotować. Momentalnie zmieniają się warunki, zmienia się jakoś śniegu, zaczyna wyjeżdżać. Wieje, nic nie widać, formacje skalne, doskonale znajome wcześniej w takiej pogodzie wydają się całkowicie obce. Droga powrotna do Murowańca trwała prawie tyle co wejście na Zadni Granat.
A na uwieńczenie dnia piękny dupozjazd już o zmierzchu Żlebem Wściekłych Węży do Doliny Jaworzynki.
I potwierdzam raz jeszcze: Tatry są piękne ale i niebezpieczne...
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
witam Forumowiczow zasniezonych
skoro dzienciol313 tak mnie wywolal do odpowiedzi to juz spiesze z relacja gorska z Malych Pienin w dniu wczorajszym
sobota w Nowym Saczu to polatujacy sobie z nieba bialy puch, ktory (niestety) od razu sie topil.. i topil... ale rownoczesnie nastawial nas optymistycznie na niedzielke w gorach
budzik o 5.30 nawet nie byl potrzebny - szybka ocena warunkow pogodowo - drogowych, spotaknie z przyjaciolmi i bieg na dworzec pks skad o 6.30 wyruszylismy do Szczawnicy...
mily i przyjemny autobus PKS w Nowym Saczu popularnie zwany "sardynka" (bo otwieraja sie tylko 2 okna w dachu) piecdziesiat kilka kilometrow dzielacych nas od punktu wyjscia na szlak osiagnal w 1h 20 min jak ja kocham PKSy - "ostra jazda bez trzymanki"
a czym blizej Szczawnicy tym bardziej zimowo, w samej miejscowosci - bielutka droga, a pobliskie szczyty cudownie osniezone.. te biale drzewa... mmmm
po szybkim przygotowaniu sie do wyjscia na szlak - ruszamy zdobywac Palenice (zoltym) a potem Szafranowke i dalej (niebieskim) na Durbaszke Wysoka, przel. Rozdziela i Obidze
po drodze na Palenice mijamy starszego pana, ktory pyta "tez na Wysoka"? potwierdzamy a potem przygladamy mu sie uwaznie.. hm.. raczej chyba nie dotarl na szczyt w spodniach od garituru i adidaskach przed kostke :/
rownym kroczkiem po 40 min osiagamy Palenice - i ahhhhhhhhhh - jak cudownie widac Taterki... az sie ruszac stamtad nie chcialo.. tylko siedziec i patrzec caly dzien.. super widocznosc!
zapomnialam wspomniec - pogoda z rana tez wypasiona - sloneczko nas grzalo, wiatru ani odrobiny, niebieskie niebo.. zyc nie umierac!!!
ale siedziec sie nie dalo - wszak czekaja szczyty do zdobycia... i dalej na szlak...
przecieramy, przecieramy szlak... biale morze dookola a w srodku MY - i tylko zastanowienie delikatne na polanach - w ktora strone biegnie trasa
po kolana w sypkim sniegu, w widokami - z jednej strony na Sadecki a z drugiej chwilami na Tatry przemierzamy Pieniny na wschod.. w strone Wysokiej...
w okolicach Durbaszki niestety pogoda zaczyna sie psuc - Tatry sie przymglily a z niebieskiego nieba zostalo niewiele...
ale my jako dzielni turysci tym sie nie zrazamy i dalej pomykamy na Wysoka... zreszta zadowolenie z nas bije - przeciez pol dnia nie padalo - pomimo prognoz
tempo marszu powolutku nam opada, zwlaszcza na podejsciach - dajemy jednak rade i ok.12 stajemy na Wysokiej.
wczesniej - na podejsciu pod sam szczyt, juz po odbiciu od szlaku - delikatne zdenerwowanie - kto wymyslil zeby zrobic schodki i barierki??? moze troche przesadzam, ale dla mnie teraz Wysoka stracila duzo ze swojego uroku, wrazenia przestrzeni, niedostepnosci.. i te barierki na szczycie (bleh)
i na Wysokiej - widocznosc jak na zamowienie sie poprawia, Tatry niestety zlewaja sie z tlem, ale w nizszych partiach dokladnie widac kazda gran... a Beskidy - jak zwykle - przepiekne
po dluzszym odpoczynku i uczczeniu zdobycia tej gory w dniu 11.11 (jak co roku od trzech lat) wyruszamy w strone Beskidu Sadeckiego by w Kosarzyskach zakonczyc wyprawe
po drodze: na polanach sniegu troche wiecej, co niektorym uczestnikom wycieczki utrudnia poruszanie sie, ale wspolnymi silami zdobywamy przelecz Rozdziela - ktora jak sama nazwa mowi - oddziela Pieniny od Beskidu Sadeckiego.
pogoda... coz, lepiej nie mowic, odbija sobie chyba na nas przepiekny poranek. czyli kurniawa, zamglenie i nie widac dalej jak na 50 m. a my nadal zadowoleni bo... widzielismy tatry dzis
z przeleczy godzinka w szarowce na Obidze, juz po plaskim i sniegu troszke mniej... na szczescie dla niektorych uczestnikow wycieczki...
i z Obidzy szybkim krokiem zejscie do Kosarzysk, gdzie goralska herbatka konczymy dzionek pelen wrazen... snieznych
i na koniec - jak to mowia "nie wazne gdzie, wazne z kim" - chociaz w gorach wazne jest to i to... dziekuje moim przyjaciolom przez duze P, ktorzy mimo ze za gorami nie przepadaja od czasu do czasu daja sie wyciagnac na wyprawe...
a cale Forum musi mi wybaczyc - fotki zamieszcze za jakis czas dopiero... niestety zostaly w drugim komputerze i nie mam mozliwosci ich przeslania
no pogodzia wypas byla - przez pol dnia przynajmniej
a Taterki z Palenicy jak na zamowienie... blisko i slicznie sloncem oswietlone...
i potem z Wysokiej - na tle szarego nieba ale tez swoj urok mialy
zle sie opowiada bez zdjec ale coz... - w najblizszym czasie dostarcze
Faajne lektury, ech fajne... Czyli sezon zimowy w pełni wystartował.
Dopiero trzy dni wątek istnieje a już mamy 4 relacje i 29 postów świetnie.
Gratuluję wszystkim wypraw, czas w końcu na mnie się wybrać.
Pozdrawiam.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...