zieloninie poradzą, bo nie mają siły przebicia, czerwoni odeszli od koryta więc tym bardziej nie pomogą, niebiescy są sterowani odgórnie, więc żaden z nich pożytek, jedynym rozwiązaniem byli by czarni, ale ... któremu z nich by się chciało
Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-07-2007 05:36 PM przez Sylwester.
jutro idę w Karkonosze, nie wiem gdzie poprowadzi mnie szlak, ale w planie biwak pod gwiazdami w okolicy grani nad Wielkim Stawem i wilczo-samotne wycie do księżyca - relacja w niedzielę - pozdrawiam
jutro idę w Karkonosze, nie wiem gdzie poprowadzi mnie szlak, ale w planie biwak pod gwiazdami w okolicy grani nad Wielkim Stawem i wilczo-samotne wycie do księżyca - relacja w niedzielę - pozdrawiam
No to może popatrzymy na te same gwiazdy ??
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Ostatnie 4 tygodnie to najbardziej pracowity, a co za tym idzie chyba najbardziej męczący okres mojego życia. Trochę styrany poszukałem ratunku na szlaku, bo cóż by dało mi więcej energii niż energetyczne góry ...
Wyruszyłem w sobotę po śniadaniu i z pogórza szybko dojechałem w Karkonosze /to info. dla nowoprzybyłych dotyczące miejsca akcji/ wylazłem z autobusu i poczułem, że w ostatnim czasie faktycznie dostałem nieźle w kość.
Dzień obiecywał dobrą aurę, szlak był pusty i przyjazny, zarzuciłem wór na plecy, zacisnąłem zęby i ruszyłem pod górę zatopiony w powracających ciągle myślach, myślach dotyczących tego od czego chciałem odpocząć. Gdy tak sobie skołowany dreptałem z Przesieki ku Przełęczy Karkonoskiej z wolna i w pełni naturalnie zacząłem pozbywać się tego co ciężarem było mi w ostatnim czasie ... proces ten nie przebiegał za szybko, ale nie o to przecież chodziło, tym bardziej, że miałem czas i ogromną potrzebę by znów odzyskać to co gdzieś w codziennej szarości się zatraciło. Lazłem więc w coraz to piękniejszym dniu, wystawiałem twarz na promienie słońca, cieszyłem się ciszą i ostatecznie tuż przed dojściem na przełęcz byłem /prawie/ sobą w swojej skórze. Na przełęczy zrobiłem sobie krótki popas, coś tam zjadłem, zastanowiłem się nad dalszą trasą i poszedłem na północ oddając tą wysokość, na którą pracowałem ostatnie 2 godziny. Już na samym początku spotkałem krasnala, ja to mam szczęście do takich stworów, spotkanie jak spotkanie, ja go zobaczyłem, on udawał, że mnie nie widzi, popatrzyliśmy na siebie, posłuchaliśmy szumu potoku i mimo, że żaden z nas się nie odezwał, to przecież czary zadziałały bo znalazłem się w takim miejscu w którym nigdy dotychczas nie byłem ... Pięknie tam było, bo dziwy tam były, bo i potok słonecznie rozświetlony z setką progów wodnych i jagody wielkie jak agrest i jerzyny słodkie i aromatyczne i cały las grzybami i żywicą wonną pachnący. Było bajkowo, aż do miejsca gdzie szlak się skończył, bo to ścieżka dydaktyczna była, a ja zalazwszy tak daleko nie miałem już chęci wracać po swoich śladach. Od tego miejsca gdy zlazłem ze szlaku czar prysł, bo gołoborze na stromiźnie zbocza którym piąłem się z południa w stronę Małego Szyszaka trochę niestabilne było, potem kosówki ogromniaste bo wyższe ode mnie i splątane, potem trochę grząskości na torfowiskach, aż wreszcie po 2 godzinach doszedłem do celu. Na wierzchołku pięknie było, bo słonecznie i ciepło, wiaterek delikatnie chłodził emocje przebytego wysiłku, tam już zdrowy byłem, precz poszły złe aury, a myśli były jak niebo błękitne …
Schodząc z wierzchołka zastanawiałem się gdzie spędzę noc, bo zakładałem przecież, że tą noc też przeznaczę na leczenie duszy …
Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2007 07:02 AM przez Sylwester.
Doszedłem po głaziskach do szlaku i idąc w stronę Spalonej Strażnicy szukałem miejsca któremu powierzę swój nocny spokój, zaszedłem ostatecznie do ulubionego zdroju co perli się bliżej Równi pod Śnieżką, zawróciłem w stronę skąd przyszedłem i wybierałem, wydziwiałem i chciałem jak najpiękniejsze miejsce znaleźć, bo i głodny widoku nocnego nieba w górze i nocnego miasta w dole byłem. Szedłem tak beztroski i promienny, bo czyż nie jest pięknie znaleźć się w takim stanie, kiedy najważniejsze to co tu i teraz, gdy czas nie goni, złe myśli odchodzą w niebyt, a człek sam sobie jest wszystkim co do szczęścia niezbędne. Ostatecznie odnalazłem na polu jagodowym na zboczu Smogornii polankę między kosówkami, było tam zagłębienie jak na wymiar dla mnie specjalnie stworzone, a jednocześnie z widokiem na kotlinę w której zostawiłem swoje miasto. Pora była odpowiednia na to by się szykować do nocy, bo po dwudziestej, a nim jagód nazbierałem na niedzielny deser, nim zorganizowałem sobie spanie, to faktycznie zrobiło się na tyle późno, że nie pozostało nic innego niż wskoczyć do wora. Szlak prowadził z 15 metrów poniżej i z 40 ode mnie tak, że leżąc sobie już w śpiworze /miałem jeszcze płachtę biwakową i pałatkę/ patrzyłem na odchodzące słońce, witałem noc, oglądałem srebrny księżyc i migające do siebie światła gwiazd. Widziałem też noc w moim mieście, czerwone i żółte barwy życia i wierzcie wcale mi nie było szkoda tego czasu na stoku Karkonoszy. Ranek przywitał mnie kropelkami rosy i różowością poświaty nad szarymi mgłami, potem szybko pokazało się słońce, a z nim rozbudził się nowy dobry dzień …
Teraz już z miejsca na które patrzyłem z góry pisze do Was i wiecie co, już teraz chcę znowu pobyć tam gdzie ważne jest tylko to co jest tego warte, a czas jest odmierzny bijącym sercem.
Zapraszam w Karkonosze.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-08-2007 07:06 AM przez Sylwester.
Mile spędzony czas w górach .Sam dawno nie spałem w namiocie.(a i tak było to w dolinach) Nocleg na takich wysokościach w rozrzedzonym górskim powietrzu pod niebieskim rozgwieżdżonym sklepieniem dostarcza zapewne przyjemnych wrażeń .
Czyli ,że jesteś już oczyszczony z przygniatającego balastu codziennych spraw.Pozdrawiam
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Ujmująca relacja,znakomite zdjęcia-prawdziwe Katharsis-doświadczenie bycia sam na sam z górami,wprowadzające ład w duszę zmęczonego wędrowcy
pozdrawiam
Zapraszam w nocy z soboty na niedzielę, mam w planie powtórkę z rozrywki, zbierzemy się popołudniem, pojedziemy do Szklarskiej, wejdziemy przez Szklarkę i Łabski Szczyt na grzbiet, otworzymy flaszę i posiedzimy sobie nocnie np na Wielkim Szyszaku...
Sam wtedy zobaczysz jak to jest
Zapraszam.
Witam
Ile czasu zajmie spokojne przejście (a właściwie wałęsanie się):
Szrenica-Żródło Łaby-Łabski Szczyt (wejście po kamieniach na szczyt)-Kotły-W.Szyszak(pomnik Cesarza)-Czeskie-Śląskie Kamienie-Przełęcz-Odrodzenie (0,5h odpoczynek)-Równia-Śnieżka?
Opcje:
1. Wyjście rano (5.00) ze schronu na Szrenicy,
2. Wjazd o 9.30 na Szerń.
Za każdym razem planowany nocleg na Śnieżce.
Witam
Ile czasu zajmie spokojne przejście (a właściwie wałęsanie się): ...
w określonych przez Ciebie realiach, to impreza na cały dzień, trzeba policzyć nie mniej niż 8 godzin, czyli dniówka na szlaku ... nocleg oczywiście w Domu Śląskim /czyli pod, a nie na Śnieżce/ pozdrawiam