Nareszcie Hella
Myślę, ze w sumie z tą pogodą to Wam sie udało. Bo pomyśl co by było w piękny, bezchmurny dzień
Tak mi się skojarzyło. Znam ludzi którzy od Morskiego Oka do Czarnego Stawu robią sobie czasówki. Niecałe 9 minut.
Ja z plecakiem wyszłam w 18 ale miałam dość pod krzyżem. Też nie lubię tego fragmentu.
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Wróciłam wcześniej do domku. Dlaczego? Bo pogoda w Tatrach spłatała nam figla. W sobotę 19 lipca kiedy dojechałyśmy do Zakopca było pięknie. W niedzielę, poniedziałek, w wtorek południa również. Jednak kiedy we wtorek po 21 zaczęło padać do padało do czwartku wieczorem. Całą środę przeleżałyśmy z mamą w łóżku oglądając telewizję. Uznałyśmy, że jeżeli w piątek będzie padać wrócimy do domu. No i oczywiście padało. ;(;(;( Mimo tego byłam na trzech trasach, wprawdzie nie na tych, które planowałam, ale i tak jestem zadowolona. No cóż, nie w tym roku to w następnym. Może jeszcze we wrześniu pojadę do Karpacza na weekend.
Teraz idę sprzątać, ale później dodam jakąś relację
Ten post był ostatnio modyfikowany: 26-07-2008 12:16 PM przez Agnieszka.
W pierwszy dzień naszego pobytu w górach tj. w niedzielę 20 lipca postanowiłyśmy się nie forsować. Ponieważ dawno nie byłyśmy na Nosalu i Kopieńcu udałyśmy się właśnie tam. Naszą wędrówkę zaczęłyśmy od Murowanicy. Kupiłyśmy tygodniowy bilet i ruszyłyśmy w drogę. Już na pierwszym odcinku nie było łatwo. Oczywiście to, że szło się pod górę mówiło samo za siebie, ale ta rozmokła glina i śliskie kamienie utrudniały sytuację. Na szlaku nie było praktycznie nikogo. Raz czy dwa minął nas jakiś samotny turysta. Pogoda była świetna, widoczność doskonała. Szłyśmy i szłyśmy. Wydawało się, że już będziemy na szczycie, ale tu jeszcze jeden zakręt do pokonania. Na Nosalu zerwał się silny wiatr. Bez opaski się nie obeszło. Z czasem zaczęło przybywać na szczyt coraz więcej osób. Ponieważ już zjadłyśmy śniadanie i pstryknęłyśmy kilka zdjęć zaczęłyśmy kierować się w stronę Nosalowej Przełęczy. Zaraz za szczytem natknęłyśmy się na dość niebezpieczny moment. Trzeba było naprawdę ostrożnie stawiać nogi. Dalej już spokojna ścieżka. Jak to w Tatrach Zachodnich, wszędzie trawska i glina. Naprawdę szybko się wybrudziłyśmy. Na Polanie Kopieniec spotkałyśmy niemieckich harcerzy. Mówili coś, że są już zmęczeni i że nie chce im się już chodzić. My jednak z wielką chęcią ponownego zdobycia Kopieńca ruszyłyśmy dalej. Tutaj było już trochę więcej osób. Oczywiście niektórzy nie raz pytali nas czy DALEKO JESZCZE? Zawsze kiedy jestem w Tatrach słyszę to pytanie Z Polany Kopieniec zostało tylko 15 min do szczytu. Tam również wiało, ale nie aż tak jak na Nosalu. Nad Tatrami zaczęły zbierać się deszczowe chmurki. Drugą stroną zeszłyśmy więc na dół, ale ominęłyśmy zejście do Cyrhli tylko wróciłyśmy do Olczyskiej i stamtąd zeszłyśmy do Jaszczurówki. Zaszłyśmy do kościółka i dopiero potem wróciłyśmy do Zakopanego. Wieczorem chciałyśmy pójść na lody na miasto, ale byłyśmy zbyt zmęczone. O 21 już smacznie spałyśmy w swoich łóżeczkach.
Następna relacja jutro
Gratuluję Agnieszko kolejnej górskiej przygody i jednocześnie współczuję, że nie do końca była udana. Znam problem, byłem w Taterkach od 17 do 23 lipca (zamiast do 26) i dla mnie pogoda też pokrzyżowała plany
Teraz znowu trzeba czekać roczek
Zrezygnuj z tej tradycji, nie jest za fajna i jedź wcześniej w góry niż za rok...
ps . jak Wy tak długo możecie wytrzymać !!!
To nie tradycja, to mus Moja praca pozwala na wyjazd tylko w okolicach lipca i sierpnia. Pozostała część roku odpada. Już nie mogę się doczekać wyjazdu za rok...
Jacko przecież są jeszcze ferie zimowe i inne długie weekendy Rycho też robi w Twojej branży... poradź się jego, w góry ma daleko ale jakoś sie mu udaję chłopina nie może bez tych wyjazdów do tego podobnie i Anetta ma i razem śmigają, tak chyba co najmniej ze 3 razy w roku
pozdrawiam
ps. trzy dni wolnego to już jest pretekst
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Jacko przecież są jeszcze ferie zimowe i inne długie weekendy
Niestety ferii nie mam wolnych (przynajmniej nie zawsze)
Pablo napisał(a):
ps. trzy dni wolnego to już jest pretekst
Niby tak...tylko te dwa dni podróży...
A zapomniałem, na pewno będę przez tydzień w Tatrach z młodzieżą gdzieś na przełomie maja/czerwca. Po raz 15 - ty zaliczę Moko, po raz 20 - ty Kościeliską, Halę Gąsienicową itp, może coś dłuższego i wyższego jak młodzież będzie bardziej wytrwała
nie, to ja jadę krócej - 13 godzin, ale wieczorem wsiadam i rano jestem, słabo śpię w pociągu (czuwam ) dla tego pierwszy dzień jest zawsze ciężki, ale za to następne ...
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Moją kolejną wędrówką była Ścieżka nad Reglami. Była to trasa zupełnie nie planowana. Nie było jednak innego wyjścia. Zaczęło trochę padać i zrobiło się zimno. Musiałyśmy po raz kolejny zrezygnować z Kościelca ;(. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się na niego wejść. Zawsze kiedy próbuję pogoda płata mi figla. Poczucie humoru opuściło mnie na trochę, ale jak tylko znalazłam się na szlaku wróciło ze zdwojoną siłą . Pomimo tego iż było bardzo zimno szło się przyjemnie. Naszą wyprawę zaczęłyśmy od Doliny Strążyskiej. Kiedy byłyśmy już niedaleko szałasu dopadła nas ulewa. Nie zdążyłyśmy nawet wyciągnąć peleryn. W szałasie wypiłyśmy gorącą herbatę i nie zrażone tym, że przemokłyśmy do suchej nitki i wyglądamy jak zmokłe kury ruszyłyśmy w kierunku wodospadu Siklawica. Wodospad bardzo mi się spodobał. W zeszłym roku zrezygnowałyśmy z tego, żeby tam pójść ponieważ szły tam rzędem trzy kolonie. Po zrobieniu kilku zdjęć wróciłyśmy do punktu wyjścia i skierowałyśmy się w kierunku Czerwonej Przełęczy. Znowu się rozpadało. Do samej przełęczy nie spotkałyśmy żywego ducha, dopiero na górze siedzieli ludzie. Niektórzy schodzili do Doliny Białego inni do Strążyskiej, a jeszcze inni kierowali się w kierunku Sarnich Skałek. Było tutaj strasznie duszno, gęsta mgła sprawiła, że nic nie było widać. Zastanawiałyśmy się co zrobić dalej. Czy schodzić już na dół, czy może podejść na Sarnie Skałki. Ale zaledwie o skałkach pomyślałyśmy zaczęło padać jeszcze mocniej. Nie było więc innego wyjścia. Czarnym szlakiem zaczęłyśmy schodzić w dół. Minęłyśmy żółty szlak do Doliny Białego i skierowałyśmy się do Polany Kalatówki. Droga była bardzo spokojna i cicha. Tutaj też nikt nas nie mijał. Dopiero 15 minut przed schroniskiem mijał nas jakiś obóz wędrowny. Potem jeszcze jeden i jeszcze jeden . Pomimo tego iż trasa nie była bardzo męcząca, zmorzył nas sen. W schronisku odpoczęłyśmy dłuższą chwilę. Zjadłyśmy ostatnie kanapki. Poleciałam szybko na górę do recepcji aby podbić nasze książeczki PTTK. Następnie wyszłyśmy na dwór żeby popatrzeć na Myślenickie Turnie. Gdzieś tam wysoko zaczęło się przejaśniać. Tutaj też już nie padało, ale temperatura była naprawdę niska. Dobrze, że miałyśmy ze sobą cieplejszą kurtkę i rękawiczki. Kiedy już nacieszyłyśmy oko Tatrami zaczęłyśmy schodzić do Kuźnic. Tam oczywiście tłumy. Było już po 16, ale kolejka do kolejki co najmniej na trzy godziny. Naprawdę szybciej by się weszło , ale nie wszyscy o tym wiedzą i nie wszystkim się chce. Przez ten deszczyk przeziębiłam się trochę, ale pomogła gorąca kąpiel i herbatka z cytryną. Podobnie jak dzień wcześniej szybko zasnęłyśmy i już marzyłyśmy o jutrzejszej wędrówce.
nie, to ja jadę krócej - 13 godzin, ale wieczorem wsiadam i rano jestem, słabo śpię w pociągu (czuwam ) dla tego pierwszy dzień jest zawsze ciężki, ale za to następne ...
Oki, nieporozumienie...Jesteś z 3miasta więc w teorii i praktyce Masz zdecydowanie dalej ode mnie , ale faktycznie to ja pociągiem daleko nie dojadę . Wyjazd wieczorem nie wchodzi w grę, bo nie mam połączenia a w dzień moja podróż by trwała tyle samo co Twoja . Pozostaje dzienna jazda samochodem, bo w nocy to dla mnie średnia przyjemność. Stąd dwa dni podróży...(tam i z powrotem)