heh...fajnie opisana wyprawa Nio i to ukrywanie się przed strażnikami hehe rozbawiło mnie to
A legendę o starym Kopie możesz umieścić w legnedach i opowiadaniach.Z chęcią dowiedziałabym się dlaczemu ten "stary czart Kopa" nadal tam istnieje
Było to w lipcu. Dokładniej mówiąc, przy pierwszej sobocie lipca. 4 chłopaki postanowili zdobyć dla siebie szczyt Dwernik Kamień i pomieszkać tam przez chwilę. Trzech z nich to zakapiory z Lutowisk, a czwarty to rodzynek z Ustrzyk Dolnych.
Sama góra wielkością nie przeraża - zaledwie 1000 i kilka metrów, ale to co oferuje swoim gościom trudno czasem znaleźć w tych najbardziej znanych miejscach, a mianowicie spokój, nieograniczone poczucie swobodnej przestrzeni noi ten zapach ... zapach leśnego świata misternie ukrytego przed oczyma zwykłych śmiertelników. Dopiero w takim miejscu można poznać, gdzie się tak na prawdę jest i dla czego się tam jest.
Plan był prosty. Wychodzimy pod wieczór, aby dojść na miejsce chwilę przed zachodem słońca. Niestety jak to zwykle z nami bywa, wyszliśmy później niż trzeba było. Ale w gruncie rzeczy nic wielkiego sie nie stało. Jak nazwa szczytu wskazuje znajduje się on w pobliżu wsi Dwernik. Prawda jednak jest taka, że bliżej położona jest nieco dalej na południe wioska Nasiczne. Dojść na Dwernik Kamień można idąc nawet z Zatwarnicy szlakiem czerwonym. Jest to jednak trasa dłuższa, a nam zależało na czasie. W Nasicznym zaczyna się ścieżka przyrodnicza BdPN oznaczona numerem 12. Nie była ona tak dzika jak chcieliśmy, więc musieliśmy zacząć wspinaczkę nieco dalej, na polanie.
Ruszyliśmy w gęstwinę. Było już stosunkowo późno i słońce pomału zmierzało za horyzont, by usnąć w miękkich chmurach. Nasze myśli daleko jednak były od sennych marzeń. Siłą rzeczy musieliśmy w końcu trafić na ścieżkę i szlak zarazem. Chwilę nawet szliśmy drogą gruntową, która tamtędy prowadzi. Zrobiło się ciemno. Zapaliły się nam czołówki. Parno w lesie i wilgotno. Pot oblał nasze ciała. W moim przypadku, pocenie się jak szczur nie było niczym wyjątkowym, ale wystarczyło jedno spojrzenie na resztę ekipy, by zdać sobię sprawę, że tamtej nocy dotyczyło to nas wszystkich. rytm powolnego marszu ku górze zakłócały natarczywe komary wkłuwające się w nasze ciała. W dodatku tamte okolice słyną z niedźwiedziej obecności. Trzeba było się zatem mieć na baczności. Co szmer w gęstwinie jakaś czołówka penetrowała las. Mimo tego wszystkiego szliśmy dalej trzymając w ręku puszkę z piwem popijajac od czasu do czasu. Kiedy doszliśmy po czasie do ławeczki i śmietnika (była to wkońcu ścieżka edukacyjna) postanowiliśmy, jak to się mówi, zsiąść z konia i otrzeć twarze z soczyście słonego potu. wszyscy mocno byliśmy zaskoczeni reakcją naszych ciał. Koszulkę każdy z nas miał mokrą jak po deszczu, a gleba sucha była niczym mak. Przebraliśmy się i dokończyliśmy piwko. Stamtąd nie minęło wiele aż wkońcu znaleźliśmy się na szczycie. Ja i mój kolega byliśmy tam po raz pierwszy. reszta nie. wiedzieli co nas czeka rano. Dla nas była to wielka niewiadoma.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to skały wyrastające spod ziemi. Stały się one miejscem naszego biwaku. Nie mogłem ich w pełni ogarnąc, ponieważ światła czołówek były w stanie pokazać jedynie fragmenty. Wystarczyło to jednak, aby znaleźć sobie wygodną szparę pośród górskiego mchu. Za nami puszcza, przed nami przepaść. Cóż było na dole, nie mogłem dostrzec dokładnie. Niebo pokrywały chmury. Z ledwością możnabyło ujrzeć kontur gór. W wyobraźni próbowałem ułożyć sobię widok, ale nie równał się on z tym co zobaczyłem rano. Zanim jednak Dwernik Kamień uchylił przedemną zasłonę tajemnicy wypiliśmy kilka piw, zjedliśmy konserwę. Potem tego żałowaliśmy, obawiając się, że zapach przyciągnie nieporządanego gościa.
Co jakiś czas jakiś stwór kręcił się w pobliżu. Nie miało znaczenia, czy to wiewiór nieostrożnie łaził po gałęziach, czy jeleń uważnie nas obserwował... i tak nasze oczy z niepokojem zagladały gęstwinie w twarz. Wspomniany zapach roznosił się wszędzie. Wiatr od połonin łagodził nasze samopoczucie. Chmury odsłoniły niebiosa, pokazując nam pełnię gwiazd. Położyliśmy się na tych skałach i patzryliśmy na nie w milczeniu. cisza ...
Wreszcie po paru godzinach postanowiliśmy walnąć glebę. Dwóch walnęło się w śpiwory na ziemi w pobliżu przepasci. Ja i jeden kolega siedzieliśmy jeszcze patrząc na gwiazdy. Kiedy tamten poszedł się odlać postanowił wystraszyć lekko pozostałych. Potarmosił więc gałęziami i powolnym, ciężkim krokiem ruszył w ich stronę. Tylko jeden zdołał się przebudzić. Zanim ruszył ku ucieczce zadał kilka głośnych pytań typu "co to? k.. co to? Obawiam się ,że jakby w rzeczywistosci był to jakis chcący go pożreć stwór, nie zdążyłby wypowiedziec nawet połowy z tego "misio" wybuchł śmiechem a ja za nim. Śpiąca królewna aż się obudziła. On to nawet by nie zauważył, że coś go zjada. Śmiechu nie szło powstrzymać, a wystraszony uprzednio kolega klnął na nas w śpiworze. Wtedy już nie było sięczego obawiać, bo co było w lesie z pewnością wypłoszyliśmy. Zatem i my ułożyliśmy siędo snu. znalazłem sobie fajną półkę wśród skał, na której wygodnie się ułozyłem. ciało przykryłem kurtką. Nie obawiałem się że spadne, ponieważ ułozyłem swoje ciało w taki sposób by było stabilne - stara sztuczka, jakiej nauczyłem się kiedyś jako ratownik
-No, ale po co ty tam leziesz?
-No bo tak i już.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2007 06:06 PM przez Ustrik.
Usnąłem. Obudziłem się po paru niemalże chwilach. W rzeczywistości było to kilka godzin. Zaczynało świtać. wycignąłem więc aparat i zacząłem robic zdjęcia. Wschodzące słońce pomalutku, drobnym kroczkiem oswietlało świat. Sam efekt wschodu rewelacyjny nie był - powietrze nie to, ale układ gór... jeden z bardziej fascynujących w Bieszczadzie. Połonina Caryńska w pełnej postawie, Rawki za nią dumnie trzymały wartę, a Połonina Wetlińska była rozciągnięta na całym niemal horyzoncie ze Smerekiem przy końcu. Na lewo w oddali gniazdo Tarnicy widoczne z perspektywy, gdzie ciężko było mi rozróżnic co jest czym. Krajobraz zdominowała zieleń oraz błękit nieba. Zapach, który we mnie wsiąknął stał się bardzo intensywny - wypełnił mnie całkiem, a tamci spali grzecznie. Przepaśc nie okazała się być fest ogromna, ale była dośc ciekawa. W dole była spora polana porastająca powoli lasem. Dzięki temu miało się wrażenie jakby się stało na czubku wysokiego drzewa z widokiem na połoniny. Dwernik Kamień okazał się być dla mnie bardzo gościnny. wyjście na niego nie trwało długo - 1,30 h góra. A i strome dojście nie było. Takwięc zawsze jak ktoś nie czuje się nasiłach tego dnia to spokojnie może wybrać tę właśnie góre. Mnie Dwernik Kamień przyjął, jeżeli okażesz mu i porastającemu go lasowi szacunek, ugości i cię, jeśli jednak nie ... wolałbym się nie dowiadywać. W każdym bądź razie obiecałem sobie, że jeszcze nie raz spędzę noc na tamtejszych skałach, co spod ziemi wyrosły za czasów, kiedy w Bieszczadach ani biesów, ani czadów jeszcze nie było.
No i mamy nową ciekawą relację pełną przygód.Postarałeś się Ustrik.Nocleg lepszy niż w najdroższym hotelu bo pod milionami gwiazdek.Jak cowboy'e na dzikim zachodzie.
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
są
zdjęcia po kolei:
1. spoceni playboye. jak któraś zechce więcej to chetnie udostepnię
2. złonego potoku ciąg dalszy
3. moje legowisko z góry
4. moje legowisko nad ranem. spałem gdzieś poniżej tego w śpiworze. skubaniec wziął se karimatę i śpiwór.
5. Poł. Wetlińska w pierwszych promieniach słońca
6. Ja ponad drzewami patrzący na Wetlińską.
7. kumpel z lasu
8. nasza ekipa na tle Caryńskiej.