Pedro fajne zdjęcia i super wycieczka, skałki BOMBA!!! aż pewnie korci zeby na nie wejść.
jak Majka zacznie tą naukę na sztucznej ściance to potem na taką wycieczkę z liną pojedziecie
pozdrawiam
Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach
Pedro przypomniałeś mi Swoją relacją czasy studenckie kiedy to prawie co tydzień jeździlismy w te dolinki ,Wspinaliśmy sie po skałach ,włazilismy we wszelkie mozliwe "dziury". Ach ...niezapomniane chwile .Czuję wielki sentyment do tych dolinek.Mnie najbardziej podobały się Kobylańska i wąwóz Mnikowski (trochę w innym miejscu).Obecnie co roku staram się przynajmniej jeden dzień pochodzić po którymś obszarze Jury K-C.W ubiegłym roku były to skały Podlesickie -Góra Zborów i Kołoczek ,skały kroczyckie i Rzędowickie .Przepiekne.Udała się Wam pogoda i wyprawa Gratuluję
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Zgodnie z wyznawaną zasadą NEVER STAY IN THE SAME PLACE i korzystając z okazji ,że miałem pewną pracę w Bystrej .Podh .natychmiast po pracy skorzystałem narzucającej się możliwości aby zrobić wypad w tamtejsze górki.. Pojechałem samochodem do Sidziny i tam zaparkowałem w pobliżu kościoła. Zarówno Sidzina jak i Bystra to duże wioski ładnie położone u południowych podnóży pasma Policy. Miejscowości te słyną z niezmiernej ilości drobnych tartaków. Prawie koło każdego domu stosy poukładanej tarcicy. Drzewo przywożone jest nawet z Tatr Słowackich gdzie doszło do wielkiego zniszczenia lasu przez wichurę..
Wyruszyłem z parkingu o godz 12.20. drogą polną na wprost do Sidzinki Małej. Droga na początku pięła się nieco stromiej. Wyszedłem na przełęczy pomiędzy górami Gronie a Groń 705 m .Przewyższenie mniej więcej 300m z hakiem. Teren dosyć ciekawy taki pofalowany na wszystkie strony z dolinkami opadającymi we wszystkich możliwych kierunkach. Następuje teraz zejście do malowniczej niewielkiej nieckowatej dolinki wyraźnie u-kształtnej. Dolinka pusta ,otoczona lasami i przecięta polną drogą przy ,której stoi samotny domek. Zeszedłem na dół i minąłem chatynkę jedyną drogą prowadzącą na przeciwległe zbocze .Domek ten niegdyś mieszkalny obecnie trochę „podrasowany” wykorzystywany jest prawdopodobnie jako domek letniskowy. Napis na domku dumnie głosi SAMOTNIA. Wspiąłem się na przeciwległe zbocze myśląc ,że to grzbiet ale nie .Była następna dolinka w kształcie niecki nachylonej nieco w górę i dalej następne zbocze. Charakter tych niecek zasugerował mi .że mogą one być wynikiem działalności glacjalnej .Ale dlaczego sobie akurat ten rejon lodowiec wybrał ?nie umiem odpowiedzieć .Najwyraźniej znalazł sobie cieplutkie miejsce albo raczej zimniutkie aby posiedzieć tu dłużej kilka tysięcy lat.Doszedłem do przełęczy pomiędzy górami Ostojowymi a Ostojów 741 m skąd zeszedłem do znowu do nieckowatej dolinki Sidzinki Małej. Teraz już za żółtym szlakiem kontynuowałem drogę w kierunku Pasma Podhalańskiego –najbardziej południowego pasma Beskidu Żywieckiego. W połowie drogi szlak żółty gdzieś mi czmychnął na prawo ani nie zauważyłem kiedy .Kontynuowałem prosto bo wiedziałem ,że tak czy siak dostanę się do głównego Pasma którym biegnie szlak niebieski.Po drodze jeszcze jedno zejście w niewielką dolinkę też nieckowatą i wkrótce znalazłem się na głównym grzbiecie Pasma Podhalańskiego, na szlaku niebieskim.
Patrząc na mapę ktoś może powiedzieć. Phi ! co to za górki ? Szczyt Beskidy zaledwie 789 m. .Błagam Was. Nie mówcie tego przy szanującym się geografie bo się śmiertelnie obrazi.. To nie są byle jakie górki .Stanowią one dział wodny pomiędzy zlewiskiem Morza Czarnego a zlewiskiem morza Bałtyckiego .Stanąwszy na szczycie Beskidy możemy popuścić wodze fantazji ,wsiąść w czółenko ,położyć się wygodnie i popłynąć sobie najpierw orawką potem Wagiem a na końcu Dunajem wprost do Morza Czarnego. A może w drugą stronę?.Nic prostszego .Wodujemy czółenko na Sidzince ,spływamy Skawą do Wisły i dalej do Bałtyku. .Proste?. Ano. Rozpocząłem drugi etap wędrówki który miał mnie doprowadzić do przełęczy Zubrzyckiej. Górki te są nieco odmienne od tych którymi dotychczas wędrowałem. Mają raczej obłe spłaszczone wierzchowiny .Coś jak w Sudetach Taki kształt powoduje ,że w miejscach nieprzepuszczalnych tworzą się młaki i podmoknięcia, .Efekt tego był bardzo widoczny w drzewostanie po przejściu wichury. Otóż w terenie podmokłym korzenie drzew nie sięgają głęboko, i drzewa są w ziemi słabo osadzone .Na wierzchołkach gór gdzie wiatr jest mocniejszy łatwo ulegają one powaleniu. I tak po drodze widziałem kikuty powalonych drzew na obszarze ok. 2 km kwadratowych.. Smutny to widok. Kontynuowałem trasę w kierunku przełęczy Zubrzyckiej. Po drodze miejscami nie wielkie płaty śniegu a miejscami serce się raduje gdy widzę barwne kwiaty wystawiające swe wdzięczne główki do słonka. Pełno tu pierwiosnków ,zawilcy, krokusów, kaczeńcy i jakiś innych których nie znam::.
W połowie drogi pojawia się szlak zielony, który schodzi w dół do Zubrzycy Górnej. Ja kontynuowałem drogę szlakiem niebieskim. Ta druga część szlaku była bardziej sucha .Podłoże było bardziej piaszczyste. Teren ciekawy. Właściwie wydaje się płaski Równolegle do szlaku biegnie szemrząc malutki potoczek a za nim niewysokie wzniesienie porośnięte rzadkim lasem. Po chwili szlak zaczyna nieco stromiej piąć się w górę .Dochodzę do pierwszej chaty pod szczytem na polanie. Potem lekkie zejście i dochodzę do przełęczy Zubrzyckiej.
Następuje trzeci etap wyprawy .zejście z przełęczy drogą asfaltową w kierunku Sidziny i parkingu. .Po drodze wzdłuż potoku urodziwe kaczeńce aż się proszą aby je zerwać .Gdybym miał ze sobą kopaczkę z pewnością bym kilka wykopał i posadził koło domu. Gdzieś w połowie drogi słyszę za sobą nadjeżdżający samochód i czuję że zwalnia. Rzeczywiście zatrzymał się i młody chłopak busa proponuje ,że może podwieźć. Jestem mile zaskoczony gdyż z reguły nawet jak macham to nikt nie chce się zatrzymać .Skorzystałem z jazdy jako ,że droga asfaltowa prowadziła przez las i nie było widoków a poza tym to tą drogą już kilka razy wcześniej przejeżdżałem.( W tym miejscu pozdrawiam Cię serdecznie) Dodatkowo miałem odebrać żonę z pracy i mógłbym nie zdążyć. Po 17.00 dotarłem do samochodu, a pół godziny później do domu w sam raz aby przywieź żonę. Etap wędrówki pieszej zajął mi 4.30 godz i pokonałem gdzieś 15 km .
Miłego czytania
Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
Jak już wspominałem w niedzielę wybrałem się z znajomymi na Barania Górę od Salmopolu.Pogoda wymarzona na chodzenie po górach,śnieg ,słońce i brak wiatru.Niestety na Baranią nie doszliśmy,moja córa obdarła pięte i musieliśmy wracać , ale conieco zobaczyliśmy i to wam chcę pokazac .Na Malinowy idzie się od Białego Krzyża 20 min.a trzeba powiedzieć że jest to szczty nie porośnięty l
lasem i całkiem widokowy .
1. pierwszy plan Kotarz,a za nim Błotny i Stołów
2.Czantoria z przeł.Beskidek
3.1 plan W.Stożek a w oddali Beskid Morawsko Śląski
4. Barania
5.Zielony Kopiec 1152m
6.Skrzyczne
7.Silne mamy wiatry
8. Malinowska jaskinia
9. Zasłużona piana u Bociana w Wiśle.
Myslałam, że poŚwiętach bedzie tu pełno relacji. A tu nic...
A mi się udało być wczoraj na Świnicy. I było rewelacyjnie! Choć wiało jak diabli. Piękna wycieczka, 10 godzin w Tatrach...
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"
Spoko- ale sobie używasz świetne te Twoje wyprawy i bardzo ciekawe opisy, szkoda ze mapy nie mam pod ręką bo az sie prosi prześledzić Twoja trasę na niej.
Tomtur - do Malinowskeij kiedyś była fajna drabinka i mozna było zejść. Dawno mnie tam nie było, a ktoś mi mówil ze już jej nie ma czy to prawda??
KasiaA - no to moze skrobniesz jakąś chociaz króciutka relację i wrzucisz pare fotek. Ciekawa jestem co tam w Tatrach słychać......
Rosną skrzydła u ramion,
czas się w wieczność przemienia,
obłocznieją wszystkie ziemskie sprawy,
gdy zmierzamy do szczytu po kamieniach...
Myslałam, że poŚwiętach bedzie tu pełno relacji. A tu nic...
A mi się udało być wczoraj na Świnicy. I było rewelacyjnie! Choć wiało jak diabli. Piękna wycieczka, 10 godzin w Tatrach...
No KasiaA to dawaj relację, tylko szybciutko.
Ja to tylko mogę opisać moje wyprawy do stołów biesiadnych. Zacząłem w niedzielę wcześnie rano i szlakiem wonnych kuchennych zapachów doszedłem dość stromym zejściem do śniadaniowego słołu przygotowanego przez moją żoneczkę. Potem prawie na oślep za zapachem pieczonej kaczki i królika w rozmarynie doszedłem do suto zastawionego stołu mojej wspaniałej teściowej, od którego ogóle nie maiałem ochoty odejść (może sił brakło). Drugi dzień to już wyższa jazda dla zaawansowanych czyli grzybowy szlak z przerwą w roladowo -pieczeniowej szalonej dolinie a następnie urodzinowy szlak 31 latków w Rybniku. I jak przystało na Lany Poniedziałek trochę się też polało.
Nie umie pisać tak pasjonująco jak Wy.
Będzie tak jak potrafię.
Pojechaliśmy wcześnie w poniedziałek: 0 4.30 z Krakowa. Olka na lekkim kacu z nadzieją że jak zobaczy góry to jej przejdzie. Ja profilaktycznie nie piłam bo myślałam że będę kierowcą. Ale Staś prowadził. Zgarnęliśmy age z Nowego Targu i juz prosto do Kuźnic. W okolicach 6.30-7 ruszyliśmy Dolinką Jaworzynki do Murowańca. Szło sie super no i przygoda przed nami. W Murowańcu tak wielkanocno jakoś było Wypiliśmy herbatkę i na przełęcz Liliowe. Staszek prowadził, Aga mu dorównywała a ja i Olka czołagałyśmy sie na końcu. Wolno ale do przodu. Jak to Aga ujęła: Kasia ty jak traktor idziesz: wolniutko ale wszędzie dojdziesz i ciągle masz jeszcze siłę. W końcu na przełęczy, dalej na przełęcz Świnicką. Zakładamy raki: problem. Ja i Olka mamy pożyczone. Przymierzyłyśmy w domu ale było już po kilku lampkach wina chyba i nie zauważyłyśmy ze sie rozsuwają Ja dopasowałam jakoś ale Olka ma filigramowe stopy... Może je jakoś powiązać? Stasze jak zwykle genialnie poradził sobie z problemem. Coś pomajstrował i trzymają. Przed podejściem na Świnice dociągamy paski. Narciarz z Warszawy zagaduje do nas. Chyba wyglądamy jak amatorzy bo jest zatroskany: a wiecie jak czekanów używać? Jak hamować? Mówię ze tak równocześnie z Olką mówiącą że nie bo czekan ma pierwszy raz w ręku... Reszta grupy jest po kursie. Pokazujemy Olce co i jak i może mało odpowiedzialnie wychodzimy. Ślisko ale nie najgorzej. Decydujemy się na wyższy wierzchołek. Trawers nie wygląda za ciekawie. Najpierw idzie Aga, przechodzi gładko. Później ja. Wąsko, rękojeść czekana nie chce sie wbijać. Idę troche na żywioł. Ale się udaje. Olka nie chce isć dalej, boli ją głowa a "powietrze pod nogami" nie pomaga. Staszek pomaga jej przy trawersie. Sadowi ja na skale, sprawdza czy solidnie siedzi, czy się nie osunie. Ja z nia zostaję, Aga ze Staszkiem idą na szczyt. to jeszcze z 80 metrów żlebem do góry. Szybko schodzą. Teraz moja kolej. Idę ze Staszkiem. Widok ze szczytu zapiera dech: Krywań w chmurach, Rysy, Gerlach... Ktoś schodził na Zawrat... Kusi ta ścieżka. Zapada decyzja: następne Rysy, jeszcze zimowe. Schodzimy. Znowu trawers. Już wiem, że to jest niebezpieczne. Ale wszystko idzie dobrze. Kolana bolą coraz bardziej. Zakładam bandaże, Olka zreszta też. Powoli w dół. Na przełęczy herbatka i na Kasprowy. Po drodze jeszcze wchodzimy na Beskid: drugi 2000-tysięcznik w tym dniu. Na Kasprowym wyglądamy śmiesznie: w rakach, z kijkami, czekany przy plecakach: a ludzie w adidasach! Pozują do zdjeć. Kozaki na obcasach tez sie zdażają: jest czym hamować. Chociaż to chyba oni wyglądają śmiesznie.
Staszek odprowadza Olke do kolejki, będzie na nas czekała na dole. My schodzimy. Po drodze łapę jeszcze zająca ale ucieka. Pupo-zjazdów nie robimy, szkoda mi spodni. Po ostatnim zjeździe z Wierchu pod Fajką mam poprzecierane szfy. Dobry patent podobno to ubierać krótkie, stare spodenki do zjazdów. Poza tym chyba coś robię nie tak bo jak hamuję czekanem to i tak zawsze boli mnie przedramie, chyba za bardzo robię to "na siłe".
Tak na prawde to Staś był przewodnikiem, On prowadził, podejmował decyzję i miał cierpliwość do nas. No ale za to miał towarzystwo 3 kobiet...
"[Tatry]...Przeto stałyście się marzeniem, tęsknotą ludzi spragnionych modlitwy bezsłownej i słońca"