grabarz
Adrian
    
Postów: 1,860
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2014
Status:
Offline
|
Snieżno - lodowo - wietrzne Tatry
Dzień dobry...
Trasa dzień pierwszy : Kuźnice - Murowaniec - Czarny Staw Gąsienicowy - Karb -Zielony Staw Gąsienicowy - Murowaniec - Kuźnice.
długość trasy : 15 km
Czas przejścia : 7.20 godz.
Wolne w Pracy, pogodę zapowiadają całkiem niezłą, nic nam nie przeszkodzi żeby uciec w Tatry... A jednak grypa przeszkodziła, a przynajmniej Izie która niestety nie była w pełni sił i dla tego trochę zmieniliśmy wspólne plany wyjścia na Karb.
Po wcześniej przeprowadzonym wywiadzie w sprawie Karbu zimą, miałem już jakiś obraz jak to będzie wyglądało. Po godzinie ósmej rano wyruszamy w stronę Murowańca, idziemy niebieskim szlakiem przez Boczań. Po drodze trochę męczymy się z lodem który był wszędzie pod nogami.
Pogoda piękna, świeciło słońce nie było wiatru niewiele osób na szlaku, no same plusy 
W Murowańcu kawa i ruszamy nad Czarny Staw, Czarny dla tego że plan się zmienił i na Karb miałem wychodzić sam, a jak sam to można wybrać trudniejszy wariant Stanąłem na skraju Czarnego stawu i popatrzyłem w stronę żlebu który prowadzi prosto na przełęcz, ogarnął mnie strach i niepewność, że niby mam wyjść po tak stromej ścianie
Niestety byłem sam ze swoim pomysłem, bo nikt inny nie wychodził tą trasą. Poszedłem z założeniem że w razie czego zawrócę i tyle...
Szło się całkiem dobrze, widziałem że zaraz za mną poszła para która chyba czekała aż ktoś pójdzie pierwszy, niestety po chwili zawrócili i znowu zostałem sam, może nie zupełnie sam, bo po lewej stronie żlebu w skałach wspinało się dwóch gości 
Byłem pewien że idzie mi świetnie, (mimo chwili zwątpienia w miejscu gdzie zrobiło się jak dla mnie poważnie stromo) kiedy w końcu wdrapałem się na przełęcz byłem sam, popatrzyłem na zegarek i z lekkim zaskoczeniem stwierdziłem że zajęło mi to 40 min. Po chwili zobaczyłem czwórkę ludzi nadchodzących od strony Zielonego stawu, więc ruch tego dnia raczej był niewielki 
Krótka przerwa na ciepłą herbatę i złapanie oddechu, trzeba było ruszać z powrotem bo w Murowańcu czekały moje dziewczyny. Droga powrotna w stronę Zielonego stawu to ścieżynka wydreptana ledwo na dwie nogi, chyba faktycznie w ostatnim czasie mało ludzi tam chodziło 
W samotności szybkim tempem wróciłem do żony i córki, które już się niecierpliwiły...
Przy Murowańcu czułem że moje nogi miały solidny wycisk w ciągu ostatnich 1.5 godz, to właściwie był już koniec został tylko powrót do Kuźnic który odbywał się przy zachodzącym za góry słońcu 
Trasa dzień drugi : Gronik - Przysłop Miętusi - Przełęcz w Grzybowcu - Polana Strążyska - Sarnia Skała - Dolina Białego i powrót do Gronika drogą pod Reglami.
Długość trasy : 15 km
Czas trasy : 6.45 godz.
Tego dnia nie było już tak dobrze jak poprzedniego, było pochmurno i jakoś tak nieprzyjemnie. Z kwatery wystartowaliśmy zaraz po 8.00 rano, po chwili kupowaliśmy bilety w kasie TPN, na szlaku pełno lodu, szliśmy jak po lodowisku, a w twarz wiał nam gorący wiatr, czemu się bardzo dziwiliśmy, ale nie potrafiliśmy sobie tego wytłumaczyć dla czego tak się dzieje 
Pierwszy przystanek widokowy to Przysłop Miętusi gdzie na dzień dobry dostaliśmy bardzo mocnym wiatrem prosto w twarz 
Uciekliśmy czym prędzej do lasu, tam było dużo spokojniej, przynajmniej na razie...
Aż do przełęczy w Grzybowcu nie spotkaliśmy nikogo, dopiero tam napotkaliśmy pierwszych ludzi, była to młoda para która zapytała czy jak pójdą dalej to dojdą na Sarnią Skałę, niestety uświadomiłem ich że idą w innym kierunku, co ich ogromnie zdziwiło ale poszli dalej.
Następny przystanek to Polana Strążyska, Gdzie zaraz poleźliśmy do szałasu na jakieś dobroci Zaraz przed nami wszedł facet na pierwszy rzut oka fachowiec ubrany w ciuchy Mammuta od stóp do głów i zaczyna robić pani w okienku wyrzuty i pretensje że jak to może tak być, że jest nie posypane przecież tam się nie da chodzić i że kiedyś sypali a teraz to mają gdzieś!!!
Pani w okienku w szoku my jeszcze bardziej, bo na początku myśleliśmy że gość sobie jaja robi, a to po prost jakaś ciula była !
W szałasie same smakołyki, co tu dużo mówić pewnie każdy kosztował 
Ruszyliśmy dalej, dziewczyny od razu w stronę Sarniej Skały a ja jeszcze szybciutko w stronę Siklawicy i później je goniłem.
Zaczynało już tak wiać że człowiek zaglądał na drzewa kiedy coś poleci i tak się stało zanim dogoniłem dziewczyny zadzwoniła wystraszona Iza że właśnie obok nich złamało się drzewo i na szczęście poleciało w przeciwną stronę, bo inaczej prawdopodobnie przygniotło by panią która akurat przechodziła obok 
Im byliśmy bliżej Sarniej Skały tym bardziej dmuchało, pod samą skałą mało mnie nie przewróciło a na górze nie było w cale lepiej, dla tego nie zabawiliśmy tam zbyt długo.
Zejście do doliny Białego to już podwójny strach, bo z górki po lodzie i obserwacja szamocących się drzew podczas każdego podmuchu 
Na odcinku Dolina Białego Sarnia Skała spotkaliśmy całe tłumy ludzi, którzy bez większych problemów zasuwali w adidaskach i innych takich po lodzie 
Końcówka trasy to droga pod Reglami w kierunku początku naszej wycieczki.
i to by było na tyle, takie to były wycieczki.
Foto dzień pierwszy
Foto dzień drugi
''(...) nigdy nie umiałem pogodzić się z tym, żeby wracać z niczym. Zawsze próbowałem jeszcze raz. Czasem nawet wbrew logice, ale zgodnie z jakimś wewnętrznym przekonaniem.'' (J.Kukuczka)
|
|