Sierpniowe popołudnie zastaje nas na stacji „elektriczki” w Szczyrbskim Plesie. Po pół dniowej podróży Tatry witają nas stale poprawiającą się pogodą, wcześniej podobno deszczową i dość kapryśną. Jeszcze wstępujemy do sklepu spożywczy-potraviny i po chwili podchodzimy „magistralą” w stronę hotelu górskiego przy Popradzkim Stawie. Czerwono znakowana „magistrala” po niewielkim podejściu-ukazuje nam piękno tatrzańskie –w całej krasie. Szlak jest malowniczy, a to skałki, a to limby-zaopatrzony w tablice objaśniające ciekawe zagadnienia przyrodnicze, a widoki na Dolinę Złomisk i otaczające szczyty-pyszne.
W Popradzkim schronisku-pierwsza niespodzianka-mimo wcześniejszej rezerwacji w necie miejsc w części hotelowej(na stronce Popradzkiej Chaty-gdzie jest specjalny formularz-dość szczegółowy zresztą) i potwierdzającego telefonu z mojej strony –przypada nam w udziale pokój 7-osobowy w części turystycznej. Cóż-pani w recepcji jest nieco rozstrzepana – a my traktujemy tą wpadkę na wesoło-jako pretekst do poznania nowych ludzi, zawarcia nowych znajomości.
Wieczór w schroniskowej jadalni –przy pifku- rzecz jasna-uroki gastronomiczne tego miejsca są mierne-a jedyna potrawa –która figuruje w menu resteuracyjnym i którą darzę pewną estymą (gulasz jagnięcy-rodzaj zupy w cenie 50 SK) –jest w danej chwili , niedostępny.
Planujemy sobie traskę na dzień następny i wychodzi na to ,że skierujemy się ku Koprowej Dolinie za znakami niebieskimi.
Następny poranek o godzinie 6 zastaje nas w drodze-opuszczamy uśpione jeszcze schronisko „unikovym vychodem”- inaczej mówiąc drzwiami kuchennymi(frontowe-otwierane od 7),i jesteśmy zupełnie sami na szlaku do Hińczowego Plesa. Poranek wita nas nader rześką ale zapowiadającą słoneczny dzień-aurą. Wstający dzień oświetla grań Baszt-mieniącą się teraz ciepłymi kolorami. Myślę sobie-jak bardzo lubię i cenię te wczesne wyjścia na szlaki tatrzańskie, szlaki tatrzańskie i nie tylko...
Podejście przez próg Hińczowej Doliny-zapamiętane niegdyś ,jako nieco żmudne, okazuje się być znośnym. Trud wędrówki, łagodzi chłodny wiaterek , a także odsłaniające się kolejno widoki ,a to w stronę Wagi, kryjącej się jeszcze w cieniach wczesnego poranka, a to na Mięguszowieckie- ponad progiem Doliny.
Przy ścieżce zauważamy wykopaną norę – jakby świstaczą, późniejsze ostrzegawcze świsty –strażników pilnujących koloni rodzinnej , a także śmigające między wantami osobniki tego jakże sympatycznego gryzonia-upewniają nas, że w rejonie Hińczowego Stawu –występują świstacze stanowiska. .Poprzez serię zakosów ,w coraz szerszych widokach osiągamy szerokie siodło Koprowej Przełęczy Wyżniej. Po raz kolejny –wizyta w tym widokowym miejscu-tym razem jesteśmy tu zupełnie sami-ruszamy niezwłocznie za znakami czerwonymi, początkowo łagodnie , a i później nietrudno ,piarżystym zboczem w stronę szczytu.Za pierwszym garbem ,czy też przedwierzchołkiem- ukazuje się właściwy szczyt.o godzinie 9 stajemy na Koprowym Wierchu. Sesja fotograficzna, małe co nieco, podziwianie panoramy-ładnie się prezentują zwłaszcza Ciemnosmreczeńskie Stawy w dole i bliskie Mięguszowieckie Szczyty(myślę o Władysławie-który gdzieś niedaleko,na Przełęczy pod Chłopkiem- doświadcza tego pięknego dnia).Obowiązkowo sesemes do Sylwestra –z pozdrowieniami dla forum.. I tak szczytujemy przez pół godzinki-właściwie chciało by się dłużej – ale droga dalsza przyzywa. W zejściu mijamy pierwszych napotkanych tego dnia turystów Z przełęczy , ku Dolinie Hlińskiej schodzimy ponownie w samotności , nie licząc napotykanych czasem świstaków. Wzrok się kieruje ku prawej stronie. Szczyrbski Szczyt, poryty stromymi kominami, wspaniały mur Hrubego, poniżej zawieszone kotlinki Ogrodów-Małego i Wielkiego., z progów w/w skaczą siklawy – przy jednej widzę wyraźnie szerszy pas mokrej skały-czyżby ślad po niedawnych dużych deszczach ...
Wzdłuż Hlińskiego potoku w dół poprzez kolejne piętra dolinne rozdzielone łagodnymi progami , kontemplując piękno tego miejsca w ciszy i skupieniu. – nieodparcie nasuwa się porównanie do oblężonego zapewne dziś Morskiego Oka. W Trakcie przejścia odcinka od Koprowej Wyżniej do razciestia pod Hlinskou –już w Koprowej- raptem 7 osób spotkanych w trasie. Bliskie spotkanie ze szlakiem wiodącym Koprową Doliną, zwiastuje granica górna granica lasu ,piękne limby-nieopodal jednej z nich ,na ścieżce znajdujemy zerwaną przez wiatr- żywiczną jeszcze i okazałą szyszkę limbową-wędruje do plecaka-będzie przypominała w zaciszu domowym, pośród codziennych trosk o tak pięknym miejscu jak Dolina Hlińska. Las w górnej części Doliny Koprowej –jest jednym z piękniejszych tatrzańskich- wspaniałe smreki, bogaty podszyt, wybujałe paprocie, na mijanym Ciemnosmreczeńskim potoku-grupka słowackich studentów, zapewne w trakcie wakacyjnych praktyk- dokonuje pomiarów przepływu w potoku-brodząc w zimnej wodzie , z listwą pomiarową-będącą skrzyżowaniem poziomniczej łaty ,z metrówką. Krótkie podejście i stajemy na skrzyżowaniu szlaków w Dolinie Koprowej – jest i wiata. Koprowa –choć nie zagospodarowana turystycznie-jeśli idzie o takie obiekty, jak schroniska, została wyposażona w kilka wiat, chroniących turystów przed deszczem, gdyby zaszła taka konieczność.. W dół sprowadza nas wygodna droga, rychło wysypana szutrem. Napotykamy nielicznych spacerowiczów-korzystających z dobrej pogody. Przy ujściu Doliny Niewcyrki- drogowskaz- Niżna Niewcyrska Siklawa – 3 minuty. Nie namyślając się wiele ruszam tam- było warto – wspaniały pokonujący próg dwoma śmiałymi skokami –wodospad , z racji , że skręcony nieco w osi, nie da się go ująć na jednej fotografii. Jedno fotka, zatem z mostku, druga z platformy widokowej powyżej. Droga ku Podbańskiej przyjmuje poniżej tego miejsca charakter afaltowanej- podążamy w słońcu , nieco już zmęczeni ku rozwidleniu pod Gronikiem , a stamtąd przez niewysokie wzniesienie grzbietu Palenicy , ku Trzem Studniczkom. Jesteśmy zadowoleni z trasy , ale nieco zmęczeni- na domiar złego okazje się , że buty małżonki – Trezety –do których mamy sporo zastrzeżeń –poważnie obtarły stopy...
Godzina 15 zastaje nas na szosie Pribilina-Szczyrbskie Pleso. Z komunikacją SAD jest tam marnie, a akurat nadjeżdża autobus ,kto wie czy nie ostatni , a my jeszcze nie na przystanku. Macham ręką rozpaczliwie-nie uśmiecha się nam powrót pieszo do Szczyrbskiego i dalej do hotelu przy Popradzkim Plesie. Zwłaszcza w kontekście obtartych stóp małżonki i czekającej nas w perspektywie jutrzejszej wędrówki...
Uff...Przystanął-dzięki Ci słowacki kierowco-siedzimy sobie w busie utrudzeni-co za ulga. I znowu niewielkie zakupy w potravinach-Strbskie Pleso- obowiązkowo i radośnie browarek w budzie przy parkingu i widokowa magistrala –ku Popradzkiemu...
Mijają nas licznie schodzący turyści-cóż dzień był piękny...Otwiera się widok na Dolinę Złomisk-w oddali, widoczne dwie wieże Wysokiej...Co przyniesie następny dzień....