Odpowiedz  Napisz temat 
VI pożegnanie sezonu na Filipce 2014
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
Rolleyes  VI pożegnanie sezonu na Filipce 2014

Motto (dedykacja własna dla ToamszaRZ): "Ładnie jest dreptać około Anapurny lub Everesta. Jednak Filipka to taki nasz miejscowy gigant. Też ma swoje naj. Trzeba się zmagać z przełęczami, ścianami, graniami i wierzchołkami. Pokazać, że się jest odważny w kosztowaniu nie tylko nepalskich smakołyków, ale i tych beskidzkich, jakimi była szłołkówka i prdelónka (zupa kaszankowa). Obyś na nas zawsze myślał, kiedy będziesz oglądał himalajskie giganty a my w tym czasie będziemy oglądać te nasze. Tylko wtedy górołazy są razem."
Filipka (762 m) (F), powoli staje się popularna jak najwięcej odwiedzane przez forumowiczów góry ? Tatry. Wiem, że nie można ją z nimi porównywać, ale też ma coś z siebie.

Dane techniczne:
DOBA : 20.11. - 24.11.2014
PRZESTRZEŃ: północno-zachodni grzbiet z F i Łączką (835 m) wybiegający z Wielkiego Stożka (978 m) w Beskidzie Śląskim, Dolina Głuchówki; kawałek głównej grani Beskidów Morawsko-Śląskich od Mostów koło Jabłonkowa przez Skałkę, W. Połom do Górnej Łomnej.
OBIEKT (do spania): chałupa pod F.
OSOBY: w kolejności alfabetycznej
forumowicze - Agnieszka1, Bogusia, Fazik, hemlighet, Kamyczek, Malwina, Mieciur, Pablo, Stasiu, szewczyczek, TomaszRT, tomtur,
goście - Bożenka, Jadzia, Łukasz, Marek.

20.11.2014, czwartek, trzeba chałupę ogrzać

Spotkanie filipkowe zaczyna się w tym roku nietradycyjnie. Daję w pracy dodatkowy wolny dzień i pomykam na F już w czwartek rano. Jakoś polubiłem przychodzić do chałupy wcześnie rano i na jakiś czas samotnie się po niej krzątać. Po niezbędnych procedurach chałupniczych, czas na odświeżenie samego siebie. Do tego służy gospódka na Filipce. Trzeba też sprawdzić czy jest należycie przygotowana do przyjęcia bandy forumowiczów. Napój turystyczny jest, nakładany ser też. Do tego jeszcze propozycja domowego salcesonu. Nie zginą. Jasne, że są i inne dania, zwłaszcza możliwość zamówienia sobie smażenego sera. W południe powiadamiam Tomtura, że wszystko jest przygotowane do przyjęcia bibowiczów. Pierwszy jednak przyjeżdża TomaszRZ. Jego kroki kierują się najpierw do zajezdni pani Łabajowej i na pierwszy rzut idzie smażony ser. Ja jeszcze na dodatek przywitałem żonę i syna z wnuczką. Trzeba jakoś na ten dzisiejszy dzień zapełnić chałupę. Za cały dzień zbytnio nie dokumentowałem. Tylko jedno zdjęcie.
   
Wieczorem dajemy się za utopeńce. Jeszcze mają dojechać Tomtur z Bożenką. Wiele jednak nie pobibujemy. Idziemy spać.

21.11.2014, piątek, forumowa wiara się zjeżdża

Rano pobutkę zarządza nam ekipa Pabla. Ten z Bogusią, Agą i Łukaszem podjeżdżają z samego rana. Jechali pół nocy. Jakie to jest poświęcenie dojechać z Gdyni aż na Filipkę. Świętujemy rozrastającą się ekipę. Tylko Pablo musi suszyć jeszcze usta i to po całonocnej eskapadzie. Prowiant zamówiony u pana Edka sam nie przyjedzie.
   
Trochę jesteśmy w Kolibiskach za wcześnie. Pan Edek dopiero rozpala w piecyku. Piecyk stary, poczciwy. Wnet ciepło rozlewa się w szynku.
   
Czekając na prowiant każdy sobie wypełnia czas po swojemu. Jedni w przyjaznej rozmowie, inni w kosztowaniu płynu do chłodnicy i czytaniu miejscowego periodyku i jeszcze inni zaskoczyli za pana gospodzkiego, żeby (oprócz Pablo) nie suszyć długo buzi.
           
Wszystko zakupione i można jechać. Dzisiejszy dzień mamy zaprogramowany na luzowo. Żadne chodzenie po kopcach. Nie liczę wychodzenie z gospódek z Kolibisk, z pod F i samotnej nocnej wspinaczki na F. Nie wiem kogo to był pomysł, jeszcze przed wieczornym opiekaniem mięsiwa, zejść ponownie do Kolibisk i wypróbować bajny napój zwany szfołkówka. Była to pierwsza próba do odzyskania odznaki "filipkowego górala".
   
Próby podjęło się pięciu śmiałków. Kto to był, jest widoczne na filmiku, który nie jest na razie publicznie pokazywany. Wszyscy pomyślnie przeszli rundę kosztowania bajnego napoju. Szkoda, że nie mogliśmy na dłużej zostać w Kolibiskach. Trzeba było drałować do chałupy. Gdzieś w drodze byli Hemli z Szewczykiem i Malwina z Mieciurem. Wypada ich przywitać chlebem i solą (tym razem zamiast soli było mięsiwo).
   
Najwięcej odwiedzanym miejscem był garaż w piwnicy. Tam człowiek był zaraz u źródła napoju turystycznego.
   
W tym czasie integracja przebiegała na całego. Wyżej wspominani bibowicze dojechali szczęśliwie i na domiar otrzymaliśmy jeszcze informację, że Fazik z żoną kursuje gdzieś po Beskidach i szuka drogi, która by go doprowadziła na F. Jestem z tego faktu zdziwiony. Przecież wszystkie drogi w Beskidach prowadzą na F i dlatego nie można zabłądzić. No, na razie Fazika zostawiamy swojemu losowi i kontynujemy integrację już we wnętrzu chałupy. Może ktoś pamięta, jak Tomtur jeszcze długo przed bibą marzył o nogach przy kominku z zimnym w ręku.
   
Jego marzenie się spełniło. Teraz jak patrzę na to zdjęcie to jeszcze więcej mi smutno, że w tym roku wszystko już za nami. Od ciepłego kominka nam trzeba kwapem stawać. Fazik skończył gdzieś obok szkółki leśnej i trzeba go telefonicznie naprowadzić do naszej przystani. Wszystko się dobrze kończy i możemy przywitać w tym dniu ostatnich bibowiczów. Było dzisiaj tego sporo, ale to nie koniec imprez. Czeka nas nocna wspinaczka na wierzchołek F. To jeden ze stałych punktów programu podczas pobytu w chacie na F. Sporo forumowiczów już stanęło na jego szczycie. Poszliśmy i tym razem. Północna ściana i wschodnie siodło zwalczyliśmy bez problemów. Tylko grań AL przygotowała dla nas niespodzankę w postaci bajora i błota, które w świetle czołówek stanowiły niezłą pułapkę. Jednak nasze doświadczenie w chodzeniu po lodowcach z przeręblami pomogło nam i tutaj uporać się bez uszczerbku na zdrowiu z tymi problemami.
   
W budce na wierzchołku kolejny ciąg naszej integracji. Jesteśmy w euforii. Przed nami jeszcze 2 - 3 dni biby. Co może być lepszego? Pora wracać, jutro nas czeka czynność w postaci turystyki górskiej. Szewczyczek coś gadał o zejściu direttissimą F, ale wybiliśmy mu to z głowy. Nie mieliśmy odpowiedniego ekwipunku do tak ciężkiego zejścia. Może w następnym roku zabierzemy linę, szpej wspinaczkowy i spróbujemy wyjść północną ścianą o północy. Na otarcie łez Szewczykowi przysiągłem, że direttissimę nazwiemy szewczykową.
   
Tej nocy musiało nam wystarczyć zejście granią PI. Po dojściu do chałupy impreza powoli się kończy. Wszyscy rozchodzą się do pokoi, żeby należycie przygotować się na jutrzejszy dzień.
   
Bibowicze życzą dobranoc.

Cdn...



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-11-2014 09:36 PM przez Stasiu.

29-11-2014 09:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
VI pożegnanie sezonu na Filipce 2014 - Stasiu - 29-11-2014 09:36 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: