Po porażkach w poprzednich zwiedzaniach Wielkiej Fatry, wreszcie nadszedł czas, w którym w końcu gdzieś doszłam, i coś przeszłam. I wreszcie prawie nic nie stanęło mi na przeszkodzie.
Dzień pierwszy. Przyjeżdżamy do Liptovskiej Revucy, i zaczynamy od szukania noclegu, bo Chata pod Borisovem opowiedziała nam że "w tej dacie nie ma'' i "podajcie inną datę". No ale my właśnie w tej dacie jedziemy. Szukanie noclegu pochłania trochę czasu, i nie jest to proste, jak by się wydawało. W końcu znajdujemy, ale jaki! Za 9 euro lux
.
Skoro już wiemy gdzie będziemy mieszkać robimy wycieczkę-pętlę: Vyżne Revuce-Rakytov-Vyżne Revuce. Dwa razy przechodzi obok nas burza, raz prawie że robimy odwrót, ale nie dopadła nas ! Z Rakytova poza mgłą i chwilowo kawałkiem Ploski nic nie widać, bo oczywiście otoczyła nas chmura, a przypuszczam że widoki stamtąd są zabójcze.