Dzień pierwszy
Rankiem przy minus 16 stopniach pakujemy się wesoło do Mieciurnego samochodu. Cztery osoby, bagażu niby też na cztery ale wizualnie to na więcej. Polonez raźno odpalił, jeszcze raźniej zadymił, pochodził chwilkę i... zgasł. Za chwilę to samo, choć już trochę mniej raźniej odpalił, jednak jeszcze raźniej zadymił i... zgasł. No nic przesiadamy się do mojego. Przeładowujemy bagaże, przykręcamy akumulator wcześniej wyciągnięty. Próbuję odpalić, zakręcił raz, zakręcił drugi raz, trzeci raz już nie zakręcił... Przepakowujemy się z powrotem do Mieciurnego. Zapalił, zadymił, pojechaliśmy.
Nasz cel to Wyżniańska Przełęcz. Po drodze w słońcu niesamowicie skrzy śnieg. No a poza tym to niemal żywego ducha nie widać. Wszyscy w dymiących jak fabryki domach, a my jedziemy w góry. Jedynie sarny gdzieś stały przy drodze ale jakby jakieś oszronione i przymarznięte do podłoża.
Jesteśmy na przełęczy. Co prawda gdyby nie pobliskie krzaki i chęć ich odwiedzenia to nie wiem kiedy byśmy z samochodu wysiedli. Okazuje się jednak, że znowu nie jest takie straszne zimno. Bierzemy plecaki i w drogę. Chwilę później jesteśmy w bacówce, ale tym razem tylko przelotem. Po kolejnej chwili jesteśmy w lesie, dzielnie idąc ku Małej Rawce. Śniegu mało, no ale w końcu w górach jesteśmy. W tym roku to jak się chce więcej śniegu zobaczyć to w bardziej nizinne tereny trzeba pojechać. Poza tym miejscami trochę lodu, ale wszystko do przejścia.
Wychodzimy ponad las. Oho - cosik zimnem wieje. Chwilę później zapominam jednak o wietrze. Naszym oczom ukazują się Tatry! I to nie jakieś tam ledwo widoczne zarysy. Tatry jak na dłoni z wyraźnymi szczytami jakby było to 20 km w linii prostej a nie 200! Już wiemy, że to będzie niezapomniany wyjazd. No chyba, że wcześniej zamarzniemy.
Ubrani jednak jesteśmy całkiem przyzwoicie, choć część z nas w kominiarkach to wygląda jak jakaś zamaskowana grupa od Bin Ladena. Czas iść ku Wielkiej Rawce. Pomimo że to niedaleko, to jednak przejście jest przyjemne. Jest tu trochę nawianego śniegu, drzewa pięknie ośnieżone i zamarznięte a na końcu widnieje tabliczka lawiny. Na samym szlaku to nam one jednak dzisiaj nie grożą, ale na grzbiecie widać jakieś tam nawisy śnieżne.
Znów szczytujemy. 1307 metrów powyżej poziomu morza. Widoczność lepsza niż rewelacyjna, choć morza to chyba nie widzimy. Sądząc jednak po Tatrach i innych górach to widzimy w każdą ze stron na około 200 a może nawet 250 km w linii prostej! Tych gór jednak widać takie ilości, że na chwilę obecną to sam nie wiem co my tak naprawdę widzimy. Jak później mierzę odległości na mapie to może nawet widzieliśmy coś rumuńskiego.
W tym momencie następuje mała dysputa. Ja chciałbym iść trasą zaproponowaną wcześniej przez Modzinę, jednak w międzyczasie Modzina zdanie zmieniła, Maciek chce to co Modzina, a Krzychu się trochę waha ale ostatecznie też chce to co Modzina. Cóż zrobić. Ulegam i idziemy dalej na Krzemieniec, czyli takie dziwne miejsce gdzie łączą się granice Polski, Słowacji i Ukrainy. Jak się okazuje jest tam tak ciepło, że nawet zostajemy chwilę żeby się poopalać.
Wracając na Wielką Rawkę okazało się, że Maciek musi trochę popracować nad swoją koncentracją. Do tego wniosku doszedłem gdy po tym jak ja się zatrzymałem idący za mną Maciek się nie zatrzymał.
Z Rawki schodzimy do Ustrzyk Górnych. Powód i cel - to obiad.
Nęceni czymś ciepłym po takiej wędrówce dochodzimy do pierwszego lepszego baru - zamknięte. Drugi - zamknięty. Trzeci - zamknięty. Czwarty ostatni - otwarty.
Po wejściu najbardziej rzuca się nam w oczy kot. To zwierzę było dosłownie co najmniej 2 a może i 3 razy większe niż wszystkie te które dotychczas widziałem! Swoim wzrokiem pożerał ale nie daliśmy się i niebawem zajadaliśmy swój obiad. Niestety po obiedzie zostaliśmy pogonieni przez Modzinę do dalszej wędrówki, choć razem z Maćkiem napojem turystycznym chcieliśmy uczcić dzisiejszy dzień no i w ogóle nie tylko ten dzień.
Skoro już wyszliśmy to też i poszliśmy. Zostało nam do przejścia około 6-7 km ale po asfalcie, no tylko że zaśnieżonym. Po drodze odwiedzamy Poldka i zabieramy resztę ekwipunku na nocleg. W bacówce nastąpiła ta bardziej wypoczynkowa część weekendu wypoczynkowego.
- W drodze na Rawki
- reprezentujemy GŚ na Małej Rawce
- widoki
- Tatry z Bieszczad!!!
- Maciek fotografuje, Krzysiek lornetkuje, Modzina robi manicure 
- na Rawkach
- Uuukkkrrraaaiiinnnaaa. Razem z Krzychem podziwiamy obelisk.
ciąg dalszy zaraz nastąpi...