zyraf
NaPoLeon
   
Postów: 369
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jan 2008
Status:
Offline
|
Beskid Śląski
"Mają państwo jutro wolne"
Słowa prowadzącej ćwiczenia z medycyny katastrof zabrzmiały w uszach fantastycznie Podoba mi się taki początek roku akademickiego. Ale co robić z wolnym dniem? Zostać w domu i oglądać do znudzenia TV? Czy męczyć palce na klawiaturze? Mam zaczęte dwie rewelacyjne książki ale opanowała mnie jakaś niemoc do ich dokończenia hmm no to co tu robić kruca bomba?
Wiem ! góry ! dawno mnie tam nie było prawie każdy weekend spędzam na dyżurach na Jurze - mega zajawkę złapałem na GOPR a to dopiero początek kariery i tyle jeszcze trzeba się nauczyć więc jak tylko jest kasa na dojazd i jedzonko wyrywam do Podlesic. Jedyne czego mi tam brakuje to trochę wysokości. Mogło by nastąpić nagłe wypiętrzenie Teren byłby jeszcze bardziej atrakcyjny.
Jak postanowiłem tak się stało Mama trochę pokręciła nosem że jadę sam ale już chyba do niej dotarło że w okolicy Wisły i Ustronia nie ma ani niedźwiedzi, wilków, yeti, lawin i innego typu niebezpiecznych czynników które mogłyby mi nagle zrobić kuku
7.03 pociąg do Wisły - największa zmora trzeba wcześnie wstać a ja bardzo, bardzo tego nie lubię. W domu jeszcze robię kanapki, małe śniadanko i biegiem do auta i na dworzec. Wszystko na styk wpadam na peron teoretycznie 3 min przed odjazdem praktycznie czekamy jeszcze na zbawienie prawie 30min....
Cel Wisła Głębce - jazda trochę potrwa więc wyposażyłem się w gazetę NPM oraz kila materiałów szkoleniowych GOPR. Trochę poczytałem, zjadłem 2 sniadanie i sru złamało mnie spanie. Błogi stan niestety nie trwał zbyt długo bo gdzieś za Pszczyną do pociągu wpadła wycieczka szkolna która siadła w różnych wagonach i na moje nieszczęście przez mój wagon prowadził trakt komunikacyjnorozrywkowy....
Im bliżej mojego celu tym mniej ludzi w pociągu. Na końcu wysiadłem aż ja, konduktor, maszynista i jakiś zagubiony murzynek zdziwiony że się tory skończyły Chciał do Wisły centrum ale spodziewał się wielkiego kurortu i dworca więc przejechał jakieś tam dziadostwo :D
Pora w góry Planowałem iść zielonym szlakiem bezpośrednio na Stożek ale zmieniłem plany i wybrałem niebieski. Na szlaku jestem sam...żywej duszy nie ma. W oddali słychać tylko pracujących drwali. Maszeruje dzielnie, co jakiś czas przystaje, rozglądam się za widokami, za naturą ! Pięknie jest Tuż przed przełęczą Łączecko spotykam dwójkę turystów a na samej przełęczy dwóch drwali. Stąd czerwonym szlakiem maszeruję na Stożek przez Kiczory. Niestety im wyżej tym gorzej. Idę dosłownie z głową w chmurach. Mało co widać i tak aż do samego schroniska gdzie przerażony faktem że właśnie władowała się tam gigantyczna wycieczka szkolna próbuję znaleźć kawałek spokojnego miejsca. Na szczęście zwijają się po 15-20min. Ja postanawiam dać im fory żeby nie męczyć się z nimi na szlaku hehe no dobra zamówiłem obiadek i pysznego grzańca ! Gdyby nie ograniczenia budżetu studenckiego trzeźwy stamtąd bym nie wyszedł - grzaniec rewelacja ! Po jedzonku zamieniłem kilka słów ze starszym małżeństwem z Mikołowa. Podziwiam takich ludzi. Tyle lat razem i jeszcze w górach to jest piękna starość.
Dale w drogę. Przez Soszów na Czantorię. Bardzo szybko tracę wysokość...idzie się szybko ale z drugiej strony znowu będę zaraz musiał włazić do góry  Na tym odcinku jest już cywilizacja co jakiś czas pojawia się domek a czasami nawet kilka Wycieczkę wyprzedzam na Soszowie - zatrzymali się w karczmie więc nie musiałem się przebijać na szlaku. Ja zatrzymuję kilkaset metrów dalej w schronisku na Soszowie ale dosłownie na chwilę żeby czasem nie maszerować w towarzystwie rozwrzeszczanych dzieciaków. Kupuję picie - oj suszi suszi po grzańcu - i dalej w drogę. Zwróciłem uwagę na wyciągi. Naprawdę nieźle to wygląda. Przygotowane super jak na moje oko. Stąd już stopniowo do góry. Zaczynam czuć w nogach te km. Według tabliczek ze Stożka na Czantorie jest 13km plus wejście na Stożek przez Kiczory - no trochę się natuptałem. Niemiła niespodzianka spotyka mnie tuż za "Światowidem" szlak się zgubił ...albo ja Staję na rozstaju i myślę co dalej. A raczej próbuję sobie przypomnieć czy szlak idzie prawie że przez podwórze gospodarstwa gdzie jest duża tabliczka "ZŁE PSY" czy jakoś inaczej...Cóż droga w prawo prowadzi do gospodarstw i na dół do Wisły a szlak może i jest na lewo obok gospodarstwa ale niekoniecznie mam ochotę spotkać jakiegoś szarika. Wybieram wariant na przełaj. Tylko że tu też się pojawia problem w postaci ogrodzonego pola. Wygląda to na elektrycznego pastucha nie mam jednak odwagi tego sprawdzić Znalazłem przejście szerokości 1m między dwoma polami i tak maszeruję zastanawiając się czy jak zahaczę o kabel to mnie mocno kopnie czy nie Cisnę tak trochę pod górę potem w lewo gdzie spodziewam się wyjść na szlak i udaje się. Wyskakuję z lasu tuż na dwójkę zdziwionych turystów. Pada radosne "cześć" i dale w drogę. Tu już pomalutku krok za krokiem do góry podejście na Czantorię jest ostre w porównaniu z całą trasą. Staram się utrzymać tempo - nie jest imponujące ale równym krokiem szczytuję hehe. Na szczycie kanapki i ciepła herbata - widoków zero, ludzi też mało, w oddali słychać zbliżającą się wycieczkę szkolną pora na ewakuację w kierunku kolejki. Po chwili okazuje się że ostatni zjazd już był więc pozostaje mi dreptać na dół na nogach. Postanawiam jednak chwilę się tu pokręcić, rzucić okiem na widoki, parę zdjęć - wiatr przegonił chmury - chciałem też odwiedzić ratowników grupy Beskidzkiej - całe dzieciństwo wybierałem się do tej grupy a skończyłem w grupie Jurajskiej i powiem Wam nie narzekam jest super ! no tylko trochę kopczyków mało ale za to są skały i jaskinie! Dyżurka jednak była pusta. Po zakończeniu pracy kolejki wszyscy się zwijają na dół. Wypatrzyłem jednak kogoś żywego Pracownicy sokolarni a raczej pasjonaci (super ludzie !) 5zł wejście (bilet normalny) 5zł zdjęcie z sokołem Chwila rozmowy i nowe informacje bezcenne W między czasie pokazał się pan hmm leśnik który przyjechał sobie na urlop i tak mu śpieszno było w góry że złapał tylko parasolkę i w marynarce wjechał do góry. Miałem z kim schodzić na dół i zamienić kilka zdań. Na dolę pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Mi dosłownie kilka minut wcześniej uciekł przyśpieszony PKS do KCE a do pociągu prawie 1.5h No to próbujemy łapać stopa. Do sklepu po wodę i puścić totka (muszę zaraz sprawdzić czy coś wygrałem - "szóstki" nie mam bo dalej jest kumulacja ale może chociaż parę tysiączków ) oraz prosić o kartonik. Na którym napisałem "KATOWICE" i na drogę
1.5h i nic....a mijały mnie auta z K-ce. "Co za buce" myślałem gdy mijały mnie kolejne "katowickie" samochody. I tak minęło mi 1.5h o ironio tuż przed przyjazdem pociągu zatrzymał się kierowca ale jechał tylko do Skoczowa więc nie skorzystałem. W pociągu reszta herbaty, kanapka i kimono. Trochę się zmęczyłem. Myślę że około 20km przeszedłem.
Trasa bardzo sympatyczna Można śmiało iść z rodziną. Jest dużo wariantów na wejście i zejście w różnych częściach Wisły. Można wjechać koleją na Stożek albo na Czantorię Polecam 
Pozytywnie ! 
Droga do celu...
Jasna strona mocy i ciemna strona mocy 
Taki dywan chciałbym mieć w domu 
Beskid Śląski
Konik jedna z niewielu żywych istot na szlaku

Kopczyki 
Orzeł Bielik
"chcesz w dziób"?
Hej Sokoły !
Tu ptaszek już miał chyba dość zdjęć 
Jeśli góra idzie do Ciebie, a nie jesteś Mahometem... uciekaj, bo to lawina.
...bez względu na porę roku, dnia i stan pogody - stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie i udam się w góry celem niesienia pomocy ludziom jej potrzebującym...
|
|