Cd...
Dzień trzeci 6.7.
Pierwotnie chciałem dojść w drugim dniu aż na Halę Rysianka. Ale plaga much mnie zmusiła do skrócenia trasy i nocowania na Krawcowym. Z tego powodu wstaję o 5:30 i bez śniadania wyruszam na ostani odcinek odrabić straty. Śniadanie mam zaplanowone dopiero na Rysiance. Żegnam się z Krawcową i wyruszam znów na graniczny grzbiet.
Na razie jest spokój. O tej porze owady jeszcze chyba śpią. Jestem jednak w pełnej gotowości bojowej i przygotowany na odparcie owadziego ataku. Przede mną kolejna samotna trasa. Jednak tutaj dochodzi też polski szlak i ścieżka jest więcej przetarta. Czeka mnie dzisiaj dalsze utrudnienie. Po wczorajszym deszczu jest mokro i ślisko. Trzeba uważać, żeby nie upaprać się w błocie przyjmując pozycję leżącego strzelca. Pierwszy kopczyk - Wielki Groń trochę pokazuje nam okoliczne wzniesienia. Nawet Pilsko jest już blisko, czekając na śmiałków rządnych jego zdobycia.
Muszę sobie tym razem odpuścić ten smaczny kąsek
. Rysianka jest moim ostatnim turystycznym celem. Trzeba do niej jeszcze dotrzeć. W Przełęczy Bory Orawskie decyduję się iść na skróty. Nie chce mi się na 3 Kopce i dlatego schodzę do doliny, żeby przejść na czarny szlak, który mnie wyniesie prosto na Rysiankę. Wczorajsze muchy gdzieś się zapodziały. Chyba zgłodniane poleciały w Taterki nękać innych Forumowiczów. Ja też zgłodniany poleciałem w odwrotną stronę do schroniska na śniadanko.
Bardzo lubię to miejsce. Widoki są z tąd urokliwe. Pogoda zbyt nie dopisuje i muszę się cieszyć urokami panoramatu wystawionch zdjęć w schronisku. Dopada mnie smutek
. Za chwilę będę musiał opuścić ten przepiękny ziemski zakątek i znow powrócić do cywilizacji. Najbliższym szlakiem schodzę do Żabnicy. Góry żegnają mnie swojsko i jeszcze na sam koniec próbują mnie dostać na kolana. Najpierw na Pawlusiej serwirują mi górską łąkę zarośniętą łopuchami szczawu zwyczajnego.
Liście tej rośliny były ogromne. W pewnej chwili myślałem, że mnie ta łąka żywcem pochłonie i nikt mnie tu nie znajdzie. Długo mocowałem się z tymi roślinami. Kiedy zostałem wyplunięty na drugiej stronie łąki, nie było mi dane długo cieszyć się normalną drogą. Ścieżka zamieniła się w istny poligon wojskowy.
No tego jeszcze brakowało, żebym na sam koniec wywalił się w błotko. Wszystko dobre, co dobrze się kończy i tą ostateczną przeszkodę pokonałem bez uszczerbku na swym kostiumie turystycznym. Jeszcze ostrzegłem na dole turystów w adidasach, że mogą zamazać swoje białe buciki i o 11:00 stałem przed sklepem w Żabnicy pijąc napój turystyczny. I to był KONIEC mojej wędrówki
. Przemieszczenie się środkami lokomocji do bazy domowej, ze względu na przeżyte chwile, nie są godne już do opisywania.
Zakończenie
Co by tu napisać
. Przepiękne chwile samotnie spędzone w dzikiej przyrodzie. Idealne miejsce służące do ucieczki przed ludzkimi problemami. Tutaj, zwłaszcza na odcinku Rycerzowa - Krawców przez Oszust, może dążący do samotności górołaz wyczyścić (ja temu mówię "umyć") głowę. A gzy i muchy
? Też miały swoje uzasadnione zadanie w tej wyprawie, kiedy teraz z dystansu na to myślę.
P.S. Komu się nie będzie moja relacja podobała, tego muchami pogonię. 
KONIEC