No, nareszcie horroru muszego część dalsza.
Biedny ty "mój" Stasiulku. Wielce Ci współczuję, bo sam niedawno miałem wątpliwą przyjemność obcowania z tymi natrętami, których w żaden sposób nie można spławić. Jednak skala tego procederu w Twoim wykonaniu, to istne piekło na ziemi. Szlak faktycznie wygląda na nie użytkowany, albo przynajmniej w bardzo skromnym zakresie. Ciekaw jestem, jak w takich warunkach pracuje psychika? Czy ani razu nie miałeś ochoty rzucić to w diabły i zawrócić? Wiem, że jesteś górskim twardzielem, ale przecież każdy może mieć chwile załamania w takich momentach. A czym że Ty się na tym "Oszuscie" posilał, skoro nie taszczysz ze sobą prowiantu? Chyba, że ze śniadania udało Ci się drugie wygospodarować. Uwielbiam tą Twoją łamaną polszczyznę, w której jest pełno wstawek pochodzenia czeskiego. Rewelacyjnie się to czyta, niektóre będę sobie zapisywał ku pamięci potomnych - są jedyne w swoim rodzaju. Proszę tylko, nie próbuj tego zmieniać. Teraz dam Ci już spokój. Naprawdę zasłużyłeś sobie na niczym nie przerywany odpoczynek.
Ps.
Teraz i ja też już wiem, że ochraniacze na buty nie tylko w śniegi głębokie się przydają. Pyrsk!