Cztery schroniska w Beskidzie Żywieckim - lipiec 2009
Motto (dedykacja dla Helli): "Miał mi pozwolić na uporządkowanie swoich spraw, spojrzenie na nie "z boku", nabranie dystansu, ponowne przejęcie kontroli nad niekontrolowanym...
Potrzebowałam powietrza i przestrzeni. I samotności.? - to wszystko zaznałem przez te trzy dni i jeszcze coś więcej. Z mojego wnętrza wynurzyły się dawno zapomniene przeżycia i myśli, na które było trzeba popatrzeć pod innym kątem"
Aczkolwiek zbytnio nie przepadam za chodzeniem po naszych kopczykach w lipcu (dla mnie za gorąco), musiałem napełnić swoje przedsięwzięcie o każdomiesięcznej wyprawie, poskoczyć do przodu w zdobywaniu odznaki Beskidzkiego Górałaza i szlifować kondycję na Dolomity.
Dane techniczne:
DOBA : 4.7. - 6.7.2009
PRZESTRZEŃ: Beskid Żywiecki, główny graniczny grzbiet Wielka Racza - Hala Rysianka.
OBJEKT (do spania): Bacówka na Rycerzowej, Bacówka na Krawcowym Wierchu.
ODLEGŁOŚĆ (wg mapy): 22 km, 22 km i 15 km
CZAS (wg mapy): 7 godz. 10 min., 6 godz. 15 min. i 4 godz. 35 min.
SUBJEKTY:
- Stasiu i jego Forumowa Brać - chmara much
Dzień pierwszy 4.7.
Dzień zaczana się o 4:45 dopakowaniem wora. Ruszam z buta i ostateczny środek lokomcji wypluwa mnie o po 8-mej w Oszczadnicy-Laliki, Słowacja. Od tej pory jestem zdany tylko na siebie. Chciałem sobie początek trochę uprościć. Jako starszy człowiek-turysta miałem zaplanowane wyjechać kolejką linową na grzbiet Raczy. Jednak kolejka okazała się wyciągiem narciarskim, który funkcjonuje tylko w zimie dla amatorów białego szaleństwa. No cóż, pozostało mi potargać się ze stokiem sam na sam. To, że chciałem wyjechać koleką, miało być za chwilę dodatkowo ukarane. Przede mną ktoś postawił zagrodę w postaci nartostrady o przewyższeniu 300 m.
. Nie takie przeszkody pokonywałem. Nie domyśliłem się jednak, że w trawie nartostrady czai się niewidzialny wróg. Z początku klasyka - serce i płuca pracują w normie. Jestem ze siebie zadowolony, jakbym miał skrzydła Sokoła i nogi Pedry. Kiedy wszedłem w większą trawę zostałem znienacka zaatakowany krwiożerczymi bestiami - gzami bydlęcymi.
Ponieważ na stoku nie pasło się żadne bydło, te wampiry rzuciły się na mnie. Te jak wiadomo wody nie piją i chciały się dorwać do moich 7 l krwi. Po pierwszym zaskoczeniu, kiedy oberwałem dwa ukąszenia, zacząłem się bronić. Trup padał gęsto. Na szczęśćie tylko na jednej stronie, bo inaczej autor nie napisał by tej relacji. Kiedy doszedłem do Chat na Raczy, chmara samobójczych gzów gdzieś odleciała. Chyba poszukać innej ofiary a dla mnie nareszcie nastała ulga.
Może pierwsza plaga była karą za to, że taki stary wyga górski myślał o wywiezieniu d... (tyłka) kolejką linową? Teraz tutaj było bezludnie, ale zimą jest chyba prawdziwe oblężenie. Nartostrada W. Racza jest znana także za granicą. No, jednak trzeba iść dalej. Czeka mnie pierwszy prawdziwy cel - schronisko na W. Raczy (1230 m). Słaba godzinka i jestem przy nim. Widoki nie są rewelacyjne. Widać tylko okoliczne góry. Nie trzeba było bawić się w Japońskich turystów.
Faterka z Rozsutcem i Stohem ledwo, ledwo. Widać jednak mój dzisiejszy cel - Rycerzowe.
W schronie klasyka - żurek (tęskno mi za nim, bo u nas większośći nie jest znany) i piwo (tego na odwrót jest pełno). Jeszcze nie jest południe i ja wyruszam granicznym szlakiem na Przegibek. Mogę wybierać - polski wariant jest dłuższy, ale dla nóżek lżejszy, bo omija wzniesienia i słowacki wariant, który jest krótszy, ale praktycznie kopiruje granicę i idzie się jak na huśtawce. Wybieram polski. Będę miał więcej swobody na pozostanie sam na sam ze swymi myślami. Okazja była korzystna, ponieważ po zejściu z Raczy zanurzyłem się w las i widoków było jak na lekartwo. Raz pokazała się Racza ze schroniskiem, to zaś wieś Novoť po Słowackiej stronie.
Dla kogoś to może być nudna trasa, ale dla tych co potrzebują wyluzować i przebrać swoje myśli jest idealna. Nie będę jednak zanudzał, po 2,5 godzinach od Raczy, pojawiła się już blisko Będoszka Wielka ze swym krzyżem.
To oznaczało, że Przegibek jest tuż, tuż. Chociaż schron jest oddalony o 15 minut od trasy, postanowiłem go odwiedzić. Brakowało mi już trochę cywilizacji, no i napoju turystycznego. Nie małem kompanów, jak pewnego razu Fazik na Błatniej, musiałem sam sobie zajść.
Po "odświeżeniu" dalsza trasa to już była błahostka. Rycerzowa była na rzut worem.
Na przedwierzchołku jeszcze wsteczne spojrzenie na Raczę
i jestem o 16:00 na Rycerzowej Wielkiej (1226 m). Wg mapy miały być widoki, ale ostatnim razem okoliczne drzewa porosły i nie było nic widać. Dopiero na Hali Rycerzowej pokazały mi się okoliczne kopczyki i nawet Pilsko z Babią
Bacówka na Rycerzowej - moja pierwsza baza noclegowa. Coś mi tu jednak nie gra. Jakoś dużo namiotów i nawet jeden wielki. Po dojściu do bacówki dowiaduję się, że przebiega tutaj tradycyjna akcja kulturowo-muzyczna OSPA 2009 (Otwarta Scena Piosenki Autorskiej) i z tego powodu wszystkie łóżeczka są zajęte. Dla mnie żadna tragedia, potrafię spać na ławie w jadalni. Kuchnia podaje miejscowe danie - łacuchy z sosem borówkowym (czarna jagoda) w cenie 10 zł. Pycha. Nawet talerz chciałem zeżreć. Oblizałem chociaż łapki. Aczkolwiek nie jestem muzykalny, atmosfera wokół bacówki była miła. Podobało mi się. Na swoje by przyszli niektórzy nasi muzykalniejsi Forumowicze. Ja miałem dobrą kulisę do moich dwóch towarzyszy.
Położyłem się około 22:00. Nie było mi dane jednak zasnąć. Interpretowie OSPA skończyli, ale jedna grupka młodzieży była w dobrej formie i śpiewali (ładnie, ale długo) aż do 2 w nocy. Wtedy dostałem się do mocy Orfeusza. Dobrej nocy.
Cdn...