Na sam koniec ścieżka Tatrzańskiej Magistrali dochodzi do asfaltowej drogi, którą to idąc dochodzimy do Schroniska nad Popradzkim Stawem. W tamtejszej restauracji zamawiamy zupę gulaszową oraz frytki. Zupa jest całkiem przyzwoita, frytek nie polecam.
Ja nie polecam kiełbasy bllleeee
Później można haftować po łowicku przez trzy kolejne dni 
Spoglądam na Polskę - nie byłem tam od tygodnia
chciałabym móc powiedzieć to samo 
Nie mogę na Nią spojrzeć, nie byłam tam od ponad miesiąca, nie będę tam jeszcze ponad dwa miesiące 
Pokrojone salami, ser żółty w plastrach, pomidory, ogórki i papryka to tylko część menu. Uzupełniały je także mleko z musli, jogurty, ugotowane jajka, miód i dżem. Naprawdę patrzyłem na to wszystko w szoku, bo to było najlepsze moje śniadanie od paru dni. A trzeba pamiętać że to jest najwyżej położone schronisko w Tatrach, a więc całość wyżywienia wnoszona jest tutaj przez tragarzy na plecach. Teraz już wiem, że jeśli kiedyś będę jeszcze tutaj nocować - to na pewno wykupię także tutejsze śniadanie. Brawo dla gospodarza!
Podobnie jak w Zbójnickiej i Terince 
I mają pyszną herbatę (mieszają jakieś zioła) niebo w gebie 

Kiedyś będę musiała wykraść spsób przyrządzenia
Tutaj ponownie plecak daje mi się ogromnie we znaki. Co prawda nie mogę się równać z mijanym tragarzem pod względem ładunku, ale z 15 kg także dźwigam. W takich chwilach naprawdę zastanawiam się po co. Słońce mimo że wrześniowe, ale daje znać o sobie.
W takiej chwili zastanawiam się nawet nad tym czy potrzebuję jedną czy dwie paczki chusteczek higienicznych, wydaje mi się, ze czuję ciężar każdej z nich