Wracajac pamięcią do pięknego weekendu sprzed 3 tygodni...
Wyjeżdżamy z chaty przed południem. Kierunek - Vysoke Tatry. Pogoda słoneczna i stopy juz świerzbią, by załozyc górskie kamaszki i powędrować przed siebie
Droga dobra, a słowacka w szczególności (nigdy nie mogę sie nadziwić, przejeżdżając przez granicę polsko-słowacką, jak to możliwe, że jest taka różnica w jakości dróg miedzy Polską a Słowacją..nieporównywalna).
Tomek robi po drodze fotki Tatrom Bielskim, które tego dnia prezentowały sie wyjatkowo pięknie
Dojeżdżamy do Smokovca i wczesną godziną idziemy spać, by następnego dnia wstać rannym świtem. Zasypiamy z nadzieją na dobrą pogodę nazajutrz.
Budzę się w środku nocy, bo chcąc nie chcąc słyszę krople wody tłukące o okap dachu
. Wstaję, wyglądam przez okno - na szczęście nie pada, a spędzajace mi sen z powiek odgłosy okazują się skroploną mgłą uderzającą o blachę..
Wstajemy o 4:00. Herbata poranna i zapasy do termosu. Wsiadamy w automobil i jedziemy do Chaty przy Popradskym Plesie.
Stamtąd idziemy poczatkowo szlakiem, po czym po 10 minutach odbijamy do Doliny Złomisk. Gór nie widać - zasłaniają je jeszcze poranne, niskie chmury. Powietrze jest mroźne. A dookoła cisza...
Po podejsciu na próg Doliny Złomisk delikatna perć wije się nad Zmarzłym Stawem. Góry odsłaniają się zza chmur, te zaś zawisają na wysokości mniej więcej 1700m. W oddali majaczą kontury Niżnych Tatr. Wypogadza się
.Po kamieniach i głazach, kopczykowaną ścieżynką docieramy do Doliny Rumanowej. Tutaj kwadrans na śniadanie i herbatkę. Wiążemy się na wypadek wszelki i żlebem wychodzimy na Gankową Przełęcz, skąd dalej przepiękną granią na szczyt Ganku.
Słonko przygrzewało, widok rozposcierał się przecudny... zresztą sami zobaczcie zdjęcia
Następnego dnia spaprała się pogoda, padał deszcz, wyżej śnieg i było nieprzyjemnie... Mieliśmy chyba duzo szczęścia