Temat zamknięty  Napisz temat 
Lato - wakacje 2008!!! A my na szlaku...
Autor Wiadomość
mieciur
- - user - -
*****


Postów: 1,889
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Feb 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku...

Wyprawa Tatrzańska 24 - 25 - 26 czerwca 2008 r.

Nasza wyprawa w Tatry rozpoczyna się w Krakowie a nawet w Nowym Sączu, oj działo się działo ale po kolei. Nasza ? czyli już tradycyjnie ja i Gośka. Poniedziałek 23 czerwca koło południa wyruszamy ale do Krakowa. Jedziemy bocznymi drogami a raczej tym co z nich zostało, robimy tak ze wzglądu na protest kierowców TIRów. Kraków osiągamy bezboleśnie Smile Już w Krakowie mamy napięty harmonogram - najpierw zakupy, trzeba było zapewnić prowiant w góry a i ja kupiłem trochę rzeczy: kurtkę i plecak. Potem wieczorem udajemy się na spotkanie formowe,tutaj pozdrawiam Snieshkę, Dziencioła313 i Pedra.

Wtorek 24 czerwca

W końcu można jechać w nasze ukochane Taterki Smile Ale nie od razu - najpierw o 8:45 jedziemy z Gośka na jej uczelnie, ona pisze ostatni exam w tej sesji a ja czekam w samochodzie. Nareszcie ! Możemy ruszać ! Jest godzina 10 i z uśmiechem na twarzach ruszamy na zakopiankę. I tutaj pierwsze problemy - Kraków nie chcę nas tak łatwo wypuścić ? przy wyjeździe z miasta stajemy w korkach, ehh mówi się trudno. W końcu udaje się nam wydostać. Popsuło nam to trochę humory zwłaszcza, że w drodze zaczyna padać. Jednak tak cieszymy się na ten wyjazd, że naprawdę nam wszystko jedno. Około godz. 12:30 dojeżdżamy do Kir i w okolicach Doliny Lejowej zostawiamy autko na nieformalnym i bezpłatnym miejscu parkingowym. Teraz szybkie przepakowanie, plecaki na plecy i w drogę ! Najpierw pieszo docieramy do postoju busów w Kirach. Tam szybko łapiemy busa do Zakopanego. O 13 już jesteśmy w Zakopanym a 5 minut później jedziemy już w stronę Kuźnic. Kuźnice wysiadamy ! Teraz uiszczamy ?dobrowolną? opłatę za wstęp do TPNu i w drogę. Wybieramy żółty szlak przez Dolinę Jaworzynki. Po drodze spotykamy dość sporo ludzi jak to w Tatrach bywa ale tłumów nie ma. Na Przełęczy Między Kopami robimy krótki postój, Goska tryska energią ja trochę mniej ale to norma - ile razy idę do Doliny Gąsienicowej na podejściu do schroniska "umieram" ale potem jakoś się rozkręcam i jest ok. Nie wiem czemu tak jest może aklimatyzacja czy coś podobnego ? Nieważne. Ok. godziny 15 docieramy do schroniska, jak się okazuje mieliśmy dużo szczęścia bo dostałem ostatnie wolne miejsce na nocleg - Goska miała zarezerwowany wcześniej. Po krótkim odpoczynku i zostawieniu części rzeczy w pokojach postanowiliśmy jeszcze ruszyć na szlak bo dzień długi i w ogóle to co będziemy tak siedzieć Smile Pierwotnie mieliśmy w planie wejść na Kozią Przełęcz a potem w zależności od warunków albo zejść albo dojść do Zadniego Granatu i wrócić do schroniska. Jednak po drodze okazało się, że i czasu i sił mogło by nam na takie przejście zabraknąć. Pozatym zobaczyliśmy zaśnieżony górny odcinek szlaku na wcześniej wspomnianą przełęcz a że nie mieliśmy raków to postanowiliśmy nie ryzykować. Wspólnie zapadła decyzja, że wychodzimy zielonym na Zadni Granat a zejdziemy żółtym ze Skrajnego Granatu do schroniska. Wyście na Zadni Granat było powolne i dość męczące. Mozolnie nabieraliśmy wysokości podchodząc zakosami. Na grani przywitał nas wiatr. Pogoda ogólnie nie była zła, trochę się chmurzyło ale było całkiem całkiem. Po dotarciu na słynną Orlą Perć, momentalnie pojawiły się wspomnienia z zeszłego roku kiedy to razem przechodziliśmy cały ten szlak. Co dziwne odcinek od Zadniego do Skrajnego uchodzi za jeden z łatwiejszych na Orlej a mimo to szliśmy jak dwie ostatnie sieroty Smile Aż nam się chciało śmiać z siebie, tempo mieliśmy ja cepry, nogi z waty i takie atrakcje. Pewnie było to spowodowane nie przygotowaniem do skały i faktem że dopiero co przyjechaliśmy w Tatry. W każdym bądź razie w końcu docieramy do Skrajnego Granatu i schodzimy do schroniska. Po drodze nie napotykamy na żadne niespodzianki i spokojnie ok. godz. 20 jesteśmy w schronisku. Na koniec dnia fundujemy sobie zasłużone piwo i planujemy dzień następny. Postanawiamy wyjść o 5 rano na Kościelec i wrócić potem do schroniska po rzeczy i ruszyć w stronę Tatr Zachodnich. W schronisku mamy niestety osobne pokoje a na dodatek ja w pokoju mam do 3 starsze panie i jednego pana po 50- ce. Jednak jak się później okazuje było bardzo pozytywnie. O ile w pokoju u Gośki ludzie od razu poszli spać i nie było za bardzo z kim porozmawiać tak u mnie całkiem odwrotnie. Jednym z ciekawszych momentów była symulacja pokonywania przez jedną panią łańcucha na Orlej Perci pomiędzy Granatami. A robiła to w ten sposób że przeskakiwała z łóżka na łóżko Smile Później się nasłuchałem o ich szaleńczych zjazdach z Koziego Wierchu w czasach młodości.Ogólnie wieczór bardzo szybko upłynął i wszyscy poszli spać. A na koniec okazało się, że ten starszy pan ode mnie z pokoju postanowił iść razem z nami rano na Kościelec.

Środa 25 czerwca

Dzień przywitał nas bezchmurnym niebem. Pobudka o 5 a wyjście na szlak 5:30 - jak zwykle pierwsi opuszczamy schronisko Smile Z naszym 3 członkiem ekipy wybierającej się na Kościelec przechodzimy na ty - ma na imię Krzysiek i przyjechał z Warszawy. Jak to w górach bywa świetnie się dogadujemy i znajdujemy wspólny język. Po krótkim śniadaniu wyruszamy w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Mimo tak wczesnej pory i niewyspania idzie się nam bardzo dobrze. Nad wspomnianym stawem robimy krótki postój i ruszamy zielonym szlakiem na Przełęcz Karb. Po drodze słuchamy bardzo ciekawych opowieści Krzyśka jak to w PRL a szczególe w stanie wojennym jeździło się w Tatry. Ile to było kombinacji, załatwiania pozwoleń i problemów. Ogólnie dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy o Tatrach a także zgodnie stwierdziliśmy, że tamte jak i obecne czasy miały swoje plusy. 20 lat temu nie było jeszcze takiej komercji ale trudniej było się dostać w góry zaś teraz dojazd jest możliwie prosty ale za to o ciszę i spokój w Tatrach już bardzo trudno. Ale wracamy do relacji. Zaraz przed Przełęczą po wyjściu na grań spotykamy kozicę ? wyskakuje przed nami w odległości ok. 5 m ! I co najciekawsze wcale się nas nie boi. Trzyma dystans ale idzie sobie dalej spokojnie i to do tego szlakiem. Dopiero na samej Przełęczy odbiła gdzieś w Kosodrzewinę. Na Przełęczy robimy dłuższą przerwę i jemy ?drugie śniadanie?. Ruszamy dalej. Teraz czeka nas najtrudniejszy odcinek szlaku. Powoli nabieramy wysokości. Pozatym nic się nie dzieje, idzie się całkiem dobrze. Wejście na Kościelec nie było trudne. Po godzinie spokojnego marszu a momentami wspinaczki jesteśmy na szczycie. Pogoda dalej przepiękna, widoczność też całkiem całkiem. Robimy Dość sporo zdjęć. Przepięknie widać, Świnicę, Kozi Wierch, Granaty, Giewont i Kasprowy. Na szczycie dalej prowadzimy niezwykle ciekawe rozmowy. Jak tylko Krzysiek zaczął opowiadać o tym jak po Europie jeździł maluchem tak szybko podchwyciłem temat bo jak zapewne część forumowiczów wie, że do niedawna też miałem taki samochód i darzyłem a nawet nadal darze go wielkim sentymentem. Ok. godziny 8 rozpoczynamy schodzić do schroniska aby przed 10 zdążyć odebrać rzeczy z pokoju i się wymeldować. Zejście upływa nam spokojnie pod znakiem pięknych widoków. Co nas miło ucieszyło, że jeszcze ok. 9 godziny prawie nikogo na szlaku nie spotkaliśmy, dopiero przy samym schronisku zaczął się ruch. Do schroniska docieramy o czasie, przepakowujemy tam plecaki - teraz już nie będzie tak łatwo - cały sprzęt trzeba będzie taszczyć na plecach. W schronisku jemy wspólnie ciepły posiłek. W końcu żegnamy się z Krzyśkiem, on jeszcze zostaje w schronisku bo przyjechał w Tatry na cały tydzień - my takiego komfortu nie mamy. Ok. godziny 11 z powrotem wyruszamy na szlak. Tym razem podążamy w kierunku Świnickiej Przełęczy. Na podejściu na przełęcz, ciężkie plecaki dają się we znaki ale dajemy radę i w zasadzie o planowanej godzinie docieramy na miejsce. Rezygnujemy z wyjścia na Świnicę ze względu na późną godzinę, długą trasę jaka nas dziś czeka a także na ciężkie plecaki. Nareszcie ruszamy w stronę Tatr Zachodnich. Pogoda dalej nam sprzyja tyle, że robi się coraz bardziej gorąco. Niestety nie idzie się już tak dobrze. Im bardziej zbliżamy się do Kasprowego tym więcej ceprów na szlaku. Cóż, weszliśmy w obszar występowania ceprów, a że na Kasprowym jest kolejka mamy tu do czynienia ze swoistego rodzaju "wylęgarnią". Jest tak źle, że rezygnujemy z wejścia na szczyt i Kasprowy Wierch mijamy z boku. Odcinek Kasprowy - Goryczkowe - Kondracka Kopa upływa nam pod znakiem pięknych widoków i dobrej pogody. Po drodze robimy kilka postojów na uzupełnienie wody bo upał także daje się we znaki. Pod Kondracką Kopą jesteśmy już dość zmęczeni dlatego szczyt mijamy z boku wiedząc, że i tak jutro tamtędy będziemy przechodzić. Na Kondracką Przełęcz docieramy ok. godz. 17 i na ostatkach sił "zdobywamy" Giewont. Na szczycie co może być niemożliwe jesteśmy sami ! Robimy tam pół godzinny odpoczynek i nie ruszając się ani na krok regenerujemy siły. Zejście z Giewontu jest trochę problematyczne bo okazało się, że skałki są dużo bardziej wyślizgane niż zakładaliśmy. Po 18 jesteśmy znów na Kondrackiej Przełęczy i rozpoczynamy ostatni odcinek naszej drogi tego dnia ? zejście niebieskim szlakiem do schroniska na Kondratowej Hali. Do schroniska docieramy o 19:20 tuż przed zamknięciem bufetu ? dlatego jeszcze zdążyliśmy zjeść coś ciepłego i zakupić jakże zasłużone piwo tego dnia. W końcu możemy odpocząć. W schronisku panuje bardzo miła i przyjazna atmosfera, nie ma tej komercji jak w wielu innych schroniskach Tatrzańskich. Jedynym problemem jest jeden prysznic na całe schronisko. Ten problem też udało się rozwiązać - zapisujemy się do kolejki i spokojnie czekamy. Po wypiciu zimnego piwa, umyciu się ok. 22 kładziemy się spać po jakże ciężkim dniu. Jak się okaże jutrzejszy dzień też nie będzie wiele lżejszy...

Czwartek 26 czerwca

O 2 w nocy budzi nas burza, wiatr i trzaskające okna. Pada tak mocno, że Gośce deszcz pada na głowę i trzeba pozamykać okna. Z powrotem kładziemy się spać. O 5 rano pobudka, szybkie spakowanie się i wyjście ze schroniska ? jak zwykle wychodzimy jako pierwsi. Pogoda jest taka sobie - nie pada ale powyżej 1700 m n.p.m. jest mgła. Rozpoczynamy powolny marsz w stronę Przełęczy Pod Kopą Kondracką. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze na krótkie śniadanie. Podejście na przełęcz jest dla nas bardzo męczące, co chwile się zatrzymujemy - jest to już efekt kilkudniowej trasy w nogach i plecaków które jakimś dziwnym trafem codziennie są cięższe... Po wejściu we mgłę na szlaku spotykamy stado kozic które równie szybko jak się pojawiły znikają we mgle. Ok. 8 rano jesteśmy na przełęczy. Tam znowu postój i uzupełnienie wody i energii. Ruszamy w stronę Kondrackiej Kopy. Słynne Czerwone Wierchy przechodzimy powoli cały czas idąc we mgle. Dzisiaj ze zdjęć raczej nic nie wyjdzie. Dopiero podczas zejścia na Chudą Przęłączkę nieco się rozjaśnia a na Twardej Kopie spotykamy kozice która okazała się bardzo fotogeniczna. Wcale się nas nie bała i jakby specjalnie pozowała nam do zdjęć Smile Na wspomnianej przełączce spotykamy pierwsze grupy ceprów podchodzących od Doliny Kościeliskiej. My wybieramy zejście do schroniska Ornak przez Dolinę Tomanową. Chcieliśmy wyjść jeszcze na Tomanową Przełęcz ale musieliśmy zawrócić z powodu zbyt gęstej Kosodrzewiny - dosłownie nie mogliśmy się przedrzeć z plecakami przez nią. Ok. godz. 14 jesteśmy w schronisku. Zamawiamy tylko wrzątek i czujemy się tam co najmniej obco przy tych dzikich tłumach ceprów. Wszyscy się na nas jakoś dziwnie patrzą dlatego przenosimy się pod świerki niedaleko schroniska i tam odpoczywamy. Po zebraniu sił ruszamy w stronę Kir. Droga przez dolinę mija nam dość szybko i bez problemów. Teraz musimy jeszcze dojść jakiś kilometr do auta w stronę Doliny Lejowej. Ku naszemu zadowoleniu autko przetrzymało ten czas bez żadnego uszczerbku - a troche było o co się bać bo w końcu stało trochę na dziko. Ok. godz. 17 rozpoczynamy powrót. Po drodze do Nowego Sącza zatrzymujemy się w Krościenku na jakiś obiad po czym powoli udajemy się w stronę domu...

Podsumowując wycieczka bardzo nam się udała, jak na nas była to dość ciężka trasa ale na pewno było warto. Wszystkim którzy dotrwali do tego momentu dziękuje serdecznie za uwagę Smile


Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-07-2008 06:31 PM przez mieciur.

04-07-2008 06:18 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Temat zamknięty  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: Lato - wakacje!!! A my na szlaku... - mieciur - 04-07-2008 06:18 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: