Odpowiedz  Napisz temat 
Po górach na pograniczu CZ_SK
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK

Niedziela. Rano nie mam możliwości gdzieś na kopczyku przywitać słońce i dlatego to robię tylko z okna naszej kwatetry.
   
Kolejne niecierpliwe czekanie na start. Śniadanie, jak zwykle, o 8:00. Chyba jedyny mankament naszej wyprawy. Tutejsze schroniska nie mają wyrozumienia dla turystycznych dreptaczy. Pozostaje im czekać lub nosić żradełko ze sobą albo po drodze zbierać leśne płody. Dla rozgrzewki nas czeka przejście do górskiego siodła Bumbalka, gdzie przechodzi jedna z głownych dróg z Morawy na Słowację. Po drodze ciekawe widoki.
   
Kto by powiedział, że nam się będą prezentować znane nasze kopczyki gdzieś od Bumbalki. No, kto je pozna? Kto pomyślał, że po lewej ręce od Tomasza jest Bagieniec i po prawej ręce Barania Góra, to ma rację. Fajnie tak popatrzeć na "nasze" kopczyki. Na Bumablce mieliśmy plan wypić w motoreście kawkę. Tylko, że był zamknięty. W typicznym sklepie nad granicą (wszyscy wiedzą, co w takim sklepie oferują) kupujemy tutejsze frgale, żeby gdzieś po drodze dopasować je do kawy.
   
Opuszczając Bumbalkę bez kawowego dopingu (na napój turystyczny jeszcze za wcześnie) zarazem po morawskiej stronie opuszczamy Beskidy Morawsko-Śląskie i zahaczamy o Pogórze Hostyńsko-Wsecińskie. Ale faktycznie tylko zahaczamy, ponieważ po wyjściu na Trojaczkę i zejściu do Przełęczy Makowskiej, opuszczamy też te górki i po słowackiej stronie Wierchowinę Kysucką. Czekają na nas Jaworniki.
   
Inne góry, jednak charakter pochodu ten sam. Trochę górskiej huśtawki i mogło by się powiedzieć, że nawet nudnawo. Z tego letargu mnie często wyrywa mijanie grupek turystów, po których poznać, że wędrują z całym dobytkiem i śpią pod gwiazdami. Takim służą chaty tylko do wygodnego napicia się piwka. Rzecz jasna, że tutaj ten obrząd ma swoją kulturę.
   
Lemeszna (950 m). Kończymy rozgrzaniem się Jawornikami i po ostrym zejściu do siodła czeka nas główna partia tych gór.
   
Z tego miejsca granica zaczyna prowadzić stokiem i górne partie Jawornika należą Słowacji. Na grań powraca dopiero na Małym Jaworniku. Ta dysproporcja sięga do historii. Spory o wytyczenie granicy sięgają do XVI wieku. Ostatnie próby wytyczyć granicę granią były prowadzone po rozdzieleniu republiki w 1993 roku. Bez rezultatu. Dlatego teraz parę kilometrów będziemy dreptać czyście po słowackiej stronie. Co z Lemesznej zeszliśmy, to było trzeba było znów wydreptać.
   
Co można pisać? Drepta się lasem i coraz częściej z górskich łąk (tutaj się kiedyś wypasało owce i suszyło siano) widać daleko do krainy. Widzimy Łysą ze Smrkiem. Zbliżamy się do kolejnego ważnego półmetku.
   
W dali pokazują się chaty w górskim ośrodku Kasarnie (Koszary). Leżą one na stoku pod Wielkim Jawornikiem. Osada ma swoją historię tak, jak ma swoją historię wytyczanie granicy. W osadzie był wybudowany ośrodek do strzeżenia granicy między Węgrami i Morawą. W roku 1833 były tutaj wybudowane dla wojska nawet koszary (kasárna). Stąd jej nazewnictwo. Wtedy na Węgrzech wybuchła epidemia cholery i wojsko miało pilnować granicy, żeby choroba się nie rosprzetrzeniła na Morawy. No i dzisiaj z tego mamy spory ośrodek narciarski i turystyczny. Chociaż mi się wydaje, że lepsze czasy ma już za sobą.
   
Siodło Butorki. Pierwotnie mieliśmy w planie dalej dreptać granią na Wielki J., ale zew bazy wypoczynkowej był silniejszy i w końcu postanowiliśmy trochę zejść z trasy. Zahaczamy o Górski Hotel Fram.
   
Jak już uprzednio pisałem, że osada ma swoje lepsze czasy za sobą, mogę tylko potwierdzić nawet z oferty hotelu. Ten jest dla przechodzących turystów zamknięty i do dyspozycji jest tylko bar. Ten pękał pod naporem turystów pieszych, rowerowych i samochodowych. Kultura wypicia napoju turystycznego minimalna. Jednak było trzeba dopełnić i inne składniki, które woda nie zawiera i dlatego wytrwaliśmy tutaj. Dajemy też po kawce. Trzeba koniecznie wypróbować borówkowe frgale niesione od Bumblki. Po zmotywowaniu dajemy na krechę nartostradą z powrotem na grań. Wielki Jawornik (1072 m).
   
Widzimy dalszy przebieg trasy z kopczykami Stratenec, Mały Jawornik i Makyta. Ta ostatnia to już jutrzejsze dreptanie. Odcinek Wielkiego J. może się pochlubić sporymi widokami, które nas dotychczas oszczędzały. Z tego powodu jest też sporo luda (staraliśmy, żeby nie byli w kadrze) i to rowerowego. Elektryki przeważały. To jest jednak przyszłość. Z mego punktu widzenia by jednak mogło dojść do oddzielenia pieszych od kołowych.
   
Na Małym J. po ponad 10 km trasy granica powraca na grań. Stąd to już klasyczne dreptanie z oczekiwaniem końcówki. Chata Portasz ma się niebawem objawić. Trochę historii. Portasz to był członek uzbrojonej jednostki wołoskiej, które od XVII wieku pilnowały granicę między Węgrami i Morawą. Powodem było nasilenie się ataków pojedynczych grup naruszycieli granicy w okresie wojny 30-letniej i później, które w ten czas walczyły przeciwko Habsburgom.
   
Co innego doadać. Dzisiaj to mieliśmy ciut bliżej. 28 km i 9 godzin dreptania jest za nami. Chata Portasz jest festowna i sporo zaludniona. Latem tutaj przebiegają obozy dla dzieci i dlatego tutaj w czasie posiłku jest huczno. O nasaniu wieczornej atmosfery chaty mogę tylko marzyć. Dobranoc.

Cdn.... Z Portasza do Lideczka



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
29-07-2020 08:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
Po górach na pograniczu CZ_SK - Stasiu - 12-07-2020, 07:30 PM
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK - Pablo - 20-07-2020, 04:18 PM
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK - Stasiu - 29-07-2020 08:59 PM
RE: Po górach na pograniczu CZ_SK - yoter - 02-09-2020, 09:30 AM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: