12-07-2020, 07:30 PM
Po górach na pograniczu CZ/SK
Znane powiedzenie mówi: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Mnie od młodych lat chodziło po głowie, jakie by to było przedreptać szlaki górskie w pobliżu granicy CZ/SK, które właściwie znajdują się na "moich" terenach, gdzie Tomtur nie ma prawa żądać wizy. Zawsze jednak nawiedzały mnie inne wabienia górskie i tą anabazę górską odkładałem na później. Jednak w tym roku (2020) położenie planet, słońca i księżyca i na dodatek wywianie wszystkich forumowiczów GŚ z mojego zasięgu, zapaliło we mnie chęci wypróbować jak się porządnie (nie tylko jedniodniowe wycieczki) chodzi po "naszych" górach. Jestem świadomy tego, że dla forumowiczów GŚ z Polski, chodzenie po takich krzaczorach to jest strata górskiego czasu (życie górskie jest takie krótkie) i niegodne nawet zarejestrowania. Jednak dla mnie ta eskapada ma wartość i trzeba trochę załatać dziurę w pisaniu relacji na stronach GŚ "po" koronie. Jeszcze dodam, że nie mam na razie zbytnio wolnego, żeby cały odcinek od trójstyku PL/CZ/SK aż po trójstyk A/CZ/SK przejść za jednym zamachem i dlatego zaplanowałem go przejść na więcej etap.
Etap 1 - Od Mostów po Lideczko, 3 - 6 lipca 2020
Należało się rozpoczynać od Herczawy na Trójstyku, jednak to bym musiał w pracy zebrać jeden dzień wolnego i też ile razy można przechodzić odcinek Herczawa - Girowa - Mosty. Jest piątek i tak mogę normalnie kończyć w pracy. Wskakuję w Karwinie do pociągu, w Cieszynie dołącza Tomasz (aha, zapomniałem dodać, że nie poszłem sam, ale towarzystwa mi dotrzymywał mój syn, z zawodu przewodnik, w tym czasie bez pracy z powodu pandemii koronawirusa) i w Mostach nas o 16:00 wywalają na peron.
[attachment=87800]
Mosty ze swoją słynną przełęczą, która zawsze coś dzieliła. Dzisiaj tym dzielidłem jest to, że w naszą stronę rozpoczynają się Beskidy Morawsko-Śląskie (BMŚ). W odwrotnym kierunku jest pasmo Girowej i nie wiadomo czy to jest już Kisucka Wierzchowina, czy Beskid Śląski. Dzisiaj nas czeka tylko mała rozgrzeweczka. Podejście do Kamiennej Chaty pod Wielkim Połomem. Tylko 5 km i 402 m wysokości. Trasa ogólnie znana i sporo forumowiczów filipkowych spotkań ją przedreptało.
[attachment=87801]
Wydaje się, że nic nowego nie można oglądać, ale jednak pozory mylą. Na zdjęciu widzimy ładne dalekie widoki (no, z powodu warunków pogodowych wszystko się nam nie odsłania), ale wogóle nie miały być. Tutaj był las, ale go już nie ma. Tutaj jeszcze urzęduje kornik (nie mylić z koronawirusem). Dzięki niemu widzimy w dole Mosty i na pierwszym planie Zielony. Kopczyk, którym przechodzi szlak z Jabłonkowa na Girową. Tą na prawo nie widać. W tyle za Zielonym prześwituje Bagieniec. Taaak. To jest ten kopiec, gdzie braterstwo filipkowe też dreptało i nawet chciało tam zimą opiekać jakieś mięsiwo (na razie bez rezultatu).
[attachment=87802]
Tutaj na tym zdjęciu z Bagieńca widzimy kopce w odwrotnym gardzie. W przedłużeniu nosa Wojtka jest W. Połom i na lewo Skałka (gdzie teraz dreptamy). Między Wojtkiem i Rychem ten Zielony kopiec. Rycho zasłania Girową. My teraz dochodzimy do Skałki.
[attachment=87803]
Wszędzie cicho i pusto. Aczkolwiek nie było potrzeby odpoczywać, jednak ze zasady trzeba gdzieś uczcić rozpoczęcie wyprawy, kiedy na dworcu się nie dało. Zwłaszcza, że bar na chacie jest tylko do naszej dyspozycji i znudzona pani szefowa chętnie nam naleje napój turystyczny. Między chatą Skałka i Kamienną to już taki spacerek wieczorny. Jedyna zmiana, to więcej wyciętego lasu i nowy, nowoczesny wyciąg narciarski na Sewerce (no, na tej z tym basenem co jest ...).
[attachment=87804]
Kiedy dochodzimy do naszej dzisiejszej noclegowni - Kamiennej, jest jasne, że z podziwiania zachodu słońca z wieży widokowej są nici. Jak tak dalej pójdzie, to będzie trzba za parę lat wyciąć drzewa lub dźwignąć wieżę, inaczej będzie dobrze widoczna tylko łąka pod nią. Raczej mamy farta. Po dojściu na chatę zaczło lać. To był już jednak ostatni deszcz na całej późniejszej trasie. Na chacie jest trochę luda, raczej urlopowiczów, ponieważ można tutaj dojechać autem. Tomasz idzie wcześnie spać, wiadomo, musi odpocząć od trzech dzieci. Ja jeszcze chwilę wsłuchuję się w opowiadania dochodzących stołowników i ze zmierzchem też daję wyrka. Dobranoc.
Cdn. Od Skalnej po Kminek
Znane powiedzenie mówi: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Mnie od młodych lat chodziło po głowie, jakie by to było przedreptać szlaki górskie w pobliżu granicy CZ/SK, które właściwie znajdują się na "moich" terenach, gdzie Tomtur nie ma prawa żądać wizy. Zawsze jednak nawiedzały mnie inne wabienia górskie i tą anabazę górską odkładałem na później. Jednak w tym roku (2020) położenie planet, słońca i księżyca i na dodatek wywianie wszystkich forumowiczów GŚ z mojego zasięgu, zapaliło we mnie chęci wypróbować jak się porządnie (nie tylko jedniodniowe wycieczki) chodzi po "naszych" górach. Jestem świadomy tego, że dla forumowiczów GŚ z Polski, chodzenie po takich krzaczorach to jest strata górskiego czasu (życie górskie jest takie krótkie) i niegodne nawet zarejestrowania. Jednak dla mnie ta eskapada ma wartość i trzeba trochę załatać dziurę w pisaniu relacji na stronach GŚ "po" koronie. Jeszcze dodam, że nie mam na razie zbytnio wolnego, żeby cały odcinek od trójstyku PL/CZ/SK aż po trójstyk A/CZ/SK przejść za jednym zamachem i dlatego zaplanowałem go przejść na więcej etap.
Etap 1 - Od Mostów po Lideczko, 3 - 6 lipca 2020
Należało się rozpoczynać od Herczawy na Trójstyku, jednak to bym musiał w pracy zebrać jeden dzień wolnego i też ile razy można przechodzić odcinek Herczawa - Girowa - Mosty. Jest piątek i tak mogę normalnie kończyć w pracy. Wskakuję w Karwinie do pociągu, w Cieszynie dołącza Tomasz (aha, zapomniałem dodać, że nie poszłem sam, ale towarzystwa mi dotrzymywał mój syn, z zawodu przewodnik, w tym czasie bez pracy z powodu pandemii koronawirusa) i w Mostach nas o 16:00 wywalają na peron.
[attachment=87800]
Mosty ze swoją słynną przełęczą, która zawsze coś dzieliła. Dzisiaj tym dzielidłem jest to, że w naszą stronę rozpoczynają się Beskidy Morawsko-Śląskie (BMŚ). W odwrotnym kierunku jest pasmo Girowej i nie wiadomo czy to jest już Kisucka Wierzchowina, czy Beskid Śląski. Dzisiaj nas czeka tylko mała rozgrzeweczka. Podejście do Kamiennej Chaty pod Wielkim Połomem. Tylko 5 km i 402 m wysokości. Trasa ogólnie znana i sporo forumowiczów filipkowych spotkań ją przedreptało.
[attachment=87801]
Wydaje się, że nic nowego nie można oglądać, ale jednak pozory mylą. Na zdjęciu widzimy ładne dalekie widoki (no, z powodu warunków pogodowych wszystko się nam nie odsłania), ale wogóle nie miały być. Tutaj był las, ale go już nie ma. Tutaj jeszcze urzęduje kornik (nie mylić z koronawirusem). Dzięki niemu widzimy w dole Mosty i na pierwszym planie Zielony. Kopczyk, którym przechodzi szlak z Jabłonkowa na Girową. Tą na prawo nie widać. W tyle za Zielonym prześwituje Bagieniec. Taaak. To jest ten kopiec, gdzie braterstwo filipkowe też dreptało i nawet chciało tam zimą opiekać jakieś mięsiwo (na razie bez rezultatu).
[attachment=87802]
Tutaj na tym zdjęciu z Bagieńca widzimy kopce w odwrotnym gardzie. W przedłużeniu nosa Wojtka jest W. Połom i na lewo Skałka (gdzie teraz dreptamy). Między Wojtkiem i Rychem ten Zielony kopiec. Rycho zasłania Girową. My teraz dochodzimy do Skałki.
[attachment=87803]
Wszędzie cicho i pusto. Aczkolwiek nie było potrzeby odpoczywać, jednak ze zasady trzeba gdzieś uczcić rozpoczęcie wyprawy, kiedy na dworcu się nie dało. Zwłaszcza, że bar na chacie jest tylko do naszej dyspozycji i znudzona pani szefowa chętnie nam naleje napój turystyczny. Między chatą Skałka i Kamienną to już taki spacerek wieczorny. Jedyna zmiana, to więcej wyciętego lasu i nowy, nowoczesny wyciąg narciarski na Sewerce (no, na tej z tym basenem co jest ...).
[attachment=87804]
Kiedy dochodzimy do naszej dzisiejszej noclegowni - Kamiennej, jest jasne, że z podziwiania zachodu słońca z wieży widokowej są nici. Jak tak dalej pójdzie, to będzie trzba za parę lat wyciąć drzewa lub dźwignąć wieżę, inaczej będzie dobrze widoczna tylko łąka pod nią. Raczej mamy farta. Po dojściu na chatę zaczło lać. To był już jednak ostatni deszcz na całej późniejszej trasie. Na chacie jest trochę luda, raczej urlopowiczów, ponieważ można tutaj dojechać autem. Tomasz idzie wcześnie spać, wiadomo, musi odpocząć od trzech dzieci. Ja jeszcze chwilę wsłuchuję się w opowiadania dochodzących stołowników i ze zmierzchem też daję wyrka. Dobranoc.
Cdn. Od Skalnej po Kminek





Poczekam aż Tomtur wygra w totka i potem mnie zaprosi. 
