Mimo nadejścia upałów nie odpuszczamy.
Co prawda Ukochana wymyśla takie warunki, których teoretycznie nie można spełnić. Nie dość, że mają być szlaki przetarte, to ma być do tego nie za gorąco. Ale ja mam już gotowy pomysł na taką wycieczkę. Najpierw podjeżdżamy autem na przełęcz Krstac (926). Jedzie się niesamowitymi serpentynami, nazywanymi "Kotorskimi Agrafkami". Wiemy, że stamtąd można wyjechać autem jeszcze wyżej, prawie na sam szczyt Jezerski vrh (1657), gdzie jest najbardziej znana atrakcja turystyczna - Mauzoleum Piotra II Petrowicia Niegosza, władcy Czarnogóry. Ja bym wolał jednak iść tam z przełęczy na piechotę. Co to za atrakcja wyjechać sobie autem na szczyt? Jak dla mnie wręcz profanacja. Niestety nie wiem czy jest tam szlak, mapa tego nie obejmuje, a w przewodniku rozwodzą się jedynie nad cudowną możliwością dojechania autem. Jeżeli jest szlak i idzie cały czas asfaltową drogą, to też nie fajnie. Przy wjeździe do Parku Narodowego Lovćen jest budka i strażnik pobiera opłaty. U niego zasięgam języka. Jest nieco zdziwiony, ale ucieszony, że znaleźli się amatorzy pieszych wędrówek. Wychwala szlak, że jest sensownie poprowadzony, przetarty, piękny. W takiej sytuacji idziemy, choć Ukochana zapowiada, że na pewno będzie "czarna d***" jak zawsze. Co ciekawe strażnik nie chce od nas opłaty, jak wyciągam do niego rękę ze zgodnie odliczonymi 4 euro, to macha tylko, żeby iść i się uśmiecha. Czyżby docenił pieszych turystów? 
Szlak idzie kawałeczek drogą, a potem wchodzi w las. Jest szeroką ścieżką i jest przyjemnie chłodno.

Potem kawałek podejścia.
Po drodze znajdujemy skrzynkę wpisową, ze starusieńkim zeszytem rozpadającym się w rękach. Pierwsze wpisy są z 2009 roku. Kartkuję go ostrożnie w poszukiwaniu polskich śladów. Trochę tego jest.
Wychodzimy na wypłaszczenie. Po prawej widać nasz cel.
A to najwyższy szczyt w Parku Lovćen - Štirovnik (1749).
Po drodze mamy piękne widoczki, na inne szczyty i dla odmiany istniejące osady.
Zdobywamy Jezerski vrh, ja z Tobim górą.
Ukochana tunelem łączącym parking z mauzoleum.
Ten tunel to taka sztuka dla sztuki, i tak trzeba wyjść na tą samą wysokość.
Zbliżamy się do Mauzoleum.
Nie ma tam wielu atrakcji, ale to co jest wygląda porządnie.
Wszystkie przewodniki podkreślają, że sufit jest ze złota.
Jednak i tak największą atrakcją jest Tobi, który chyba lubi sławę. Czy mi się tylko wydaje, że pozuje z bardzo dumną miną? 
Ze szczytu wracamy tą samą drogą, którą przyszliśmy. Nie spotykamy nikogo, kto wędruje na piechotę tak jak my. Wszyscy wyjeżdżają autami.
Na przełęczy jemy w regionalnej knajpie. Polecam. Jest smaczniej i taniej niż na dole.
W zasadzie to powinno wystarczyć, aby zakończyć tą miłą i udaną górską wycieczkę, ale namawiam Ukochaną, żebyśmy sobie podeszli na Pestingrad, czyli niedaleko odległy od przełęczy Krstac fantastyczny punkt widokowy nad Kotorem. Ukochana trochę marudzi, że już nóżki bolą, ale idziemy. Najpierw szeroką drogą.
Potem przypominamy sobie jak wygląda normalny czarnogórski standard szlaku.
Tuż przed samym Pestingradem niespodzianka - zamontowali linę. Paimętam, że 5 lat temu liny nie było i miałem lekkie wątpliwości, czy tam należy iść. Sama lina nie jest potrzebna, ale daje poczucie pewności, że podążamy dobrą drogą.
Chociaż byłem przygotowany na ten widok, to dałem się zaskoczyć. Pojawia się tak nagle, że każdy zrobi WOW!
Tobi patrzy sobie na starówkę Kotoru z wysokości dokładnie 1000 metrów. Bardzo gorąco polecam Pestingrad każdemu, kto będzie w tamtych stronach.
Wracamy zmęczeni do auta. Na koniec zjeżdżamy w dół z widokami na zachód Słońca.
Wycieczka zajęła od 8:30 do 16:30 na Jezerski vrh. Oraz od 17:30 do 20:00 na Pestingrad.
Mapki nie będzie, bo nie obejmuje całości trasy. Wystarczy rzut z GoogleEarth. Na czerwono zaznaczyłem trasę na Pestingrad. Dodatkowo strzałka wskazuje "agrafki", czyli drogę asfaltową z Kotoru na przełęcz Krstac.