Fazik
Kierowca TYRa
    
Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status:
Offline
|
RE: Podziemny Swiat Jaskiń
Jeśli chodzi o jaskinie, jak pisałem w dziale "przedstaw się" w latach 80 byłem czynnym członkiem speleoklubu w katowicach i przez dwa zimowe tygodnie miałem niewątpliwą przyjemność odwiedzić kilka jaskiń a w szczególności kilka takich do których zwykły śmiertelnik nie powinien się zapuszczać chociażby z powodu zakazu odwiedzania jaskiń na terenie TPN bez ich zezwolenia które w zasadzie dostają tylko kluby.
W ciszy jaka panuje w jaskini można usłyszeć nie tylko bicie swojego serca a takrze szum przepływającej w żyłach krwi i własne głębokie myśli.
więc jak pisałem kilka dziur w taterach się zwiedziło (czyt. eksplorowało) minn. jaskinia Czarna w masywie Organów, Za siedmiu progami, Miętusia, w Bańdziochu kominiarskim i jeszcze kilka ale do Wodnej pod Pisaną (bo taka nazwę nosi Sylwek) nie dałem się zaprosić choć zimą jaskinie przedewszystkim wodne są łatwiejsze i ciekawsze do zwiedzania, a często niektóre z jaskiń otwierają swoje niedostępne komory tylko w czasie zimy bo w czasie lata przejścia są zalewane wodospadami, zalane wodą większą (syfony) lub mniejszą a w zimie poprostu nie idziesz po pas w wodzie czy też nie musisz się przeprawiać za pomocą pontona (bo i tak bywa) tylko idziesz po lodzie.
Z moim pobytem na obozie w dolinie Kościeliskiej wiąże się pewna historia, otóż: jak to w życiu bywa jak się jest kursantem to ma się pewne "obowiązki" i tym razem (bywało już tak na letniej części kursu speleo na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej) nam kursantom przypadł "zaszczyt" transportowania sprzętu jaskiniowego z magazynu w Katowicach do schroniska na Hali Ornak, dodam sprzętu który miał nam wystarczyć na eksplorowanie jaskiń długich, jak i głębokich, (w Czarnej byliśmy grupą 10 osobową przez 28 godzin!) przez czas dwóch tygodni więc było tego nie mało do przetransportowania.
Ja z racji moich ówczesnych rozmiarów 188cm/120 kg dostałem największy przydział czyli, dwa wory jaskiniowe w których było około 30 stalowych ruskich ciężkich karabinków, ze 30 plakietek, około 100 spitów (w komplecie zastępują haki w jaskiniach, poprostu wykuwa się spitem otwór w skale o średnicy 10 mm i w ten wykuty ręcznie otwór wbijasz rurkę z klinem która od wlotu ma dziurkę z gwintem w który za pomocą sróby przykręcasz specjalnej konstrukcji plakietkę do której wpinasz karabinek, zaleta takiego systemu polega na tym że wykręcasz śróbę i na czole skały nic nie zostaje a miejsce w którym zostawiasz zaklinowanego spita opisujesz i wtedy inni mogą z niego skorzystać bez kolejnego kucia czy wbijania haków co rani skałę) i 60 metrów liny o średnicy 12 (dziś to żyła a nie sznurek, wtedy to był absolutny rarytas jaskiniowy firmy Mammut, i ważył jak mały mamut...) w drugim worze miałem karbid (do osobistych wytwornic acetylenowych do oświetlenia gazowego w jaskiniach) jakieś 15 kg, może więcej.
Do zakopanego i na obóz pojechaliśmy rano pierwszym PKSem z Katowic we dwójkę z Bebikiem (jego ksywka wzięła się z tąd że na każdym wypadzie do jaskiń, przedewszystkim na pierwszym stopniu na Jurę Kr-Cz miał ze sobą obowiązkowo jedną lub dwie paczki mleka Bebiko które poprostu uwielbiał) chłopak ze mnie jakieś 1/3 wielkości, i z tego powodu dostał tylko jeden wór transportowy "tylko" z dwiema linami 60 m...
Tu liczę na waszą wyobrażnię:
Po przyjeżdzie do Zakopanego, przesiadka na kolejny PKS do Kir (busy wtedy nie jeździły), z tamtąd z racji bagażu jaki posiadaliśmy bo oprócz worów transportowych mieliśmy oczywiście swoje plecaki (Ja atlas 75L, Bebiko plecak mi nie znanej marki około 45L) i worki ze śpiworami w których też napchane były konserwy na jaknajdłuższy czas pobytu w schronisku, skorzystaliśmy z podwózki na Polanę Pisaną przez Fiakr, z tamtąd w zasadzie do schroniska już bardzo niedaleko ale, wtedy sroga zima z solidnymi zaspami i śniegiem po kolana więc nasz "spacerek" przyjemny nie był.
W pewnej chwili Bebiko, kruszynka maleńka stwierdził że nie ma siły targać plecaka, wora jaskiniowego i śpiwora z żarciem więc zaproponowałem mu że zabiorę od niego wór który zarzuciłem sobie nad głowę na plecak na którym już miałem dwa swoje (jeden na górze, drugi podwieszony pod plecakiem) i tak obładowany ruszyłem w dalsza drogę.
Po niedługim czasie Bebiko znów stwierdził że słabnie (tak faktycznie było) i ma w d... swój plecak który zakopie w śniegu i po który wróci później na co się nie zgodziłem (nie wiedząc dlaczego) i wziąłem jego plecak który założyłem sobie z przodu i tak "oszpejony" od stóp do głowy ruszyłem ciężkim krokiem przed siebie, później zabrałem jeszcze od mojego towarzysza ostatnią rzecz jaką miał przy sobie czyli worek ze śpiworem i tak doarłem do schroniska do którego wszedłem z całym tym dobytkiem na plecach, przepraszam, na sobie licząc że będzie w środku już ktoś z naszych z klubu i mi pomoże, lecz byliśmy pierwsi nie licząc turystów którzy pili gorącą cherbatkę i wielkimi gałami gapili się na nogi z plecakami (wiele mnie nie było widać zza sprzętu jaki na sobie miałem)
Jak się niektórzy orientują pokoje gościnne w schronisku na hali Ornak są na piętrze więc po wejściu do środka recepcjonistka rozpoznała błyskawicznie (na szczęście) że jesteśmy ze speleoklubu i powiedziała "pierwsze piętro, tam są pokoje".
Ja czując wzrok wszystkich zdziwionych moim bagażem ludzi nawet nie śmiałem zrzucać sprzętu z siebie, taki byłem "twardy" i praktycznie na kolanach (niski strop na schodach) popełzłem na piętro gdzie wygodnie rozpełzłem się błogo na podłodze tuż za schodami na pięterku, dałem radę!!
Od tego momentu nigdy nie dostawałem żadnego sprzętu do transportowania kiedy gdzieś z klubu jechaliśmy.
Całe dwa tygodnie upłynęły wspaniale, tylko jeszcze jeden mnie czekał wielki transport z knajpki Harnaś u wylotu Kościeliskiej pełnego plecaka wina na poczet moich jedynych obchodzonych dotychczas w górach urodzin ale to opisałem w dziale "głupie rzeczy jakie zrobiliście w górach" http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthre...=75&page=2
Teraz ze względu na swoje wymiary zewnętrzne mgę śmiało pretendować do miana korka do zabezpieczania jaskiń przed debilnymi wandalami, ale nadal mnie ciągnie, i jak mam okazję to w jakąś dziurę zaglądam, w załączeniu fotki z jaskini "Dziura" w dolinie ku dziurze ze stycznia z pięknymi naciekami lodowymi. Pozdrawiam.
Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-11-2006 06:45 PM przez Fazik.
|
|