Idąc plażą, można dotrzeć nawet w Himalaje.. Czasami jedynie bardzo symboliczne, ale warte chwili zadumy i pewnego wysiłku.
Wyjątkowo, postanowiłam swój urlop spędzić nad morzem. Leżak, mimo pięknej pogody, nie wchodził w grę. Kąpiele owszem tak, bo morze jest wciąż bardzo ciepłe, a może to tylko moje złudne wrażenie. Zimą też jest dla mnie ciepłe ;-) Leżak zamieniłam zatem na plecak, japonki na buty trekkingowe, a reszta w zasadzie pozostała bez zmian. Celem było dotarcie na koniec świata, gdzie zlewają się wody Bałtyku i zatoki Puckiej, a miejscowość straszy piekłem ;-)
Z uwagi na radość, którą podzielali moi bliscy po zdanym przeze mnie egzaminie wyjście się opóźniło o kilka godzin. Naprawdę nie dałam rady wstać na wcześniejszy autobus
Wystartowałam ze Smołdzińskiego lasu obierając kurs na Łebę. Trasa liczyła około 30 km. A pogoda nie rozpieszczała. Przez niespełna 2 godziny padało, a schować się, podobnie jak w górach, nie było gdzie. W Łebie pierwsze spotkanie z zupą rybną. Wiem, że wiele osób wykrzywia się na samą myśl, ale polewka jest naprawdę świetna. Zwłaszcza po przemoknięciu.
Kolejny dzień to trasa na odcinku Łeba- Białagóra.. Nieco dłuższy, momentami przypominający jednak autostradę do nieba, uklepaną z nadmorskiego piasku. Im bliżej Białogóry tym piękniej. Zdjęcia z telefonu nie oddają nawet w połowie uroku polskich plaż. Słońce cudownie świeciło, sprawiając, że woda miejscami przybierała szmaragdowy kolor. No i na tej trasie spotkałam wielu wyzwolonych ludzi, których w górach nigdy nie będziemy mieli okazji spotkać. A przynajmniej nie w strojach Adama i Ewy 
Białogóra- Jastrzębia Góra.. tyle gór, a mnie dopadł kryzys. Pewnie ten klasyczny- dnia trzeciego ;-) Trasa długa, piasek grząski, morze zbyt głośne, słońce zbyt żółte. Wszystko nie tak! Na szczęście zupa rybna wynagrodziła wiele! Tym razem zupa rybna po kaszubsku.. na ostro.. Wg przepisu Mirka chyba kucharz ją przygotowywał ;-)
Kolejny dzień był mocno oczekiwany przeze mnie. Odwiedziłam Władysławowo, gdzie spędziłam kilka wakacji, podczas których ciężko pracowałam zajmując się dziećmi. Nadmorskie miejscowości zmieniają się bardzo tuż po zakończeniu sezonu, nie do poznania wręcz są dawniej dobrze znane alejki. Jedna zmieniła się nie do poznania. Aleja gwiazd sportu i odsłonięty w czerwcu pomnik poświęcony pamięci himalaistów. Nie będę go oceniała bo to bardzo względne. Na mnie jednak zrobił wrażenie.
Bardzo późno dotarłam do śpiącej Jastarni, aby kolejny dzień zacząć wczesną pobudką i wymarszem do samego Helu. Sam półwysep nie robi już na mnie wrażenia. Dawniej jednak niesamowitym wydawał mi się fakt, że jadąc rowerem po ścieżce z jednej strony widzę wzburzone wody Bałtyku, a z drugiej spokojną zatokę pucką. Dziś wiem, że są dużo piękniejsze miejsca nad naszym wybrzeżem. Gdzie idąc przez 3-4 godziny nie spotkamy nikogo.. a może jedynie fokę, która akurat postanowiła powygrzewać się na słońcu.
Cała trasa liczyła około 140 km, zrobiłam ją w 5 dni. Można oczywiście krócej, można też dłużej. Mam nadzieje, że uda mi się już niebawem zrobić jej drugą część z zachodu na wschód.
....nie samymi górami człowiek, ale po takiej piaszczystej wędrówce czuje, że góry kocha najmocniej