nie znając nas od razu daje relacyjkę
Trochę się was naczytałam tutaj, więc bez przesady
A jak chcecie się popastwić nad debiutantką, to zobaczymy, czy w realu też będziecie tacy zgryźliwi, jak się spotkamy w tej Chochołowskiej 
Hmm, z tymi przewodnikami to jest tak, że z jednej strony uległam ich stylowi (naczytałam się opisów, zanim wybrałam coś dla siebie), a z drugiej to i one mają manierę relacji pogawędkowych.
Jak chcecie coś bardzo subiektywnego w temacie miejsca ogólnie znanego, to obiecuję relację z wejścia na Giewont, tylko nie wiem, czy wstawić ją w wątek "jak się zaczęła wasza przygoda" czy w "ku przestrodze"...
Wracając do Karkonoszy, majówki, śniegu i słitfoci, to:
3 maja rano padał deszcz, a zimne powietrze zdawało się mówić - a tam na górze śnieg, wiatr i nie idźcie. No to nie poszłyśmy, zamiast tego wybierając podziwianie wodospadów. W pierwszej kolejności Kamieńczyk, do którego podjeżdżamy całkiem blisko, a potem drepczemy przez namiastkę jarmarku Krupówkowego. Rzucają się w oczy zapożyczenia z folkloru zakopiańskiego (wszędobylskie grillowane oscypki, od których dym gryzie w oczy). Miłą odmianą lokalną są natomiast minerałki (z dokładnie opisanym miejscem pochodzenia; można nabyć coś lokalnego, o dziwo!).
Tu i ówdzie leżą pozostałości śniegu, nad potokiem unoszą się mgły, a uroda wąwozu Kamieńczyka warta jest przebrnięcia przez wszystko opisane powyżej. Mokre skały budzą respekt, szczególnie widziane wiele metrów poniżej, przez ażurową kratkę, na której się stoi.
Wiem, że istnieją lepsze zdjęcia
, ale mam nadzieję, że to tutaj pozwoli wam poczuć tę mgłę na twarzach:

A tu próbowałam uchwycić to dziwne przemieszanie zimy z wiosną, zielone listki i śnieg na gałęziach:

Po Kamieńczyku pora na Szklarkę. Idziemy szlakiem wiodącym przez opłotki Karpacza:



Wodospad Szklarki nie imponuje tak, jak Kamieńczyka, okolica również nie jest majestatyczna, ale we mnie budzi wspomnienia - pamiętam jak skakałam po tych skałkach i brodziłam w płytkiej wodzie jako kilkulatka. Pamiętam, jak prąd porwał mi pierścionek... I nie uwierzycie, ale przyłapałam się na rozglądaniu się za nim wśród kamieni...
Wodospad Szklarki:

I dwie psiapsiółki (obiecana słitfocia):

Przed wyruszeniem w dalszą trasę wychodzę na stragany na parkingu i nabywam tam trzy dziecinne pierścionki. I grillowanego oscypka, a co tam!
Do Piechowic wracamy niebieskim szlakiem, po godzinie urokliwego spaceru jesteśmy w domu.