Temat zamknięty  Napisz temat 
V pożegnanie sezonu na Filipce 2013
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: V pożegnanie sezonu na Filipce 2013

1.12.2013, niedziela, znów trzeba do domu

Czym więcej razy się spotykamy na Filipce, tym więcej wznika tradycji. Niedzielną tradycją jest smażenie jajecznicy. Rzecz jasna, że na piecu albo kuchence sobie może każdy jakąś jajecznicę wypatrosić, ale tą zrobioną na polu/dworze nad ogniskiem nic nie może przekonać.
       
Nakarmienie 13 głodomorów (z 50 jajek) to nie lada wyczyn. Trzeba się porządnie namieszać i upocić. Ręce i gęba się od ogniska pieką równocześnie ze szpyrką, ale w plecy jest zimno. Na szczęście byliśmy do smażenia dwaj i jakoś się udało utrzymać rondelek nad ogniskiem.
       
Ze zdjęcia widać, że wszystkim musiało smakować. Tomtur nawet ździerał to przypalone. Niedziela była jeszcze więcej rozleniwiona. Do południa penetrowano tylko okolice chałupy (patrz schemat na zdjęciu Pawła) i maksymalne podeszliśmy na obiad do godspody pani Łabajowej. Muszę tutaj zdradzić, że największym popytem cieszyły się dwa dania - klasyczny smażony ser z frytkami (hranolkami) i sosem tatarskim (tatarská omáčka) i chyba top przekąska do piwa - nakładany ser z białą pleśnią (w Czechah pod nazwą Hermelín). Zżarliśmy tego dużo. Ja, i przez wyśmienity nastój załogi, nie lubię popołudniowego niedzielnego czasu. Jest to okres, kiedy bibowicze jeden po drugim zaczynają opuszczać gromadę. Znów coś się kończy. Dla mnie zawsze smutne momenty. Najpierw nas opuszcza Tomasz i Mirek, który wykorzystuje szansę na podwiezienie. Ciekaw tylko jestem, czy Tomaszowi udało się dojechać do Wojkowic, do Koniczka. Na drogę do domu miał sobie zabrać na wynioskę dwie potrawy. Od pani Łabajowej nakładany ser i właśnie od Koniczka znakomite piwo z prywatnego browaru. Następnie opuszczają nas trójka z nad morza - Aga, Paweł i Łukasz. Tutaj zdobywam się na bohaterstwo, pokonuję Lenorę i wraz z Tomturem odprowadzymy trójkę aż na Mały Stożek. No i było trzeba nareszcie odtajnić skrót z Filipki na Małego bez podchodzenia na Wielkiego. Następni odlotowcy to Malwina i Mieciur.
   
Też tego mieli sporo do przejechania i musieli nas za widna opuścić. Wieczorem zdobyłem się na kolejny bohaterski wyczyn. Odprowadziłem na Kolibiska Kamyczka i Marka. Żebym się w drodze powrotnej nie bał, towarzyszył nam jeszcze Tomtur. Szkoda tylko, że akurat tą niedzielę miał Edek zamknięte. To by nam się koło całkowicie zamknęło. Taka zielona na pożegnanie, by nie była do odrzucenia. Na polu bitwy pod Filipką pozostaje nas tylko garstka. Co ja, Bożenka i Tomasz mieliśmy czynić? Na dodatek Tomasz już był w okresie całkowitej oczysty. Oni sobie normalnie poszli spać. Co ja nieboraka miałem sam robić, kiedy sen nie nadchodził? Przyznam się, że wtedy zgrzeszyłem. Do nocy patrzyłem na programy, które leciały w telewizorni.

2.12.2013, poniedziałek, wymiatanie kurzów

Poniedziałek to już tylko taki łabędzi śpiew spotkania bibowego. Na scenę wychodzi trzyosobowa grupa do zacierania śladów po bibowiczach.
   
Jednego nam się udało przyłapać, jak zacierał (wycierał) ślady w pokoju. I dla tych najwięcej wytrwałych też musi się raz wszystko skończyć. Jestem wdzięczny pani Łabajowej, że na poniedziałek przygotowała rosół. Ten mnie chociaż uratował przed absolutną determinacją.

Zakończenie: Dziękuję wszystkim co postanowili mnie wspierać swą obecnością tych kilka dni w chacie na Filipce. Mam nadzieję, że to nie było ostani raz spotkania w tym magicznym miejscu. Dla tych co do następnych lat planują powiększenie rodziny i równocześnie nie chcą zrezygnować z chodzenia po kopczykach, zasyłam instruktarzyjne zdjęcie:
   
Na szczęście człowiek jest stworzony tak, że może nieść aż dwa plecaki. Na zdjęciu widzimy żywy inwetarz (10 kg) niesiony z przodu i niezbędny nieżywy inventarz górski niesiony z tyłu (12 kg). Mogę potwierdzić z własnego doświadczenia, że ciężar 2x10 kg się lepiej niesie, niż 1x20 kg.

I już faktycznie na koniec: Podziękowania od pani Sikorowej za świąteczne podarunki i z tej okazji też ode mnie, ponieważ mnie pani Sikorowa zrobiła złotym, dokładnie powiedziała: "Wy ście sóm złoty chłop".

K O N I E C innocent



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.
11-12-2013 06:11 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Temat zamknięty  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: V pożegnanie sezonu na Filipce 2013 - Stasiu - 11-12-2013 06:11 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: