09-12-2013, 01:56 PM
Motto (dedykacja własna dla wszystkich uczestników): "Człowiek, który kocha góry i to bez różnicy, czy drepcze tomturowym chodnikiem albo wspina się sylwestrowym kuluarem, miał by też mieć miejsce, gdzie ma możliwość podziękować za wszystko co się w tym roku udało albo i nie udało w kopczykach. Dla mnie takim miejscem jest Filipka. Cieszy mnie, że w tej chałupie, w taki okres, nie musiałem chwile wspomnień spędzać sam, ale w gronie tak samo pozytywnie zakręconych przyjaciół jak ja. Dzięki wszystkim za towarzystwo i mam nadzieję, że w tym miejscu nie spotkaliśmy się ostatni czas".
Filipka (762 m) (F), tego kopca chyba nie trzeba już przedstawiać. Jest już na forum sporo opisany i można go też zaliczyć do grona lubianych kopców takich, jak Grojec przez Łukasza.
Dane techniczne:
DOBA : 29.11. ? 2.12.2013
PRZESTRZEŃ: północno-zachodni grzbiet z F i Łączką (835 m) wybiegający z Wielkiego Stożka (978 m) w Beskidzie Śląskim, Dolina Głuchówki;
OBIEKT (do spania): chałupa pod F.
OSOBY: w kolejności alfabetycznej
forumowicze - Agnieszka1, Kamyczek, Malwina, Mieciur, Mirek, Pablo, Stasiu, TomaszRT, tomtur,
goście - Bożenka, Łukasz, Marek.
29.11.2012, piątek, jak forumowicze zeszli się znów przy kociołku i tym razem też przy napoju turystycznym
Dla mnie adrenalina w krwi zaczęła już stąpać tydzień wcześniej. Wtedy weekend był prawdziwie jesienny, ale wnet od poniedziałku o swoje słowo zgłaszała się pani Zima. Było jej udzielone i wnet to poznaliśmy. Temperatura spadła o 10 stopni i u góry z tego powodu rozpruli pierzynę. Nawet na te najniższe kopczyki w Beskidach się dostało. W czwartek otrzymuję informację od pani Łabajowej, że na Filipce jest około 15 - 20 cm śniegu, ale pod ich gospodę da się wyjechać. Pan Edek, który nam dostarczał prowiant, też się starał, jak tam te wszystkie bebechy wywieziemy. Wynioska wszystkich bebechów od Kolibisk też mi się zbytnio nie zapowiadała. W piątek robimy rekognoskację terenu. Postanawiamy najpierw powywyzić swoje rzeczy i kociołek i następnie prowiant od pana Edka. Tomtur, jako zawodowy kierowca, bez uszczerbku na smochodzie, podjeżdża pod gospodę na Filipce. Dalej się normalnym autkiem już nie da. Wszystko teraz w naszych rękach. Ja, Tomtur i Bożenka drepczemy do chałupy.
[attachment=59642]
Wydaje się, że wszystko w porządku. Zostawiamy menele, szybko do samochodu, znów do na Nawsia, objeżdżamy góry i docieramy do gospody pana Edka na Kolibiskach. Teraz już wiemy, że i z resztą prowiantu wyjedziemy. Na drogę ja i Bożenka kosztujemy nalewkę domowej Becherówki.
[attachment=59643]
Muszę przyznać, że była wyśmienita (a to ja tą normalną nie muszę). Wyczyściła mi wzrok i wyluzowała wystresowaną myśl. W dobrym nastroju podjeżdżamy znów pod gospodę na Filipce (jakoś nam się te dwa przybytki często na drodze pojawiają). No tak, ale teraz nam trzeba przejść tych 500 m z podstawowym zestawem biwakowo-turystycznym aż do chałupy.
[attachment=59644]
Ja to jeszcze miałem dobre. Prowiant w plecaku i pipę mogłem przenosić z jednej do drugiej ręki. Tomtur musiał się popasować z dwoma kegami (pełnymi). 2x15
[attachment=59645]
Musicie przyznać, że Tomtur tutaj wygląda, jak słynni tatrzańscy tragarze w czasie odpoczynku przy wyniosce. Część zaopatrzeniową mamy za sobą, Teraz trzeba się postarać o część kulinarną. Tomtur poleciał w dół do Kolibisk z mruczeniem pod nosem, że musi iść na przeciwko następnym gościom. Ja jednak wiem co głównie go tam ciągło. Pozostało na mnie i Bożence ukuchcenia gulaszu. Trzeba góści czymś przywitać. Nie będzie to tradycyjnie po staropolsku - chlebem i solą, ale po górolsku - gulaszem kociołkowym. Nie był to jedank aż taki tradycyjny, ten górolski jest z barana, ale był to na wpół wołwy i na wpół wieprzowy. Nie lubię wyrobów od tych co beczą albo meczą. Mnie smakują wyroby od tych co muczą albo chrochczą.
[attachment=59646]
Tutaj to już idylka. Spokonie oczekuję pierwszych gości. Tomtur jakoś długo balangował w Kolibiskach i zaczynałem mieć obawy czy nie będzie trzeba ogłosić akcję ratunkową. Na szczęście bez utraty na zdrowiu dochodzą pierwsi uczetnicy i z Tomturem. Trójka z nad morza - Agnieszka, Paweł i Łukasz. Musieli mieć ciężko. Przecież oni faktycznie jako pierwsi wyruszyli na imprezę na Filipce. Gulasz się jeszcze gotował, kiedy dojeżdża aż pod chałupę swoim Samurayem TomaszRT. Impreza zaczyna się nam powoli rozkręcać. Do jedzenia na razie propunuję okosztować gospodzkie danie.
[attachment=59647]
O tej porze roku się szybko robi ciemno, ale nam to nie przeszkadzało. Wokół kociołka było głośno i wesoło.
[attachment=59648]
Sporo tego było do powiedzenia. Chyba byśmy tam długo wytrzymali, ale do chałupy nas zagnało rozdzielanie racji żywnościowych. Późnym wieczorem dojeżdżają jeszcze następni uczestnicy i znów Samurayem ? Mieciur i Malwina. Nie wiem wszystkiego o czym rozmawiano tego wieczoru. Kiedy sobie legnę pod świnią w pokoju, mam problemy długo być pozorny. Na wszystkich dolegała dzisiejsza podróż i Ci więcej zmachani powoli odchodzili do łóżeczek. Ja jednak po krótkim kryzysie wzmogłem się jeszcze na ostatnią imprezę tego dnia ? wspinaczkę na samotny wierzchołek Filipki. Grupa atakująca w obsadzie Bożenka, Paweł, Toamsz i ja wyruszyła z bazy wschodnim stokiem do południowego siodła i potem granią pijaków na samotny wierzchołek. Przyznam, było ciężko. Nawet trochę podceniliśmy warunki. Na tak długą i (300 m) i wysoką (50 m) wyprawę zabraliśmy tylko termosy z herbatą. Na szczęście na wierzchołku znajduje się pudło biwakowe, które nas chroniło przed zmieceniem z grani w przepaść, kiedy świętowliśmy odwiedziny wierzchołka.
[attachment=59649]
Z wierzchołka Filipki od herbatki życzą wszystkim dobrej nocy Stasiu, Tomasz, Bożenka i Paweł.
Na zakończenie, cytat dnia: "Czy bierzemy na Filipkę kijki? Nieee!!! Granią Pijaków się z kijkami na Filipkę pod żadnym pozorem nie wchodzi!"
Cdn....
Filipka (762 m) (F), tego kopca chyba nie trzeba już przedstawiać. Jest już na forum sporo opisany i można go też zaliczyć do grona lubianych kopców takich, jak Grojec przez Łukasza.
Dane techniczne:
DOBA : 29.11. ? 2.12.2013
PRZESTRZEŃ: północno-zachodni grzbiet z F i Łączką (835 m) wybiegający z Wielkiego Stożka (978 m) w Beskidzie Śląskim, Dolina Głuchówki;
OBIEKT (do spania): chałupa pod F.
OSOBY: w kolejności alfabetycznej
forumowicze - Agnieszka1, Kamyczek, Malwina, Mieciur, Mirek, Pablo, Stasiu, TomaszRT, tomtur,
goście - Bożenka, Łukasz, Marek.
29.11.2012, piątek, jak forumowicze zeszli się znów przy kociołku i tym razem też przy napoju turystycznym
Dla mnie adrenalina w krwi zaczęła już stąpać tydzień wcześniej. Wtedy weekend był prawdziwie jesienny, ale wnet od poniedziałku o swoje słowo zgłaszała się pani Zima. Było jej udzielone i wnet to poznaliśmy. Temperatura spadła o 10 stopni i u góry z tego powodu rozpruli pierzynę. Nawet na te najniższe kopczyki w Beskidach się dostało. W czwartek otrzymuję informację od pani Łabajowej, że na Filipce jest około 15 - 20 cm śniegu, ale pod ich gospodę da się wyjechać. Pan Edek, który nam dostarczał prowiant, też się starał, jak tam te wszystkie bebechy wywieziemy. Wynioska wszystkich bebechów od Kolibisk też mi się zbytnio nie zapowiadała. W piątek robimy rekognoskację terenu. Postanawiamy najpierw powywyzić swoje rzeczy i kociołek i następnie prowiant od pana Edka. Tomtur, jako zawodowy kierowca, bez uszczerbku na smochodzie, podjeżdża pod gospodę na Filipce. Dalej się normalnym autkiem już nie da. Wszystko teraz w naszych rękach. Ja, Tomtur i Bożenka drepczemy do chałupy.
[attachment=59642]
Wydaje się, że wszystko w porządku. Zostawiamy menele, szybko do samochodu, znów do na Nawsia, objeżdżamy góry i docieramy do gospody pana Edka na Kolibiskach. Teraz już wiemy, że i z resztą prowiantu wyjedziemy. Na drogę ja i Bożenka kosztujemy nalewkę domowej Becherówki.
[attachment=59643]
Muszę przyznać, że była wyśmienita (a to ja tą normalną nie muszę). Wyczyściła mi wzrok i wyluzowała wystresowaną myśl. W dobrym nastroju podjeżdżamy znów pod gospodę na Filipce (jakoś nam się te dwa przybytki często na drodze pojawiają). No tak, ale teraz nam trzeba przejść tych 500 m z podstawowym zestawem biwakowo-turystycznym aż do chałupy.
[attachment=59644]
Ja to jeszcze miałem dobre. Prowiant w plecaku i pipę mogłem przenosić z jednej do drugiej ręki. Tomtur musiał się popasować z dwoma kegami (pełnymi). 2x15
[attachment=59645]
Musicie przyznać, że Tomtur tutaj wygląda, jak słynni tatrzańscy tragarze w czasie odpoczynku przy wyniosce. Część zaopatrzeniową mamy za sobą, Teraz trzeba się postarać o część kulinarną. Tomtur poleciał w dół do Kolibisk z mruczeniem pod nosem, że musi iść na przeciwko następnym gościom. Ja jednak wiem co głównie go tam ciągło. Pozostało na mnie i Bożence ukuchcenia gulaszu. Trzeba góści czymś przywitać. Nie będzie to tradycyjnie po staropolsku - chlebem i solą, ale po górolsku - gulaszem kociołkowym. Nie był to jedank aż taki tradycyjny, ten górolski jest z barana, ale był to na wpół wołwy i na wpół wieprzowy. Nie lubię wyrobów od tych co beczą albo meczą. Mnie smakują wyroby od tych co muczą albo chrochczą.
[attachment=59646]
Tutaj to już idylka. Spokonie oczekuję pierwszych gości. Tomtur jakoś długo balangował w Kolibiskach i zaczynałem mieć obawy czy nie będzie trzeba ogłosić akcję ratunkową. Na szczęście bez utraty na zdrowiu dochodzą pierwsi uczetnicy i z Tomturem. Trójka z nad morza - Agnieszka, Paweł i Łukasz. Musieli mieć ciężko. Przecież oni faktycznie jako pierwsi wyruszyli na imprezę na Filipce. Gulasz się jeszcze gotował, kiedy dojeżdża aż pod chałupę swoim Samurayem TomaszRT. Impreza zaczyna się nam powoli rozkręcać. Do jedzenia na razie propunuję okosztować gospodzkie danie.
[attachment=59647]
O tej porze roku się szybko robi ciemno, ale nam to nie przeszkadzało. Wokół kociołka było głośno i wesoło.
[attachment=59648]
Sporo tego było do powiedzenia. Chyba byśmy tam długo wytrzymali, ale do chałupy nas zagnało rozdzielanie racji żywnościowych. Późnym wieczorem dojeżdżają jeszcze następni uczestnicy i znów Samurayem ? Mieciur i Malwina. Nie wiem wszystkiego o czym rozmawiano tego wieczoru. Kiedy sobie legnę pod świnią w pokoju, mam problemy długo być pozorny. Na wszystkich dolegała dzisiejsza podróż i Ci więcej zmachani powoli odchodzili do łóżeczek. Ja jednak po krótkim kryzysie wzmogłem się jeszcze na ostatnią imprezę tego dnia ? wspinaczkę na samotny wierzchołek Filipki. Grupa atakująca w obsadzie Bożenka, Paweł, Toamsz i ja wyruszyła z bazy wschodnim stokiem do południowego siodła i potem granią pijaków na samotny wierzchołek. Przyznam, było ciężko. Nawet trochę podceniliśmy warunki. Na tak długą i (300 m) i wysoką (50 m) wyprawę zabraliśmy tylko termosy z herbatą. Na szczęście na wierzchołku znajduje się pudło biwakowe, które nas chroniło przed zmieceniem z grani w przepaść, kiedy świętowliśmy odwiedziny wierzchołka.
[attachment=59649]
Z wierzchołka Filipki od herbatki życzą wszystkim dobrej nocy Stasiu, Tomasz, Bożenka i Paweł.
Na zakończenie, cytat dnia: "Czy bierzemy na Filipkę kijki? Nieee!!! Granią Pijaków się z kijkami na Filipkę pod żadnym pozorem nie wchodzi!"
Cdn....




