Odpowiedz  Napisz temat 
Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011
Autor Wiadomość
Stasiu

*****


Postów: 17,594
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Mar 2008
Status: Offline
Post: #1
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011

10. dzień: Odwiedziny schroniska Venezia - bieg na 1500 m

I nastał dzień dziesiąty i ostatni. Dzisiaj nas nie czekają żadne górskie wyczyny. Taka sobie lajtówa. Nawet nie ma co opisywać. Schronisko Venezia (1946 m) jest w opozycji do schroniska Coldai. Będziemy dla odmiany wędrować pod Pelmem a widoki będą na Civettę. Najpierw trzeba trochę wyjść lasem, coś w stylu alá Iwaniecka Przełęcz w Taterkach. Dech południa jeszcze więcej nam daje we znaki. Znowu się z nas leją siódme poty. Po 45 minutach wychodzimy chociaż nad górną granicę lasu i odkrywają się nam widoki. Tomtur został uwieczniony, jak patrzy na ściany Pelma i kamień ze śladami dinozaurów
   
a ja pozuję przed naszą wczorajszą królewną.
   
Dalszy ospis trasy jest dla mnie nudnawy, bo w zeszłym roku pisałem o tym relację. Kto chce, niech sobie poczyta tu:
http://www.gorskiswiat.pl/forum/showthread.php?tid=3108
Zmian na trasie nie było. Zwisający kamień jest wciąż na swoim miejscu, jeszcze nie spadł. Tomtur tą skałę nazwał "Kobra Skalna". Przed schroniskiem robimy sobie odpoczynek już na dobre. Nie opomnę sobie zaznaczyć, że znowu bardzo fajne bibowe miejsce. Przy dobrym napoju
   
robimy podsumowanie ubiegłych dni. No i planujemy wyprawy na dalszy rok. W tym nam pomaga ładny widok na okoliczne kopczyki.
   
Między nimi jest Sorapis (3205 m),
    który chciałem w tym roku odwiedzić, ale już nie pozostało czasu i Antelao (3264 m),
    gigantyczna piramida przewyższająca okolicę o około 2 km i drugi najwyższy szczyt Dolomitów. Jednak czas zostawić marzeniai i trzeba powrócić do rzeczywistości. Powrotna droga jest dla nas takim smutecznym orszagiem. Trzeba się pożegnać z Dolomitami minimalnie na 1 rok. Po drodze mijamy jeszcze stado wolno pasących się koni, które chyba zamieniły się z krowami z zeszłego roku
   
Konie są tutaj bardzo ważne, mają nawet pierwszeństwo na trasie.
   
Takiemu się dobrze schodzi z drogi. Gorzej by było, kiedy po ścieżce by sobie maszerował misiu. I tą myślą dnia kończę nasz górski dziesięciobój.

Zakończenie: Dla mnie to był jeden z najlepszych pobytów w Dolomitach. Chyba nie było chwili, co by poszło na marne. Tomtur też wyglądał zadowolony i nareszcie poczuł, jak smakują ferraty. Jednak sobie myślę, że cała ta relacja i wklejone zdjęcia nie dają odczuć w pełni atmosfery tego miejsca. To trzeba przeżyć na żywo i naczerpać wszystkimi zmysłami. Dlatego wszystkim kopczykowym, bez względu na swoje możliwości, polecam odwiedzić te góry.

Ciąg dalszy już nie nastąpi. Ufff... Dance



Góry się nie zdobywa, góry nas wpuszczają.

Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2011 07:12 PM przez Stasiu.

21-09-2011 07:12 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 

Wiadomości w tym temacie
RE: Dziesięciobój górski albo jak posmykałem Tomtura po Dolomitach - Dolomity 2011 - Stasiu - 21-09-2011 07:12 PM



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: