5. dzień: Leiternsteig i Feldkurat-Hosp-Steig na Toblinger Knoten - bieg na 400 m
Zaraz na początku trzeba powiedzieć, że dzisiejsza wycieczka była podjęta w celu pokazania Tomturowi słynnych wieży Drei Zinnen (Tre Cime di Lavaredo), które nie brakują na żadnym kalendarzu z Dolomitów. Ja ich raczej nazwałem "Zęby Smoka". Może by coś o tym powiedział Sylwester, ale długo go nie było na forum. Nie miało być żadnego wielkiego podchodzenia pod górkę. Wyjście drabinkami na Toblinger Knotem było tylko małą namiastką w tym dniu. Z bazy wyjeżdżamy wcześnie, bo czeka nas przeszło 60 km jazdy przez trzy przełęcze. Parkujemy przy schronisku Lavaredo (2344 m), coś w rodzaju górskiej Palenicy Białczańskiej. Ostatni podjazd krzywi nam nasze miny, ponieważ droga jest pod opłatą 22 Euro. Na parkingu szybko zapominamy na to bezczerstwo i raczej podziwiamy okoliczne widoki.
Tak, jak Taterki mają swoją ceprostradę, tak i Dolomity mają swoją "volkssteig".
Trzeba dodać, że zdjęcie było robione rano i dopołudniowe nasilenie nie było jeszcze nastawione na maksa. Niekiedy się zastanawiam czego musimy na kopczykach dokonywać, żeby do naszych żył wypuścić trochę adrenaliny. Gonimy po skalistych kopczykach, przekraczamy jakieś czeluście, ryzykujemy zjechanie tyłkiem po płacie śniegu itd. A tutaj niektóre ludziki mają za adrenalinę jeszcze zapłacone.
Ciekawy to zawód dostarczać towar na górskie schroniska. Żeby podziwiać Drei Zinen z tej prawdziwej strony, trzeba wyjść na szeroką przełęcz Paternsattel (2454 m). Tutaj najpierw w całej swej okazałości pokazuje się Paternkofel i na dalszym planie Toblinger Knoten.
Dla mnie to jest już pietyczne miejsce. Chyba co roku jest mi dane oglądać te widoki. Z przełęczy zaczynają pokazywać też swoją twarz nasze wieże.
Jeszcze trochę trawersu pod Paternkofelem i mamy pełny uśmiech Smoka.
Prawdziwy pokarm dla oczu. Nie mniej ładny widok jest w odwrotnym kierunku, na zbliżające się schronisko Drei Zinnen.
Za nim się obnaża wyzywająco Toblinger Knoten. Można jeszcze tutaj dodać, że ładnie się też prezentuje skała na prawo - Frankfurter Würstl (Frankfurtska Parówka). Może więcej sprośni by "to" nazwali inaczej.
Tak czy siak, obok tej skały zaczyna się ferrata na Paternkofel. Przy schronisku się nawet nie zatrzymujemy i pędzimy pod skałę. Coś nas jakby do niej przyciągało. Może to jest kulisa dźwiękowa wydostająca się z krowich dzwonków? No i jesteśmy pod ścianą. Ktoś może powiedzieć. Co to za wspinaczka po drabinkach z przewyższeniem 100 m. Po nich nawet bez problemu chodzą kury do kurnika. Jednak to tylko pozory. Taka drabinka do przewisu albo powietrze pod stalowymi hakami wymaga siły i koncentracji. Tomtur później orzecze, że to była dla niego technicznie najcięższa ferrata za ubiegłych pięć dni. Od początku pniemy pionowo do góry. Drabinka za drabinką.
Pozostaje mi Tomtura fotografować tylko z lotu ptaka. Jak takie wchodzenie do kurnika jest wycięczające, poznać po jego buzi.
Na szczęście na tej trasie męczyć się nie trzeba zbyt długo. Czeka nas jeszcze kominek skalny,
potem trochę powietrza pod zelówkami,
obmacania skalnej grani
i już nasze wyśmiane buzie cieszą się z odweidzin wierzchołka na Toblinger Knoten (2617 m).
Jakieś krótkie to wszystko było. Człowiek jest przyzwyczajony do całodziennego chodzenia. Na szczycie nie zatrzymujemy się długo. Tylko powinna sesja zdjęciowa i migamy w dół. Powrotna droga jest o wiele łatwiejsza i nie robi nam zbytnio problemów. Jeszcze przed schroniskiem odwiedzamy Sextenerstein. W dzisiejszych czasach mało znaczący kopczyk, ale podczas pierwszej wojny znów miejsce ciężkich walk. Jest to miejsce dla tych, którzy nie mają na Toblinger, szukają spokoju i chcą widzieć Zęby Smoka i Toblinger Knoten w całych swych okazałościach.
Dzisiejsza wycieczka jest dla nas takim wypoczynkiem po przedeszłych dniach. Trzeba nam też odwiedzić Zakopane Dolomitów - Cortinę d´Ampezzo i teraz jest ku temu okazja. Ciężko nam jest opuścić ten punkt widokowy. Najgorzej, że nam trzeba przedrzeć się przez to mrowie przy schronisku i nie zadeptać nikogo na drodze powrotnej do autka.
Jeszcze mi na Forum będzie ktoś mamrotał o dużo turystach przy schronisku na Morskim Oku.
Za karę otrzymie karnet na nocleg w schronisku Drei Zinnen ze soboty na niedzielę w środku lata. I z taką myślą dnia możemy zakończyć dzisiejszy dzień.
Cdn. Następnym razem Via ferrata Brigata Tridentina w grupie Sella