Chłopaki!
Jaki jest prawidłowy cel pytania zadanego przez Anie, wie tylko ona sama. Dopóki osobiście nie zechce zweryfikować naszych przypuszczeń, nie ma o co kruszyć kopii. Nawet, jeżeli to była jej literówka, to moja wypowiedź nie zawiera żadnych, przynajmniej moim zdaniem, nieprawidłowości, które mogłyby w jakimś sensie stanowić zagrożenie dla osób, które będą chciały z tych rad skorzystać. Przecież nie każdy ma wiedzę i doświadczenie Sokoła, który na górach zjadł zęby i spędził w nich połowę życia. Nie możemy swoją miarą mierzyć wszystkich, którzy proszą o zwykłą, podstawową poradę. Nikt z nas nie rodzi się z wiedzą, ani nie wysysa jej z mlekiem matki. Najpierw trzeba do niej dotrzeć, co chciała uczynić Ania, a potem ją sobie przyswoić. Bardzo często piszemy wzniośle i wyniośle, a w moim przypadku, nawet górnolotnie o rzeczach ściśle powiązanych z bardziej profesjonalnym podejściem do tematu turystki górskiej, zachłystując się przy tym wielkimi osiągnięciami. Zapominamy przy tym o tych maluczkich, którzy dopiero maja zamiar stawiać pierwsze kroki w nieznanym im świecie. To właśnie o nich powinniśmy najbardziej dbać i im nieść pomoc w sprawach, które nam wydają się banalne, a dla nich stanowią zupełne novum, którego tajniki chcą zgłębić. Czy to zasługuje na potępienie i drwiny?
Wracając jeszcze do tego nieszczęsnego batona.
Nie miałem na myśli tych cudotwórczych monstrów energetycznych, kupowanych w sklepach z "zdrową żywnością", po zjedzeniu których nawet umarlak staje na równe nogi, bo przypuszczam, że właśnie to zarzucił mi Sokół. Chodziło o zwykłe wafle, które zwyczajowo przekłada się masą o przeróżnych smakach, a które, na krótkich trasach, mogą stanowić znakomitą alternatywę do objętościowych, zazwyczaj ciężkich, tradycyjnych wałów, jakie zabiera się na wycieczki.
Co do mapy, to uważam, że zawsze, kiedy wychodzi się w tereny turystyczne, a w szczególności te odwiedzane po raz pierwszy w życiu, mapa może okazać się przydatnym elementem ekwipunku. Jeżeli już nawet nie ma potrzeby korzystania z niej, żeby wytyczyć dalszy kierunek marszruty, to zawsze może okazać się pomocną przy próbie zorientowania się, w którym miejscu naszej wędrówki aktualnie się znajdujemy, ile nam pozostało jeszcze do przejścia, albo w jakim to powinno nastąpić czasie. Przecież ta nieduża połać papieru nie zajmuje dużo miejsca w plecaku, a jej ciężar jest pomijalny. Więc w czym problem?
Ani przedstawiła szczegółowo jedną z propozycji tras, jakie ma w planie, więc można sądzić, że pomocnym w ustaleniu tejże okazała się właśnie mapa. Stąd wniosek, że takową posiada. Ale już zadanie pytania o szacunkowy czas przejścia tego odcinka, sugeruję, że:
- albo akurat ta mapa pozbawiona jest tejże informacji, co przecież się zdarza.
- albo Ania po prostu nie posiada wiedzy, jak i gdzie tą informacje odczytać. Nie wszyscy mają świadomość tego, jakie informację, czy to w postaci graficznej, czy też liczbowej, można odczytać z mapy.
Dlatego zaproponowałem, żeby skonsultowała się w tej sprawie z osobą, co do której jest pewna, że taką wiedzę posiada. Ot, chociażby - Agnieszka!