Kilka informacji praktycznych o naszym wyjeździe:
Dzień 1. Wyjście ok..10.00 z Wołosatego, szla niebieski na Tarnicę, plus klasyczna pętla przez Halicz i Rozsypaniec. Wstęp do parku 6 złotych polskich
. Ludu sporo. Dużo wycieczek zakładowych itp.. Pogoda od dobrej rano, po średnią po południu. Nocleg w Bacówce PTTK na Jaworcu, na stokach Smereka. Miejsce bez prądu, ale klimatem, wieczór przy świecach
. Cena za trójkę 30zł. Menu raczej ubogie
.
Dzień 2. Trasa Jabłonki - szlak czarny na Łopiennik, grzbietem przez Durną i pętla do Jabłonki. Poza jedną dużą grupą szlak pusty. Pogoda listopadowa, mgły i mżawka w rolach głównych. Stara puszcze wyglade wtedy mrocznie i tajemniczo. Szlak zarośnięty jak Wietnam. Klasyczna dzicz bieszczadzka
.
Uwagi: Troszkę już za późno byliśmy by zobaczyć złotą jesień. Było bardziej listopadowo, górą liście już poleciały, trawa powoli szarzeje. Sezon turystyczny właśnie się skończył. 3/4 knajp i sklepików już zamknięta na cztery spusty
. Ruch na drodze nie wielki.
No i racja z tą cywilizacją - już wchodzi z buciorami -wzdłuż drogi Cisna - Wetlina - Ustrzyki pełno karczm, pensjonatów, parki linowe, smażalnie itp. Ale w każdej bocznej dolinie wciąż tylko diabeł mówi dobranoc. Oby jak najdłużej.