Odpowiedz  Napisz temat 
Strony (3): « Pierwsza [1] 2 3 Następna > Ostatnia »
Góry Fogaraskie -2007 - 1
Autor Wiadomość
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #1
Góry Fogaraskie -2007 - 1

Góry Fogaraskie były głównym naszym celem wyprawy do Rumunii. Ale część krajoznawcza w drodze powrotnej z tych gór jak sądzę jest również bardzo interesująca.

Polska Budzę się bez budzika w samym środku letniej sierpniowej nocy. Radość miesza się z niepokojem „jak to będzie” Nareszcie nadszedł ten dzień gdy zaczynają się spełniać kolejne marzenia. Dokładnie w połowie sierpnia 2007 roku rozpoczyna się nasza przygoda z Fogaraszami. Wszystko układa się co do minuty, na nikogo nie trzeba czekać, wszyscy gotowi z bagażami czekają w ustalonych punktach. Heniek podjeżdża po mnie i Anię, kolejno wsiadają Grażynka, Irenka, Marysia i Piotrek. Bagażnik samochodu pęcznieje od przybywających plecaków, toreb, namiotów, śpiworów, karimat, itd. Są nawet butle z gazem, zapasy wody mineralnej, jedziemy „jak na wojnę” Ale informacje o Rumunii są na tyle sprzeczne że po tej lekturze nadal nie wiem co nas tam czeka. Wyjeżdżamy z miasta, jeszcze nie jesteśmy w komplecie. Na trasie w Katowicach zabieramy Wojtka a Halinkę w Bielsku Białej. Halinka przyjmuje nas w swojej cichej „rezydencji”” na obrzeżach miasta.Najmilsza przerwa w podróży spośród tych które pamiętam. Nawet kawa smakuje jakby lepiej z dodatkiem panoramy na Beskid Żywiecki. Świadomość że przed nami jeszcze dwie trzecie zaplanowanej trasy na ten dzień zrywa nas na równe nogi.
Praktycznie od Bielska Białej mamy nasz „swojski”krajobraz górski. Rzucam nazwy kilku szczytów ale wszyscy wiedzą ze po lewej mamy Beskid Mały. W lepszej panoramie pojawi się nam w Żywcu gdy będziemy przejeżdżać most na Sole. Beskid Śląski jest na tyle daleko od szosy że panorama na tą grupę górską jest bardzo wyrazista. Skrzyczne , Szydzielnia a nawet Klimczok „mamy jak na dłoni” Przy zbliżaniu się do Żywca zaczynamy dostrzegać niektóre charakterystyczne szczyty w Beskidzie Żywieckim. „Dreszczyk emocji” bo przejeżdżamy pomiędzy dwoma najwyższymi szczytami tego pasma. Pilsko pojawia się na chwilę , natomiast Babią Górę „czujemy podświadomie” Żartuję a my przekraczamy naszą pierwszą granicę czyli polsko-słowacką w Korbielowie. A dokładniej jesteśmy na Przełęczy Glinne, jest trochę po dziesiątej. Formalności trwają „sekund pięć” i już pędzimy po słowackich drogach.
Słowacja Naszą większą uwagę zwraca dopiero Namestowo a właściwie Jezioro Orawskie. To przepiękny zalew z panoramą na Babią Górę , Tatry Zachodnie czy dokładniej na Rohacze i na inne „górki”Od Twardoszyna do miejscowości Podbiel jedziemy bardzo ruchliwą drogą biegnącą od granicy z kierunku Rabki. Skoruszańskie Wierchy to „pagórki” do majestatycznych szczytów Tatr Zachodnich. Gdy mijamy Zuberec czy Habovkę to na pierwszym planie dominują już tylko Rohacze. Na kolejny przystanek wybieram pensjonat „Rohacan” w Hutach. Bo dobrze jest zobaczyć „na własne oczy” naszą „bazę” na wrześniowe spotkanie z górami.Serpentynami zjeżdżamy szybko do Liptowskiego Mikulasza Panorama jeszcze piękniejsza, najpierw pojawia się „Liptowskie Morze” a tuż za nim malowniczy masyw Tatr Niskich. Na chwilę pojawia się nam aquapark „Tatrlandia”, za chwilę „18-tką” pędzimy w kierunku na Poprad. Za Liptowskim Hradkiem wjeżdżamy na trasę do Brezna. W miejscowości Podtureń przejeżdżamy pod najdłuższym mostem autostradowym na Słowacji ( ok.1 km długości) Nasza szosa serpentynami przecina na dwie połowy Tatry Niskie. Na Przełęcz Certovica ( 1233 m npm) nasz bus wspina się mozolnie, później następuje już tylko długi zjazd. „Kątem oka” patrzę na grań w okolicy najwyższego szczytu w Tatrach Niskich (Dumbier – 203 m npm) Ale nam trzeba ciagle jechać na południe. Przełęcz Zbojska ( 725 m npm) jest chyba za nisko położona bo zupełnie jej nie dostrzegamy. Jeszcze ciągle towarzyszą nam góry ale są to już pasma niższe.
Węgry
Bezproblemowo przejeżdżamy przez przejście graniczne Kral –Banreve i jesteśmy na Węgrzech. Zostało nam już tylko ok.100 km do celu
pierwszego dnia, więc „czas mamy bardzo dobry” Przez Ozd podążamy w kierunku na Eger. Krajobraz zmienił się diametralnie W panoramie dominuje równina zwana pusztą . Puste przestrzenie z rzadka pojawiającymi się zabudowaniami „farmerskimi”dominują przez długi okres naszego przejazdu. Gdy zbliżamy się do Egeru przestrzeń przed nami zaczynają wypełniać niewysokie ale mocno zalesione góry. Wiemy że to skraj Gór Bukowych, ciągną się właśnie od Egeru do Miszkolca. Korzystając z„wygospodarowanej” nadwyżki czasowej decydujemy się na kolejny przystanek w tym urokliwym mieście. Dajemy sobie tylko dwie godziny czasu. Najpierw na trasie naszego spaceru pojawia się piękna bazylika. Urokliwymi, czystymi uliczkami podążamy do centrum miasta. Wtedy pojawia się górująca nad miastem majestatyczna bryła zamku w Egerze. Na zwiedzenie zamku jest trochę za późno. Spacer uliczkami miasta słynącego z czerwonego wina o nazwie „Egri –Bikaver” ( „Bycza krew”)też budzi „małe emocje” Starówka bardzo nam się podoba, liczne kawiarenki i restauracje czekają na turystów.
Czeka nas jeszcze dojechanie te „głupie” 30 km, w stosunku do przejechanych prawie 800 km, do naszej „bazy” Bez większych problemów udaje mi się trafić na camping Zsory niedaleko Mezokovesd. Tam dowiaduję się o pomyłce co do miesiąca rezerwacji. Jednak dzięki uprzejmości sympatycznej Basi, węgierki mówiącej po polsku, wychodzimy z opresji „obronną ręką” Tej nocy nie spędzimy w busie ani pod namiotami ale w domku z dwoma pokojami czteroosobowymi. Mamy wszystko „pod ręką” czyli kuchnię, gorący prysznic, itd. w dobrym standardzie turystycznym. Jest wreszcie czas na wieczorne rozmowy przed snem.
Standardem będą prawie codzienne wyjazdy o godzinie ósmej, tak też było na campingu Zsory. Po załatwieniu formalności związanych z rezerwacją noclegów na drogę powrotną, ruszamy w dalszą drogę. Wybieram trasę najkrótszą czyli przez Mezocsat w kierunku na Debreczyn. W pewnym momencie spostrzegam maleńki znaczek na mapie. No nie, nie przypuszczałem że w tej części Europy spotkam przeprawę promową. Jakby nic kontynuujemy podróż aż dojeżdżamy nad malowniczą i wcale nie małą rzekę Tiszę. Prom jest ale po przeciwnej stronie rzeki. „Zasięgam języka”, podobno przypłynie gdy będzie miał kogoś do przewiezienia z przeciwnego brzegu rzeki. Ale po chwili obsługa promu decyduje się podpłynąć po nas.Tak więc nie „zapuściliśmy korzenie” w oczekiwaniu na prom. Sama przeprawa przez szeroką rzekę była „przerywnikiem” w nużącej jeździe szosą. Nie ma tego złego coby na dobre ( nam ) nie wyszło. Gdy sprawdzam dokładnie mapę okazuje się że przeprawa promowa i cały teren to Park Narodowy Hortobágy. Mieści się w północnej części Wielkiej Niziny Węgierskiej, nazwa pochodzi od niewielkiej wioski leżącej na zachód od Debrecenu. Przez tą wioskę przejeżdżaliśmy w drodze powrotnej. Piękno tego miejsca od wieków zachwycało malarzy i poetów, nazywano je "bezgranicznym, zielonym oceanem" i "cudownym stepem".Rzeczywiście moja ręka bezwiednie co chwilę kieruje się w stronę aparatu. I chociaż zdaję sobie sprawę że zdjęcia z pędzącego przez pusztę busa mogą być kiepskiej jakości to jednak kusi mnie ten widok. Takich przestrzeni nie spotyka się w Polsce. Bardzo rzadko na horyzoncie pojawiają się zabudowania gospodarcze i budynki mieszkalne osób trudniących się hodowlą. Stada owiec a nawet koni też mijamy co pewien czas. Za Hajduszloboszlo wszystko „normalnieje”, miejscowości jakby pojawiają się częściej, itd.Przez Derecske i Berettyoujfalu dojeżdżamy do granicy węgiersko- rumuńskiej Bors/Artand.
Rumunia
Większym miastem przez które przejeżdżamy jest Oradea. Tuż po przekroczeniu granicy w panoramie Rumunii pojawiają się góry, po obu stronach drogi.Bliżej lub dalej ale są praktycznie zawsze obecne przez cały okres naszego pobytu na ziemi rumuńskiej. Przerwę
w podróży mamy dopiero w Valisoarze. I pierwsze zdziwienie, miasta rumuńskie prawie nie różnią się od polskich miast. Są też ładne kafejki , piwiarnie, te same koncerny co w Polsce pobudowały tam markety, itd. Piwo Ursus, pierwsze na rumuńskiej ziemi , dobre w smaku czyli porównywalne z naszymi.Cena też nie odbiega wiele od cen naszych piw, tak już będzie przez cały czas w Rumunii. Ceny są bardzo zbliżone do naszych, ta sama tandeta sprzedawana jest turystom w miejscach przez nich tłumnie odwiedzanych np. monastery na Bukowinie. Ceny zakwaterowania też są bardzo podobne, wszystko zależy od standardu, położenia, itd. Jedziemy na jeden z takich noclegów, droga nam się „niebezpiecznie wydłużyła i przez Sibiu przejeżdżamy już o zmroku. Cały przejazd trwa dłużej niż zakładałem ale to wina licznych robót drogowych. Bardzo często ruch odbywał się wahadłowo. Heniek też jechał po ziemi rumuńskiej bardzo ostrożnie i słusznie bo kierowcy rumuńscy często wymuszali pierwszeństwo przejazdu. Czyli tak jak w Polsce, nawet w tym „temacie”Zapadły już ciemności gdy zjechaliśmy z głównej trasy do miasteczka Avrig.Znowu ten sam widok remontowanych ulic, utrudnienia w przejeździe. W „języku migowo- rumuńskim” upewniam się że jedziemy dobrze przez miasteczko. Jedziemy w nieznane, po głowie kołaczą się myśli „co to za miejsce” tak daleko położone od głównej trasy? Ale miałem świadomość że po przejechaniu tych 15 kilometrów w kierunku gór będziemy blisko Fogaraszy, prawie u podnóża. Mijamy kilka „tajemniczych zabudowań” i dochodzimy do wniosku ze to musi być jeszcze dalej. Intuicja nie zawiodła, jakieś znaczki też trochę podpowiedziały i wieczorem wylądowaliśmy w zaplanowanym miejscu. Teraz emocje sięgnęły zenitu „czy znajdziemy nocleg” Pierwsze zapytanie dotyczyło naszej narodowości. Widocznie „Polonia” dobrze się tutaj kojarzyło bo po chwili oczekiwania otrzymaliśmy upragnione pokoje. Nie uśmiechało mi się szukanie dalej noclegu, chociaż kilka adresów „rezerwowych” miałem w zanadrzu. W ten sposób Poiana Neamtului stała się naszym pierwszym „domem” na ziemi rumuńskiej.
A o świcie miłe zaskoczenie. Z tarasu naszego ładnego schroniska widać było Fogarasze. Schronisko do którego jest dojazd samochodem, w którym bywają nie tylko turyści, ma ułatwione zadanie jeśli chodzi o stronę ekonomiczną.To schronisko było właśnie tego doskonałym przykładem. Trochę ciasno w pokojach, łóżka piętrowe ale wszystko poza tym bez zastrzeżeń. Może nie do końca, żeby dopełnić obraz schroniska trzeba wspomnieć o długim czasie oczekiwania na posiłek. Mieliśmy swój „mały kącik,” czyli taras na który chętnie przebywaliśmy. To schronisko będzie się rowijać, tak myślę, gdyż często podjeżdżały pod nie samochody „ z miasta” z ludźmi szukającymi tutaj kameralnego miejsca na spędzenie czasu. A miejsce rzeczywiście bardzo ładne. Patrząc pod „naszym kątem” było świetnym punktem do wypadów w „góry wysokie”    
Poiana Neamtului -Cabana Barcaciu - Avrig
Następnego dnia po przyjeździe kierowca –Heniek miał dzień wolny. Nasza cała ośmioosobowa ekipa tradycyjnie o ósmej rano gotowa już była do wyjścia na fogaraskie szlaki. Szlaki w górach Rumunii są znakowane innymi znakami, zaczynaliśmy fogaraską przygodę ze znakami czerwonymi przypominającymi znak Czerwonego Krzyża. Poiana Neamtului leży na wysokości 706 m npm, pierwszy etap wędrówki przewidywał dojście do schroniska o nazwie Cabana Barcaciu ( 1550 m npm)
    "Mieszkańcy schroniska"
Szlak był dobrze oznakowany, wyraźna ścieżka prowadziła przez las stopniowo trawersując zbocze. Tak więc zgodnie z planem czyli po dwóch godzinach „ z małym kawałkiem” doszliśmy do schroniska górskiego. To ze górskie widać było po jego „standardzie” czyli standardu nie było żadnego. Słoneczko pięknie przygrzewało, polana rozległa więc miejsce na odpoczynek było zupełnie wystarczające, dla nas mniej wymagających. Celem dla sześciu uczestników wyprawy było w tym dniu Jezioro Avrig (2007 m npm) Z „języka migowo- obrazkowego” dowiaduję się ze lepiej będzie jeśli na główną grań Fogaraszy pójdziemy dalej za „naszymi” znakami o kształcie czerwonego krzyża. Język migowy bo w rozmowie z prowadzącymi schronisko używaliśmy trochę dłoni. Natomiast wszystkie wyjaśnienia poparte były rysunkami tworzonymi wprost przed moimi nogami za pomocą patyka. Zgadzam się z rozmówcą że najpierw wejście to czerwone krzyże a zejście za niebieskimi kropkami. Uścisk dłoni na pożegnanie, to miłe że ktoś zainteresował się naszymi planami na ten dzień. Chociaż przy schronisku na około sześć godzin zostały nasze „reprezentantki” : Ania i Irenka. Wchodzimy coraz wyżej a w miejscach odsłoniętych pojawia się w panoramie „nasze schronisko”.Przy każdej odsłonie jest coraz mniejsze. Z lasu wychodzimy wreszcie w piętro kosodrzewiny i krzaków jagodzin co widać po zbieraczach tego runa leśnego. Za kilkanaście minut jesteśmy już na zboczu o charakterze połoniny, wygrzewamy swoje ciała w letnim słońcu. To jeszcze nie jest miejsce gdzie nasz szlak dochodzi do głównej grani Fogaraszy. Zdobędziemy to miejsce dopiero po około 20 minutowej wędrówce.Fogarasze nie posiadają piętra kosodrzewiny, powyżej piętra lasów bywają najczęściej porośnięte wrzosem karłowatym. Tak więc po wyjściu z lasu panorama stałą się bardzo rozległa. Rozkosz dla naszych oczu, z lewej strony naszej ścieżki wyraźnie rysuje się Negoiu wraz z okolicznymi graniami. To najbardziej skalisty rejon Gór Fogaraskich cechujący się wysokogórskim krajobrazem. A często spotykane krzyże przypominają że trzeba zachować zdrowy rozsądek, niebezpieczne bywają zwłaszcza burze w Fogaraszach.            
Patrząc na południe widzimy jak z naszego ciągle trawiastego zbocza wyrastają w panoramie skaliste szczyty lub pokryte rumoszem skalnym. Nasz cel jest położony jednak bardziej na zachód więc gdy skręcimy w tym kierunku Negoiu „ucieka” nam z panoramy. Doszliśmy wreszcie do czerwonych znaków biegnących wzdłuż głównej grani. Drogowskaz nie wytrzymał trudnych warunków atmosferycznych, lecz oznaczenie skrętu do schroniska wyraźnie jest namalowane na głazie przy szlaku. Osiągnęliśmy wysokość ok.2150 m npm trawersując zbocza Vf. Scara (2306 m npm). Nad Jezioro Avrig od tego miejsca poprowadziły nas czerwone paski.         Jezioro już z pewnej odległości prezentuje się wspaniale w otoczeniu kilku szczytów o wysokościach ponad 2400 m npm Każdy zdejmuje z siebie to co uważa za stosowne. Są więc „tekstylni”, są maczający nogi w jeziorze, ktoś popierał „idee naturystyczne” Wszyscy zgodnie stwierdzili że woda jest mokra i zimna co nie było wielkim odkryciem patrząc na wysokość na jakim znajduje się Jezioro Avrig ( 2007 m npm) Co do wielkości plasuje się w pierwszej piątce największych naturalnych zbiorników wodnych tych gór. Nad urokliwym jeziorem spotkaliśmy rozbite namioty, często spotykane w następne dni pobytu w Fogaraszach. Powrót odbywa się inną trasą, podążamy teraz za niebieskimi kółkami..Doliną do której schodzimy płynie potok o nazwie Avrigelul.     Interesująco wygląda z wysokości jeziora, przy „bliższym poznaniu” jeszcze zyskuje na atrakcyjności. Ponad doliną wysoko na skale Piotr dostrzega sylwetkę kozicy. Przed nami w dolinie na niewielkim wzniesieniu pasie się stado owiec. Gdy przekraczamy potok to naszym oczom ukazuje się dosyć prowizoryczna owczarnia. Głos ujadających psów towarzyszy nam przy wejściu w las. Szlak dosyć długo biegnie lasem nie tracąc na wysokości. Aż wreszcie, w samą porę, przed godziną osiemnastą powracamy do schroniska Barcaciu. Na zejście do schroniska Poiana Neamtului potrzebujemy jeszcze około 1,5 godziny. Na krótko przed zmierzchem jesteśmy bezpieczni i pełni wrażeń w „naszym” schronisku. Tak zakonczył się trzeci dzień naszej wyprawy do Rumunii.
Jest sobota 18 sierpień 2007 r. i nasz czwarty dzień od wyjazdu z Pleszewa. W zachodniej części grani Fogaraszy już byliśmy, czas poszukać lokum położonego bliżej środkowej części. Mam na myśli rejon Balea Lac. Z wcześniejszego „rozpoznania”wynika że dobrym miejscem byłaby Carta, leżąca w pobliżu Trasy Transfogaraskiej. Mam „namiary” na podobno wzorowo prowadzony camping przez małżeństwo holendersko-rumuńskie. Na miejscu okazuje się że jest coś takiego, od bramy widać że ładne nawet ale na miejsce nie mamy co liczyć. Chodzi o kwaterę stałą z rozbiciem namiotów nie byłoby problemu ale my nie mamy na to ochoty. Kolejnym „namiarem”jaki posiadam jest miejscowość Cartisoara.
W pierwszym „z brzegu” czyli na początku miejscowości pensjonacie okazuje się że są wolne miejsca ale cena wydaje na się zbyt wygórowana. Wojtek pomaga w załatwianiu noclegów, jego angielski sprawdza się w rozmowach z dziećmi czy wnukami właścicieli pensjonatów.
Dla mnie to kolejne zaskoczenie, miała być zacofana Rumunia a tutaj okaże się każdorazowo że młodzież rumuńska zna angielski, kto wie czy nie lepiej niż polska młodzież. Myślę sobie „do trzech” razy sztuka i z Wojtkiem „nawiedzamy” kolejny dom z napisem „wolne pokoje”
Pokoje są tylko dwa ale duże, dobra cena więc wynajmujemy to lokum. Później, przy „bliższym poznaniu” okazuje się że dwa pokoje są duże ale miejsc do spania trochę mało. Nie musimy robić jednak losowania, „grać w marynarza” bo od zaraz są chętni do spania na karimacie, na podłodze, w swoim śpiworze. „Załapałem” się wraz z kierowcą do „wspólnego łoża” ale bardziej mnie cieszył fakt że stąd nad Balea Lac jest nieco bliżej. Szybko pozostawiliśmy zaliczkę i jedziemy ponad 20 kilometrów wznoszącymi się coraz wyżej serpentynami.
Balea Lac - Vf Vanatoarea lui Buteanu
Jesteśmy w Siedmiogrodzie który charakteryzuje się zdecydowanie najbardziej zróżnicowaną strukturą etniczną w kraju, jest swoistym tyglem narodowościowym Obok Rumunów, ciągle bardzo liczni są Węgrzy, ponadto występuje tu sporo Sasów, Szeklerów, Cyganów, Żydów, obok siebie żyją katolicy, prawosławni i protestanci. Później zauważymy to nawet na znakach z napisami miejscoowści. Często podawane są dwu lub nawet trzyjęzyczne nazwy mijanych miejscowości. Siedmiogród to inaczej Transylwania, a my z okien naszego pensjonatu widzimy ogromne pasmo górskie – to Góry Fogaraskie lub inaczej Alpy Transylwańskie.
Zbliżamy się z każdym kilometrem serpentyn, „rosną” nam więc w oczach.Trasa Transfogaraska jest jedną z najwyżej położonych dróg w tej części Europy. Przejazd zapewnia wiele niezapomnianych wrażeń! Mnóstwo zakrętów, wspaniałe widoki, momentami przejazdy nad urwiskami!Widoki zapierają dech w piersiach. Porównywalne jest to tylko z alpejskimi przełęczami. Punkt kulminacyjny trasy (2043 m.n.p.m), tuż obok dwa bardzo ładne schroniska.     Niewątpliwą atrakcją jest przejazd tunelem na wysokości 2030 m.n.p.m. i to w Rumunii! Jadąc z północy na południe mieliśmy ponad 20 kilometrów ciągłego, często bardzo stromego podjazdu. Krajobraz również zmienił się na typowo wysokogórski z grzbietami skalnymi, rumoszem skalnym , urwiskami, itd. Przejechaliśmy, żeby „zaliczyć” tunel pod Karpatami i zawróciliśmy na parking płatny usytuowany tuż przy wjeździe do tunelu. Ale w Rumunii parkowanie w miejscach niedozwolonych jest bardzo powszechne. Razi więc „ekologicznego turystę” jak właściciele autek wjeżdżają nimi gdzie popadnie, prawie nad brzeg ładnego jeziora. Jak we wszystkich miejscach gdzie przebywają tłumy ludzi, pojawiają się budki i stragany z wszystkim co można sprzedać. Z reguły są to tandetne pamiątki, owoce, słodycze, itd. Przełęcz nad jeziorem Balea Lac (2034 m) to przepiękne miejsce. Stąd rozpościera się rozległa panorama na całe otoczenie doliny. Psują widok ruiny istniejącego tu kiedyś schroniska. „Stada" samochodów jadących wijącą się serpentynami szosą przecinającą w tym miejscu góry Fogaraskie z północy na południe. Autka nikną na pewnej wysokości w tunelu prowadzącym pod szczytami gór. Na szczęście serpentyny tej drogi nie wychodzą aż na przełęcz ponad tunelem. Widać stąd również piękną kolejkę dowożącą ludzi do górnego piętra tej doliny. Z Balea Lac (górna stacja kolejki linowej ) można zjechać do schroniska Balea Cascada, oszczędzając sobie 12 km wędrówki asfaltową Szosą Transfogarską. Przejażdżka musi być fajna, z okien widać piękny wodospad Balea Cascada i „całe otoczenie”Wodospad widzieliśmy z trasy przejazdu a na przejazd kolejką nie wygospodarowaliśmy czasu. Stada "stonki" ludzkiej, jak to się popularnie mówi, ubranej w adidasy i buty na szpilkach dokonuje „ekstremalnych” wejść na wszelkie tutejsze szczyty i inne kamienie.
Byliśmy ubrani „odpowiednio” a „kamień” który nas interesował to górujący w tym rejonie - Vf Vanatoarea lui Buteanu ( 2507 m npm) Ale wcześniej przez „godzinę lekcyjną” ( ok.45 min.) wędrowaliśmy za niebieskimi trójkątami na Saua Caprei / Kozia Przełęcz ( 2315 m npm) Jezioro i schroniska nad nim położone zmniejszały się w szybkim tempie wraz z osiąganiem przez nas coraz wyższych partii tego szlaku. Z wysokości ok.2300 m npm wyglądało to wszystko bardzo pięknie. Słońce odbijało swe promienie w błękitnych wodach pięknego jeziora. Cień jakiegoś szczytu, prawdopodobnie Vf. Paltinului (2399 m npm ) padał na wody jeziora. Długo trwałą sesja zdjęciowa, chcieliśmy utrwalić to miejsce na fotkach i w naszej pamięci. Kilkadziesiąt metrów dalej spotykamy węzeł szlaków. Niebieskie krzyże to nasze znaki, zaznaczony jest też (czerwonymi paskami) główny szlak graniowy. Do schroniska Podragu, bagatelka ok.5 godzin. Za ciągle niebieskimi, ale teraz krzyżami pniemy się szybko w górę, bez większych trudności. Mamy teraz piękną panoramę na leżące w dolinie Jezioro Capra.     Nad nim jak zwykle kilka kolorowych namiotów. Trochę większej uwagi wymaga uskok skalny tuż pod szczytem ale wkrótce zdobywamy znaczący szczyt w środkowej części pasma Gór Fogaraskich -Vf Vanatoarea lui Buteanu ( 2507 m npm) Panorama na okoliczne szczyty jest dosyć „tajemnicza” bo pojawiły się niewielkie mgły. W czasie gdy one odpływają może podziwiać strome, piarżyste zbocza od strony północnej i znacznie łagodniejsze te od południowej strony. Szczyt zdobyliśmy w szóstkę, ja z Marysią schodzimy do węzła szlaków i odpoczywamy w otoczeniu Jeziora Capra ( 2249 m npm) Dysponujący „nadwyżkami energii”:Grażynka, Halinka , Piotrek i Wojtek trawersują grań zdobytego szczytu dochodząc do szlaku głównego. Nim za znakami w czerwone paski powracają obok Jeziora Capra na Kozią Przełęcz. Wszyscy powracamy w około pół godziny nad Balea Lac do naszego busa. Tego dnia jedziemy jeszcze do Sambaty de Jos (między Sibiu i Brasov) Następnie drogą asfaltową 15 km do Kompleksu Turystycznego Sambata( 690 m npm) zarezerwować noclegi na kolejne noce. Gdy ja z Wojtkiem rezerwuję noclegi wpłacając stosowną zaliczkę, grupa zwiedza piękny monaster ufundowany przez hospodara wołoskiego Constantina Brancoveanu. Mieści się w nim muzeum ikon malowanych na szkle. Na nocleg wracamy do „naszej” Cartisoary. Poprosiliśmy o obiadokolację z potraw kuchni rumuńskiej. Na stole najpierw pojawia się „poprawiająca apetyt” i „rozwiązująca języki” palinka. Gospodyni stwarza miłą atmosferę pomimo że spóźniliśmy się na obiad, w pewnym sensie znika bariera językowa. Za pomocą pojedyńczych słów, znaków a nawet rysunków na kartce dowiedzieliśmy się ile ma dzieci, wnuków, itd. Było wesoło i zabawnie. A potrawy kuchni rumuńskiej nam bardzo smakowały, podano ciorbę, sarmale i mamałygę.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".

Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2007 11:20 PM przez bialyzibi.

13-12-2007 06:58 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #2
RE: Góry Fogaraskie -2007

Ehhh Biały Zibi .Mocne wejście świetną relacją .Znakomicie się czytało i marzyło .Dobra na te jesienno-zimowe szare bezbarwne dni.trasa do Egeru ,którą jechaliście jest mi znana .Eger podobał mi się również bardzo .A dalej to dla mnie była terra incognita ... do dziśSmile.
A nie mógłbyś wrzucić zdjęcie z tej zielonej puszty z Hortobagy?
Pozdrawiam



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
13-12-2007 10:41 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #3
RE: Góry Fogaraskie -2007

Witaj Władku !
Widzisz pierwszy raz zamieszczam relację i nie potrafię tego zrobić technicznie. Jest rozpoczęta tylko , chciałem zamieścić chociaż 30 zdjęć z
Alp Transylwańskich ale program pozwolił mi zamieścić tylko 7 . Jak wpisać kolejne, miałem wysyłać zapytanie do admina. Może Ty wiesz, jasne że zamieszczę wiele zdjęć z Węgier dla Ciebie i każdego kogo zainteresują.
Pozdrawiam



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".
13-12-2007 01:39 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #4
RE: Góry Fogaraskie -2007

Zibi w jednym wątku tylko można 7 zdjęć .Trzeba więc kolejny wątek w którym może być następne 7 zdjęć z opisem i tak dalej następny aż będzie 30



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
13-12-2007 02:05 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #5
RE: Góry Fogaraskie -2007

Dziękuję Władek , tego nie wiedziałem do tej pory, ale już wiem.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".
13-12-2007 02:35 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #6
RE: Góry Fogaraskie -2007 -2

Szosa Transfogaraska i Przełom Czerwonej Wieży.
Kolejny dzień był dniem typowo objazdowym, przejechaliśmy tego dnia ponad 300km.Pierwszy odcinek prawie 30 km serpentynami to dobrze nam już znane Balea Lac. Krótki pobyt nad jeziorem z samego rana kiedy jeszcze nie ma tłumów nad jego brzegami.
           
Wykorzystał ten fakt nawet pasterz przepędzający swoje owieczki ruchliwą zazwyczaj Szosą Transfogaraską na inne pastwisko. Dla niektórych ten postój to także świadomość że są tutaj po raz ostatni. Przejeżdżamy prawie kilometrowym tunelem pod Karpatami, jesteśmy po południowej stronie grani. Szosa Transfogaraska - szczytowe osiągnięcie rumuńskiego socjalizmu, przecina Alpy Transylwańskie, czyli Góry Fogaraskie. Na całej długości otwarta jest tylko od 15 czerwca do 15 września. Pracę nad nią polecił rozpocząć "geniusz Karpat", czyli Nicolae Ceausescu, po wydarzeniach w Czechosłowacji w 1968 r., chcąc zapewnić sobie odwrót na drugą stronę Karpat w razie podobnej interwencji armii Układu Warszawskiego Drogę otwarto w 1978 r., w trakcie budowy śmierć poniosło wielu żołnierzy ( dane są różne) Najpierw jedzie się wśród lasów, potem skał, po stronie południowej serpentyny ciągną się jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Na ok.41 kilometrze zaczynają się pojawiać z prawej strony drogi wody zalewu L.Vidraru. Ciągną się prawie przez kolejne 30 kilometrów. Czasami zalew zbliża się do szosy, innym razem jego brzeg jest od niej oddalony. Rozległą panoramę na cały zalew mamy dopiero gdy znajdziemy się na koronie zapory. Z trudem ale znajdujemy miejsce parkingowe, można się trochę rozejrzeć po okolicy.
           
       
Ładna zielona woda i skrzyżowanie na środku zapory z którego dwie drogi biegną w dwa widoczne tunele. Zapora robi na nas ogromne wrażenie. Z niej można skoczyć 166 m w dół na „gumowej line” i jeszcze nie dotknąć podnóża zapory. Jesteśmy świadkami takiego widowiska. Wybudowano tutaj także wieżę widokową a nad całym otoczeniem góruje stalowy pomnik Draculi. Tuż za zaporą, jak „prawdziwi Rumunii” zjeżdżamy nad brzeg jakiegoś potoku przy szosie. Pełno tutaj aut, biwakujących osób, rozpalających ogniska, chłodzących w potoku jakieś „płyny”, itd. Płynie głośna muzyka i byłoby może sielsko, gdyby każdy „turysta” zabierał swoje śmieci ale tak nie jest i to trochę razi i przeszkadza.
Po przejechaniu kilku kilometrów od zapory szukamy zamku Poienari. Znajdujemy położoną wśród nagich, postrzępionych skał historyczną twierdzę Włada Palownika (XV w.), pierwowzoru Draculi. !) Imponujące są ruiny twierdzy słynnego z okrucieństwa hospodara wołoskiego, pierwowzoru postaci słynnego Drakuli.To tu według legendy podczas oblężenia tureckiego, żona hospodara rzuciła się w przepaść, aby nie być wziętą do niewoli. Podobno ta właśnie tragedia nieszczęśliwego Wlada przyczyniła się do jego przemiany w okrutnego Drakulę.Droga na wzgórze wiedzie po 1200 schodach ( inne zródła podają liczbę 1480), przepraszam nie liczyłem ile ich jest w rzeczywistości. Tym bardziej że na tą chwilę pojawił się chyba na zamku sam Dracula. Zrobiło się ponuro, a w lesie wręcz ciemno i rozpętała się burza. Szczątki ruin nie prezentują się już teraz tak okazale, bezcenna jest sama świadomość że było się na „prawdziwym” zamku Draculi.
    Jedziemy dalej malowniczą Doliną Arges do słynnego Curtea de Arges - miejscowości znanej od XIVw, niegdyś siedziby hospodarów wołoskich. Curtea de Arges – nazwa miasta oznacza Dwór nad Ardżeszem. Serpentyny spowolniły nasz przejazd, pobyt nad wodą też zabrał nam czas więc w tej miejscowości ograniczamy swoje zwiedzanie tylko do monasteru. Jest on najcenniejszym zabytkiem, został wzniesiony przez Neagoe Basaraba (1512-1517), z pałacem biskupim i cerkwią tzw. Nową Metropolią (XVI w.) Świątynia jest obłożona konstrukcjami budowlanymi, trwa remont na zewnątrz monasteru. Zwiedzamy wnętrze, bogate wyposażenie robi ogromne wrażenie. Po przejechanych kolejnych 35 kilometrach mijamy Ramnicu Valcea.
Z łatwością trafiamy do usytuowanego tuż przy szosie za miejscowością Calimanesti monasteru Cozia. Klasztor położony nad Alutą wpisany jest na listę UNESCO.Odcinek Ramnicu Valcea – Talmaciu to niezwykle malowniczy Przełom Czerwonej Wieży
Dolina przełomowa rzeki Aluty w Karpatach Płd. leży między Górami Sybińskimi i Fogaraskimi. Położona jest na wysokości 230-350 m, długość 42 km, od starożytności szlak tranzytowy przez Karpaty. Jedziemy między czerwonawymi, strzelistymi skałami. Mijamy malownicze wioski, które trochę wyglądają jak skansen. Pogoda nie sprzyja podziwianiu otoczenia, ale poprzez chmury widać że dolina otoczona jest pięknie masywami górskimi dochodzącymi do 2000 m. W tym dniu przejechaliśmy mnóstwo kilometrów żeby naszą pętlę zamknąć w Cartisoarze.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".

Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2007 11:22 PM przez bialyzibi.

13-12-2007 03:08 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
spoko
rock spires hunter


Postów: 2,699
Grupa: Zbanowani
Dołączył: Oct 2006
Status: Niedostępny
Post: #7
RE:  Góry Fogaraskie -2007

bialyzibi napisał(a):
  Dziękuję Władek , tego nie wiedziałem do tej pory, ale już wiem.

A gdy treści zabraknie to daj wątki z samymi zdjęciami .Obraz to tysiąc słówToungue



Aby wędrować po górach nie wystarczy mieć tylko dobre nogi ale także dobre oczy aby ich piękno podziwiać oraz dobre serce aby je pokochać.... .
13-12-2007 04:40 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
dr.Etker

*****


Postów: 8,828
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Nov 2006
Status: Offline
Post: #8
RE: Góry Fogaraskie -2007

Rzetelna relacja a i fotografie piękne.Piękne przybliżenie ciepłych klimatów bałkańskich i nieco egzotycznych gór Rumunii.



13-12-2007 04:58 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Fazik
Kierowca TYRa
*****


Postów: 6,690
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2006
Status: Offline
Post: #9
RE: Góry Fogaraskie -2007

Toś się chłopie "spisał" (dosłownie, muszę znaleść chwilkę na tę lekture, gratulacje.



Wyrwać się z miejskiego betonu, choć na dzień, choć na chwilkę, Żeby nie zwariować...
13-12-2007 05:43 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #10
RE: Góry Fogaraskie -2007

Dzięki, dzięki serdeczne .Ale mnie mobilizujecie a to dopiero początek.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".
13-12-2007 08:36 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #11
RE: Góry Fogaraskie -2007 -3

Balea Lac – Kozia Przełęcz - Podragu
W poniedziałek zostawiamy naszą „bazę” tylko dla Henia- kierowcy, Ani i Ireny. Będą realizować swój program czyli zwiedzą Sibiu i Sambatę.W tym czasie my powędrujemy górami przez dwa dni z dosyć ciężkim plecakiem. Dźwigać będziemy karimaty, śpiwory, odzież, prowiant i pozostałe niezbędne wyposażenie na czas wędrówki. Żegnamy gościnną Cartisoarę i zgodnie z planem Heniek podwozi nas do Balea Lac. Szybciej niż poprzednio wdrapujemy się na Kozią Przełęcz (Saua Caprei -2315 m npm) Od węzła szlaków na tej przełęczy, położonego nad Jeziorem Capra, wędrujemy głównym szlakiem za znakami czerwone paski.
    Szlaki w Górach Fogaraskich są bardzo dobrze oznakowane co jest ich ważnym atutem. Szlak schodzi nad Jezioro Capra ( 2249 m npm), przechodzimy też obok jakiegoś obelisku bez znaków, może pamiątka z przeszłości? Szlak biegnie głównie trawersem mijanych kolejno szczytów. Czasami schodzi dosyć mocno w doliny żeby za chwilę znów nabrać wysokości.Na trasie podziwiałem interesującą florę tych gór.             Nie wchodzi jednak na pobliskie szczyty takie jak: Vf. Capra (2494 m npm) czy Turnul Vartopel ( 2385 m npm). Wysokość na jakiej wędrowaliśmy była wystarczająca żeby podziwiać wielkość fogaraskich dolin. W pewnym momencie wzrok „zawiesił się” aż na serpentynach za tunelem po stronie południowej. Widać było cienką nitkę wodospadu. Bardziej wyraźne były zadaszenia na Trasie Transfogaraskiej chroniące szosę przed schodzącymi lawinami śnieżnymi i spadającymi kamieniami. Szlak wznosił się żeby opaść niżej na przełęczy Portita Arpasului (2175 m npm)             Grupa poszła dalej szlakiem graniowym czyli aż do Przełęczy Saua Podragului ( 2307 m npm) Ja natomiast martwiąc się o nasze noclegi w schronisku Podragu zdecydowałem się dotrzeć do niego szlakiem nieco krótszym. Z opowiadań wynika że szlak nadal trawersował kolejne szczyty. Kilka razy biegł granią, tam zabezpieczono przejście krótkimi odcinkami zabezpieczeń technicznych (łańcuchy) Wojtek i Piotrek zdobyli kilka szczytów położonych na zboczach przez które przebiegał szlak. Wiadomości o rzekomych problemach ze zdobyciem zakwaterowania w Podragu w sezonie były jak wiele innych „wyssane z palca” Dotyczy to także ceny zakwaterowania która okazała się zupełnie przystępna, jeśli spojrzymy na warunki w jakich to wysokogórskie schronisko funkcjonuje. Chyba stwierdzono że jest bardzo nadal potrzebne bo trafiliśmy na jego remont który wyraźnie podniesie standard zakwaterowania. Tymczasem ruszyłem szlakiem oznaczonym niebieskimi paskami, który jest skrótem z wymienionej wyżej przełęczy do schroniska. Szlak ten mniej biegnie trawersami, „przełamuje” kilka
bocznych grani odchodzących od grani głównej. I to jest podstawowe utrudnienie że schodzimy dosyć głęboko aż na dno malowniczych dolin. Schodzimy…. żeby za chwilę wspinać się na kolejny grzbiet i tak było czterokrotnie. Przejście odbywa się północną stroną od głównej grani więc szlak jest bardziej skalisty. Pod wierzchołkami szczytów a nawet na szlaku spotyka się odcinki pokryte rumoszem skalnym. W tych miejscach trzeba szczególnie uważać. Skala trudności, moim zdaniem, na tym „schroniskowym szlaku” dorównywała tatrzańskim szlakom. Duże wrażenie robią długie walne doliny i niekończące się morze wierzchołków. Skalisty charakter wysokogórski widoczny jest od strony urwistych ścian północnych. Nabiera się w ten sposób przeświadczenia że te góry są większe niż Tatry. W dolinach przez które wędrowałem płynęły malownicze potoki, spotkałem także ładnie położone stawy.             Najpiękniejszy z nich nosi nazwę L.Podraguel. Natrafiłem też na dosyć karkołomne zejście skalistym źlebikiem. Aż wreszcie pokazało się kilka stawów w ładnej dolinie. Jak maleńki szałas z tej wysokości widoczne było schronisko Podragu ( 2136 m npm) Po około 7 godzinach wędrówki zawitałem do jedynego tak wysoko położonego schroniska w Górach Fogaraskich. Grupa „zasadnicza”wędrująca przez Przełęcz Podragu dotarła do schroniska pół godziny później. Od napotkanych wcześniej na szlaku pary młodych ludzi z Łodzi dowiedziałem się że o miejsce w schronisku mogę być spokojny. I rzeczywiście nie było z tym najmniejszego problemu a cena 25 lei nie była zbyt wygórowana.Co prawda w trakcie przebiegającego remontu schronisko oferowało bardzo niewiele. Ale jako „przystań” w drodze na Moldoveanu spełniło swoją rolę. W sali do tego celu przeznaczonej ze swojego prowiantu przygotowaliśmy kolację. Gdy było jeszcze ciemno zjedliśmy poranne śniadanie. Zabraliśmy kanapki na trasę.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".

Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2007 11:24 PM przez bialyzibi.

13-12-2007 09:03 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #12
RE: Góry Fogaraskie -2007 -4

Podragu- Moldoveanu -Sambata
Obudziliśmy się skoro świt, „szybkie śniadanie” i już jesteśmy na szlaku. Najpierw podejście przez około pół godziny od schroniska za czerwonymi trójkątami na Przełęcz Podragu ( Saua Podragului (2307 m npm) Z tarasu schroniska doskonale widoczna była, jak „na dłoni” przełęcz. Na prawo od niej wierzchołek Podragu ( 2462 m npm), na lewo także szczyt o wysokości ponad 2400 m npm. Z przełęczy ostatnie spojrzenie na otoczenie Podragu.     Na malownicze stawy z których jeden pokryty był częsciowo lodem. Nad największym stawem L. Podragu dwa kolorowe namioty. Odcinek wiedzie centralną częścią pasma. Wędrujemy trawersem poprowadzonym po południowej stronie grani a więc nie tak skalistym.Część szlaku miała charakter połoninny. Trawers biegł poniżej szczytów :Vf.Tarita -2414 m npm), Vf.Corabia (2406 m npm), Vf.Ucea Mare ( 2434 m npm), Vf.Ucisoara (2418 m npm) Obniżał się na przełęczach :Saua Podu Giurgiului ( 2358 m npm), Saua Ucisoarei (2312 m npm) oraz Saua Orzanelei ( 2305 m npm). Wojtek wbiegał niekiedy na wierchołek żeby popatrzeć na północną stronę grani. Malownicze doliny od południowej strony pokryte były zielenią traw, czasem wypełnione rumoszem skalnym.             Na szlaku nie było wielkich wahań wysokości więc dosyć szybko doszliśmy do Przełęczy Vistea Mare ( 2527 m npm) Już z odległości kilku kilometrów przełęcz i najwyższy szczyt Karpat Południowych ( także Rumunii )są doskonale widoczne. Wynika to z tego że od zwornika do Moldoveanu na szczyt szlak prowadzi wyraźną grańką. Podejście na Vistea Mare było dosyć żmudne, właśnie na tym odcinku „nabieraliśmy” wysokości. Grańka na najwyższy szczyt jest nieco eksponowana, biegnąca nią ścieżka jest jednak dobrze widoczna. Tak samo jak oznaczenia czerwonymi kółkami szlaku dojściowego na szczyt. Marzenia się spełniają, jesteśmy na Moldoveanu (2544 m npm)     – szczycie najwyższym w Rumunii, Górach Fogaraskich a nawet w Karpatach Południowych. Radość nieco zakłócają odległe grzmoty, jakby nadchodzącej burzy. Robię kilka pamiątkowych zdjęć z grupą a nawet z poznaną w schronisku Podragu sympatyczną Rumunką.Ze szczytu rozpościera się rozległa panorama na obie strony pasma. Burzy ostatecznie nie było a pogoda od początku wycieczki znakomita nadal dopisywała. Jednak drugie śniadanie jemy nieco poniżej przełęczy Vistea Mare. Pod nami charakterystyczne, malownicze, leżące w kotle u podnóża najwyższej góry Jeziorko Trójkątne. Po posiłku i krótkim odpoczynku kierujemy się w prawo i w dół do przełęczy Portita Vistei ( 2310 m npm) Zejście jest dosyć karkołomne i strome kamienistymi ścieżkami. Od przełęczy zbiega w dół szlak do Victorii. Na przełęczy jest też niewielki schron i wcale nie tak zdewastowany jak opisywano. Zajrzeliśmy do niego, dwoje turystów spożywało posiłek. Jak na tymczasowe schronienie ( np. w czasie burzy ) to pomieszczenie spełnia z pewnością swoją rolę. Na przełęczy ostatnie spojrzenie na Jezioro Trójkątne.Także na ogromny masyw Moldoveanu i charakterystyczny zwornik Vistea Mare, akurat męcząc się zdobywała go grupa młodych ludzi. Szlak biegnie niekiedy linią grani. Ale przed kolejnym szczytem Vf.Galbena (2461m npm) znów obchodzi go trawersem. Od głównej grani odchodzą grzbiety boczne które trzeba
przekraczać.Tylko to jest utrudnieniem albowiem ścieżka biegnąca po południowej stronie grani jest bardzo „sympatyczna”. Z lewej strony szlaku pojawia się ogromna Dolina Vistisoary. Po prawej stronie szlaku kocioł z jeziorkiem Iezerul Valea Rea. Po lewej stronie szlaku jest kolejne malownicze jeziorko, położone w dolinie za szczytem Galasescu Mare (2470 m npm) Silnie zerodowane doliny przedstawiają „księżycowy krajobraz” Chciałoby się zejść na ich dno, świadomość że przed nami jeszcze „kawałek trasy” powstrzymuje nas przed takim działaniem.            
Kolejnym trawersem omijamy Galasescu Mic (2433 m npm)
i zastanawiamy się ile jeszcze nas czeka podejść na kolejną grań boczną. Nawet tyczkę i kolejny krzyż na szlaku biorę za węzeł szlaków z drogowskazem. Ale ta grańka okazuje się ostatnią, kamienistą ścieżką zeszliśmy na Przełęcz Fereastra Mare a Sambatei (2188 m npm)         Tutaj znajdował się tak długo oczekiwany przez nas węzeł szlaków. „Nasza” dolina wyglądała z tej wysokości bardzo malowniczo. Natomiast otoczenie kotła Caldarea la Ferestra Mic było bardzo skaliste, pełne piarżysk. Pierwszy odcinek szlaku zejściowego wymagał ostrożności. Gdy rozpoczęło się piętro kosodrzewiny szlak stał się łagodniejszy.
Nad potokiem odpoczywamy chwilę, rozgrzane nogi znalazły się w zimnej wodzie. Jeszcze wówczas mieliśmy nadzieję na zimne piwo w najbliższym schronisku. Dolina jest bardzo długa, w jej górnej części są położone bardzo urokliwie stacja ratownictwa górskiego Salvamont ( Victoria) oraz schronisko Cabana Valea Sambatei ( 1401 m npm)
Budynek stacji ratownictwa jest bardzo zadbany w przeciwieństwie do schroniska .Prezentuje ono raczej opłakany stan, sympatyczne były tam tylko osły przed schroniskiem. Oczywiście zlocistego napoju gaszącego pragnienie również nie było. Odczuwaliśmy zmęczenie całodzienną wędrówką a tymczasem do Sambaty mieliśmy jeszcze dwie godziny marszu.
Wojtek miał „zapas energii” więc poproszony zgodził się wyprzedzić nas i dotrzeć wcześniej do domków kempingowych w Sambacie. My wędrowaliśmy „swoim tempem” bardzo piękną Doliną Sambaty. Szlak biegnie praktycznie wzdłuż rwącego potoku. Mostki na nim to kilka przerzuconych pni uszczelnionych darniną. W pewnym momencie trafiliśmy nawet na ładny wodospad spadający z wysokiej skały tuż przy szlaku. Gdy do domków mieliśmy jeszcze około 4 km i zapadał zmrok podjechał nasz bus. Wojtek „przyprowadził”nasz pojazd na szlak, zaoszczędziliśmy prawie godzinę wędrówki.Bardzo zadowoleni braliśmy szybko gorący prysznic żeby posiedzieć przed domkami. Pierwsze, jeszcze „gorące” wspomnienia z wędrówki i satysfakcja „że się udało” Dobra pogoda powodująca że wędrowaliśmy po „suchej skale” ułatwiła nam osiągnięcie naszego, małego sukcesu.



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".

Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-12-2007 11:25 PM przez bialyzibi.

13-12-2007 09:28 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Pablo
pablo
*****


Postów: 10,684
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Dec 2006
Status: Offline
Post: #13
RE: Góry Fogaraskie -2007

Dopiero teraz miałem czas na przeczytanie...
Zibi chcesz żebym nocki zarywał na lekturę Toungue
Fajnie sie czytało i zdjęcia też ładne Smile
pozdrawiam



Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach

Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-12-2007 11:41 PM przez Pablo.

13-12-2007 11:35 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
bialyzibi

****


Postów: 257
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Jul 2007
Status: Offline
Post: #14
RE: Góry Fogaraskie -2007

Pablo, po prostu dziękuję. To miłe gdy ktoś zauważy nasze maleńkie dokonania. Ciągle jeszcze poprawiam, źle zacząłem ale teraz wiedząc że 10 zdjęć może być przypisanych do jednej relacji to pójdzie bezbłędnie . A Rumunia to naprawdę piękny kraj, u nas pokutują stereotypy o Rumunach. Wszyscy mieliśmy wrażenie że rozwijają się szybciej niż my. Pozdrawiam



"Góry gubią w sobie wszelkie małe ludzkie rzeczy i osoby. I nie przestrzeń, lecz postać i przestwór ich piękna jest krokiem do wieczności".
13-12-2007 11:59 PM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Hella

*****


Postów: 1,965
Grupa: Zarejestrowani
Dołączył: Aug 2007
Status: Offline
Post: #15
RE: Góry Fogaraskie -2007

Ja też jestem już trzech odcinkach rumuńskiego serialu. Toungue Trzeba dawkować sobie przyjemność, nie? Big Grin
Opisy bardzo obrazowe, zdjęcia dopełniają całości.

Oj jak ja Ci zazdroszczę Zibi! Rolleyes

Ps. Kolejny talent literacki nam się ujawnia. Big Grin



"... Snuj marzenia tak, jakbyś miał żyć wiecznie;
żyj tak, jakbyś miał umrzeć dziś..."
14-12-2007 09:55 AM
Znajdź wszystkie posty użytkownika Zacytuj ten post w odpowiedzi
Odpowiedz  Napisz temat 



Pokaż wersję do druku
Wyślij ten temat znajomemu
Subskrybuj ten temat | Dodaj ten temat do ulubionych

Skocz do: