![]() |
|
Góry Fogaraskie -2007 - 1 - Wersja do druku +- Górskie Forum Dyskusyjne - Górski Świat (http://www.gorskiswiat.pl/forum) +-- Forum: Wyprawy, relacje, opisy (/forumdisplay.php?fid=18) +--- Forum: Górski Świat (/forumdisplay.php?fid=21) +--- Temat: Góry Fogaraskie -2007 - 1 (/showthread.php?tid=892) |
Góry Fogaraskie -2007 - 1 - bialyzibi - 13-12-2007 06:58 AM Góry Fogaraskie były głównym naszym celem wyprawy do Rumunii. Ale część krajoznawcza w drodze powrotnej z tych gór jak sądzę jest również bardzo interesująca. Polska Budzę się bez budzika w samym środku letniej sierpniowej nocy. Radość miesza się z niepokojem „jak to będzie” Nareszcie nadszedł ten dzień gdy zaczynają się spełniać kolejne marzenia. Dokładnie w połowie sierpnia 2007 roku rozpoczyna się nasza przygoda z Fogaraszami. Wszystko układa się co do minuty, na nikogo nie trzeba czekać, wszyscy gotowi z bagażami czekają w ustalonych punktach. Heniek podjeżdża po mnie i Anię, kolejno wsiadają Grażynka, Irenka, Marysia i Piotrek. Bagażnik samochodu pęcznieje od przybywających plecaków, toreb, namiotów, śpiworów, karimat, itd. Są nawet butle z gazem, zapasy wody mineralnej, jedziemy „jak na wojnę” Ale informacje o Rumunii są na tyle sprzeczne że po tej lekturze nadal nie wiem co nas tam czeka. Wyjeżdżamy z miasta, jeszcze nie jesteśmy w komplecie. Na trasie w Katowicach zabieramy Wojtka a Halinkę w Bielsku Białej. Halinka przyjmuje nas w swojej cichej „rezydencji”” na obrzeżach miasta.Najmilsza przerwa w podróży spośród tych które pamiętam. Nawet kawa smakuje jakby lepiej z dodatkiem panoramy na Beskid Żywiecki. Świadomość że przed nami jeszcze dwie trzecie zaplanowanej trasy na ten dzień zrywa nas na równe nogi. Praktycznie od Bielska Białej mamy nasz „swojski”krajobraz górski. Rzucam nazwy kilku szczytów ale wszyscy wiedzą ze po lewej mamy Beskid Mały. W lepszej panoramie pojawi się nam w Żywcu gdy będziemy przejeżdżać most na Sole. Beskid Śląski jest na tyle daleko od szosy że panorama na tą grupę górską jest bardzo wyrazista. Skrzyczne , Szydzielnia a nawet Klimczok „mamy jak na dłoni” Przy zbliżaniu się do Żywca zaczynamy dostrzegać niektóre charakterystyczne szczyty w Beskidzie Żywieckim. „Dreszczyk emocji” bo przejeżdżamy pomiędzy dwoma najwyższymi szczytami tego pasma. Pilsko pojawia się na chwilę , natomiast Babią Górę „czujemy podświadomie” Żartuję a my przekraczamy naszą pierwszą granicę czyli polsko-słowacką w Korbielowie. A dokładniej jesteśmy na Przełęczy Glinne, jest trochę po dziesiątej. Formalności trwają „sekund pięć” i już pędzimy po słowackich drogach. Słowacja Naszą większą uwagę zwraca dopiero Namestowo a właściwie Jezioro Orawskie. To przepiękny zalew z panoramą na Babią Górę , Tatry Zachodnie czy dokładniej na Rohacze i na inne „górki”Od Twardoszyna do miejscowości Podbiel jedziemy bardzo ruchliwą drogą biegnącą od granicy z kierunku Rabki. Skoruszańskie Wierchy to „pagórki” do majestatycznych szczytów Tatr Zachodnich. Gdy mijamy Zuberec czy Habovkę to na pierwszym planie dominują już tylko Rohacze. Na kolejny przystanek wybieram pensjonat „Rohacan” w Hutach. Bo dobrze jest zobaczyć „na własne oczy” naszą „bazę” na wrześniowe spotkanie z górami.Serpentynami zjeżdżamy szybko do Liptowskiego Mikulasza Panorama jeszcze piękniejsza, najpierw pojawia się „Liptowskie Morze” a tuż za nim malowniczy masyw Tatr Niskich. Na chwilę pojawia się nam aquapark „Tatrlandia”, za chwilę „18-tką” pędzimy w kierunku na Poprad. Za Liptowskim Hradkiem wjeżdżamy na trasę do Brezna. W miejscowości Podtureń przejeżdżamy pod najdłuższym mostem autostradowym na Słowacji ( ok.1 km długości) Nasza szosa serpentynami przecina na dwie połowy Tatry Niskie. Na Przełęcz Certovica ( 1233 m npm) nasz bus wspina się mozolnie, później następuje już tylko długi zjazd. „Kątem oka” patrzę na grań w okolicy najwyższego szczytu w Tatrach Niskich (Dumbier – 203 m npm) Ale nam trzeba ciagle jechać na południe. Przełęcz Zbojska ( 725 m npm) jest chyba za nisko położona bo zupełnie jej nie dostrzegamy. Jeszcze ciągle towarzyszą nam góry ale są to już pasma niższe. Węgry Bezproblemowo przejeżdżamy przez przejście graniczne Kral –Banreve i jesteśmy na Węgrzech. Zostało nam już tylko ok.100 km do celu pierwszego dnia, więc „czas mamy bardzo dobry” Przez Ozd podążamy w kierunku na Eger. Krajobraz zmienił się diametralnie W panoramie dominuje równina zwana pusztą . Puste przestrzenie z rzadka pojawiającymi się zabudowaniami „farmerskimi”dominują przez długi okres naszego przejazdu. Gdy zbliżamy się do Egeru przestrzeń przed nami zaczynają wypełniać niewysokie ale mocno zalesione góry. Wiemy że to skraj Gór Bukowych, ciągną się właśnie od Egeru do Miszkolca. Korzystając z„wygospodarowanej” nadwyżki czasowej decydujemy się na kolejny przystanek w tym urokliwym mieście. Dajemy sobie tylko dwie godziny czasu. Najpierw na trasie naszego spaceru pojawia się piękna bazylika. Urokliwymi, czystymi uliczkami podążamy do centrum miasta. Wtedy pojawia się górująca nad miastem majestatyczna bryła zamku w Egerze. Na zwiedzenie zamku jest trochę za późno. Spacer uliczkami miasta słynącego z czerwonego wina o nazwie „Egri –Bikaver” ( „Bycza krew”)też budzi „małe emocje” Starówka bardzo nam się podoba, liczne kawiarenki i restauracje czekają na turystów. Czeka nas jeszcze dojechanie te „głupie” 30 km, w stosunku do przejechanych prawie 800 km, do naszej „bazy” Bez większych problemów udaje mi się trafić na camping Zsory niedaleko Mezokovesd. Tam dowiaduję się o pomyłce co do miesiąca rezerwacji. Jednak dzięki uprzejmości sympatycznej Basi, węgierki mówiącej po polsku, wychodzimy z opresji „obronną ręką” Tej nocy nie spędzimy w busie ani pod namiotami ale w domku z dwoma pokojami czteroosobowymi. Mamy wszystko „pod ręką” czyli kuchnię, gorący prysznic, itd. w dobrym standardzie turystycznym. Jest wreszcie czas na wieczorne rozmowy przed snem. Standardem będą prawie codzienne wyjazdy o godzinie ósmej, tak też było na campingu Zsory. Po załatwieniu formalności związanych z rezerwacją noclegów na drogę powrotną, ruszamy w dalszą drogę. Wybieram trasę najkrótszą czyli przez Mezocsat w kierunku na Debreczyn. W pewnym momencie spostrzegam maleńki znaczek na mapie. No nie, nie przypuszczałem że w tej części Europy spotkam przeprawę promową. Jakby nic kontynuujemy podróż aż dojeżdżamy nad malowniczą i wcale nie małą rzekę Tiszę. Prom jest ale po przeciwnej stronie rzeki. „Zasięgam języka”, podobno przypłynie gdy będzie miał kogoś do przewiezienia z przeciwnego brzegu rzeki. Ale po chwili obsługa promu decyduje się podpłynąć po nas.Tak więc nie „zapuściliśmy korzenie” w oczekiwaniu na prom. Sama przeprawa przez szeroką rzekę była „przerywnikiem” w nużącej jeździe szosą. Nie ma tego złego coby na dobre ( nam ) nie wyszło. Gdy sprawdzam dokładnie mapę okazuje się że przeprawa promowa i cały teren to Park Narodowy Hortobágy. Mieści się w północnej części Wielkiej Niziny Węgierskiej, nazwa pochodzi od niewielkiej wioski leżącej na zachód od Debrecenu. Przez tą wioskę przejeżdżaliśmy w drodze powrotnej. Piękno tego miejsca od wieków zachwycało malarzy i poetów, nazywano je "bezgranicznym, zielonym oceanem" i "cudownym stepem".Rzeczywiście moja ręka bezwiednie co chwilę kieruje się w stronę aparatu. I chociaż zdaję sobie sprawę że zdjęcia z pędzącego przez pusztę busa mogą być kiepskiej jakości to jednak kusi mnie ten widok. Takich przestrzeni nie spotyka się w Polsce. Bardzo rzadko na horyzoncie pojawiają się zabudowania gospodarcze i budynki mieszkalne osób trudniących się hodowlą. Stada owiec a nawet koni też mijamy co pewien czas. Za Hajduszloboszlo wszystko „normalnieje”, miejscowości jakby pojawiają się częściej, itd.Przez Derecske i Berettyoujfalu dojeżdżamy do granicy węgiersko- rumuńskiej Bors/Artand. Rumunia Większym miastem przez które przejeżdżamy jest Oradea. Tuż po przekroczeniu granicy w panoramie Rumunii pojawiają się góry, po obu stronach drogi.Bliżej lub dalej ale są praktycznie zawsze obecne przez cały okres naszego pobytu na ziemi rumuńskiej. Przerwę w podróży mamy dopiero w Valisoarze. I pierwsze zdziwienie, miasta rumuńskie prawie nie różnią się od polskich miast. Są też ładne kafejki , piwiarnie, te same koncerny co w Polsce pobudowały tam markety, itd. Piwo Ursus, pierwsze na rumuńskiej ziemi , dobre w smaku czyli porównywalne z naszymi.Cena też nie odbiega wiele od cen naszych piw, tak już będzie przez cały czas w Rumunii. Ceny są bardzo zbliżone do naszych, ta sama tandeta sprzedawana jest turystom w miejscach przez nich tłumnie odwiedzanych np. monastery na Bukowinie. Ceny zakwaterowania też są bardzo podobne, wszystko zależy od standardu, położenia, itd. Jedziemy na jeden z takich noclegów, droga nam się „niebezpiecznie wydłużyła i przez Sibiu przejeżdżamy już o zmroku. Cały przejazd trwa dłużej niż zakładałem ale to wina licznych robót drogowych. Bardzo często ruch odbywał się wahadłowo. Heniek też jechał po ziemi rumuńskiej bardzo ostrożnie i słusznie bo kierowcy rumuńscy często wymuszali pierwszeństwo przejazdu. Czyli tak jak w Polsce, nawet w tym „temacie”Zapadły już ciemności gdy zjechaliśmy z głównej trasy do miasteczka Avrig.Znowu ten sam widok remontowanych ulic, utrudnienia w przejeździe. W „języku migowo- rumuńskim” upewniam się że jedziemy dobrze przez miasteczko. Jedziemy w nieznane, po głowie kołaczą się myśli „co to za miejsce” tak daleko położone od głównej trasy? Ale miałem świadomość że po przejechaniu tych 15 kilometrów w kierunku gór będziemy blisko Fogaraszy, prawie u podnóża. Mijamy kilka „tajemniczych zabudowań” i dochodzimy do wniosku ze to musi być jeszcze dalej. Intuicja nie zawiodła, jakieś znaczki też trochę podpowiedziały i wieczorem wylądowaliśmy w zaplanowanym miejscu. Teraz emocje sięgnęły zenitu „czy znajdziemy nocleg” Pierwsze zapytanie dotyczyło naszej narodowości. Widocznie „Polonia” dobrze się tutaj kojarzyło bo po chwili oczekiwania otrzymaliśmy upragnione pokoje. Nie uśmiechało mi się szukanie dalej noclegu, chociaż kilka adresów „rezerwowych” miałem w zanadrzu. W ten sposób Poiana Neamtului stała się naszym pierwszym „domem” na ziemi rumuńskiej. A o świcie miłe zaskoczenie. Z tarasu naszego ładnego schroniska widać było Fogarasze. Schronisko do którego jest dojazd samochodem, w którym bywają nie tylko turyści, ma ułatwione zadanie jeśli chodzi o stronę ekonomiczną.To schronisko było właśnie tego doskonałym przykładem. Trochę ciasno w pokojach, łóżka piętrowe ale wszystko poza tym bez zastrzeżeń. Może nie do końca, żeby dopełnić obraz schroniska trzeba wspomnieć o długim czasie oczekiwania na posiłek. Mieliśmy swój „mały kącik,” czyli taras na który chętnie przebywaliśmy. To schronisko będzie się rowijać, tak myślę, gdyż często podjeżdżały pod nie samochody „ z miasta” z ludźmi szukającymi tutaj kameralnego miejsca na spędzenie czasu. A miejsce rzeczywiście bardzo ładne. Patrząc pod „naszym kątem” było świetnym punktem do wypadów w „góry wysokie”[attachment=7023] Poiana Neamtului -Cabana Barcaciu - Avrig Następnego dnia po przyjeździe kierowca –Heniek miał dzień wolny. Nasza cała ośmioosobowa ekipa tradycyjnie o ósmej rano gotowa już była do wyjścia na fogaraskie szlaki. Szlaki w górach Rumunii są znakowane innymi znakami, zaczynaliśmy fogaraską przygodę ze znakami czerwonymi przypominającymi znak Czerwonego Krzyża. Poiana Neamtului leży na wysokości 706 m npm, pierwszy etap wędrówki przewidywał dojście do schroniska o nazwie Cabana Barcaciu ( 1550 m npm) [attachment=7076] "Mieszkańcy schroniska" Szlak był dobrze oznakowany, wyraźna ścieżka prowadziła przez las stopniowo trawersując zbocze. Tak więc zgodnie z planem czyli po dwóch godzinach „ z małym kawałkiem” doszliśmy do schroniska górskiego. To ze górskie widać było po jego „standardzie” czyli standardu nie było żadnego. Słoneczko pięknie przygrzewało, polana rozległa więc miejsce na odpoczynek było zupełnie wystarczające, dla nas mniej wymagających. Celem dla sześciu uczestników wyprawy było w tym dniu Jezioro Avrig (2007 m npm) Z „języka migowo- obrazkowego” dowiaduję się ze lepiej będzie jeśli na główną grań Fogaraszy pójdziemy dalej za „naszymi” znakami o kształcie czerwonego krzyża. Język migowy bo w rozmowie z prowadzącymi schronisko używaliśmy trochę dłoni. Natomiast wszystkie wyjaśnienia poparte były rysunkami tworzonymi wprost przed moimi nogami za pomocą patyka. Zgadzam się z rozmówcą że najpierw wejście to czerwone krzyże a zejście za niebieskimi kropkami. Uścisk dłoni na pożegnanie, to miłe że ktoś zainteresował się naszymi planami na ten dzień. Chociaż przy schronisku na około sześć godzin zostały nasze „reprezentantki” : Ania i Irenka. Wchodzimy coraz wyżej a w miejscach odsłoniętych pojawia się w panoramie „nasze schronisko”.Przy każdej odsłonie jest coraz mniejsze. Z lasu wychodzimy wreszcie w piętro kosodrzewiny i krzaków jagodzin co widać po zbieraczach tego runa leśnego. Za kilkanaście minut jesteśmy już na zboczu o charakterze połoniny, wygrzewamy swoje ciała w letnim słońcu. To jeszcze nie jest miejsce gdzie nasz szlak dochodzi do głównej grani Fogaraszy. Zdobędziemy to miejsce dopiero po około 20 minutowej wędrówce.Fogarasze nie posiadają piętra kosodrzewiny, powyżej piętra lasów bywają najczęściej porośnięte wrzosem karłowatym. Tak więc po wyjściu z lasu panorama stałą się bardzo rozległa. Rozkosz dla naszych oczu, z lewej strony naszej ścieżki wyraźnie rysuje się Negoiu wraz z okolicznymi graniami. To najbardziej skalisty rejon Gór Fogaraskich cechujący się wysokogórskim krajobrazem. A często spotykane krzyże przypominają że trzeba zachować zdrowy rozsądek, niebezpieczne bywają zwłaszcza burze w Fogaraszach. [attachment=7024][attachment=7077][attachment=7078] Patrząc na południe widzimy jak z naszego ciągle trawiastego zbocza wyrastają w panoramie skaliste szczyty lub pokryte rumoszem skalnym. Nasz cel jest położony jednak bardziej na zachód więc gdy skręcimy w tym kierunku Negoiu „ucieka” nam z panoramy. Doszliśmy wreszcie do czerwonych znaków biegnących wzdłuż głównej grani. Drogowskaz nie wytrzymał trudnych warunków atmosferycznych, lecz oznaczenie skrętu do schroniska wyraźnie jest namalowane na głazie przy szlaku. Osiągnęliśmy wysokość ok.2150 m npm trawersując zbocza Vf. Scara (2306 m npm). Nad Jezioro Avrig od tego miejsca poprowadziły nas czerwone paski.[attachment=7025][attachment=7026] Jezioro już z pewnej odległości prezentuje się wspaniale w otoczeniu kilku szczytów o wysokościach ponad 2400 m npm Każdy zdejmuje z siebie to co uważa za stosowne. Są więc „tekstylni”, są maczający nogi w jeziorze, ktoś popierał „idee naturystyczne” Wszyscy zgodnie stwierdzili że woda jest mokra i zimna co nie było wielkim odkryciem patrząc na wysokość na jakim znajduje się Jezioro Avrig ( 2007 m npm) Co do wielkości plasuje się w pierwszej piątce największych naturalnych zbiorników wodnych tych gór. Nad urokliwym jeziorem spotkaliśmy rozbite namioty, często spotykane w następne dni pobytu w Fogaraszach. Powrót odbywa się inną trasą, podążamy teraz za niebieskimi kółkami..Doliną do której schodzimy płynie potok o nazwie Avrigelul. [attachment=7027]Interesująco wygląda z wysokości jeziora, przy „bliższym poznaniu” jeszcze zyskuje na atrakcyjności. Ponad doliną wysoko na skale Piotr dostrzega sylwetkę kozicy. Przed nami w dolinie na niewielkim wzniesieniu pasie się stado owiec. Gdy przekraczamy potok to naszym oczom ukazuje się dosyć prowizoryczna owczarnia. Głos ujadających psów towarzyszy nam przy wejściu w las. Szlak dosyć długo biegnie lasem nie tracąc na wysokości. Aż wreszcie, w samą porę, przed godziną osiemnastą powracamy do schroniska Barcaciu. Na zejście do schroniska Poiana Neamtului potrzebujemy jeszcze około 1,5 godziny. Na krótko przed zmierzchem jesteśmy bezpieczni i pełni wrażeń w „naszym” schronisku. Tak zakonczył się trzeci dzień naszej wyprawy do Rumunii. Jest sobota 18 sierpień 2007 r. i nasz czwarty dzień od wyjazdu z Pleszewa. W zachodniej części grani Fogaraszy już byliśmy, czas poszukać lokum położonego bliżej środkowej części. Mam na myśli rejon Balea Lac. Z wcześniejszego „rozpoznania”wynika że dobrym miejscem byłaby Carta, leżąca w pobliżu Trasy Transfogaraskiej. Mam „namiary” na podobno wzorowo prowadzony camping przez małżeństwo holendersko-rumuńskie. Na miejscu okazuje się że jest coś takiego, od bramy widać że ładne nawet ale na miejsce nie mamy co liczyć. Chodzi o kwaterę stałą z rozbiciem namiotów nie byłoby problemu ale my nie mamy na to ochoty. Kolejnym „namiarem”jaki posiadam jest miejscowość Cartisoara. W pierwszym „z brzegu” czyli na początku miejscowości pensjonacie okazuje się że są wolne miejsca ale cena wydaje na się zbyt wygórowana. Wojtek pomaga w załatwianiu noclegów, jego angielski sprawdza się w rozmowach z dziećmi czy wnukami właścicieli pensjonatów. Dla mnie to kolejne zaskoczenie, miała być zacofana Rumunia a tutaj okaże się każdorazowo że młodzież rumuńska zna angielski, kto wie czy nie lepiej niż polska młodzież. Myślę sobie „do trzech” razy sztuka i z Wojtkiem „nawiedzamy” kolejny dom z napisem „wolne pokoje” Pokoje są tylko dwa ale duże, dobra cena więc wynajmujemy to lokum. Później, przy „bliższym poznaniu” okazuje się że dwa pokoje są duże ale miejsc do spania trochę mało. Nie musimy robić jednak losowania, „grać w marynarza” bo od zaraz są chętni do spania na karimacie, na podłodze, w swoim śpiworze. „Załapałem” się wraz z kierowcą do „wspólnego łoża” ale bardziej mnie cieszył fakt że stąd nad Balea Lac jest nieco bliżej. Szybko pozostawiliśmy zaliczkę i jedziemy ponad 20 kilometrów wznoszącymi się coraz wyżej serpentynami. Balea Lac - Vf Vanatoarea lui Buteanu Jesteśmy w Siedmiogrodzie który charakteryzuje się zdecydowanie najbardziej zróżnicowaną strukturą etniczną w kraju, jest swoistym tyglem narodowościowym Obok Rumunów, ciągle bardzo liczni są Węgrzy, ponadto występuje tu sporo Sasów, Szeklerów, Cyganów, Żydów, obok siebie żyją katolicy, prawosławni i protestanci. Później zauważymy to nawet na znakach z napisami miejscoowści. Często podawane są dwu lub nawet trzyjęzyczne nazwy mijanych miejscowości. Siedmiogród to inaczej Transylwania, a my z okien naszego pensjonatu widzimy ogromne pasmo górskie – to Góry Fogaraskie lub inaczej Alpy Transylwańskie. Zbliżamy się z każdym kilometrem serpentyn, „rosną” nam więc w oczach.Trasa Transfogaraska jest jedną z najwyżej położonych dróg w tej części Europy. Przejazd zapewnia wiele niezapomnianych wrażeń! Mnóstwo zakrętów, wspaniałe widoki, momentami przejazdy nad urwiskami!Widoki zapierają dech w piersiach. Porównywalne jest to tylko z alpejskimi przełęczami. Punkt kulminacyjny trasy (2043 m.n.p.m), tuż obok dwa bardzo ładne schroniska. [attachment=7028]Niewątpliwą atrakcją jest przejazd tunelem na wysokości 2030 m.n.p.m. i to w Rumunii! Jadąc z północy na południe mieliśmy ponad 20 kilometrów ciągłego, często bardzo stromego podjazdu. Krajobraz również zmienił się na typowo wysokogórski z grzbietami skalnymi, rumoszem skalnym , urwiskami, itd. Przejechaliśmy, żeby „zaliczyć” tunel pod Karpatami i zawróciliśmy na parking płatny usytuowany tuż przy wjeździe do tunelu. Ale w Rumunii parkowanie w miejscach niedozwolonych jest bardzo powszechne. Razi więc „ekologicznego turystę” jak właściciele autek wjeżdżają nimi gdzie popadnie, prawie nad brzeg ładnego jeziora. Jak we wszystkich miejscach gdzie przebywają tłumy ludzi, pojawiają się budki i stragany z wszystkim co można sprzedać. Z reguły są to tandetne pamiątki, owoce, słodycze, itd. Przełęcz nad jeziorem Balea Lac (2034 m) to przepiękne miejsce. Stąd rozpościera się rozległa panorama na całe otoczenie doliny. Psują widok ruiny istniejącego tu kiedyś schroniska. „Stada" samochodów jadących wijącą się serpentynami szosą przecinającą w tym miejscu góry Fogaraskie z północy na południe. Autka nikną na pewnej wysokości w tunelu prowadzącym pod szczytami gór. Na szczęście serpentyny tej drogi nie wychodzą aż na przełęcz ponad tunelem. Widać stąd również piękną kolejkę dowożącą ludzi do górnego piętra tej doliny. Z Balea Lac (górna stacja kolejki linowej ) można zjechać do schroniska Balea Cascada, oszczędzając sobie 12 km wędrówki asfaltową Szosą Transfogarską. Przejażdżka musi być fajna, z okien widać piękny wodospad Balea Cascada i „całe otoczenie”Wodospad widzieliśmy z trasy przejazdu a na przejazd kolejką nie wygospodarowaliśmy czasu. Stada "stonki" ludzkiej, jak to się popularnie mówi, ubranej w adidasy i buty na szpilkach dokonuje „ekstremalnych” wejść na wszelkie tutejsze szczyty i inne kamienie. Byliśmy ubrani „odpowiednio” a „kamień” który nas interesował to górujący w tym rejonie - Vf Vanatoarea lui Buteanu ( 2507 m npm) Ale wcześniej przez „godzinę lekcyjną” ( ok.45 min.) wędrowaliśmy za niebieskimi trójkątami na Saua Caprei / Kozia Przełęcz ( 2315 m npm) Jezioro i schroniska nad nim położone zmniejszały się w szybkim tempie wraz z osiąganiem przez nas coraz wyższych partii tego szlaku. Z wysokości ok.2300 m npm wyglądało to wszystko bardzo pięknie. Słońce odbijało swe promienie w błękitnych wodach pięknego jeziora. Cień jakiegoś szczytu, prawdopodobnie Vf. Paltinului (2399 m npm ) padał na wody jeziora. Długo trwałą sesja zdjęciowa, chcieliśmy utrwalić to miejsce na fotkach i w naszej pamięci. Kilkadziesiąt metrów dalej spotykamy węzeł szlaków. Niebieskie krzyże to nasze znaki, zaznaczony jest też (czerwonymi paskami) główny szlak graniowy. Do schroniska Podragu, bagatelka ok.5 godzin. Za ciągle niebieskimi, ale teraz krzyżami pniemy się szybko w górę, bez większych trudności. Mamy teraz piękną panoramę na leżące w dolinie Jezioro Capra.[attachment=7029] Nad nim jak zwykle kilka kolorowych namiotów. Trochę większej uwagi wymaga uskok skalny tuż pod szczytem ale wkrótce zdobywamy znaczący szczyt w środkowej części pasma Gór Fogaraskich -Vf Vanatoarea lui Buteanu ( 2507 m npm) Panorama na okoliczne szczyty jest dosyć „tajemnicza” bo pojawiły się niewielkie mgły. W czasie gdy one odpływają może podziwiać strome, piarżyste zbocza od strony północnej i znacznie łagodniejsze te od południowej strony. Szczyt zdobyliśmy w szóstkę, ja z Marysią schodzimy do węzła szlaków i odpoczywamy w otoczeniu Jeziora Capra ( 2249 m npm) Dysponujący „nadwyżkami energii”:Grażynka, Halinka , Piotrek i Wojtek trawersują grań zdobytego szczytu dochodząc do szlaku głównego. Nim za znakami w czerwone paski powracają obok Jeziora Capra na Kozią Przełęcz. Wszyscy powracamy w około pół godziny nad Balea Lac do naszego busa. Tego dnia jedziemy jeszcze do Sambaty de Jos (między Sibiu i Brasov) Następnie drogą asfaltową 15 km do Kompleksu Turystycznego Sambata( 690 m npm) zarezerwować noclegi na kolejne noce. Gdy ja z Wojtkiem rezerwuję noclegi wpłacając stosowną zaliczkę, grupa zwiedza piękny monaster ufundowany przez hospodara wołoskiego Constantina Brancoveanu. Mieści się w nim muzeum ikon malowanych na szkle. Na nocleg wracamy do „naszej” Cartisoary. Poprosiliśmy o obiadokolację z potraw kuchni rumuńskiej. Na stole najpierw pojawia się „poprawiająca apetyt” i „rozwiązująca języki” palinka. Gospodyni stwarza miłą atmosferę pomimo że spóźniliśmy się na obiad, w pewnym sensie znika bariera językowa. Za pomocą pojedyńczych słów, znaków a nawet rysunków na kartce dowiedzieliśmy się ile ma dzieci, wnuków, itd. Było wesoło i zabawnie. A potrawy kuchni rumuńskiej nam bardzo smakowały, podano ciorbę, sarmale i mamałygę. RE: Góry Fogaraskie -2007 - spoko - 13-12-2007 10:41 AM Ehhh Biały Zibi .Mocne wejście świetną relacją .Znakomicie się czytało i marzyło .Dobra na te jesienno-zimowe szare bezbarwne dni.trasa do Egeru ,którą jechaliście jest mi znana .Eger podobał mi się również bardzo .A dalej to dla mnie była terra incognita ... do dziś .A nie mógłbyś wrzucić zdjęcie z tej zielonej puszty z Hortobagy? Pozdrawiam RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 13-12-2007 01:39 PM Witaj Władku ! Widzisz pierwszy raz zamieszczam relację i nie potrafię tego zrobić technicznie. Jest rozpoczęta tylko , chciałem zamieścić chociaż 30 zdjęć z Alp Transylwańskich ale program pozwolił mi zamieścić tylko 7 . Jak wpisać kolejne, miałem wysyłać zapytanie do admina. Może Ty wiesz, jasne że zamieszczę wiele zdjęć z Węgier dla Ciebie i każdego kogo zainteresują. Pozdrawiam RE: Góry Fogaraskie -2007 - spoko - 13-12-2007 02:05 PM Zibi w jednym wątku tylko można 7 zdjęć .Trzeba więc kolejny wątek w którym może być następne 7 zdjęć z opisem i tak dalej następny aż będzie 30 RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 13-12-2007 02:35 PM Dziękuję Władek , tego nie wiedziałem do tej pory, ale już wiem. RE: Góry Fogaraskie -2007 -2 - bialyzibi - 13-12-2007 03:08 PM Szosa Transfogaraska i Przełom Czerwonej Wieży. Kolejny dzień był dniem typowo objazdowym, przejechaliśmy tego dnia ponad 300km.Pierwszy odcinek prawie 30 km serpentynami to dobrze nam już znane Balea Lac. Krótki pobyt nad jeziorem z samego rana kiedy jeszcze nie ma tłumów nad jego brzegami. [attachment=7031][attachment=7069][attachment=7070] Wykorzystał ten fakt nawet pasterz przepędzający swoje owieczki ruchliwą zazwyczaj Szosą Transfogaraską na inne pastwisko. Dla niektórych ten postój to także świadomość że są tutaj po raz ostatni. Przejeżdżamy prawie kilometrowym tunelem pod Karpatami, jesteśmy po południowej stronie grani. Szosa Transfogaraska - szczytowe osiągnięcie rumuńskiego socjalizmu, przecina Alpy Transylwańskie, czyli Góry Fogaraskie. Na całej długości otwarta jest tylko od 15 czerwca do 15 września. Pracę nad nią polecił rozpocząć "geniusz Karpat", czyli Nicolae Ceausescu, po wydarzeniach w Czechosłowacji w 1968 r., chcąc zapewnić sobie odwrót na drugą stronę Karpat w razie podobnej interwencji armii Układu Warszawskiego Drogę otwarto w 1978 r., w trakcie budowy śmierć poniosło wielu żołnierzy ( dane są różne) Najpierw jedzie się wśród lasów, potem skał, po stronie południowej serpentyny ciągną się jeszcze kilkadziesiąt kilometrów. Na ok.41 kilometrze zaczynają się pojawiać z prawej strony drogi wody zalewu L.Vidraru. Ciągną się prawie przez kolejne 30 kilometrów. Czasami zalew zbliża się do szosy, innym razem jego brzeg jest od niej oddalony. Rozległą panoramę na cały zalew mamy dopiero gdy znajdziemy się na koronie zapory. Z trudem ale znajdujemy miejsce parkingowe, można się trochę rozejrzeć po okolicy. [attachment=7032][attachment=7071][attachment=7072] [attachment=7073][attachment=7074] Ładna zielona woda i skrzyżowanie na środku zapory z którego dwie drogi biegną w dwa widoczne tunele. Zapora robi na nas ogromne wrażenie. Z niej można skoczyć 166 m w dół na „gumowej line” i jeszcze nie dotknąć podnóża zapory. Jesteśmy świadkami takiego widowiska. Wybudowano tutaj także wieżę widokową a nad całym otoczeniem góruje stalowy pomnik Draculi. Tuż za zaporą, jak „prawdziwi Rumunii” zjeżdżamy nad brzeg jakiegoś potoku przy szosie. Pełno tutaj aut, biwakujących osób, rozpalających ogniska, chłodzących w potoku jakieś „płyny”, itd. Płynie głośna muzyka i byłoby może sielsko, gdyby każdy „turysta” zabierał swoje śmieci ale tak nie jest i to trochę razi i przeszkadza. Po przejechaniu kilku kilometrów od zapory szukamy zamku Poienari. Znajdujemy położoną wśród nagich, postrzępionych skał historyczną twierdzę Włada Palownika (XV w.), pierwowzoru Draculi. !) Imponujące są ruiny twierdzy słynnego z okrucieństwa hospodara wołoskiego, pierwowzoru postaci słynnego Drakuli.To tu według legendy podczas oblężenia tureckiego, żona hospodara rzuciła się w przepaść, aby nie być wziętą do niewoli. Podobno ta właśnie tragedia nieszczęśliwego Wlada przyczyniła się do jego przemiany w okrutnego Drakulę.Droga na wzgórze wiedzie po 1200 schodach ( inne zródła podają liczbę 1480), przepraszam nie liczyłem ile ich jest w rzeczywistości. Tym bardziej że na tą chwilę pojawił się chyba na zamku sam Dracula. Zrobiło się ponuro, a w lesie wręcz ciemno i rozpętała się burza. Szczątki ruin nie prezentują się już teraz tak okazale, bezcenna jest sama świadomość że było się na „prawdziwym” zamku Draculi. [attachment=7075] Jedziemy dalej malowniczą Doliną Arges do słynnego Curtea de Arges - miejscowości znanej od XIVw, niegdyś siedziby hospodarów wołoskich. Curtea de Arges – nazwa miasta oznacza Dwór nad Ardżeszem. Serpentyny spowolniły nasz przejazd, pobyt nad wodą też zabrał nam czas więc w tej miejscowości ograniczamy swoje zwiedzanie tylko do monasteru. Jest on najcenniejszym zabytkiem, został wzniesiony przez Neagoe Basaraba (1512-1517), z pałacem biskupim i cerkwią tzw. Nową Metropolią (XVI w.) Świątynia jest obłożona konstrukcjami budowlanymi, trwa remont na zewnątrz monasteru. Zwiedzamy wnętrze, bogate wyposażenie robi ogromne wrażenie. Po przejechanych kolejnych 35 kilometrach mijamy Ramnicu Valcea. Z łatwością trafiamy do usytuowanego tuż przy szosie za miejscowością Calimanesti monasteru Cozia. Klasztor położony nad Alutą wpisany jest na listę UNESCO.Odcinek Ramnicu Valcea – Talmaciu to niezwykle malowniczy Przełom Czerwonej Wieży Dolina przełomowa rzeki Aluty w Karpatach Płd. leży między Górami Sybińskimi i Fogaraskimi. Położona jest na wysokości 230-350 m, długość 42 km, od starożytności szlak tranzytowy przez Karpaty. Jedziemy między czerwonawymi, strzelistymi skałami. Mijamy malownicze wioski, które trochę wyglądają jak skansen. Pogoda nie sprzyja podziwianiu otoczenia, ale poprzez chmury widać że dolina otoczona jest pięknie masywami górskimi dochodzącymi do 2000 m. W tym dniu przejechaliśmy mnóstwo kilometrów żeby naszą pętlę zamknąć w Cartisoarze. RE: Góry Fogaraskie -2007 - spoko - 13-12-2007 04:40 PM bialyzibi napisał(a): Dziękuję Władek , tego nie wiedziałem do tej pory, ale już wiem.
A gdy treści zabraknie to daj wątki z samymi zdjęciami .Obraz to tysiąc słów RE: Góry Fogaraskie -2007 - dr.Etker - 13-12-2007 04:58 PM Rzetelna relacja a i fotografie piękne.Piękne przybliżenie ciepłych klimatów bałkańskich i nieco egzotycznych gór Rumunii. RE: Góry Fogaraskie -2007 - Fazik - 13-12-2007 05:43 PM Toś się chłopie "spisał" (dosłownie, muszę znaleść chwilkę na tę lekture, gratulacje. RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 13-12-2007 08:36 PM Dzięki, dzięki serdeczne .Ale mnie mobilizujecie a to dopiero początek. RE: Góry Fogaraskie -2007 -3 - bialyzibi - 13-12-2007 09:03 PM Balea Lac – Kozia Przełęcz - Podragu W poniedziałek zostawiamy naszą „bazę” tylko dla Henia- kierowcy, Ani i Ireny. Będą realizować swój program czyli zwiedzą Sibiu i Sambatę.W tym czasie my powędrujemy górami przez dwa dni z dosyć ciężkim plecakiem. Dźwigać będziemy karimaty, śpiwory, odzież, prowiant i pozostałe niezbędne wyposażenie na czas wędrówki. Żegnamy gościnną Cartisoarę i zgodnie z planem Heniek podwozi nas do Balea Lac. Szybciej niż poprzednio wdrapujemy się na Kozią Przełęcz (Saua Caprei -2315 m npm) Od węzła szlaków na tej przełęczy, położonego nad Jeziorem Capra, wędrujemy głównym szlakiem za znakami czerwone paski. [attachment=7047]Szlaki w Górach Fogaraskich są bardzo dobrze oznakowane co jest ich ważnym atutem. Szlak schodzi nad Jezioro Capra ( 2249 m npm), przechodzimy też obok jakiegoś obelisku bez znaków, może pamiątka z przeszłości? Szlak biegnie głównie trawersem mijanych kolejno szczytów. Czasami schodzi dosyć mocno w doliny żeby za chwilę znów nabrać wysokości.Na trasie podziwiałem interesującą florę tych gór. [attachment=7048][attachment=7049][attachment=7056]Nie wchodzi jednak na pobliskie szczyty takie jak: Vf. Capra (2494 m npm) czy Turnul Vartopel ( 2385 m npm). Wysokość na jakiej wędrowaliśmy była wystarczająca żeby podziwiać wielkość fogaraskich dolin. W pewnym momencie wzrok „zawiesił się” aż na serpentynach za tunelem po stronie południowej. Widać było cienką nitkę wodospadu. Bardziej wyraźne były zadaszenia na Trasie Transfogaraskiej chroniące szosę przed schodzącymi lawinami śnieżnymi i spadającymi kamieniami. Szlak wznosił się żeby opaść niżej na przełęczy Portita Arpasului (2175 m npm) [attachment=7050][attachment=7051][attachment=7052]Grupa poszła dalej szlakiem graniowym czyli aż do Przełęczy Saua Podragului ( 2307 m npm) Ja natomiast martwiąc się o nasze noclegi w schronisku Podragu zdecydowałem się dotrzeć do niego szlakiem nieco krótszym. Z opowiadań wynika że szlak nadal trawersował kolejne szczyty. Kilka razy biegł granią, tam zabezpieczono przejście krótkimi odcinkami zabezpieczeń technicznych (łańcuchy) Wojtek i Piotrek zdobyli kilka szczytów położonych na zboczach przez które przebiegał szlak. Wiadomości o rzekomych problemach ze zdobyciem zakwaterowania w Podragu w sezonie były jak wiele innych „wyssane z palca” Dotyczy to także ceny zakwaterowania która okazała się zupełnie przystępna, jeśli spojrzymy na warunki w jakich to wysokogórskie schronisko funkcjonuje. Chyba stwierdzono że jest bardzo nadal potrzebne bo trafiliśmy na jego remont który wyraźnie podniesie standard zakwaterowania. Tymczasem ruszyłem szlakiem oznaczonym niebieskimi paskami, który jest skrótem z wymienionej wyżej przełęczy do schroniska. Szlak ten mniej biegnie trawersami, „przełamuje” kilka bocznych grani odchodzących od grani głównej. I to jest podstawowe utrudnienie że schodzimy dosyć głęboko aż na dno malowniczych dolin. Schodzimy…. żeby za chwilę wspinać się na kolejny grzbiet i tak było czterokrotnie. Przejście odbywa się północną stroną od głównej grani więc szlak jest bardziej skalisty. Pod wierzchołkami szczytów a nawet na szlaku spotyka się odcinki pokryte rumoszem skalnym. W tych miejscach trzeba szczególnie uważać. Skala trudności, moim zdaniem, na tym „schroniskowym szlaku” dorównywała tatrzańskim szlakom. Duże wrażenie robią długie walne doliny i niekończące się morze wierzchołków. Skalisty charakter wysokogórski widoczny jest od strony urwistych ścian północnych. Nabiera się w ten sposób przeświadczenia że te góry są większe niż Tatry. W dolinach przez które wędrowałem płynęły malownicze potoki, spotkałem także ładnie położone stawy.[attachment=7053][attachment=7054][attachment=7055] Najpiękniejszy z nich nosi nazwę L.Podraguel. Natrafiłem też na dosyć karkołomne zejście skalistym źlebikiem. Aż wreszcie pokazało się kilka stawów w ładnej dolinie. Jak maleńki szałas z tej wysokości widoczne było schronisko Podragu ( 2136 m npm) Po około 7 godzinach wędrówki zawitałem do jedynego tak wysoko położonego schroniska w Górach Fogaraskich. Grupa „zasadnicza”wędrująca przez Przełęcz Podragu dotarła do schroniska pół godziny później. Od napotkanych wcześniej na szlaku pary młodych ludzi z Łodzi dowiedziałem się że o miejsce w schronisku mogę być spokojny. I rzeczywiście nie było z tym najmniejszego problemu a cena 25 lei nie była zbyt wygórowana.Co prawda w trakcie przebiegającego remontu schronisko oferowało bardzo niewiele. Ale jako „przystań” w drodze na Moldoveanu spełniło swoją rolę. W sali do tego celu przeznaczonej ze swojego prowiantu przygotowaliśmy kolację. Gdy było jeszcze ciemno zjedliśmy poranne śniadanie. Zabraliśmy kanapki na trasę. RE: Góry Fogaraskie -2007 -4 - bialyzibi - 13-12-2007 09:28 PM Podragu- Moldoveanu -Sambata Obudziliśmy się skoro świt, „szybkie śniadanie” i już jesteśmy na szlaku. Najpierw podejście przez około pół godziny od schroniska za czerwonymi trójkątami na Przełęcz Podragu ( Saua Podragului (2307 m npm) Z tarasu schroniska doskonale widoczna była, jak „na dłoni” przełęcz. Na prawo od niej wierzchołek Podragu ( 2462 m npm), na lewo także szczyt o wysokości ponad 2400 m npm. Z przełęczy ostatnie spojrzenie na otoczenie Podragu.[attachment=7058] Na malownicze stawy z których jeden pokryty był częsciowo lodem. Nad największym stawem L. Podragu dwa kolorowe namioty. Odcinek wiedzie centralną częścią pasma. Wędrujemy trawersem poprowadzonym po południowej stronie grani a więc nie tak skalistym.Część szlaku miała charakter połoninny. Trawers biegł poniżej szczytów :Vf.Tarita -2414 m npm), Vf.Corabia (2406 m npm), Vf.Ucea Mare ( 2434 m npm), Vf.Ucisoara (2418 m npm) Obniżał się na przełęczach :Saua Podu Giurgiului ( 2358 m npm), Saua Ucisoarei (2312 m npm) oraz Saua Orzanelei ( 2305 m npm). Wojtek wbiegał niekiedy na wierchołek żeby popatrzeć na północną stronę grani. Malownicze doliny od południowej strony pokryte były zielenią traw, czasem wypełnione rumoszem skalnym. [attachment=7059][attachment=7060][attachment=7061]Na szlaku nie było wielkich wahań wysokości więc dosyć szybko doszliśmy do Przełęczy Vistea Mare ( 2527 m npm) Już z odległości kilku kilometrów przełęcz i najwyższy szczyt Karpat Południowych ( także Rumunii )są doskonale widoczne. Wynika to z tego że od zwornika do Moldoveanu na szczyt szlak prowadzi wyraźną grańką. Podejście na Vistea Mare było dosyć żmudne, właśnie na tym odcinku „nabieraliśmy” wysokości. Grańka na najwyższy szczyt jest nieco eksponowana, biegnąca nią ścieżka jest jednak dobrze widoczna. Tak samo jak oznaczenia czerwonymi kółkami szlaku dojściowego na szczyt. Marzenia się spełniają, jesteśmy na Moldoveanu (2544 m npm)[attachment=7062] – szczycie najwyższym w Rumunii, Górach Fogaraskich a nawet w Karpatach Południowych. Radość nieco zakłócają odległe grzmoty, jakby nadchodzącej burzy. Robię kilka pamiątkowych zdjęć z grupą a nawet z poznaną w schronisku Podragu sympatyczną Rumunką.Ze szczytu rozpościera się rozległa panorama na obie strony pasma. Burzy ostatecznie nie było a pogoda od początku wycieczki znakomita nadal dopisywała. Jednak drugie śniadanie jemy nieco poniżej przełęczy Vistea Mare. Pod nami charakterystyczne, malownicze, leżące w kotle u podnóża najwyższej góry Jeziorko Trójkątne. Po posiłku i krótkim odpoczynku kierujemy się w prawo i w dół do przełęczy Portita Vistei ( 2310 m npm) Zejście jest dosyć karkołomne i strome kamienistymi ścieżkami. Od przełęczy zbiega w dół szlak do Victorii. Na przełęczy jest też niewielki schron i wcale nie tak zdewastowany jak opisywano. Zajrzeliśmy do niego, dwoje turystów spożywało posiłek. Jak na tymczasowe schronienie ( np. w czasie burzy ) to pomieszczenie spełnia z pewnością swoją rolę. Na przełęczy ostatnie spojrzenie na Jezioro Trójkątne.Także na ogromny masyw Moldoveanu i charakterystyczny zwornik Vistea Mare, akurat męcząc się zdobywała go grupa młodych ludzi. Szlak biegnie niekiedy linią grani. Ale przed kolejnym szczytem Vf.Galbena (2461m npm) znów obchodzi go trawersem. Od głównej grani odchodzą grzbiety boczne które trzeba przekraczać.Tylko to jest utrudnieniem albowiem ścieżka biegnąca po południowej stronie grani jest bardzo „sympatyczna”. Z lewej strony szlaku pojawia się ogromna Dolina Vistisoary. Po prawej stronie szlaku kocioł z jeziorkiem Iezerul Valea Rea. Po lewej stronie szlaku jest kolejne malownicze jeziorko, położone w dolinie za szczytem Galasescu Mare (2470 m npm) Silnie zerodowane doliny przedstawiają „księżycowy krajobraz” Chciałoby się zejść na ich dno, świadomość że przed nami jeszcze „kawałek trasy” powstrzymuje nas przed takim działaniem. [attachment=7063][attachment=7064][attachment=7065] Kolejnym trawersem omijamy Galasescu Mic (2433 m npm) i zastanawiamy się ile jeszcze nas czeka podejść na kolejną grań boczną. Nawet tyczkę i kolejny krzyż na szlaku biorę za węzeł szlaków z drogowskazem. Ale ta grańka okazuje się ostatnią, kamienistą ścieżką zeszliśmy na Przełęcz Fereastra Mare a Sambatei (2188 m npm)[attachment=7066][attachment=7067] Tutaj znajdował się tak długo oczekiwany przez nas węzeł szlaków. „Nasza” dolina wyglądała z tej wysokości bardzo malowniczo. Natomiast otoczenie kotła Caldarea la Ferestra Mic było bardzo skaliste, pełne piarżysk. Pierwszy odcinek szlaku zejściowego wymagał ostrożności. Gdy rozpoczęło się piętro kosodrzewiny szlak stał się łagodniejszy. Nad potokiem odpoczywamy chwilę, rozgrzane nogi znalazły się w zimnej wodzie. Jeszcze wówczas mieliśmy nadzieję na zimne piwo w najbliższym schronisku. Dolina jest bardzo długa, w jej górnej części są położone bardzo urokliwie stacja ratownictwa górskiego Salvamont ( Victoria) oraz schronisko Cabana Valea Sambatei ( 1401 m npm) Budynek stacji ratownictwa jest bardzo zadbany w przeciwieństwie do schroniska .Prezentuje ono raczej opłakany stan, sympatyczne były tam tylko osły przed schroniskiem. Oczywiście zlocistego napoju gaszącego pragnienie również nie było. Odczuwaliśmy zmęczenie całodzienną wędrówką a tymczasem do Sambaty mieliśmy jeszcze dwie godziny marszu. Wojtek miał „zapas energii” więc poproszony zgodził się wyprzedzić nas i dotrzeć wcześniej do domków kempingowych w Sambacie. My wędrowaliśmy „swoim tempem” bardzo piękną Doliną Sambaty. Szlak biegnie praktycznie wzdłuż rwącego potoku. Mostki na nim to kilka przerzuconych pni uszczelnionych darniną. W pewnym momencie trafiliśmy nawet na ładny wodospad spadający z wysokiej skały tuż przy szlaku. Gdy do domków mieliśmy jeszcze około 4 km i zapadał zmrok podjechał nasz bus. Wojtek „przyprowadził”nasz pojazd na szlak, zaoszczędziliśmy prawie godzinę wędrówki.Bardzo zadowoleni braliśmy szybko gorący prysznic żeby posiedzieć przed domkami. Pierwsze, jeszcze „gorące” wspomnienia z wędrówki i satysfakcja „że się udało” Dobra pogoda powodująca że wędrowaliśmy po „suchej skale” ułatwiła nam osiągnięcie naszego, małego sukcesu. RE: Góry Fogaraskie -2007 - Pablo - 13-12-2007 11:35 PM Dopiero teraz miałem czas na przeczytanie... Zibi chcesz żebym nocki zarywał na lekturę ![]() Fajnie sie czytało i zdjęcia też ładne ![]() pozdrawiam RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 13-12-2007 11:59 PM Pablo, po prostu dziękuję. To miłe gdy ktoś zauważy nasze maleńkie dokonania. Ciągle jeszcze poprawiam, źle zacząłem ale teraz wiedząc że 10 zdjęć może być przypisanych do jednej relacji to pójdzie bezbłędnie . A Rumunia to naprawdę piękny kraj, u nas pokutują stereotypy o Rumunach. Wszyscy mieliśmy wrażenie że rozwijają się szybciej niż my. Pozdrawiam RE: Góry Fogaraskie -2007 - Hella - 14-12-2007 09:55 AM Ja też jestem już trzech odcinkach rumuńskiego serialu. Trzeba dawkować sobie przyjemność, nie? Opisy bardzo obrazowe, zdjęcia dopełniają całości. Oj jak ja Ci zazdroszczę Zibi! ![]() Ps. Kolejny talent literacki nam się ujawnia.
RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 14-12-2007 01:35 PM Hella, nie ma czego zazdrościć, zawsze możesz jechać. To nie są jakieś nierealne marzenia. Nawet koszty są bardzo niskie w stosunku do wyjazdu w Alpy, Himalaje, itd. Cenię bardzo Twoje ciepłe słowa.Dziękuję. RE: Góry Fogaraskie -2007 -5 - bialyzibi - 14-12-2007 01:54 PM Kościoły warowne - Moszna - Biertan Rankiem, to już tradycja, o ósmej po toalecie, śniadaniu i spakowaniu się wyjazd na trasę w kierunku Braszowa.Może standard Kompleksu Turystycznego Sambata nie był zbyt wysoki. Dla nas wymagających tylko ciepłego prysznica i „czegoś” do spania to lokum na jedną noc nie było najgorsze. Pierwsza „po drodze"jest Moszna. Zwiedzamy interesujący kościół warowny w tej miejscowości. Bilety wstępu sprzedaje osoba niewidoma. Na palcach moich rąk liczy ile osób chce zwiedzić kościół. Wydaje bilety, ale jak policzył pieniądze? Tego nie wiem, dałem wyliczoną kwotę. Może pełne zaufanie jak to miało miejsce z eksponatami przechowywanymi w przykościelnym pomieszczeniu. Nie spotyka się codziennie sytuacji żeby interesujące i wartościowe przedmioty a nawet broń leżały na półce bez zabezpieczenia. [attachment=7081][attachment=7082] Można wielu z nich dotknąć, pooglądać, w kościele też chodziliśmy po wszystkich kondygnacjach. Na tych górnych wspaniała panorama na miejscowość i okolicę. [attachment=7079][attachment=7080]Przed kościołem fotografujemy się z rzeźbami prezentowanymi na niewielkim zieleńcu. [attachment=7083][attachment=7084] Kolejny kościół w Biertan to jeden z największych i najepiej zachowanych kościołów warownych. Obiekt znajduje się zresztą na liście UNESCO)Ten saski gród kościelny posiada potrójny pierścień murów obronnych najeżonych basztami.Największy w Transylwanii zamek obronny, nie został nigdy zdobyty, co świadczy o doskonałości konstrukcji. Pierwsze informacje o wiosce (węg. Berethalom, niem. Birthälm) pochodzą z 1283 r. Kościół NMP powstał na przełomie XIV i XV w. jako siedziba biskupa (później przejęli go ewangelicy). Gruntowna przebudowa z lat 1520–1522 nadała świątyni kształt trójnawowej hali z gwiaździstym sklepieniem wspierającym się na masywnych ośmiobocznych filarach. Niższe i węższe prezbiterium wyraźnie odznacza się od głównej bryły. Warto zwrócić uwagę na piękne wykończenia portali wejściowych do kościoła i zakrystii oraz gotycko-renesansową kamienną ambonę. Stalle w prezbiterium pochodzą z 1524 r.Przyjrzeliśmy się niezwykłemu zamkowi w drzwiach zakrystii. Zmyślny mechanizm uruchamiający jednocześnie 15 rygli skonstruował mistrz Johannes Reichmunth. Pamiątką katolickiego okresu w dziejach świątyni jest wspaniały ołtarz w formie tryptyku z lat 1483–1515. Centralną grupę Ukrzyżowania otaczają sceny z życia Jezusa i Maryi.[attachment=7085] Obwarowania kościoła powstawały stopniowo: pierwsza linia murów pochodzi z lat 1468–1523, a ostatnią wzniesiono na początku XVII w., tworząc fortecę nie do zdobycia (w najwyższym miejscu mury mają 12 m wysokości). Liczne wieże obronne przetrwały do naszych czasów w niezmienionej formie. W północno-zachodniej baszcie urządzono mauzoleum miejscowych hierarchów. Kamienne nagrobki są bezcennymi skarbami sztuki kamieniarskiej.Jedną z baszt (w południowej części) udostępniono katolikom, kiedy większość mieszkańców przeszła na protestantyzm. Wewnątrz zachowały się piękne freski z I połowy XIV w., przedstawiające m.in. pokłon Trzech Króli oraz św. Jerzego. Widok ze wzgórza zamkowego przywodzi na myśl Saksonię: czerwone dachy regularnie rozmieszczonych i podobnych do siebie domów wspaniale wpisują się w krajobraz łagodnych wzniesień porośniętych krzewami winorośli.[attachment=7088][attachment=7086][attachment=7087] RE: Góry Fogaraskie -2007 -6 - bialyzibi - 14-12-2007 02:16 PM Sighisoara to bardzo ładne średniowieczne miasteczko- zabytek. [attachment=7091][attachment=7092][attachment=7093]Przepiękna jest zwłaszcza saska starówka. Tutaj urodził się Vlad Tepes, któremu później dodano przydomek Dracul (diabeł) za to, że krwawo rozprawiał się z najeźdźcami tureckim. Dom w którym się urodził jest odpowiednio zaznaczony stosowną tablicą. [attachment=7089][attachment=7095][attachment=7090] [attachment=7094][attachment=7096] To najstarszy obiekt świecki, jest też pomnik z popiersiem Draculi. Zabytkowymi „schodami szkolnymi” powędrowaliśmy do kościoła na Wzgórzu. Zajrzeliśmy na cmentarz i do kościoła katolickiego. Tuż po wejściu do „górnego miasta” natknęliśmy się na słynną Wieżę Zegarową (64 m wysokości, średnica zegara 2,4 m) Średniowieczne górne miasto zachowało zabudowę wewnętrzną i mury obronne. Jest to największa zamieszkała cytadela w Europie. Budowa zaczęła się w XIV w., dominuje styl gotycki. Obecnie zachowało się 9 wież w murach obronnych. To średniowieczne miasto w całości wpisane jest na listę UNESCO. Często porównywane do francuskiego Carcassone. Zjeżdżam 3 km z drogi głównej żeby zajrzeć do Homorod. To świetnie zachowany gród kościelny z najstarszymi freskami Siedmiogrodu. Ale musimy odszukać Niemca opiekującego się obiektem. Dobrze że podjeżdżam pod jego dom busem, starszy sympatyczny jegomość ma kłopoty z poruszaniem się. Dzieli nas bariera językowa ale stara się nam przekazać i pokazać jak najwięcej. Trzy lata temu skradziono ze ściany kościoła bizantyjski fresk. Stary Niemiec opowiada ze kiedyś mieszkali tutaj jego ziomkowie. Teraz tego miejsca nawet nie zwiedzają. Nie kryje łez wzruszenia że Polacy zainteresowali się tym obiektem, o który on dba z wielką troską. Na kilku stacjach benzynowych szukamy roviniety. Wreszcie znajdujemy pod Braszow.Kosztuje jak poprzednia 10 Euro. Przyklejona zostaje na przedniej szybie, możemy znów przez tydzień korzystać z rumuńskich dróg. Widać że Rumuni śpieszą się z poprawieniem jakości swych szos. Bardzo często zatrzymywało nas światło „stop”, ruch odbywał się wahadłowo. Postanawiam nie szukać miejsca noclegowego w Braszowie. Mijamy to miasto i jedziemy do oddalonego od Braszow o ok.30 km. miasteczka Rasnov. Jak widać kończył się nam już dzień. [attachment=7097][attachment=7098] Mam „namiary” na pewien pensjonat w tej miejscowości. Odnajdujemy szybko małe brązowe tabliczki „kierunkowe” do pensjonatu. Z rozmówek polsko-rumuńskich „skleciłem” trzy standardowe zapytania o nocleg. Ale wspiera mnie Wojtek który w języku angielskim dogaduje się z właścicielami poprzez ich syna. Są chętni nas przyjąć ale nie mają tylu wolnych miejsc. Wysoki standard pensjonatu nie bardzo pozwala na dokładanie w pokojach dodatkowych łóżek. Chcą nam pomóc, to widać i „czuć” Rozwiązaniem z sytuacji jest to że troje „chłopaków” będzie spało u „sąsiadów” To świetne rozwiązanie w sytuacji gdy na szukanie innych miejsc noclegowych nikt nie miał ochoty. „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” Tak możemy śmiało powiedzieć o właścicielach pensjonatu. Bezinteresownie pomogli nam gdy zaszła taka potrzeba. Może nie była to "bieda" ale problem do rozwiązania.Dziękujemy. RE: Góry Fogaraskie -2007 -7 - bialyzibi - 14-12-2007 02:43 PM Malownicze góry Bucegi poznane baaaaaaaaardzo pobieżnie. Rankiem w wiacie przygotowujemy śniadanie i kanapki „na drogę” we własnym zakresie. Tradycyjnie około ósmej rano jedziemy do Busteni. To malownicza górska miejscowość pełna hotelików i pensjonatów. Rozpoznajemy dojście do wyciągu kabinowego a Henia z autem zostawiamy na płatnym parkingu. Sytuacja przypomina Kuźnice i ogromną kolejkę żeby wjechać na Kasprowy Wierch. Wjazd jest jeszcze bardziej atrakcyjny, mamy wjechać na 2200 m npm. Nikt z uczestników nie proponuje zmiany planów więc czekamy cierpliwie ok. 4 godzin. [attachment=7099][attachment=7100][attachment=7101][attachment=7103][attachment=7102] Będąc na górze dowiadujemy się że kolejka już przed 17.00 kończy Kursowanie. Nie wystarczy czasu na zdobycie najwyższego szczytu Bucegów – Omu ( 2507 m npm) Ale próbę dojścia „jak najdalej” podejmują Grażynka, Piotrek i Wojtek. Dziwna to góra, na 2200 m npm spotykamy płaskowyż z malowniczymi formami skalnymi jak: Babele czy Sfinks. [attachment=7108][attachment=7104][attachment=7105][attachment=7106][attachment=7107] A ogromne rzesze turystów wjeżdżające na tą wysokość starają się zdobyć każdy większy „kamień” Kilka fotek, krótki spacer „po okolicy” i już trzeba zjeżdżać. Kolejka oczekujących na zjazd jest nieco mniejsza. Ostatecznie wszyscy zdążyliśmy zjechać, chociaż istniało zagrożenie że trzeba będzie „dreptać” wiele godzin piechotą do dolnej stacji kolejki kabinowej. Czujemy że trochę czasu zmarnowaliśmy ale nikt nie był w stanie takiej sytuacji przewidzieć. RE: Góry Fogaraskie -2007 -8 - bialyzibi - 14-12-2007 04:27 PM Bran - Rasnov Gdy dojeżdżamy do miejscowości Bran, zamek Drakuli jest zamykany. Sławę zawdzięcza swemu malowniczemu położeniu, doskonale wykorzystanemu przez lokalny przemysł turystyczny. Jak można się domyślać, stopień komercjalizacji osiągnął tam najwyższy poziom. Podobizny Draculi można kupić niemalże w każdej postaci – jako nadruk na koszulkach, znaczkach, rzeźbione w drewnie, odlane w gipsie itp. Z pewnością warto tam zajrzeć, bo sam obiekt jest pięknie położony, ma ciekawą architekturę i średniowieczne korzenie. Zamek to typowa atrakcja turystyczna, jest wiele opinii, że nie warto tego zwiedzać. Więc szczególnie nie jest mi przykro że nie zobaczyliśmy tego „obiektu”od środka. Pozostaje nam tylko obejrzeć zamek z zewnątrz. Jak zwykle w takich miejscach pełnych turystów, handlarze oferują pamiątki….a nawet palinkę .Oni nie zwracają uwagi na godziny otwarcia, są obecni dopóki kręcą się turyści. Jak w Zakopanem, pełno budek a ponad nimi góry. [attachment=7109][attachment=7110] Przejeżdżamy do Rasnov, tutaj mamy więcej szczęścia. Mimo późnej pory udaje nam się kupić bilety wejściowe i poznać ten jedyny w swoim rodzaju zamek….chłopski. [attachment=7111][attachment=7112]Zamek widziany z naszego pensjonatu nawet nocą albowiem posiada ładną iluminację świetlną. Zamek ukryty jest wśród niedostępnych skał i urwisk! Nigdzie indziej najniższy stan nie wznosił zamków, więc trzeba zamek koniecznie zobaczyć. Jest to bardzo ciekawa imponująca forteca, częściowo w ruinie przygotowanej do zwiedzania. Między innymi studnia o głębokości 147 m, której budowę zlecono dwóm więźniom tureckim w zamian za odzyskanie wolności... Budowali ją kilkanaście lat! [attachment=7113][attachment=7114][attachment=7116][attachment=7117] Prezentowanych jest szereg przedmiotów wyposażenia, sprzętów, powozów konnych, wóz strażacki, itd. Z murów zamkowych roztacza się imponująca panorama na okolicę. [attachment=7118][attachment=7119]Jak to zwykle w Rumunii w panoramie pojawiają się góry. Akurat słońce chowa się za kolejnymi wzniesieniami. Z punktu widokowego doskonale widać Rasnov, układ ulic w miasteczku a nawet nasz pensjonat. Mamy blisko, wkrótce jesteśmy w jadalni gdzie oczekują na nas potrawy z grilla. Rankiem spożywamy zamówione na śniadanie obfite omlety, regulujemy należność i opuszczamy gościnne progi pensjonatu. RE: Góry Fogaraskie -2007 - dr.Etker - 14-12-2007 04:53 PM Jakże miło się czyta słówka z podróży krajoznawczej po Rumunii.Gratuluję wrażeń !
RE: Góry Fogaraskie -2007 - 9 - bialyzibi - 14-12-2007 05:31 PM Braszow - Czerwone Jezioro - Wąwóz Bicaz Braszow Mieszkamy niespełna trzydzieści kilometrów od Braszowa. Dlatego, chociaż program czasowo jest bardzo napięty decydujemy się na poznanie miasta. Znajdujemy bez trudu parking w centrum, Heniu zostaje a my zwiedzamy. Spacerujemy po Starym Mieście.[attachment=7120][attachment=7122] [attachment=7123][attachment=7124][attachment=7125] Starówka to rynek z okazałym Ratuszem. Czekamy na wejście do słynnego „Czarnego Kościoła” Podziwiamy wspaniały gotycki ołtarz, niestety nie wolno fotografować, nawet za dodatkową opłatą. To największy gotycki kościół w południowo-wschodniej Europie, gotycka katedra robi wrażenie. W trakcie spaceru poznajemy ulicę Sznurowa – najwęższą w Europie. Nasz pobyt w tym urokliwym mieście musieliśmy zakończyć, przed nami jeszcze około 400 kilometrów. Chcemy dojechać aż na Bukowinę. Lacul Rosu (Czerwone Jezioro) jest na trasie naszej podróży. Powstało w 1837 roku na skutek oberwania skalnej ściany, do dziś z wody sterczą kikuty drzew. Wygląda to trochę niesamowicie, to niespotykany widok. [attachment=7126][attachment=7127]Kawałek dalej zaczyna się wąwóz Bicaz. Leży na trasie z Mołdawii do Siedmiogrodu (Cheile Bicazului ) Wysokość jego ścian sięga 800 metrów więc jest to najgłębszy wąwóz Europy. Jest porównywalny tylko z Verdon we Francji. Faktycznie jego szerokość jest niewielka, tak, że w najciaśniejszym miejscu zaledwie mieści się droga i potok. Jest tutaj też wspinaczkowy raj. Pionowe, czasami przewieszone ściany pokrywa sieć dróg wspinaczkowych w części ubezpieczonych na stałe. Stoi duża ilość budek oferujących owcze skóry, drewniane łyżki i inną cepeliowską tandetę. Spacerujemy wąwozem zadzierając głowy do góry. Pamiątkowe zdjęcie zostaje zrobione na jednej ze skał. [attachment=7128][attachment=7129][attachment=7130] Jedziemy wyszukując miejsca na przerwę w podróży. Tuż za Bicaz rozciąga się na długim odcinku trasy zalew Lacul Izvoru Muntelui. Chociaż na mapie zaznaczono że jest dojazd na półwysep, na coś w rodzaju campingu, takiego miejsca nie znajdujemy. Dziewięć par oczu nie wypatrzyło nawet drogi pozwalającej zjechać z wysokiej skarpy nad brzeg zalewu. Ostatecznie zjeżdżamy gdzieś nad Bystrzycę, gotujemy wodę na kuchence gazowej i spożywamy posiłek. Jest trochę bałaganu nad rzeką ale znajdujemy swój w miarę czysty „kawałek plaży” Po długiej podróży wszystko było „upragnione”: kanapki, „gorący kubek” czy piwo pośpiesznie chłodzone w rzece. Dzień powoli się kończył a my mieliśmy jeszcze sporo kilometrów do Suczawy. Kierowcy nie można w żaden sposób popędzać, jedzie tak jak mu warunki na drodze pozwalają. A że były liczne utrudnienia to trudno było osiągnąć zakładaną niewysoką średnią 50 km /godz. Najważniejsze jednak ze samochód jest sprawny, więc powoli zbliżamy się do Bukowiny. Postanowiłem o zmianie zaplanowanej trasy, dojeżdżamy do Brosteni. Kierujemy się na Frasin, jedziemy przez kolejne pasmo górskie Muntii Stanisoarei. Może niezbyt wysokie ale serpentyny i zapadające ciemności spowalniają przejazd. „Głupie” 50 km jedziemy półtorej godziny. Wiem że jesteśmy już blisko celu, skręcamy w prawo na Paltinoasę. Posiadam „namiary” na Wilhelma mówiącego po polsku, który „powinien”nam pomóc w załatwieniu noclegu. Korzystam z komórki Piotrka, moja na kartę nie sprawdza się, czas najwyższy rozstać się z nią. Wilhelm jest uprzejmy ale pomóc nam nie może bo już posiada zakwaterowaną grupę wycieczkową. Decyduję się dojechać do „polskiej wsi”, najbliższą z tego miejsca jest Kaczyka (Cacica) „Mam wiedzę” że jest tam Dom Polski ale innych szczegółów brak. Podobno świadczy usługi noclegowe. Bez większych jak na te warunki (ciemność, padający deszcz) problemów dojeżdżamy do tej miejscowości. „Szukam szczęścia” w pierwszych domach, próbuję „zasięgnąć języka” gdzie to jest ten Polski Dom. Jakieś gospodarstwo jest zamknięte na „cztery spusty”, nie sposób się dostać, trochę też jest obawy przed psami. W kolejnym domownicy podchodzą do bramy „zwabieni”hałasem ale twierdzą że nie mają pojęcia o czymś takim. Decyduję ze podjedziemy do centrum wsi, akurat grupa małolatów toczy swoje dyskusje. Są chętni pokazać nam Dom Polski, pojawia się ojciec jednego z nich który zgadza się nawet żeby syn z nami pojechał busem pod „nasz dom” Halinka „doceniła” jego pomoc, a my jesteśmy zaskoczeni bo posesja mieści się tuż obok tych których pytaliśmy o ten adres. Czyżby stosunki rumuńsko –polskie były tutaj napięte? Pytanie pozostaje otwarte bo nie mamy czasu i możliwości to sprawdzić. Jesteśmy w „Polskim Domu” i po cichu sądzę że chyba niemożliwe jest żeby nas stąd odesłano „z kwitkiem” Dom otwiera nam para młodych ludzi, okazuje się że też są tutaj tylko „zakwaterowani” Otrzymuję numer telefonu do gospodarzy Domu, po rozmowie z nimi otrzymujemy miejsca noclegowe. Jestem mile zaskoczony że wystarczył telefon, obietnica dopełnienia później innych formalności i możemy mieszkać.Kolejny raz mamy nocleg, namioty zabrane "na wszelki wypadek" okazują się niepotrzebne. RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 14-12-2007 06:16 PM Dziękuję Doktorze. Krajoznawstwa ostatecznie był więcej niż wędrówek górskich. Ale głównym celem były Góry Fogaraskie, powrót "z nich" do domu wykorzystaliśmy maksymalnie. Piszę "mniej poetycko"a bardziej kronikarsko, wierzę że ktoś wykorzysta wskazówki zawarte w tych relacjach. Dla mnie cała wycieczka była "poezją" Chętnie więc wracam wspomnieniami. RE: Góry Fogaraskie -2007 - Hella - 14-12-2007 06:32 PM I kolejny odcinek za mną. ![]() Podziwiam ludzi, którzy z taką pasją realizują swoje marzenia i cele- te duże i te mniejsze. A przy tym mają tyle entuzjazmu, by robić to z innymi. Tak jak nasz rumuński sprawozdawca. ![]() Ja jestem dopiero na początku mojej górskiej przygody i dlatego zazdroszczę. Człowiek ma coś takiego paskudnego w sobie, że zaraz za podziwem stoi zazdrość. Moja zazdrość, mam nadzieję, zawiedzie mnie kiedyś i na rumuńskie ścieżki. Może spotkam kogoś, kto mi to troszeczkę ułatwi? Zobaczymy. Bo tak w ogóle to jestem straszny tchórz, który musi mieć wszystko zaplanowane. Kiedy wybieram się gdzieś pierwszy raz bezpieczniej czuję się z kimś bardziej obeznanym. Tym bardziej, że w po górach to ja zaczynam (wreszcie) prowadzać mojego mężczyznę. Czasami chciałoby się zawołać: gdzie Ci mężczyźnie, gdzie te chłopy!?Ps. Panowie na formu nie bierzcie sobie moich ostatnich słów do serduszek. Wy to już prawdziwe górskie orły i sokoły! Tak trochę narzekam na mojego Miśka... Bo tak w ogóle to całkiem dobry egzemplarz. RE: Góry Fogaraskie -2007 - Gandzia1 - 14-12-2007 08:25 PM Czy ja kiedyś TAM pojadę ? ...ech rozmarzyłam się całkiem... ech i takie fajne futrzste osiołki.... RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 14-12-2007 09:29 PM Drogie Koleżanki (Hella , Gandzia 1) Dziękuję za miłe słowa , jestem przekonany że tam i nie tylko tam z pewnością pojedziecie. Bo jest wiele pięknych miejsc, pisząc w kronikarski sposób staram się Wam przybliżyć realizację takiej wycieczki. A przecież zawsze możecie na mnie liczyć. Ja nie miałem zbyt wiele szczęścia do pomocy,bo takie obiegowe, stereotypowe informacje okazały się bez wartości. Będziemy wracać do wielu egzotycznych miejsc, jak się spodoba relacja to "zabiorę" chętnych na Półwysep Spełnionych Marzeń - Krym. Pozdrawiam Ps. Kiedyś młoda para w wycieczkę poślubną pojechała ze mną na szlaki Czarnohory, innym razem wchodziłem z innym młodym kilkudniowym małżeństwem zimą na Zawrat. Dziewczyny znały góry doskonale, faceci "raczkowali" ale wrzuceni na głęboką wodę nie utonęli. Hella , Twój też pokaże na co go stać, daj mu trochę czasu. RE: Góry Fogaraskie -2007 - bialyzibi - 14-12-2007 10:40 PM Bukowina - polskie "korzenie" -10 [attachment=7139][attachment=7140] Okazuje się ze gospodarze Domu Polskiego przychodzą do niego najczęściej w południe. Nas w tym czasie być nie może bo mamy bogaty program poznania Bukowiny. Na zakończenie okazuje się że „taki problem to nie problem” W dniu wyjazdu wędruję z Piotrkiem na posesję gospodarzy, regulujemy należność i wszystko jest w porządku. Oni rozumieją nas że chcemy zobaczyć jak najwięcej, my rozumiemy ze wieczorem, przy złej pogodzie nie możemy „zmuszać” ich do odwiedzenia nas w Domu Polskim. Trochę żal bo p. Michał przybliżyłby nam losy Polaków na Bukowinie. Jestem tego pewien bo posiada sporo pamiątek które nam pośpiesznie pokazuje. Obiecujemy wrócić na Bukowinę i …zamierzam słowa dotrzymać. Ale przecież dzięki własnej inwencji poznaliśmy Kaczykę dosyć dobrze. Szczególnie to co w niej najważniejsze: Dom Polski, kopalnię soli oraz Sanktuarium Maryjne. Największe skupisko Polonii jest w okolicach Suczawy, tam w 3 największych wsiach żyje ok. 1600 osób, poza tym rozrzuceni są po innych miejscowościach całej Bukowiny. Przybyli na te tereny w XVIII wieku ( 1792 r.), głównie byli to górnicy z okolic Bochni i Wieliczki - sprowadzeni do pracy w kopalni w Kaczyce. [attachment=7133][attachment=7134][attachment=7135][attachment=7136] Zwiedzamy nieczynną już kopalnię soli w Kaczyka gdzie pracowali nasi rodacy. Interesująca jest to „wędrówka w przeszłość” Podziwiamy zwiedzane w kopalni ołtarze: katolicki i prawosławny czy nawet rzeźby Adama i Ewy w skale. Kaczyka słynie również z największego w Rumunii Sanktuarium Maryjnego wybudowanego na początku XX wieku w stylu neogotyckim . [attachment=7131][attachment=7132] Cudowny obraz Czarnej Madonny Kaczyckiej przeniesiony został ze Stanisławowa ( dzisiejszy Iwano – Frankowsk) Uwagę przyciąga czterdziestometrowa wieża i potężny krzyż umieszczony nad głównym wejściem oraz napis w języku polskim „O Maryjo bez grzechu poczęta – módl się za nami” [attachment=7137][attachment=7138] RE: Góry Fogaraskie -2007 - 11 - bialyzibi - 14-12-2007 11:14 PM Bukowina - słynne monastery Ale Bukowinę warto zwiedzić dla samych monasterów. Malowane monastyry stanowią wizytówka rumuńskiej Bukowiny, unikalne w skali europejskiej, a nawet światowej. XV, XVI-wieczne prawosławne klasztory pokryte są freskami nie tylko wewnątrz, ale i na zewnątrz. Ich sylwetka jest charakterystyczna dla architektury mołdawskiej. Niektóre z nich w części przypadków o dobrze zachowanym charakterze obronnym. Czuje się coś niezwykłego w tych monastyrach. Są ogromne tłumy turystów i komercyjny handel przed świątyniami ale wewnątrz nich panuje pełne skupienie. Mniszka na klęczkach, inne obrazy świadczą o oderwaniu wiernych od tego co ziemskie. Kolejnego dnia poznajemy monaster Humor. Czyli dojazd z Kaczyka ( po zwiedzeniu kopalni soli) do Gura Humoruli. Ok. 3 km od tej miejscowości odnajdujemy monastyr Humor. [attachment=7141][attachment=7142][attachment=7143][attachment=7144][attachment=7145] Jest to dobrze zachowany najstarszy klasztor Bukowiny. Został zbudowany w 1530 roku, cerkiew pod wezwaniem Zaśnięcia Bogurodzicy została zbudowana na planie trójkonchowym , bez wieży. Charakterystycznym elementem jest otwarty przedsionek z arkadami od strony zachodniej. Jest też skarbiec pod komorą grobową służący jako schowek w razie zagrożenia na najcenniejsze przedmioty. W ścianach cerkwii znajdują się okienka o gotyckich obramowaniach. Z obwarowań zachowała się ciekawa wieża obronna z 1641 roku. Malowidła wewnętrzne wykonał mistrz Toma z Suczawy.Szczególnie podziwiac możemy Ostatnią Wieczerzę, ucztę Abrahama. W przednawiu znajduje się niewielka scenka z Zaśnięcia Matki Boskiej. Warte uwagi są też nagrobki fundatorów w komorze grobowej. Piękne są dwa obrazy wotywne, są najstarszymi freskami ( 1535 rok) na Bukowinie. Są także inne obrazy oraz wizerunki mnichów które pokrywają filary arkad. Chcemy poznać przynajmniej jeszcze jeden z tych „malowanych klasztorów”, decyduję się wybrać Voronet [attachment=7146][attachment=7147][attachment=7148][attachment=7149][attachment=7150] Znów jedziemy ok.6 km do miejsca gdzie posadowiony jest monaster. Voronet to tzw. Sykstyńską Kaplicę Orientu utrzymana w błękicie. Cerkiew klasztorna, brama – dzwonnica i przepiękne freski przyciągają tłumy pielgrzymów i „zwykłych turystów”. Monastyr Voronet powstał w 1488 roku, ufundował go hospodar Stefan Wielki. Cerkiew łączy w sobie elementy bizantyjskie, gotyckie i miejscowe. Najcenniejszym malowidłem zewnętrznym jest scena Sądu Ostatecznego dlatego cerkiew porównywana jest z Kaplicą Sykstyńską w Rzymie. To ogromna, wielowątkowa, pięciopoziomowa kompozycja. Wprowadzono do tej kompozycji elementy typowo regionalne: mołdawskie instrumenty muzyczne, tutejsze krajobrazy, stroje ludowe. Zachowały się nieliczne zabudowania oraz brama pełniąca rolę dzwonnicy. Znajdują się tam dwa dzwony ufundowane przez Stefana Wielkiego. Ozdobione przepięknymi polichromiami zarówno na zewnętrznych ścianach jak i w środku monastyry znajdują się na terenie Obczyn Bukowińskich. Obczyny to niskie pasmo w Karpatach Wschodnich, przy ukraińsko-rumuńskiej granicy. Mimo że nie są to góry wysokie naprawdę warto je zwiedzić. Lekko znużeni zwiedzaniem w drodze powrotnej z monasteru Voronet skręcamy nad rzekę. Moldovę. Wstęp nad rzekę jest płatny, otrzymujemy ulotkę o utrzymaniu miejsca naszego biwaku w czystości. Na dodatek dają nam plastikowy worek na śmieci, są kontenery. Zdziwienie jest ogromne, coś się zmienia nawet w tym temacie. Jest przyjemnie poleżeć na trawie ale nam się „się jeszcze zachciało pojechać do Suczawy” Co prawda był taki punkt w programie a można było go zmienić a taka propozycja nie padła. Na dodatek pojawił się deszcz i zwiedzanie miasta w takich warunkach było „nieciekawe” Zresztą po tej „dawce” naprawdę interesujących zabytków Suczawa nie mogła nas niczym zaskoczyć. Padło stwierdzenie że to niezbyt ciekawe miasto co w pewnym sensie nie jest prawdą. Lista interesujących obiektów jest dłuższa niż zdążyła zobaczyć najbardziej aktywna grupa. W deszczu wracaliśmy do Polskiego Domu. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 12 - bialyzibi - 15-12-2007 06:28 PM Maramuresz Żegnamy się z gospodarzami Domu Polskiego w Kaczykach i jedziemy w kierunku Borsa. Przemieszczamy się wzdłuż granicy uraińsko – rumuńskiej, prawie równolegle do niej. Od Iacobeni przez ok.25 km jedziemy wzdłuż malowniczej Doliny Złotej Bystrzycy. Na Przełęczy Prislop (1416 m npm) mamy świadomość że jesteśmy tylko 15 kilometrów od granic I i II Rzeczypospolitej. Wspaniałe panoramy górskie Alp Rodniańskich i Marmaroszu nie stają się naszym udziałem. Przełęcz jest granicą Maramuresz i Mołdawii ( a dokładnie Bukowiny) i to ma znaczenie.Krótko odpoczywamy w schronisku położonym na przełęczy. Panoramy „wydzieramy” mgłom gdy na chwilę odpływają z grzbietów i szczytów. Gdy dojeżdżamy do Borsy jest już praktycznie po deszczu. Pierwsze wzmianki o mieście pochodzą z 1365 r..Ciekawostka - jest najdłuższym miastem w Rumunii (25 km.) Z trasy nr.18 którą jechaliśmy zjeżdżamy na 17 c i to tylko do miejscowości Sacel. Następnie podróżujemy drogą lokalną ale jedną z najbardziej malowniczych bo biegnących doliną Izy. W tej dolinie jest niezwykle dużo wiosek posiadających zabytkowe, przepiękne drewniane cerkwie (najstarsze z XV w.) Wiele z nich wpisano na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO. Świątynie o architekturze specyficznej dla regionu wieńczą często strzeliste wieże. Malowniczy region Maramuresz to także tradycyjne stroje. Niemal każda wioska ma charakterystyczne dla siebie, noszone tylko przez mężczyzn nakrycia głowy. Przejeżdżamy przez Sacel, wspominam tylko że miejscowość jest znana z czerwonej nie polerowanej porcelany, dekorowanej na czarno. Na wysokości 1040 m znajduje się tu Błękitne Źródło rzeki Izy. Chciałoby się poznać także tą miejscowość ale nie sposób być wszędzie. Wybieram kolejną wieś Dragomiresti z drewnianą wiejską architekturą. Podziwiamy ją ale naszą ciekawość wzbudza także ….znajdujące się tutaj, unikalne w Rumunii Muzeum Kobiet. [attachment=7155][attachment=7156][attachment=7157][attachment=7158][attachment=7159][attachment=7160] Pierwsza fotka naszych Koleżanek zostaje wykonana przy rzeźbach kobiet. Zwiedzamy kolejno pomieszczenia muzeum pełne różnorodnych przedmiotów codziennego użytku, zdjęć, rzeźb, narzędzi, zabawek , itd. Starano się zaprezentować to wszystko co ma „szeroki związek” z kobietą. Pokazano wszystko co potrzebne kobiecie do prowadzenia domu, do wychowania dzieci, itd. Kolejną miejscowością na naszej trasie jest Bogdan Voda, w niej cerkiew św. Mikołaja ,drewniana o pięknych proporcjach. Do zobaczenia cerkiew z 1718 r. z cennymi malowidłami w środku, dzwonem, wartościowymi książkami. Oglądamy ją z zewnątrz albowiem jest zamknięta z powodu remontu. To nie przeszkadza kobietom przychodzić modlić się na zewnątrz cerkwi. Jak wiele innych także brama i furtka do cerkwi jest bogato rzeźbiona. Zjeżdżamy z głównej drogi do Ieud. Znajduje się tam najstarsza cerkiew drewniana w Maramuresz (1364 r.)jak wiele innych także na liście UNESCO. Jako jedyna nie została spalona w czasie najazdu w XVIII w. Wewnątrz malowidła na drewnie, kolekcja ikon, najstarsza ponoć drabina w Rumunii - z XIV w., wokół cmentarz. Wspaniałe bramy i inna architektura. Można jeszcze spotkać osoby siedzące na ławeczce przed domem. W pobliżu cerkwi znajduje się ciekawe prywatne muzeum etnograficzne. Jesteśmy ciągle w Dolinie Izy gdzie rzeka mija kolejne wioski z misternie rzeźbionymi drewnianymi bramami i wysokimi drewnianymi cerkiewkami. Rozavlea - prawosławny kompleks klasztorny będący najważniejszym miejscem pielgrzymkowym regionu ( lista UNESCO ) Wspaniała cerkiew św. Archaniołów Michała i Gabriela (1717-20) z pięknie zdobioną bramą, malowidłami w środku, dzwonnicą. Przed bramą cerkwi siedzą mężczyźni …i grają w karty. [attachment=7161][attachment=7163][attachment=7164][attachment=7165] RE: Góry Fogaraskie -2007 - 13 - bialyzibi - 15-12-2007 07:16 PM Birszana - kompleks monastyrów i muzeum wsi rumuńskiej [attachment=7166][attachment=7167][attachment=7168][attachment=7169][attachment=7170] Kolejnym „punktem programu” jest Birszana. Tutaj zgromadzono nie jedną cerkiew ale jest to komleks monastyrów i muzeum wsi rumuńskiej. Miejsce wybrano przepiękne, całość posadowiona została na górze u podnóża której płynie Iza. Wszystkie monastyry są z drewna, czyli powstał kompleks budowli w stylu klasztornym. Zachwyca to nas bardzo, do tego widok z góry jest rewelacyjny. Uważam że jest to coś co trzeba koniecznie zobaczyć. Dojeżdżamy w godzinach popołudniowych do Vadu Izei, celu naszej dzisiejszej podróży. Miasto słynie z najpiękniej rzeźbionych drewnianych bram. Posiadamy adres polecanego pensjonatu ale nie zastajemy właścicieli. W kolejnym pensjonacie dogadujemy się co do ceny zakwaterowania i obiadu. Jest on dobrym miejscem na zamieszkanie w tej miejscowości na dłużej. Ale my musimy kolejnego dnia dojechać na Węgry, mamy tam rezerwację na kolejne dwa noclegi. Obiad smakuje nam bardzo. Tradycyjnie już w Rumunii do posiłków podawane są różne trunki. Zwiedzanie miejscowości w godzianch wieczornych kończy się spacerem. Rankiem nie musimy budzić gospodarzy, przygotowujemy śniadanie we własnym zakresie. W ogrodzie za willą jest stosowne miejsce do grillowania ale także do spożycia posiłku. Iża jeszcze tylko przez chwilę nam towarzyszy, skręcamy biorąc „kurs” na Sygiet Marmoroski a następnie na Satu Mare. [attachment=7171][attachment=7172][attachment=7173][attachment=7174][attachment=7175] RE: Góry Fogaraskie -2007 - 14 - bialyzibi - 15-12-2007 07:40 PM Maramuresz- Sapanta „Wesoły Cmentarz” . [attachment=7179][attachment=7180][attachment=7181][attachment=7182][attachment=7183] Kilkanaście kilometrów za Sygietem dojeżdżamy do chyba najbardziej znanej wioski w malowniczym regionie Maramuresz- Sapanty. Wioska znana z „Wesołego Cmentarza” z kolorowymi drewnianymi nagrobkami i barwnie malowanymi krzyżami) To chyba najsłynniejsza miejscowość Maramuresz i zarazem jedno z najdziwniejszych miejsc na świecie. Odkrył je francuski podróżnik określając mianem "wesoły cmentarz" i pod taką właśnie nazwą położony w wiosce cmentarz zasłynął na całym świecie. Dziś Cimitirul Vesel jest obowiązkowym punktem zwiedzania Maramureszu. Wesoły cmentarz z rzeźbionymi i malowanymi krzyżami nagrobnymi znajduje się w środku wioski. Widniejące na nagrobkach sceny to prawdziwy raj dla miłośników sztuki naiwnej. Pojawiają się krzyże jednoramienne, (w tym także maltańskie), dwu- oraz trójramienne, czasem polichromowane jedno-, a czasem dwustronnie. Zwieńcza je dwuspadowy daszek często o ozdobnych listwach. Poniżej rzeźbionych przedstawień znajdują się wycięte w drewnie epitafia relacjonujące z dużym poczuciem humoru życie zmarłego, przybliżające jego charakter czy też okoliczności jego śmierci. Epitafia wraz z przedstawieniami ikonograficznymi tworzą często "portret zawodowy" zmarłego, ale są też takie, w których zwraca się uwagę na sposób spędzania czasu poza pracą (przejażdżka na rowerze, czytanie gazety, słabość do trunków). Przy tworzeniu owych przedstawień wykorzystywano doskonałą znajomość życia wioskowego, cech osobowości lokalnej społeczności, jak również liczne motywy z bogatego folkloru Marameszu. Na krzyżach nagrobnych dominuje kolor niebieski, czy też raczej jasnogranatowy. Na tym tle widnieją różnobarwne napisy i obrazy. Zachwyca bogata ornamentyka krzyży. Pojawiają się motywy geometryczne, roślinne i znaki solarne (słońce, księżyc, gwiazdy, rozety). Cmentarz sam w sobie stanowi unikatowy zbiór dzieł sztuki ludowej. Patras tworzył je nie z marmuru, nie z brązu, nie z kamienia - jak sam twierdził, ale właśnie z drewna, gdyż ludzie z Marameszu żyli z drzewem i żyli z drzewa. Można zwiedzić dom-muzeum ludowych artystów, którzy je robili. Tradycję zapoczątkował Stan Patras ( 1935 rok) , kontynuował Ion. Krzyże są robione z dębiny malowanej na niebiesko, co wyraża nadzieję i wolność. W 1938 roku Patras zaczął pisać na krzyżach epitafia. Dziś tradycję kontynuuje Dumitru Pop. Większą uwagę zwracamy na grób Stana Patrasa – twórcy cmentarza. Robię kilkanaście zdjęć żeby później w domu „na spokojnie” przeanalizować malowidła, rzeźby i opisy na krzyżach. Jak zwykle w takich „turystycznych miejscach” wokół cmentarza usadowili się liczni [attachment=7179]handlarze.Mimo dużych odległości z jakimi mamy do czynienia w Rumunii, nasz przejazd do granicy rumuńsko – węgierskiej przebiega sprawnie. Bez najmniejszych komplikacji i kolejek przekraczamy granicę w Petea. Resztę lei wymieniamy na stacji benzynowej na euro bo tak nam się najbardziej opłaca. [attachment=7184][attachment=7185][attachment=7186][attachment=7187][attachment=7188] RE: Góry Fogaraskie -2007 - 1 - Fazik - 15-12-2007 07:41 PM białyzibi, jak w takim tempie będziesz wrzucał kolejne części wyprawy to będę musiał je sobie wydrukować i czytać w tramwaju tam w trakcie "powożenia" mam czas, nie muszę patrzeć gdzie jedzie, bo samo jedzie
RE: Góry Fogaraskie -2007 - 1 - bialyzibi - 15-12-2007 09:24 PM Miłe to co piszesz, dziękuję. Nie masz pojęcia jaki mi towarzyszy ogrom wspomnień. Przecież Węgry też były interesujące, chcę pokazać ciekawostki,itd.Weekend jest dobrą okazją do pisania, preferuję raczej turystykę górską latem. A tramwajem się chętnie przejadę to Ci opowiem, po co masz czytać. Moje miasto powiatowe ale tramwajów "niet' Pozdrawiam RE: Góry Fogaraskie -2007 - 15 - bialyzibi - 15-12-2007 10:31 PM Węgry Jakby nic kontynuujemy podróż z Węgier na Rumunię aż dojeżdżamy nad malowniczą i wcale nie małą rzekę Tiszę. Nie „zapuściliśmy korzeni” w oczekiwaniu na prom. Sama przeprawa przez szeroką rzekę była „przerywnikiem” w nużącej jeździe szosą. Nie ma tego złego coby na dobre ( nam ) nie wyszło. Gdy sprawdzam dokładnie mapę okazuje się że przeprawa promowa i cały teren to Park Narodowy Hortobágy. Mieści się w północnej części Wielkiej Niziny Węgierskiej, nazwa pochodzi od niewielkiej wioski leżącej na zachód od Debrecenu.Poniższe fotki pochodzą z tej przeprawy. [attachment=7210][attachment=7211][attachment=7212] Teraz w drodze powrotnej z Rumunii wybieram trasę najszybszą i chyba tylko minimalnie dłuższą. Dojeżdżamy do przygranicznej miejscowości Mateszalka żeby w niej skręcić na drogę nr.471 która szybko pozwala nam dojechać do Debreczyna. W tym mieście zmieniamy numer drogi na 33 która doprowadzi nas w pobliże naszego campingu. Kilkanaście kilometrów za Debreczynem zmienia się wyraźnie krajobraz. Przejechaliśmy bardzo długi odcinek drogi. Gdy na tej równinie pojawia się miejsce z grupą drzew zjeżdżamy tam właśnie na postój. To właściwe miejsce z przygotowanymi ławkami, z ubikacją oraz wieżą widokową.Obok niej gabloty prezentujące nasz teren – Parku Narodowego Hortobagy. [attachment=7213][attachment=7214][attachment=7215][attachment=7216] Ogromna to równina na której można wypasać owce. Z wieży widokowej widac na horyzoncie zbiorniki wodne. Puszta, to jeden z największych trawiastych stepów w Europie. Park Narodowy Hortobagy rozciąga się na powierzchni 80 000 hektarów. Znaczną cześć tego obszaru stanowią, zawieraące sól pastwiska. Oprócz stepu są tutaj także moczary, tereny podmokłe i rybne stawy hodowlane.Mnóstwo jest tu czapli różnych gatunków a jesienią występują wielkie zlotowiska żurawi. W okolicach Hortobagy żyją także dropie.Te informacje prezentowały plansze. [attachment=7217][attachment=7218][attachment=7219]Największy kompleks stawów znajduje się zaledwie 4 km od Hortobagy (w kierunku Tiszafüred) i nazywa się Hortobagyi halasto. Występują tutaj ogromne ilości ptaków wodnych w wielkiej różnorodności gatunkowej. Właśnie te stawy, szkoda że z pewnej jednak odległości mieliśmy sposobność z wieży zaobserować. To ogromna atrakcja, ale nie mieliśmy na nią czasu bo nie stanowiła celu naszej wyprawy. W pobliżu miejscowości Tiszafured szosa zbliża się jeszcze do opisanych wyżej terenów ale podziwiamy tylko z okien naszego pojazdu. Wkrótce zresztą kierujemy się na „nasz” camping Zsory. Dobrze jest nam znany dojazd, sposób załatwienia formalności. Mając dokonaną wcześniej rezerwację sprawnie pobieramy klucze od tego samego domku.Niektóre nasze Koleżanki czują się zmęczone długą jazdą samochodem. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 16 - bialyzibi - 15-12-2007 11:27 PM Węgry - kąpieliska termalne Poniższe fotki pochodzą z kąpieliska termalnego położonego na terenie naszego campingu Zsory. To potężny camping o dobrym standardzie. [attachment=7220][attachment=7221][attachment=7222][attachment=7223] Po trudach podróży po Rumunii należy nam się wypoczynek. Wybieram Węgry i kąpieliska termalne.Jedno z nich, a jakże położone jest w najwyższych górach Węgier ( Góry Bukowe), jedyne w Europie w grotach. [attachment=7224][attachment=7225][attachment=7226] [attachment=7227][attachment=7228][attachment=7229] Przedostatni dzień naszej wyprawy jest „dniem węgierskim” Rankiem jedziemy główną drogą do Miszkolca. Dojeżdżamy do dzielnicy uzdrowiskowej Tapolca. Trochę poszukujemy samego kąpieliska termalnego a jeszcze bardziej parkingu. I wtedy zjawia się jegomość który prowadzi nasz pojazd na parking, kasuje opłatę i znika. Nie mamy czasu sprawdzać czy jej nie zawyżył, przez park idziemy na kąpielisko. To jedyne kąpielisko termalne w grotach w Europie. Tak zadbanego kąpieliska jeszcze nie widziałem. Wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach. Każdy basen jest opisany gdzie podano jaka jest jego głębokość, temperatura wody, itd. Przy basenach dziecięcych podano dla dzieci w jakim wieku są przeznaczone. Całość pięknie wkomponowana w otoczenie Gór Bukowych. Można zażywać różnorodnych kąpieli termalnych w grotach oraz w części zewnętrznej kompleksu. Na kąpielisku Zsory przy naszym camingu zaskakuje duża ilość wypoczywających tutaj Polaków. Z Miszkolca wybieram do naszych domków campingowych trasę przez Eger. To wyjątkowo piękna trasa którą wszystkim polecam. Te dwa miasta mają coś wspólnego, leżą na skraju Gór Bukowych. Szosa prowadzi malowniczymi serpentynami. Góry są niewysokie ale bardzo mocno zalesione, dominują oczywiście buki. Jedzie się wręcz w zielonym tunelu cieszącym oko. Jak zwykle mamy mało czasu, dlatego zatrzymujemy się tylko jeden raz. Za to miejsce jest niebanalne. Wśród zielonych gór znajduje się urokliwe, malownicze jezioro. Miejscowość nazywa się Lillafured i leży tuż za Miszkolcem. Wapienne Góry Bukowe, a właściwie środkowa ich część jest parkiem narodowym Bukki Nemzeti Park. Jest to więc popularny rejon wycieczek turystycznych. Przy szosie widzieliśmy kurorty górskie a z samochodu, niestety, wspaniałe krajobrazy. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 17 - bialyzibi - 15-12-2007 11:43 PM Węgry - Eger [attachment=7230][attachment=7231][attachment=7232][attachment=7233] Eger poznaliśmy pobieżnie pierwszego dnia.Teraz mamy wystarczająco wiele czasu żeby zobaczyć chlubę Egeru. To zamek królujący nad miastem, z niego rozciąga się przepiękna panorama.To duma Egeru, prawdziwa forteca która obroniła w 1552 roku miasto przed najazdem Turków. Zwiedzamy zamek zachwycając się jego położeniem i charakterem obronnym. Kameralne uliczki, zadbane kamieniczki, architektura barokowa z wpływami sztuki tureckiej. Miasto jest przygotowane na przyjęcie turystów, tworzy naprawdę niepowtarzalny klimat.W małych grupach zwiedzamy miasto, każdy „według potrzeb”…i możliwości. Udaje się poznać jeszcze kilka obiektów sakralnych oraz bazylikę. Wykorzystuję każdą minutę czasu, dlatego udaje mi się dotrzeć do Doliny Pięknej Pani. Dolina słynie z winnic, to tutaj jest produkowane słynne czerwone wino „Egri Bikaver” ( „Bycza krew”). Obserwuję nawet jak transport winogron „zamieniany” jest na sok (i wytłoki) Sok transportowany jest prosto z ulicy do piwnicy. Są one wykute w skałach, często stoły są wystawiane na zewnątrz i zapraszają na biesiady piwne. Wszystko to przyciąga do tego miasta liczne rzesze turystów. Telefony komórkowe z Polski się „urywają”, widocznie jesteśmy już oczekiwani. [attachment=7234][attachment=7235][attachment=7236] [attachment=7237][attachment=7238][attachment=7239] RE: Góry Fogaraskie -2007 - 1 - spoko - 16-12-2007 11:48 AM Coż jeszcze można dodać do tego co już pisałem .Po prostu znakomity przewodnik turystyczno krajoznawczy i w dodatku jak najbardziej aktualny.Dla geografów i nie tylko to cenne źródło informacji .Od siebie dziękuję Zibi za tak obszerną relację (widzę że do perfekcji opanowałeś również stronę techniczną relacji zwłaszcza wklejanie zdjęć )Pozdrawiam
RE: Góry Fogaraskie -2007 - 1 - bialyzibi - 16-12-2007 02:00 PM Spoko idzie nieźle, dlatego dziś zamierzam skończyć. Jeszcze 3 odcinki ciekawostek takie PS. A co mi tam, wiem jak ja szukałem "bazy" i nie mogłem liczyć na pomoc.Pewnie też dlatego ze tam wędrują głównie studenci, młodzież z namiotami grzbietem. To jest niezwykle urokliwe ale trochę odpuszczam namiotom, drobny komfort się należy( z racji wieku, itd.) Pozdrawiam i dziękuję za ciepła ocenę. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 18 - bialyzibi - 16-12-2007 02:58 PM Rumunia - zakwaterowanie - nasza baza Poiana Neamtului stała się naszym pierwszym „domem” na ziemi rumuńskiej.[attachment=7241] Dobry standard, wysokość 706 m npm. Trochę ciasno w pokojach, łóżka piętrowe ale wszystko poza tym bez zastrzeżeń. Mieliśmy swój „mały kącik,” czyli taras na który chętnie przebywaliśmy. To schronisko będzie się rozwijać, często podjeżdżały pod nie samochody „ z miasta” z ludźmi szukającymi tutaj kameralnego miejsca na spędzenie czasu. A miejsce rzeczywiście bardzo ładne. Patrząc pod „naszym kątem” było świetnym punktem do wypadów w „góry wysokie” [attachment=7242]schronisko o nazwie Cabana Barcaciu ( 1550 m npm) Bliżej z niego w zachodnią część Gór Fogaraskich. Standard jak widać, nie wymaga komentarza. Raczej spartańskie warunki, woda z potoku.Miejsce przepiękne do rozbicia namiotu.Miejscowość Cartisoara leży na początku Trasy Transfogaraskiej. Stanowi znakomitą bazę do wypadów w środkowa część Fogaraszy. [attachment=7243]Pokoje mieliśmy tylko dwa duże, miejsc do spania trochę mało. Poradziliśmy sobie z ciasnotą. Prysznic, smaczne posiłki i serdeczność oraz gościnność gospodarzy były wielkim atutem. Także cena, to nie to co nad jeziorem w Balea Lac.Nad tym urokliwym jeziorem w przepięknym otoczeniu "gór wysokich" są dwa schroniska.[attachment=7244] Niestety ceny trochę odstraszają turystę z "normalną kieszenią" Schronisko Podragu ( 2136 m npm) jedyne tak wysoko położone w tych górach. [attachment=7250]W trakcie przebiegającego remontu schronisko oferowało bardzo niewiele. Ale jako „przystań” w drodze na Moldoveanu spełniło swoją rolę. Ze swojego prowiantu przygotowaliśmy kolację i poranne śniadanie, kanapki na trasę w sali do tego przeznaczonej.Może standard Kompleksu Turystycznego Sambata nie był zbyt wysoki.[attachment=7245]Dla nas wymagających tylko ciepłego prysznica i „czegoś” do spania to lokum na jedną noc nie było najgorsze. Tanie spanie w domkach campingowych ( dwuosobowe ) Rasnov - miasteczko leżące ok. 30 km od Braszova. Spora ilość pensjonatów w przystępnej cenie . Bardzo wysoki standard (***) ,[attachment=7246] wszystko ,łącznie z wyżywieniem bez zastrzeżeń. Kaczyka - "Dom Polski", chociaż prowadzony przez Polaków to praktycznie "samoobsługowy" [attachment=7247],łóżka na jednej dużej sali, są też mniejsze pokoje, kuchnia, prysznic i oświetlona murowana wiata gdzie można spędzać mile wieczory. Standard może niezbyt wysoki ale wystarczający dla mniej wymagających.Vadu Izei, przepiękna miejscowość, wysoki standard pensjonatu w przystępnej cenie.[attachment=7248]Bardzo smaczne posiłki, możliwość atrakcyjnego spędzenia czasu w ogrodzie (wysoki standard- wiata , kominek, itd.) "Poraża" serdeczność i gościnność gospodarzy.Camping Zsory niedaleko Mezokovesd, [attachment=7249]Spaliśmy w domku typu bungalow, w domku z dwoma pokojami czteroosobowymi. Mieliśmy wszystko „pod ręką” czyli kuchnię, gorący prysznic,hall, stoliki, itd. w dobrym standardzie turystycznym. Jest wreszcie czas na wieczorne rozmowy przed snem. W ogrodzie przed domkiem były stoliki i krzesła ogrodowe. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 19 - bialyzibi - 16-12-2007 06:48 PM Rumunia - ciekawostki [attachment=7267]świetne oznakowanie szlaku, nawet w takim zdawałoby się nieciekawym miejscu. [attachment=7268]Takie widoki na rumuńskiej wiosce też można spotkać(ok. Carta) [attachment=7269]Cel został osiągnięty, zbudowano Szosę Transfogaraską , przy okazji zabetonowując góry. [attachment=7270]Jeszcze jedna korzyść z wybudowania ogromnej zapory, "skoki na gumie" [attachment=7271]jedni wrzucali banknoty do fontanny po to żeby złodzieje mogli je wyciągać. [attachment=7272]No to teraz wypijemy za przyjaźń polsko -rumuńską. [attachment=7273]Owce chodzące jak "święte krowy" najważniejszą szosą w tym rejonie. [attachment=7274]Młoda kelnerka z restauracji w Balea Lac udowadnia nam że polski nie jest trudny, podobno nauczyła się naszej mowy w 3 miesiące [attachment=7275]"pierwsza pomoc Wojtka w "gardłowej sprawie" ( kontuzja kolana rumuńskiego turysty po przejściu Negoiu) [attachment=7276]dumni , wpatrzeni w dal pasterze rumuńscy. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 20 - bialyzibi - 16-12-2007 07:15 PM Rumunia -2007 - flora i fauna [attachment=7277] Eger, jak może nazywać się prezentowane na fotce drzewo? [attachment=7278] Czy sympatia Marysi do osłów nie zaszła za daleko? [attachment=7279] Takie niewysokie krzewinki pokrywają znaczną część zboczy Gór Fogaraskich. [attachment=7280][attachment=7281][attachment=7285] Flora wysokich grzbietów górskich. [attachment=7282] [attachment=7286]bardzo często można je spotkać na fogaraskich wysokich połoninach. [attachment=7283][attachment=7284] Psy pasterskie bywają różne. RE: Góry Fogaraskie -2007 - 21 - bialyzibi - 16-12-2007 07:33 PM Rumunia - 2007 - ciekawostki [attachment=7287] skromne wyposażenie schronu, spełniają jednak znaczące znaczenie w zapewnieniu bezpieczeństwa na grani Fogaraszy. [attachment=7288]pozujemy do zdjęcia z pasterzem w Alpach Transylwańskich [attachment=7289] taka prowizoryczna kładka została zawieszona nad rwącym potokiem w Dolinie Sambaty [attachment=7290] bardziej niż skromny budynek poczty na odległej wiosce w "polskiej" Bukowinie. [attachment=7291] dosyć prowizoryczny "most wiszący" na Izie w Maramuresz [attachment=7292]spotkaliśmy wielu sympatycznych i serdecznych Rumunów. [attachment=7293] studentka V roku polonistyki pracująca na campingu Zsory, sympatyczna i pomocna w pokonywaniu "bariery jężykowej" [attachment=7294] Osły lubią nie tylko ciepło ale nawet "żar ogniska" [attachment=7295] krzyże były nieodłącznym elementem naszej wędrówki [attachment=7296]Dracula w takiej postaci dominował nad zaporą i zalewem |